Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Inuki - sklep z mangą i anime

Opowiadanie

Kawaii Scotland tom 1 - recenzja komiksu

Autor:moshi_moshi
Redakcja:Avellana
Kategorie:Recenzja, Komiks
Dodany:2016-12-26 22:30:04
Aktualizowany:2016-12-26 22:31:04



Ilustracja do artykułu





Tytuł: Kawaii Scotland - tom 1

Autor: Ilona Myszkowska, Katarzyna Stasiowska, Janina Grzegorzek

Korekta: Anna Jakubowska

Skład komputerowy: Krzysztof Bernacki

Liczba stron: 152

Rok wydania: 2016

Wydawca: Gindie

Cena: 22 zł






Kiedy dowiedziałam się, że ten komiks naprawdę powstanie, moje oczy zapłonęły niczym pochodnie, zaś moja yaoistyczna dusza wyła: „Ja to chcę!”. I oto dostałam kolorowy, pachnący drukiem, świeżutki egzemplarz pierwszego tomu Kawaii Scotland, czyli jednego z najciekawszych, a na pewno najzabawniejszych pseudoyaoi na polskim rynku. Niezwykle utalentowanym autorkom przyświecała myśl, by stworzyć dzieło wzorowane na japońskich mangach, pełne bardzo męskich mężczyzn i przy okazji wyśmiewające wszystkie schematy obecne w homoseksualnych romansach. Gdyby ktoś miał wątpliwości, gdzie można znaleźć najbardziej ociekających testosteronem panów, tytuł komiksu powie mu wszystko, a jeśli nadal nie wierzy, proponuję pooglądać reklamy whisky William Lawson...

Cóż, zgodnie z legendą, dzielni Szkoci przerażeni tym, co zrobiło z ich narodu angielskie panowanie oraz niedorzeczne nakazy Unii Europejskiej, wzniecili powstanie pod wodzą księcia McFloya. Ponieważ kobiety, otumanione feministyczną ideologią nie chciały powrócić do szkockich korzeni, wojna rozgorzała na dobre, ale w końcu waleczni mężowie wygrali, a żeńskie niedobitki wkrótce wyginęły, pozostawiając Szkocję wolną i silną. Upłynęło sporo czasu od tych wydarzeń, okrutne potwory zwane kobietami stały się jeszcze jednym elementem lokalnego folkloru, a panowie powrócili do prostego życia i tradycji takich jak rzucanie kłodą, pielęgnowanie zarostu czy wypasanie owiec.

Głównym bohaterem naszej opowieści jest słodki i dobroduszny Ukechan, który mieszka wraz z ukochanymi braćmi, kotami-szkotami, w małym, skromnym domku i uczęszcza wraz z jednym z nich, Nekochanem, do lokalnego liceum. Jego spokojne życie zmienia się diametralnie, kiedy do klasy dołącza nowy uczeń, przystojny i utalentowany Semesenpai, wzór cnót wszelakich. Ukechan z miejsca zakochuje się w zarośniętym koledze, ale ten w ogóle nie zwraca na niego uwagi. Co gorsza, jego rywalem do serca Semesenpaia zostaje piękny i zamożny potomek księcia McFloya...

Chociaż komiks miał być komedią, pierwszy tom wyciśnie z Was łzy współczucia, ponieważ za cokolwiek nie weźmie się Ukechan, to spaprze, a przynajmniej nie odniesie oczekiwanego efektu. Inna sprawa, że Semesenpai jakiś taki szemrany jest i wyjątkowo odporny na męskie wdzięki, w głowie mu tylko kłody i owce. Jeszcze bardziej szemrany jest młody McFloy, który zrobi wszystko, żeby uprzykrzyć życie głównemu bohaterowi i zdobyć dla siebie nowego kolegę, acz mam wrażenie, że trochę za często jego uwagę przykuwa Nekochan... Oj, dzieje się w tym tomie. Jest i rzut kłodą, i gra na dudach, wzbudzająca Wichry Namiętności, lokalny festyn, na który Ukechan piecze babeczki ze smalcem (McFloy lepi zaś rzeźby z pasztetu), a pod koniec pojawia się nawet potwór Lochunessu!

Bogowie, chcę drugi tom, teraz, natychmiast. To autentycznie jeden z najzabawniejszych komiksów, jakie kiedykolwiek czytałam. Autorki niezwykle umiejętnie bawią się schematami i wykorzystują obiegowe opinie o Szkotach. Dialogi są mistrzowskie, a nawiązania zarówno do japońskich mang, jak i bliższych nam tworów kultury świetnie dobrane. Urzekło mnie bieda-bento i pomysł stworzenia kotów-szkotów, czyli Szkotów z kocimi uszkami i ogonkami. Szczerze mówiąc, tak byłam zajęta podziwianiem wyobraźni autorek, że nawet nieszczególnie zastanowiło mnie, skąd się biorą dzieci, skoro wszystkie kobiety wymarły... Chociaż w sumie, pewnie nie chcę tego wiedzieć.

Kreska Dranki, czyli Katarzyny Stasiowskiej jest śliczna i dopracowana, naprawdę niewiele wydanych w Polsce mang może się poszczycić takimi ilustracjami. Układ paneli jest czytelny, ale widać, że Dranka nie boi się eksperymentować. Projekty postaci są zróżnicowane, od smukłych, androgynicznych bishounenów po prawdziwych hipsterskich drwali, z brodami jak marzenie. Poza tym warto zwrócić uwagę na bogatą mimikę i dokładność - postaci nie tracą atrakcyjności i poprawności anatomicznej w oddaleniu. Niezgorzej prezentują się także tła, może niezbyt bogate, ale często obecne i w miarę możliwości bardzo szkockie w klimacie. Cóż, Dranka ma pewną rękę, kontur jest płynny, ale niejednostajny, a rastry położone profesjonalnie i doskonale dobrane, przez co całość nie wydaje się chaotyczna.

Nie mam też nic do zarzucenia wydaniu, przewyższającemu wiele dostępnych u nas mang. Zarówno obwoluta, jak i okładka, przedstawiające głównych bohaterów, są kolorowe. Obwolutę wydrukowano na błyszczącym papierze, na jej skrzydełkach znajdziemy krótkie charakterystyki autorek oraz reklamę wydawnictwa Gindie. Z tyłu można przeczytać zabawny, acz szalenie trafny opis fabuły. Komiks, wydrukowany na dobrym gramaturowo papierze, rozpoczyna krótki prolog, ukazujący czytelnikom historię wielkiego zrywu niepodległościowego Szkotów. Właściwy komiks podzielono na rozdziały, ale zabrakło mi spisu treści i numeracji stron, które ułatwiłyby poruszanie się po tomiku. Użyta czcionka jest klasyczna i odpowiednio duża, dzięki czemu całość pozostaje bardzo czytelna. Ostatnie strony zajmuje sporo dodatków, prezentujących Kawaii Scotland od kuchni - znajdziemy tu między innymi wstępne szkice postaci, skrótowo przedstawiony proces tworzenia komiksu oraz kilka słów o tym, jak narodził się pomysł przygód Ukechana. Na końcu zamieszczono posłowie autorek i stopkę redakcyjną. Nie można też zapomnieć o uroczym dodatku, jakim jest kolorowa zakładka, ukazująca Ukechana w formie super-deformed. Jest przesłodka i po prostu śliczna!

Kawaii Scotland to jedna z najmilszych niespodzianek wydawniczych w 2016 roku. Komiks jest pomysłowy, autentycznie zabawny i pokazuje, że są w Polsce zdolni twórcy, którym wystarczy dać szansę. To zdecydowanie nie jest odcinanie kuponów czy żerowanie na popularności japońskich mang, ale niezwykle twórcza i przemyślana zabawa wytartymi kliszami, łącząca kultury Dalekiego Wschodu i Zachodu. Sądzę, że komiks ma szansę zainteresować również osoby, które normalnie po yaoi i pokrewne nie sięgają. To po prostu świetna komedia, warta swojej ceny i dająca czytelnikowi mnóstwo radości. Nie mogę się doczekać ciągu dalszego i jestem pewna, że w tym przypadku nie tylko ja.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.