Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Love My Enemy

Nasz Świat – Wczoraj i Dziś

Autor:Donia
Serie:W.I.T.C.H.
Gatunki:Komedia, Kryminał, Romans
Uwagi:Utwór niedokończony
Dodany:2018-04-03 09:49:17
Aktualizowany:2018-04-03 09:49:17


Poprzedni rozdział

Opowiadanie zostało opublikowane również na fanfiction.net.


- Ufffff… - westchnęła Will. - Myślałam, że ta dyskusja nigdy się nie skończy…

- A przecież to ty zaproponowałaś żeby podyskutować sobie o tym, co ludzie myślą o romansie. - wtrąciła Irma.

- No tak, ale myślałam, że to zajmie chwilę… I jeszcze na końcu Galgheita musiała poruszyć tak… delikatny temat… O tym całym dziedziczeniu tronu…

- Jasne, że to nieprzyjemny temat, ale niestety nie da się go uniknąć. - dodał Caleb. - Ale tak jak mówiła Cornelia, to się jeszcze może zmie…

- Caleb, ja kłamałam… - mruknęła pod nosem jego dziewczyna. - Powiedziałam to tylko dlatego, żeby nikogo nie martwić, kiedy zobaczyłam jak niektórzy podchodzą do tego romansu! W rzeczywistości wydaje mi się, że Elyon i Raythor naprawdę się w sobie zakochali! Ona była dzisiaj taka rozmarzona… Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam ją w takim stanie… I wszystko wskazuje na to, że to nie będzie niewinny flircik…

- Ulala! - wyrwało się Blunkowi. - Czyli to znaczy, że Raythor kiedyś będzie naszym…

- Poczekamy, zobaczymy. - odpowiedział mu Matt. - Ale słuchajcie, jak się okaże, że oni naprawdę chcą być razem, a świat tego nie akceptuje, to… No wiecie… A z tego co widzieliśmy, sporo ludzi podchodzi do tego raczej sceptycznie… Biedni Elyon i Raythor, ciekawe co z nimi będzie…

- Ala zaraz… - zapytała Hay Lin. - Czy to znaczy, że być może… Jak świat nie zaakceptuje tej miłości… To ona w ogóle nie będzie mogła zaznać spełnienia…? To takie smutne… I takie brutalne…

- Fakt, ale jak powiedziałam nie dramatyzujmy. - uspokoiła ją Tara. - Przecież na dobrą sprawę nikt nie wie, czy oni chcą być razem już na zawsze… Jak kiedyś powiedziała nasza znajoma wróżka, każdy sam decyduje o swoim przeznaczeniu… Poczekamy, zobaczymy co będzie… Choć przyznam, że mnie też nie podobały się te wzmianki o nowym władcy…

- Moi drodzy! - zawołała Will łapiąc się za głowę. - Proszę, czy moglibyśmy już nie rozmawiać o tym romansie…? Błagam… Głowa mnie boli… Chodźmy, już spać… A jeszcze jutro trzeba się spakować…

- Spakować? - zdziwił się Blunk. - To Strażniczki gdzieś wyjeżdżają?

- No nie mów, że nie wiedziałeś! - parsknęła Irma. - Cornelia od roku nie mówi o niczym innym!

- A to ciekawe… - zastanowiła się Hay Lin. - Jak to możliwe, że Corny mówi o tym od roku, skoro zapisałyśmy się na tą wycieczkę miesiąc temu… Nie wiedziałam, że nasza Cornelia też jest jasnowidzem! Cha cha!

Cała grupka zachichotała.

- Jedziemy do światowej stolicy filmów - Cannes! - odparła dumnie Cornelia. - Już za trzy dni będziemy kąpać się w luksusie w jednym z najelegantszych i najdroższych miast w kraju!

- Jeżeli Strażniczki jadą tam tylko po to by wziąć kąpiel, to równie dobrze mogą zrobić to tutaj. - odparł Blunk. - Wystarczy kupić ten cały żel „Luksus” i…

- To nie jest nazwa płynu do kąpieli! - wybuchnęła Strażniczka Ziemi. - „Kąpać się w luksusie” oznacza być otoczonym przepychem, bogactwami, usługami i…

- Dobra, wystarczy! - przerwał jej Caleb. - Kochanie, błagam nie każ mi wysłuchiwać kolejnego wykładu z cyklu „Cannes to takie wspaniałe miasto, Caleb dlaczego nie chcesz jechać tam razem ze mną?”... Prooszęęę…

- Dobra, dobra… - mruknęła pod nosem Cornelia. - Ale jak wrócimy z wycieczki, to tak jak obiecałeś zabierzesz mnie na całodniową randkę?

- Masz moje słowo… - mruknął Caleb modląc się w duchu, by nie musiał już więcej wysłuchiwać tej gadki.

- Moi… Drodzy… - wydukała Will ziewając. - Błagam, chodźmy już spać… Wy nie jesteście zmęczeni…?

Dziewczyny spojrzały na siebie.

- Ja zdrzemnęłam się czekając na Raythora. Teraz nie chce mi się spać, ta nasza dyskusja tak mnie ożywiła! - odparła radośnie Hay Lin.

- Szczerze mówiąc… Mnie też nie! - dodała po chwili namysłu Irma. - Dzisiaj po obiedzie urządziłam sobie kilkugodzinną sjestę, bo chciałam być w formie na wieczór, więc nie jestem ani trochę zmęczona.

- A ja, kiedy czekałam aż wrócicie z raportami, wypiłam filiżankę kawy i spory kubek yerba mate1. I dlatego też nie jestem zmęczona. - powiedziała Taranee. - A ty, Corny?

- W zasadzie ja też nie jestem znowu tak strasznie zmęczona… - odparła Strażniczka Ziemi. - Słuchajcie, to może niech Will się położy, a my jeszcze trochę porozmawiamy, co?

- Ja jestem za! - zawołała Hay Lin. - Babciu, czy możemy jeszcze trochę podyskutować?! Proszę, proszę, proszę…

- No dobrze. - odpowiedziała jedna z pań Lin, po czym zwróciła się do swojej bliźniaczki. - Chyba nie masz nic przeciwko temu, Mira?

- Oczywiście, że nie. Niech sobie jeszcze trochę porozmawiają, w końcu wakacje są raz w roku i możliwość wspólnego nocowania pod nieobecność rodziców też nieczęsto się zdarza…

- Słuchajcie… - zapytał Matt. - A czy ja też mógłbym zostać jeszcze z godzinkę? Powiedziałem rodzicom, że gramy koncert w klubie i że prawdopodobnie nie wrócę przed w pół do dwunastej… Myślałem, że wykład może się wydłużyć…

- Jasne, że możesz… - odparła słabym głosem Will ledwie trzymając się na nogach. - Ale, sorry… Ja nie jestem zbyt dyspozycyjna… Ziew…

- Nie szkodzi, Kochanie. Lepiej będzie jak się położysz i sobie odpoczniesz…

Na wieść o tym, że Matt postanowił zostać, Caleb od razu domyślił się co zaraz usłyszy od Cornelii więc szybko wypalił:

- Która, godzina? Ojej… Ale późno… Wybaczcie, ale ja… Muszę… Chciałbym…

- …zostać z wami, tak jak Matt, bo na dziś nie mam już nic do roboty! - dokończyła pieszczotliwie Corny, łapiąc go za ramię.

Jej chłopak zrobił nieco kwaśną minę starając się nie zdradzić, że nocne dyskusje w damskim gronie to ostatnia rzecz, na jaką ma ochotę.

- Wy - wybacz Skarbie… - odrzekł pośpiesznie, starając się by w jego głosie było słychać nutę żalu. - Ale niestety ja nie mogę… Bo… Bo obiecałem Blunkowi… Mamy coś do zrobienia…

- Ekstra! - ucieszył się passling. - W takim razie Caleb pomoże posegregować Blunkowi wszystkie skarby, które Blunk znalazł w zeszłym miesiącu, a potem…

- Rozmyśliłem się! - prawie krzyknął Caleb, odruchowo łapiąc Cornelię za rękę. - Cofam to co mówiłem! Ostatnio poświęcam za mało czasu mojej dziewczynie! W sumie z chęcią spędzę wieczór z wami na babskich pogaduszkach o kosmetykach, ciuchach, chłopakach i wycieczce do tego zakicha… wspaniałego Cannes! O niczym innym nie marzę (z dwojga złego już lepsze to, od segregacji odpadów!)…

- Jak Caleb zostaje to Blunk, też! - odparł passling, poprawiając sobie beret. - Blunk nie będzie robił selekcji skarbów bez swojego pomocnika! Sami to pracują tylko biedacy, a Blunk jest teraz na to za bogaty!

- Nie nazywaj mnie swoim pomocnikiem… - warknął przez zęby Caleb. - Pomogłem Ci z tym cyrkiem tylko dla zbicia czasu…

Na mordce passlinga pojawił się lekki smutek…

- Jaka szkoda… A Blunk już chciał zaproponować Calebowi stałą posadę ochroniarza, bo prawdziwy biznesman musi mieć ochronę… A może jednak Caleb by…

- Z-A-P-O-M-N-I-J! Prędzej zrobię sobie makijaż i założę ciuchy Corneli, niż się u ciebie zatrudnię! Znajdź sobie lepiej kogoś, kto jest pozbawiony węchu i nie brzydzi się zabawą w śmieciach! Zresztą, raczej wątpię, by ktoś dybał na twoje życie, żeby zdobyć twój majątek! Sorry…

Przechodzący zrobił obrażoną, a jednocześnie zawiedzioną minę.

- Dobra… Jak Caleb, nie chce, to nie! Ale Blunk może zostać…?

- Możesz, jeżeli zdejmiesz z siebie to wszystko! - skwitowała Corny starając się nie patrzeć na Blunka. - No dalej, Uosobienie Bezguścia w Miniaturze! Rozbieraj się! Zaczekamy na ciebie.

***

Wszyscy (poza Blunkiem, który pozostał w piwnicy, by ściągnąć z siebie wszystkie fatałaszki) udali się na górę. Caleb i Matt poszli do pokoju Hay Lin, gdzie na podłodze leżały już cztery śpiwory przygotowane dla przyjaciółek. Dziewczyny ustawiły się w kolejce przed łazienką, by móc się umyć. Jako pierwsza weszła Hay Lin. Po kilku minutach przyszła do pokoju przebrana w niebieską piżamkę w złote gwiazdki. Szybko usiadła na łóżku, wzięła swój notesik i zaczęła coś pisać.

- Co tam skrobiesz, jeśli wolno spytać? - odezwał się Matt.

- Robię listę wszystkich ludzi, którzy w sprawie romansu Elyon i Raythora są na „nie”. - odparła Strażniczka Powietrza. - Drake… Pani Rudolph… Kto jeszcze był niezadowolony…?

- Wiesz, pewnie nie każdy się do tego przyznał. - mruknął Caleb. - Pewnie niektórzy to ukrywają… Nikt nigdy nie będzie mógł przewidzieć, co się dzieje w umyśle drugiego człowieka… Niektórzy pewnie udawali, że nie mają nic przeciwko, ale chodziły im po głowie myśli, o jakich nam się nawet nie śniło…

Śniło… Sny… Nagle Hay Lin przypomniały się te jej dziwne sny dotyczące zakochanych… Teraz zdała sobie sprawę z tego czego nie mogła sobie przypomnieć wcześniej… Tak, na pewno w tym pierwszym śnie obserwowała wszystko jako Raythor… To było takie realne… A w drugim śnie na sto procent wcieliła się w Elyon… Rety…

Natychmiast przewróciła stronę i zaczęła notować wszystko, co zobaczyła w tych snach… Teraz zaczęła przypominać sobie nawet najdrobniejsze szczegóły… Przedmioty… Miejsca… Co kto mówił… Tak… Elyon mówiła coś o teście… Który dał… Pozytywny wynik…? I wyznała, że… Niesamowite! Ona naprawdę to zrobiła! A drugi sen… To miejsce gdzie znalazła się jako Elyon… Tak! To była cela więzienna! Ta sama gdzie kiedyś zamknięty był Raythor! I on ją tam… Coś takiego! Niemożliwe! A jednak…

W tym momencie dotarło to do niej! Teraz Strażniczka Powietrza była już absolutnie pewna, że były to prorocze sny! Tak! To nie mogły być zbiegi okoliczności! Napewno to, co zobaczyła to były plany zakochanych wobec siebie! Więc to się kryje za tym romansem… Kto by pomyślał, że Elyon zrobi coś takiego Raythorowi… Ale żeby Raythor… Więc o to mu chodzi… I to dlatego zaczął z nią chodzić… Niesłychane…

Skończyła pisać. Przeczytała wszystko to co zapisała kilkukrotnie. Za każdym razem miała ochotę otworzyć buzię ze zdumienia, jakby nie ona to napisała… W dodatku te sny miały pewną wspólną cechę… Nie do wiary! Ale jeśli jest tak jak jej się wydaje… To by oznaczało, że wkrótce te sny się sprawdzą… Jak Elyon naprawdę to zrobi… A może ona już to zaczęła?! No tak, musiała już to zacząć… A jak przestanie skrywać tę tajemnicę… I co jeśli Raythor wcieli w życie swój plan… Ale chyba jest na to jeszcze za wcześnie… Ale jak to się ziści to wtedy… Ojojoj! I co teraz!? Powiedzieć o tym reszcie? Interweniować? Nie, nie... Jeśli ktoś się o tym dowie to wybuchnie panika, oburzenie… A może zaczekać, zobaczyć co będzie? … Ale jak sprawy pójdą za daleko… Nie…

- Haaalllooo… Ziemia do Hay Lin! Usnęłaś na jawie…

Strażniczka Powietrza aż podskoczyła i podrzuciła notesik do góry. Dopiero teraz zorientowała się, że wszystkie przyjaciółki siedziały już w swoich śpiworach i wpatrywały się w nią zdziwionym wzrokiem.

- Ops! Przepraszam, zamyśliłam się! Gdzie mój notesik?!

- Tutaj! Au… - mruknął pod nosem Caleb, któremu książeczka jak na złość musiała spaść na głowę.

- Och! Dzięki! - zawołała panna Lin i szybkim ruchem ręką zdjęła notatnik z Calebowej czupryny.

- No to, jak jesteśmy już wszyscy? Ah, nie ma jeszcze Blunka… Co on się tak długo przebie…

Nie musiała długo czekać na odpowiedź. W tym momencie drzwi się otworzyły i… Na widok tego co zobaczyli, siedmioro nastolatków zaczęło zakrywać sobie oczy rękami i wrzeszczeć na całe gardło!

- AAAAAAAAAAA!!!

Ich krzyki spowodowały, że na korytarz wbiegły obie panie Lin, które chciały spytać co się stało, ale po chwili dostrzegły przyczynę tych wrzasków i również zaczęły krzyczeć zakrywając oczy.

- Dziewczęta! Co się… OCH!!!

Po chwili na korytarzu dało się słyszeć jeszcze jeden krzyk. Tyle, że ten miał raczej barwę złości.

- No, co wam znowu nie pasuje?! Przecież Blunk zrobił dokładnie to co chciała Cornelia! Sami słyszeliście, że Corny kazała Blunkowi się roze…

- ALE NIE DO ROSOŁU, IDIOTO!!! ZAKŁADAJ ZARAZ COŚ NA SIEBIE ALBO WRZUCĘ CIĘ DO PRALKI!!! JUŻ!!!

- Dobra… Blunk rozumie, niech się Irma uspokoi…

Passling miał na sobie jedynie podarte, czerwone majteczki…

***

Przechodzący poszedł do piwnicy i po paru minutach wrócił do pokoju. Tym razem (ku wielkiej uldze wszystkich obecnych) miał na sobie swoje normalne, pomarańczowo-białe ubranko.

- Uffff… - westchnęła Irma. - Co za horror… To było straszniejsze niż widok Cedrica połykającego Phobosa… Koszmar! Chyba będę mieć uraz…

- Wybaczcie… A...le ja już… Ziew… Zasy... piam… Dobra... noc… - wydukała nieprzytomnym głosem Will.

- Śpij dobrze Kochanie… - odparł Matt całując ją w policzek na dobranoc. - Słodkich snów…

Ledwo zdążył to zrobić, jego dziewczyna osunęła się na poduszkę w śpiworze i momentalnie zasnęła… Matt delikatnie przykrył ją kołdrą.

- No dobrze… Chyba nic jej nie obudzi, nawet koncert rockowy. - skwitowała Hay Lin. - A właściwie, dlaczego ona jest taka zmęczona?

- Nie wiecie? - zdziwił się Matt. - Bo dzisiaj cały dzień czytała…

- Jak to? Przecież są wakacje!

- Ale nie do szkoły! Ona ponad dwanaście godzin spędziła na wertowaniu biblioteki Kondrakaru!

- A czego szukała? - zapytała Irma. - Znowu studiowała metafizę? Czy raczej sztuki walki? A może zaczęła pracę nad jakimś magicznym wynalazkiem, który zmieni oblicze świata? Lub próbowała nauczyć się jakiś nowych czarów?

- Cztery strzały i wszystkie chybione. - odparł spokojnie Matt. - Moja kochana Will spędziła co najmniej pół dnia na lekturze „W duszy każdego wilkołaka jest małe niebo i ziemia…” autorstwa jakiejś Wyroczni sprzed trzech wieków!

- Ua! - mruknęła Corny. - A więc magiczne istoty? Tak coś czułam… - spojrzała na twarz pogrążonej we śnie przyjaciółki… - Nasza kochana, słodka przywódczyni… Ostatnio tak się przejmuje „Sprawą Pieseczka”, nad którą pracujemy…

- „Sprawą Pieseczka”? - spytał Blunk. - Chodzi o tą sprawę wilkołaka, którą dziewczyny miały się zająć po wakacjach?

- Dokładnie, Blunk. - odparła Irma. - Mogliśmy się spodziewać…. Will chyba za bardzo się tym przejmuje… Jestem pewna, że z naszym doświadczeniem zakończymy tę misję śpiewająco! Już nie takie rzeczy robiłyśmy… Prawda, dziewczyny…?

Przez te kilka lat świat czarodziejek bardzo się zmienił. Jak wiadomo to właśnie rzeczywistość pisze najlepsze scenariusze. A za te, które w ostatnich czasach napisała dla W.I.T.C.H. powinna dostać Złoty Glob…

Obszar na jakim działały Strażniczki nie obejmował już tylko Heatherfield, Kondrakaru, Meridianu i Zamballi. O nie! Teraz dziewczyny odwiedzały coraz to nowsze wymiary, a także inne państwa znajdujące na ich ojczystej planecie. Zdążyły już całkiem nieźle poznać Włochy, Wielką Brytanię, Japonię a także Polskę. Nierzadko spotykały też naprawdę fascynujące istoty. Teraz dziewczyny brały udział nie tylko w misjach, które zlecał im Kondrakar. Zdarzało się, że one same znajdowały siebie zadanie. Nie patrzyły na to jak na ciężki obowiązek, ale jak na dobrą zabawę. Już kilka razy nawiązały kontakt z inną magiczną drużyną walczącą ze złem i wspierały ją w walce, a czasami także szkoliły (w końcu jako Strażniczki Kondrakaru miały dość duże doświadczenie w walkach ze złem). Jakby na to nie patrzeć, dzięki temu nie tylko zdobywały przyjaciół, ale też mogły przeżyć niesamowite przygody, odwiedzić fascynujące miejsca… I rzecz jasna nic nie mogło zastąpić charakterystycznej satysfakcji jaką daje wspólne pokonanie wroga i ocalenie wszechświata…

Przez te kilka lat Strażniczki nauczyły się też wielu nowych sztuczek. Jedną z najbardziej przydatnych była teleportacja. Ale na tym sprawa się nie kończyła, bo zdążyły dokształcić się nie tyko w magii, ale też w innych dziedzinach, z których wiedza mogła im się przydać podczas misji. Cornelia nauczyła się robić specjalne makijaże, zmieniające wygląd, bardzo przydatne kiedy trzeba było ukrywać swoją tożsamość. Gdy Strażniczki odkryły, że czeka je zadanie, polegające na walce z wojownikami uzbrojonymi w miecze laserowe, wzięły u Meridiańskich strażników szybki kurs szermierki. Nauczyły się też innych sztuk walki i połączyły je z wykorzystaniem ziemskiej broni, która po ulepszeniu magią mogła świetnie służyć do obezwładnienia wroga w „humanitarny sposób”. Kiedy W.I.T.C.H. zdecydowały się na podjęcie misji w świecie, mogącym spokojnie stać się scenerią do nakręcenia filmu sci-fi, Will zaczęła zgłębiać tajniki wiedzy łączącej magię z nauką i technologią. W efekcie stworzyła m.in. urządzenie pozwalające wirtualnym istotom przebywać poza ich wymiarami.

Ponadto dziewczyny stykały się nie tylko z problemami typu: „Jak zniszczyć złego księcia i ocalić planetę?”, ale z naprawdę poważnymi problemami osobistymi zwyczajnych ludzi, takich jak: utrata rodziny, problemy zdrowotne czy brak akceptacji przez otoczenie. Na szczęście Strażniczki Kondrakaru z wyzwaniami stawianymi przez życie radziły sobie niemal tak dobrze jak z potworami. Potrafiły rozprawić się z każdym, nawet najtrudniejszych problemem. Ich grupa cieszyła się opinią zawodowych superbohaterek, które działają szybko i skutecznie. Niemal cały Meridian zawsze kibicował im gdy wybierały się na jakieś misje w dalekie strony.

- Rany… - mruknął Caleb, gdy wszyscy przyznali Irmie rację… - Przerażasz mnie jak tak mówisz, wiesz…?

- Przerażam Cię?! - zdziwiła się Irma. - A niby dlaczego?

- Dlatego, że wy robiłyście już tak szalone rzeczy, że aż się boję myśleć co jeszcze zmajstrujecie!

Trzeba przyznać, że W.I.T.C.H. z czasem podejmowały się coraz bardziej niezwykłych zadań i układały do nich naprawdę szalone plany. Kiedyś pobrały krew od Elyon, Kadmy i (znokautowanego wcześniej) Phobosa w celu… zrobienia z niej wyjątkowego prezentu gwiazdkowego dla znajomej rodziny wampirów. Dzięki temu po raz pierwszy w życiu mogli oni spróbować prawdziwej królewskiej krwi! Innym razem dziewczyny postanowiły podjąć się opieki nad ośmiorgiem magicznych dzieci, których opiekun uległ poważnemu wypadkowi i zapadł w śpiączkę. Gdyby ktoś postronny usłyszał, że grupa nastoletnich uczennic postanowiła zaopiekować się taką gromadką, pewnie powiedziałby: „To szaleństwo! Nastolatki, które opiekują się jednym dzieckiem ledwo wiążą koniec z końcem, a co dopiero 8 brzdąców…”. Mimo to dziewczyny znakomicie wywiązywały się z roli „siostrzyczek”. W końcu czy może być coś piękniejszego od takich kochanych aniołków (a to, że jeden „aniołek” raz dla zabawy chciał rzucić Strażniczki smokowi na pożarcie, to całkiem nieistotny szczegół...)? Kiedyś W.I.T.C.H. odkryły, że mordercy szykują zamach na pewnego polityka. Niestety nie mogły go przed tym ostrzec, bo wówczas dowiedziałby się o istnieniu ich wyjątkowej grupy. Więc by go ratować zaczęły… przysyłać mu rożne listy z pogróżkami... I dzięki temu mężczyznę otoczono armią ochroniarzy przez co prawdziwi zamachowcy nie mogli osiągnąć zamierzonego celu.

- Przesadzasz… - mruknęła ironicznie Corny. - Czy my kiedykolwiek, zrobiłyśmy coś zwariowanego, albo szalonego…?

- Ach tak?! - odparł Caleb. - A kto jak nie wy podczas szpiegowania przeciwników nagrał na dyktafon to, jak obgadują się nawzajem i potem im to puścił dla żartu, co?!

- I jeszcze dałyśmy im porządną reprymendę, o tym że nie wolno obmawiać kumpli za plecami! - dodała z satysfakcją Irma.

- O wypraszam sobie! - odpowiedziała Taranee. - To wcale nie miał być żart! To miała być lekcja „savoir - vivre dla przeciwników”!

- No to może jeszcze nie było takie szalone… - skwitował Matt. - W końcu w wielu filmach sensacyjnych stosuje się podobne sztuczki z nagraniami…

- Dobra, to jeszcze mogę zrozumieć… - odparł Caleb. - Ale nie potrafię pojąć tego, że w czasie tej akcji, schwytałyście jednego z nich w charakterze jeńca, a potem w zamian za niego zażądałyście…

- …Żeby zaczęli się szanować nawzajem. - skończyła Irma. - A czego ty tu nie rozumiesz? „Jak chcecie odzyskać kumpla, musicie się inaczej zachowywać, mieć szacunek do przyjaciół…” Proste jak drut.

- No właśnie tego nie rozumiem! - odparł Caleb. - Mogłyście zażądać, wszystkiego, a wybrałyście właśnie to! Nie lepiej byłoby poprosić np. o okup?

- Oni nie należą do bogatych. - skwitowała Taranee.

- No to o to, żeby zdradzili wam swoje plany!

- Phi! I myślisz, że powiedzieliby nam prawdę? - mruknęła Irma.

- No to… Kazać im się poddać! Żeby na dobre zrezygnowali z walki!

- Oj Caleb… - mruknęła Hay Lin… - Przecież nie można zmuszać nikogo siłą, do tego by się poddał… To był zbyt wczesny etap…

- Jeeejuuu… - mruknęła pod nosem Irma. - Ledwo zakończyłyśmy dyskusję, na temat romansu królowej z byłym kryminalistą, znów nasza rozmowa schodzi na tematu przestępczej natury… Pogadajmy o czymś innym, np. o hotelu „Pod Gwiazdami”, do którego jedziemy na kolonie…

Caleb, usłyszawszy te słowa aż jęknął w duchu… Właśnie tego się obawiał… Rozmowa zaraz zejdzie na temat Cannes, dziewczyny zaczną mówić o ośrodku zakwaterowania, później przejdą do programu wycieczki, co oznacza gadanie o sklepach, plażach, jachtach, czerwonym dywanie, a co za tym idzie o ciuchach, kosmetykach, makijażu, fryzurach i wszystkim tym, czego on, pałacowy strażnik szczerze nie znosi… A na koniec Corny po raz 34 (a może 35?) spróbuje namówić go by pojechał z nimi… Nie, tylko nie to… Ale zaraz! A gdyby tak spróbował zmienić temat rozmowy…

- O rany… - powiedział na głos, starając się by brzmiało to naturalnie, z nutą żalu. - Ja w ogóle nie mam bladego pojęcia o psychologii przestępczej… Chyba powinienem się jeszcze podszkolić w „te klocki”… A przecież jej znajomość jest bardzo przydatna dla osób, które pracują w straży pałacowej… A może… Słuchajcie… A może o tym porozmawiamy! Uświadomiłybyście mnie… Właśnie…

- Ty nie masz bladego pojęcia o psychologii kryminalistów?! - zdziwiła się Hay Lin. - Nie żartuj! Przecież to ty i Will wpadliście na pomysł, żeby Raythorowi dać drugą szansę…

- Tak, ale kiedy to było… - mówił dalej Caleb. - Tyle czasu minęło, pamięć już nie taka jak kiedyś… Teraz to ja jestem całkowicie „zielony”…

- Ależ nie! - zaprotestował Blunk. - To Blunk jest zielony, Caleb jest biały tak jak Elyon, Cornelia i reszta ludzi!

- To takie powiedzenie… Chodzi o niewiedzę - mruknęła Irma. - Dobrze, niech ci będzie… Jak chcesz to możemy o tym porozmawiać…

- W końcu, jak mówi Yan Lin, wiedza przetrwa tylko wtedy, gdy przekaże się ją przyszłym pokoleniom. - dodała Taranee.

- Fajnie! - pisnęła Hay Lin. - Ale szkoda, że nie ma z nami naszej Miss Lojalności… Ona zawsze ma najwięcej do powiedzenia na ten temat…

- Nie żartuj! - żachnęła się Corny. - Gdyby ona teraz z nami była i też włączyłaby się do tej dyskusji, to siedzielibyśmy tutaj do maja!

Eksdziewczyna Raythora, zwana „Miss Lojalności” była ziemską jasnowidzką, która wykorzystywała swoje moce do pomagania ludziom. Przez te wszystkie lata towarzyszyła Strażniczkom Kondrakaru wiernie niczym pies. Poznała je, gdy była jeszcze malutka. Dziewczyny stały się jej najlepszymi przyjaciółkami, wszystkiego ją nauczyły i zawsze wspierały w trudnych sytuacjach. Ona sama bardzo je kochała i traktowała przyjaciółki jak najcenniejszy skarb. Gdy Raythor przeszedł na stronę dobra zakochała się w nim, ale była wtedy zbyt młoda, by on, dorosły mężczyzna mógł odwzajemnić jej uczucia. Mimo to została jednym z jego pierwszych przyjaciół. Kilka lat później, gdy dorosła, zaczęli ze sobą chodzić, ale trwało to bardzo krótko i znów zostali tylko przyjaciółmi. Mimo to, a może właśnie dlatego, to że była kiedyś zakochana w Raythorze, tak bardzo wpłynęło na jej charakter i na to co z niej „wyrosło”… Momentami swoją dziwnością przewyższała stwory z innych wymiarów. Opisując Miss Lojalności po prostu nie można pominąć słowa „ekscentryczna”. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na jej charakter i poglądy. Chcąc dorównać Raythorowi stała się tak jak on. Stąd właśnie wzięło się jej przezwisko, które nadały jej dziewczyny. Trzeba przyznać, że ich przyjaciółka była tak lojalna zarówno wobec nich jak i ukochanego, że czasem zwyczajnie przesadzała. Zawsze starała się stawiać na pierwszym miejscu bliskich, a nie obowiązki. Świetnie znała się na swojej profesji tzn. na magii, walkach, strategiach itp., ale nie miała bladego pojęcia o modzie, makijażu czy sławnych ludziach (wg niej Nicolas Sarkozy to aktorka, a Hillary Clinton to facet…) czym doprowadzała Cornelię do siwizny. Ale rzeczą, która naprawdę ją wyróżniała był jej typ chłopaka…

- Słuchajcie! - powiedział Matt. - Skoro już mamy rozmawiać o psychologii kryminalnej, to może pod tym kątem spróbujemy przyjrzeć się naszej zakochanej parze! W końcu Elyon też kiedyś w pewnym sensie była waszym wrogiem…

- Dobry pomysł! - przytaknął Blunk. - W.I.T.C.H. Spróbują opracować obrazy psychologiczne Raythora i Elyon!

- Nie obrazy tylko portrety, geniuszu… - mruknął Caleb. - Ale w sumie… To nie jest taki zły pomysł. Może spróbujmy przyjrzeć się ich związkowi z tej strony.

- Z ich punktu widzenia? - powtórzyła Corny. - Ale tak na dobrą sprawę to… Nie wiem czy coś nam z tego wyjdzie… Chyba mamy o nich za mało informacji…

- Nawet mnie nie rozśmieszaj! - rzekł ironicznym głosem Matt. - Nikt nie wie o psychologii przestępczej tyle co wy!

Miał całkowitą rację. Strażniczki Kondrakaru poznały tę naukę już tak dobrze, że mogłyby napisać o niej pracę doktorską. Dlaczego? Powód był prosty. Można by rzec, że gdy walczy się z wrogiem, do wyboru ma się trzy opcje dotyczące tego, co dalej z nim robić jak się go już pokona. Pierwsza (absolutnie nie polecana, a już na pewno nie dla dziewcząt!): wykończyć go. Druga (już lepsza, ale na dobrą sprawę nic się na niej nie zyska…): wtrącić go do lochu. I trzecia (polecana i absolutnie najlepsza!): przekabacić go na swoją stronę. Nasze dziewczyny poszły tą trzecią drogą i szły nią już od dłuższego czasu. Nauczyły się jak w trakcie walki rozmawiać z przeciwnikiem, jak wczuwać się w jego sytuację i sprowadzać go na dobrą drogę. Efekty ich pracy były naprawdę wspaniałe. Dzięki temu wielu ludzi podobnie jak Raythor rozpoczęło nowe, lepsze życie.

- Dobrze… - zaczęła Strażniczka Ziemi. - To może zacznijmy od podstaw… Jak śpiewała Celine Dion… „Nie zmieniamy się… Zakładamy tylko kostiumy innych na siebie…”2 I to zdanie dokładnie odzwierciedla stan Elyon, kiedy była po stronie Phobosa… Nie była wtedy sobą… Została oszukana i sądziła, że to my jesteśmy jej wrogami…

- Myślę, że dla niej poznanie prawdy o bracie było tak wielkim szokiem, że nawet nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić. - odparła Taranee. - Została bardzo pokrzywdzona. Była oszukiwana przez tyle osób… To normalne, że teraz ciągnie ją do kogoś, kto zawsze jest szczery i wierny… Być może dzięki temu próbuje zapomnieć o tym co ją spotkało… Bez względu na to, czy kiedyś uda się zmazać tę winę… To jednak pewne palące poczucie tamtych chwil, kiedy z nami walczyła, na zawsze pozostanie w jej sercu. Nawet jeśli ktoś akurat tego nie okazuje, zawsze gdzieś w głębi pozostaje rana, budząca poczucie winy… Jest to szczególnie bolesne dla osób o dużej wrażliwości, takich jak artyści… Czyli takich jak ona…

- Zawsze po karierze przestępczej gdzieś w głębi pozostaje poczucie winy. - dodała Hay Lin. - Brzemię niektórych czynów dźwiga się całe życie… Takie osoby zawsze lepiej się czują kiedy znajdą bratnią duszę… Kogoś, kto też przeżył coś podobnego… Też czuje się winny za to, co zrobił… Dzięki temu lepiej się rozumieją i wspierają nawzajem…

- Na pewno ta cała sytuacja, kiedy przeszła na stronę Phobosa była dla niej znacznie trudniejsza niż przyłączenie się do nas. - podsunęła Irma. - Kiedy stanęła po stronie swojego brata, prawie straciła za jednym razem i rodziców i wieloletnie przyjaciółki. Na pewno było to dla niej dużym szokiem i przeżyciem. Gdy do nas wróciła straciła jedynie brata i parę fałszywych przyjaciół, których znała raptem kilka miesięcy. To na pewno było znacznie mniej bolesne przeżycie. Musiała poczuć swego rodzaju ulgę…

- Dobrze, to o Elyon, a jeśli chodzi o Raythora…? - zapytał Caleb. - Powiedźcie teraz coś o nim. Tak na dobra sprawę, to Raythor też został potwornie wykorzystany przez Nerissę do jej celów, pamiętacie?

- Jak mogłybyśmy zapomnieć jaki był prawdziwy powód afery z Rycerzami Zemsty… - skwitowała Irma. - Nerissa wtedy po prostu wykorzystała ich jako dywersję do swoich prawdziwych celów… Wmawiała im, że chce pomóc, że powinni wymierzać sprawiedliwość, podjudzała … A potem trach! Wyszło na jaw, że nigdy nie obchodził ją ich los. Ludzie mają wiele twarzy…

- Teraz jak nad tym myślę… - wtrąciła Hay Lin. - To… Zbrodnia jest wielkim ryzykiem nawet dla zbrodniarza… Ludzie, którzy wybierają przestępczą ścieżkę często nawet nie wiedzą w co się pakują. Jak zostaną schwytani ich życie legnie w gruzach. Nawet jeśli do tego nie dojdzie to do końca swoich dni trzeba dźwigać brzemię zbrodni. Nie można przed tym uciec. Często nie ma nawet szans, by prowadzić normalny żywot. Wielu z nich właśnie tak jak Rycerze Zemsty nie ma domu i prowadzi koczowniczy tryb życia. Cały czas są ścigani, nie mogą normalnie funkcjonować. I oczywiście żyją w permanentnym strachu, że w końcu zostaną schwytani.

- Rany… - mruknęła Taranee. - To brzmi dość… Makabrycznie… Na dobrą sprawę, to w ten sposób sami gwałcą swoje prawa człowieka.

Wszyscy skierowali na nią swój wzrok.

- Co robią? - zdziwił się Blunk.

- Gwałcą swoje prawa człowieka? - powtórzył Caleb. - Co chcesz przez to powiedzieć?

- To się nazywa Potrzeba Bezpieczeństwa. - zaczęła tłumaczyć Taranee. - Każdy człowiek bez względu na wszystko potrzebuje bezpieczeństwa, wolności i spokoju. To zajmuje drugie miejsce w Hierarchii Potrzeb Ludzkich… Naukowcy i psycholodzy to udowodnili.

- Czyli… - zastanowiła się Irma, uśmiechnęła i żartobliwym głosem powiedziała - Wychodzi na to, ze więzienie to coś dobrego! Wtedy przynajmniej ma się dach nad głową, nie?

- Dach może i jest ale nie ma wolności! Albo rybki, albo akwarium. - odpowiedziała jej Corny, ścierając sobie stróżkę potu z twarzy.

- To jeszcze nie wszystko… - kontynuowała Strażniczka Ognia „naukowym głosem”. - Na trzecim miejscu znajduje się Potrzeba Miłości, więzi, przyjaźni, afiliacji, przynależności do grupy… I tu jest kolejny „sęk”… Co prawda istnieje wiele grup przestępczych, których członkowie są ze sobą blisko i żyją jak przyjaciele, ale na pewno nie można zaliczyć do nich Rycerzy Zemsty…

- Z tego co nam wiadomo Frost i Raythor już w ciągu kilku dni po założeniu grupy pobili się o przywództwo, prawda? - przypomniał przyjaciołom Matt. - I tak na dobrą sprawę to wszyscy Rycerze raczej nie pałali do siebie przyjaźnią… Nawet wspólny cel ich do siebie nie zbliżył…

- Frost, Miranda czy Tracker na pewno nie byli osobami godnymi zaufania, którym można było by się zwierzyć, czy wypłakać w ramię… - odparła Strażniczka Wody. - Ale za to świetnie nadawali się na osoby, którym można porządnie przywalić, tak by stracili zęby! Do takich ról nadawali się wprost idealnie!

- Tak sobie Blunk myśli… - odparł stworek. - Gdyby Raythor nie zrezygnowałby z kariery przestępczej… To by chyba nie miałby najmniejszych szans na tę miłość… A jak to u przestępców jest z romansami?

- I właśnie tutaj dochodzimy do najbardziej trudnego tematu w przestępczości, o którym mówi się najrzadziej… - odparła niepewnym głosem Hay Lin. - Życie uczuciowe kryminalistów… Wielu ludzi kiedy decyduje się na taki los nawet nie zdaje sobie sprawy, że prawdopodobnie już nigdy nie będzie im dane zaznać prawdziwej miłości… Ale o tym rzadko się mówi …

- A dzieje się tak dlatego, że jeśli ktoś wchodzi na złą drogę, to nie zastanawia się, nad tym jak w przyszłości będzie wyglądało jego życie uczuciowe, bo myśli o wielu innych rzeczach… W takiej chwili praktycznie nikt się nad tym nie zastanawia… - powiedziała Cornelia.

- Ostatnio badałyśmy sprawę jednej kryminalistki, która wydaje się być twardą i bezwzględną, ale… Nasz informator ustalił, że w głębi serca skrywa swoje największe marzenie o wielkiej miłości… - wtrąciła Irma. - Jeśli uświadomimy jej, że to marzenie nigdy się nie spełni, jeżeli nie porzuci przestępczej kariery, to na pewno zda sobie sprawę z tego co robi…

- Ona może jeszcze jakoś sobie poradzi, bo jak na razie nie popełniła żadnej poważnej zbrodni, za którą mogłaby skończyć przed sądem. - wyjaśniła Hay Lin. - Ale zwykle wygląda to tak… Kiedy kariera przestępcza rozwinie się na dobre, zostaje się okrytym złą sławą… A potem jeżeli taki bandyta obdarzy uczuciem jakąś kobietę, to prawdopodobnie nie będzie miał najmniejszych szans na zdobycie jej serca, bo ona nie będzie chciała wiązać się z kimś, kto jest notowany i niebezpieczny! I to koniec. Widziałyśmy już wiele sytuacji, kiedy tacy „zakochani kryminaliści” próbowali walczyć o swoje uczucia… „Tobie jednej ocalę życie!”… „Znajdę sposób, by cię przekonać byś przeszła na naszą stronę…” I za każdym razem wszystkie starania spełzały na niczym… Bo tak to już jest…

- To nic dziwnego. - skwitowała wypowiedź przyjaciółki Cornelia. - Kobiety zwykle wolą wiązać się z mężczyznami, którzy nie figurują w kartotekach. Przyczyną takiego nastawienia jest zwykle strach, brak zaufania, niepewność…

- Większość kryminalistów, którzy padają ofiarą takiej niespełnionej miłości, pozostaje ze złamanym sercem i próbuje pogodzić się z losem, a to może się poważnie odbić na ich psychice. - mówiła dalej Hay Lin. - W przypadku całych szajek przestępczych czasami próbują złagodzić sobie ten ból szukając uczucia u kogoś w grupie. Ale… Mówiąc ściśle o Rycerzach Zemsty… W ich przypadku stworzenie pary w grupie było raczej niemożliwe…

- No właśnie… Biedni Rycerze Zemsty… - zaczęła ironicznym głosem Irma. - Pięciu facetów i tylko jedna dziewczyna… Włączając w to Nerissę - dwie… Ale żadna na Damę Serca się nie nadawała… Jedna była za młoda, za włochata i za brzydka, a druga była na to za stara, za brzydka i zbyt pomarszczona … Trochę za mały wybór i za duża konkurencja…

- Powiedzmy… - mruknęła z uśmiechem Hay Lin. - Wracając do ogółu… Jeśli chodzi o zakochanych kryminalistów… Niemała część z nich właśnie dla miłości zmienia front, nawet jeśli oznaczałoby to zdradę… Bo innej drogi do zdobycia serca ukochanej po prostu nie ma… Przed miłością nie da się uciec…

Caleb parsknął ironicznym śmiechem.

Reszta spojrzała na niego podejrzliwie. Co on widzi w tym śmiesznego?

- Rany… - odparł, widząc ich miny. - Więc wychodzi nam na to, że ludzie, którzy sami z własnej woli decydują się na karierę przestępczą sami wyrządzają sobie krzywdę! I nawet nie zdają sobie z tego sprawy!

- Więc skąd się w takim razie bierze świat przestępczy? - odparła Taranee takim tonem jakby właśnie występowała w „Hamlecie”. - Dlaczego ludzie posuwają się do przestępstw, skoro może im to tylko zaszkodzić? Oto jest pytanie..

- Przyczyny są najróżniejsze… - skwitowała Corny. - Jedni, tak jak Elyon, zostają po prostu potwornie oszukani, wciągnięci w coś przypadkowo, wrobieni w zbrodnie, których nie popełnili…

- Inni, tak jak Nerissa, uważają, że to co robią będzie dobre, że to co robią ma słuszny cel, że przyniosą tym samym zbawienie… - dodała Irma.

- Jeszcze inni robią to dla pieniędzy i władzy tak jak Phobos… - dorzucił Caleb. - Chcą bogactw, pragną podziwu… A nie są świadomi, że nawet jeśli uda się osiągnąć cel to nie da im to szczęścia…

- Inni robią to ze strachu, próbują desperacko czegoś uniknąć… - podsunęła Hay Lin. - Takie przypadki też się zdarzały…

- A wielu z nich posuwa się do zbrodni z powodu bólu i cierpienia… - podsumowała Taranee po krótkim namyśle. - Tak jak to było z Raythorem… Chęć zemsty… Wyrównanie rachunków… Zadanie bólu… I to właśnie dla tych ostatnich rehabilitacja jest najtrudniejsza i stanowi najcięższe przeżycie… Oczywiście dla każdego zmiana frontu to coś niezwykle trudnego … Trzeba nauczyć się żyć na nowych zasadach… Liczyć się z początkowym brakiem akceptacji przez otoczenie… Trzeba nauczyć się żyć wśród ludzi, którzy jeszcze niedawno byli twoimi śmiertelnymi wrogami… Ustatkować się… Znaleźć pracę…

- Wiele osób początkowo cechuje wybuchowość i ataki złego humoru… - wytłumaczyła Irma. - W tej sytuacji to normalka…

- Rozpoczyna się życie w zupełnie innym środowisku… - mówiła dalej Hay Lin. - Wtedy też następuje zmiana charakteru, inaczej patrzy się na świat… Znikają wcześniejsze „bariery i ograniczenia”… Chce się żyć pełnią życia… Wreszcie można posmakować wolności, której się nigdy nie miało… Zaczyna się zauważać własne błędy i chce się je naprawić za wszelką cenę… Niemal wszyscy nasi znajomi, którzy zerwali z karierą przestępczą stali się potem zupełnie innymi ludźmi…

- Problem polega na tym, że taka droga wcale nie jest łatwa także dla osób, które zajmują się sprowadzaniem na nią. - odparła Corny. - Czyli dla nas…

- Czy bardzo trudno nauczyć się jak zmieniać innych? - spytał Blunk.

- Tego nauczyć może się każdy, ale jeśli się chce osiągnąć pożądany efekt, to jednak potrzebne są pewne predyspozycje. - wyjaśniła stworkowi Irma.

- Przede wszystkim, trzeba schować złość i nienawiść jaką się nierzadko żywi do wrogów … - zaczęła Hay Lin. - Wrogowi trzeba wszystko wybaczyć, nawet jeśli jest to trudne, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie… Trzeba mieć odpowiednie wyczucie… Zachowywać spokój… Mówić spokojnie, nie krzyczeć… Pokazać wrogowi, że chcemy jego dobra, że my - jego przeciwnicy, nie jesteśmy tacy źli, jak mu się wydaje…

- Wczuwać się w jego sytuację , starać się udowodnić, że robi źle, wzbudzić w nim poczucie winy, udowodnić, że się myli… - kontynuowała Corny.

- Czasem trzeba pokazać, że jego szef to zły „nauczyciel”, tak jak to było w przypadku Raythora… - dodała Irma. - A nasza Hay Lin to mistrzyni! Przekonała przywódcę Rycerzy Zemsty do zmiany frontu używając zaledwie kilkunastu krótkich zdań! Brawa dla niej!

I zaklaskała w ręce.

Na buźce Strażniczki Powietrza pojawiły się lekkie rumieńce i uśmiech.

- Och, ale to nie było takie łatwe… - odpowiedziała nadal się uśmiechając. - Z jednej strony ufałam mu, ale byłam troszeczkę zdenerwowana tym, że musiałam wślizgnąć się niepostrzeżenie do jego celi i z nim porozmawiać… Tego typu sytuacje zawsze obarczone są sporym ryzykiem… Wymaga to nie tylko odpowiedniej wrażliwości, empatii i zaufania, ale też odwagi. Jeżeli coś pójdzie nie tak przeciwnik może zaatakować, jak to się stało wtedy, kiedy Cornelia w tajemnicy poszła porozmawiać z Elyon, pamiętacie…

- Starałam się głęboko wierzyć, że ona wcale się nie zmieniła… - zaczęła Corny. - I faktycznie, miałam rację. Zobaczyłam w jej oczach, że nadal jest taka jak kiedyś. Ona też zaczęła nabierać do mnie zaufania, ale jak pamiętacie uwięziła mnie wtedy w tej dziwnej bańce… Ale sam fakt, że nawiązałam z nią kontakt był wręcz ogromnym sukcesem. A jakiś czas potem, Elyon skontaktowała się z nami z własnej woli, pamiętacie? To dopiero był sukces…

- Często zanim uda się nawiązać kontakt z wrogiem mija wiele czasu… - mówiła dalej Taranee. - To nie zawsze jest takie „hop siup”… Trzeba się liczyć z tym, że nie od razu uda się nawiązać kontakt, że zostanie się zignorowanym, że przeciwnik nawet nas nie wysłucha… Czasami trzeba próbować, aż do skutku…

- Zdarza się, że tego typu „negocjacje” są bardzo niebezpieczne… - wyjaśniła Hay Lin. - Np. jedna nasza przyjaciółka z dalekiej planety podjęła kiedyś ogromne ryzyko przyjmując pod swój dach właśnie taką dziewczynę, która służyła bardzo niebezpiecznej wiedźmie… I potem… Gul! - przełknęła głośno ślinę i mówiła dalej. - Owe dziewczę próbowało podkraść się do niej od tyłu z nożem! To przyjęcie pod dach było ze strony naszej przyjaciółki naprawdę odważnym posunięciem… Jak się nazywała tamta dziewczyna?

- Rosa. - odpowiedziała Irma. - Faktycznie było to obarczone ogromnym ryzykiem… Ale jeśli pamięć mnie nie myli- wszystko dobrze się skończyło, bo Rosa w końcu zrozumiała swoje błędy… Tak… To dzięki naszej Bijuni… Ona jest wprost stworzona do pomaganiu ludziom! Ma naprawdę ogromny talent do wpływania na innych i sprowadzania ich na dobrą drogę… Nawet jej największa rywalka jest teraz jej bliską przyjaciółką!

- To prawda. - dodała Corny. - A wracając do tematu… Faktycznie, z Rosą po żmudnej pracy się udało… Ale zdarzają się też takie twarde sztuki jak np. Phobos, które nigdy nie będą mogły przejść na stronę dobra, bo po prostu nie mają szans na rozpoczęcie nowego życia… To bardzo indywidualna sprawa….

- Czyli ten system… - zastanowił się Blunk. - Nie zawsze działa?

- Wiesz… - mruknęła Irma. - Podobno nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło… Ale niestety, kurka wodna, w tym przypadku zawsze znajdują się wyjątki… Jak choćby Phobos… Z nim to dopiero był cyrk! A raczej tragedia, na miarę Sofoklesa! Pamiętacie jak dałyśmy mu drugą szansę? Niby obiecywał, że pomoże, przysięgał, że nas nie zdradzi… I zawiódł na całej linii! Po prostu nas oszukał. Tak samo było z Cedrikiem i Mirandą! Zaufaliśmy im i wiadomo czym to się skończyło…

- A czy pamiętacie „Sprawę Gada w Czarnym?” - dodała Hay Lin.

- No jak mogłybyśmy zapomnieć… - warknęła pod nosem Irma. - Przecież większego dziada to chyba w życiu nie spotkałyśmy! To właśnie jest doskonały przykład, kiedy egoizm i próżność góruje ponad wszystkim… Facet porzucił karierę przestępczą ponad 12 lat temu, a mimo to wcale się nie zmienił… W ogóle nie potrafi przyznać się do błędu, nie wykazuje prawie żadnego poczucia winy, nie zauważa swoich wad, nie próbuje nic z tym zrobić, nie ma dobrych chęci… A ludzi wokół siebie traktuje mniej więcej tak, jak Sanepid karaluchy!

- Tak… Popieram. - odpadła Taranee. - Gad w Czarnym to jeden z najgorszych przypadków w całej naszej karierze…

- Brzmi strasznie… - zląkł się Blunk. - Ale… Takie nieudane przypadki nie trafiają się często… Prawda?!

- Spokojnie… - powiedziała pewnym głosem Irma. - Zapewniam, że nie tak często. Co prawda… Są ludzie, którzy mimo, że „rzekomo” przeszli na stronę dobra nadal ukrywają w swoich sercach mrok i knują za naszymi plecami, tak jak Phobos, kiedy dostał drugą szansę… Ludzie mają wiele twarzy… Noszą przysłowiowe maski…

Na te ostatnie słowa Hay Lin poczuła skurcz w żołądku, przypominając sobie swoje sny… No tak… Zakochani jak widać również mają wiele twarzy…

- Czasem okazuje się, że ta prawdziwa twarz to taka, jakiej nigdy byśmy się nie spodziewali… - odparła młoda Chinka, starając nie myśleć o swoich snach, które cały czas chodziły jej po głowie. - Tak…

- Wielu przestępców ukrywa swoje prawdziwe twarze przed całym światem… - mówiła dalej Taranee. - Zdarza się, że ktoś tylko udaje dobrego człowieka, a w rzeczywistości jest podstępnym potworem… Tak było między innymi z Mirandą i Cedrikiem… Oszukiwali, zdradzili swojego pana… I wykiwali wszystkich… Teraz widać, że ta dwójka nie powinna wtedy dostać drugiej szansy!

- A pamiętacie jaki numer wyciął nam kiedyś Phobos?! - Przypomniał Caleb (któremu najwyraźniej ta dyskusja poprawiła humor, bo dzięki niej uniknął babskich plotek). Wiecie jak zmienił mnie, Matta i Blunka w swoje sobowtóry?!

- Brrrr! Nawet mi tego nie przypominaj! - wzdrygnęła się Corny. - Mało nie podłam na zawał kiedy ty w jego postaci wziąłeś mnie za rękę!

- Will pewnie też była zaskoczona, kiedy nasz Księciunio gratulował jej zwycięstwa w zawodach. - odparła Irma. - I pomyśleć, że dałyśmy się na to nabrać… Przecież Phobos nigdy w życiu nie byłby dla nas miły… To było zwykłe oszustwo…

- Ojoj! - pisnął Blunk. - Jak tak Strażniczki mówią o tym, że ludzie czasami udają kogoś zupełnie innego, to Blunk zaczyna się bać! To straszne… A co jak jacyś nasi znajomi tylko udają takich dobrych, a tymczasem coś knują?…

- Och, Blunk! - zaczęła Taranee. - Spokojnie! Wtedy, podczas sytuacji z Phobosem jeszcze nie miałyśmy doświadczenia w takich sytuacjach… A teraz już wiemy co i jak i możemy cię zapewnić, że Raythor, Tynar, Vathek, Sandpit, Gargoyle i wszyscy nasi dawni wrogowie na dobre porzucili karierę przestępczą! Są teraz zupełnie innymi ludźmi! Już nie są groźni! Na pewno nic przed nami nie ukrywają!

- Nic nie ukrywają? To się jeszcze okaże…- pomyślała Hay Lin i nagle poczuła skurcz w brzuchu. A może powinna im o tym powiedzieć? Nie…

- No to jak, Caleb? - spytała Irma. - Rozumiesz już dlaczego wtedy zamiast wymienić jeńca na pełną pieniędzy walizkę ze skóry węża lub kazać im na zawsze ot tak zawiesić broń, dałyśmy im lekcję dobrych manier?

- Jasne jak Słońce! - odparł chłopak Strażniczki Ziemi. - Karząc im się tak po prostu poddać do niczego byście nie doszły.

- Otóż to! - odparła Irma unosząc kciuk do góry. - Rehabilitacje trzeba robić małymi kroczkami! Teraz się nauczyli szacunku dla przyjaciół, więc zrobili krok do zmiany charakteru… Muszą się nauczyć dobrych rzeczy, jeśli w przyszłości mają zmienić front…

- A tak na marginesie… - zaczął Matt. - Wiecie… Na spotkaniu, Drake i inni mówili, że nasza zakochana para w ogóle do siebie nie pasuje, ale teraz jak urządziliśmy sobie prywatną dyskusję… Po tym wszystkim co powiedziałyście… Teraz wydaje mi się, że oni wręcz doskonale do siebie pasują!

Corny pstryknęła palcami…

- A właśnie… Coś sobie przypomniałam… Elyon powiedziała mi dzisiaj, że już dawno nie była z Raythorem na randce i ostatnio ma wielką ochotę by umówić się z nim na oglądanie spadających gwiazd…

- Naprawdę? - zawołała Hay Lin i aż podskoczyła. - Chce zaprosić go na wspólne oglądanie gwiazd?!

- Miała taki zamiar, ale prawdopodobnie nic z tego nie wyjdzie, bo biedaczka, ma ostatnio za dużo pracy… W końcu w jej rękach spoczywa odpowiedzialność za całą planetę…

- A właśnie… - odparła Taranee. - Też coś sobie przypomniałam… Zapomniałam wam o tym powiedzieć… Kilka dni temu zauważyłam w pałacu Elyon bardzo ładny kwiat… Chciałam zrobić mu zdjęcie, ale nie miałam przy sobie aparatu. Nie chciałam go zrywać, więc Elyon zaproponowała mi, że go dla mnie narysuje. Dzisiaj upomniałam się o to… Kiedy z nią rozmawiałam, pomachał nam Raythor, który akurat tamtędy przechodził… I zobaczcie co nasza Królowa dała mi przez roztargnienie zamiast tamtego rysunku kwiatka!

Wyjęła ze swojej torebki, która leżała obok jej śpiwora, rysunek i pokazała go reszcie…

- O rany… - mruknęła Irma, próbując powstrzymać się od śmiechu. - No, na Caleb… Nie wiedziałam, że lubisz maseczki z błota…

- Oddawaj to! - zawołał chłopak, usiłując wyrwać Taranee z ręki rysunek. - Przecież prosiłem Elyon, żeby tego nie rysowała!

Obrazek zamiast pięknego Meridiańskiego kwiatu przedstawiał leżącego w kałuży błota rozwścieczonego Caleba, nad którym stał Blunk, próbujący zlizać błoto z jego policzka…

- Ale Caleb wyszedł na tym rysunku całkiem nieźle! - odparł stworek. - A to błoto było mniam! I tak ładnie pachniało…

- Łatwo ci mówić! - warknął chłopak Strażniczki Ziemi. - Po tym upadku musiałem zrobić sobie trzygodzinną kąpiel, żeby pozbyć się tego błota i fetoru! Ledwo doprałem swoją koszulkę! A Elyon oczywiście miała z tego niezły ubaw i musiała to uwiecznić… Co za los…

Caleb nienawidził błota od czasu kiedy pewnego razu Strażniczki poprosiły go o pomoc w „treningu przed misją”. Niestety okazało się, że W.I.T.C.H. uznały, że na potrzeby owej misji muszą poćwiczyć… wyciąganie ludzi z ruchomych piasków! W tym celu poprosiły Sandpita, by oblał się wodą, kazały Calebowi wejść mu do brzucha i próbowały go wyciągnąć, mierząc sobie czas. Biedny Caleb musiał przez cały dzień nurkować (ze specjalnym magicznym bąblem powietrznym na głowie, by przypadkiem się nie udusił) w błotnistym ciele Sandpita i czekać aż Strażniczki go wydostaną. W dodatku jak na złość, w połowie treningu dziewczyny uznały, że jednak jest za lekki, więc doczepiły mu obciążenie! Cała straż do dziś śmiała się na wspomnienie tej sytuacji…

- Nie znoszę błota… Ja to mam szczęście… Mam nadzieję, że za dwa dni nie powtórzy się ta sytuacja z wpadnięciem do kałuży…

- A dlaczego akurat za dwa dni? - spytała zaciekawiona Hay Lin.

- Zawsze kiedy u nas w Meridianie pada, wokół całego pałacu powstaje takie okropne błoto. - odparł Caleb. - Dzieje się tak dlatego, że tamtejszy teren jest podmokły. A według zapowiedzi meterologów i wróżbitów za dwa dni nawiedzi nas największa burza w tym roku.

- Właśnie! Blunk już nie może się doczekać. Błoto mniam! - mruknął stworek głaszcząc się po brzuszku.

- Jeżeli naprawdę z tym rysunkiem było tak jak mówi Tara… - wróciła do tematu Irma. - Czyli wygląda na to, że nasza Królowa nie patrzy teraz na świat oczami ….

- A sercem… - dokończyła Taranee robiąc rozmarzoną minę. - Racja. Skoro aż się zapomniała, kiedy zobaczyła ukochanego to…

- Nie, nie o to mi chodzi. - przerwała jej Irma. - Ja miałam na myśli to, że osoba, która pomyliła kwiatek z zabłoconym Calebem i Blunkiem powinna jak najszybciej odwiedzić okulistę…

Cała grupka parsknęła cichym śmiechem.

- Słuchajcie. - powiedział Matt patrząc na zegarek. - Robi się późno… Chyba powinniśmy już zakończyć naszą dyskusję.

- Zgadzam się. - odparł Caleb. - Blunk, idziemy!

Wszyscy powiedzieli sobie dobranoc, pożegnali się i udali się do swoich domów. Gdy Strażniczki zostały same w pokoju, zmówiły pacierz i prawie natychmiast zasnęły. Wszystkie prócz Hay Lin, która odczekała aż przyjaciółki pogrążą się we śnie, po czym zapaliła maleńką, podróżną lampkę, otworzyła swój notesik i po raz kolejny przeczytała swoje wcześniejsze zapiski…

I co ma teraz zrobić…? Czekać? Udawać, że nic nie wie? Zachować to dla siebie? Powiedzieć przyjaciółkom? Interweniować? Pozwolić by do tego doszło? Czy nie dopuścić do tego? Powstrzymać ich? Co tu zrobić, co tu zrobić…?

Will, która leżała najbliżej Strażniczki Powietrza, przekręciła się na drugi bok i mruknęła przez sen:

- Taaak… Mattttttttt… Ja też to czuję odkąd… Chrrr… Poznaliśmy się… Na moich urodzinach… Pfrrr… Też Cię kocham…

Hay Lin przestała na chwilę rozmyślać. Spojrzała na przyjaciółkę i uśmiechnęła się. No, tak Will najwyraźniej ma piękne sny… To dobrze. Należą jej się po tak ciężkim dniu. Te urodziny… To wtedy poznała Matta.

A właśnie… Przecież Elyon też wtedy była na tych urodzinach… Jeszcze nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że wkrótce zostanie Królową… Była wtedy zwyczajną nastolatką…

Młoda Chinka ponownie spojrzała na notesik. Jeszcze kilka lat temu Elyon była kimś zupełnie innym… Wtedy, na tym przyjęciu… Nawet nie przypuszczałaby, że Elyon w przyszłości zrobi coś takiego swojemu chłopakowi… Nie… Tego nie wiedziała jeszcze nawet sama Elyon…

Hay Lin przełknęła ślinę i przypomniała sobie jak przyszła do Raythora i przekonała go by przeszedł na stronę dobra… Po raz kolejny spojrzała na swoje zapiski i zastanowiła się, czy już wtedy mogła spodziewać się, tego, że rycerz kiedyś zrobi to, co właśnie zamierzał zrobić… Nie… Tego nie spodziewał by się po nim nikt, nawet najlepszy jasnowidz…

Zamknęła notesik i zgasiła lampkę. Czas na sen. Pomyśli o tym jutro. Położyła się, zamknęła oczy i zaczęła w myślach nucić…

„Nie zmieniamy się… Zakładamy tylko kostiumy innych na siebie…”

Czy to, co ujrzała, to właśnie były prawdziwe twarze zakochanych…?

***

- NIE, nie i jeszcze milion razy nie!!! Zapomnij o tym!!! Wybij to sobie z głowy!!!

- Ale… Blunk, oczywiście sowicie zapłaci… I uwzględni urlop chorobowy… Caleb naprawdę byłby do tej roli jak znalazł… Caleb jest silny, mądry, umie walczyć, no i jest najlepszym przyjacielem Blunka więc…

- J-a n-i-e j-e-s-t-e-m t-w-o-i-m p-r-z-y-j-a-c-i-e-l-e-m!!! Wbij to sobie wreszcie do głowy! I za nic w świecie nie zostanę twoim ochroniarzem! Mowy nie ma! Poszukaj sobie kogoś innego! Dobranoc!

I zatrzasnął stworkowi drzwi tuż przed nosem.

- Uh! - parsknął z nutą gniewu urażony passling. - Jak Caleb nie chce, to nie! Blunk sobie poszuka innego ochroniarza! Takiego z klasą!

I stworek odszedł do swojego domu. Tymczasem Caleb założył piżamę i położył się do łóżka.

- Ja jego ochroniarzem… - pomyślał. - Dobry żart… A ciekawe przed czym miałbym go chronić? Chyba tylko przed Sanepidem i Ministerstwem Ochrony Środowiska! Przecież on nie ma wrogów… Komu mogłoby przyjść do głowy dybać na życie tego śmieciarza…?

***

Wtedy Caleb jeszcze nie wiedział, że lepiej zrobiłby gdyby przyjął propozycję Blunka i został jego ochroniarzem… Nie wiedział też, że niebawem przekona się, jak wielki błąd popełnił i będzie szczerze żałował tego w jaki sposób potraktował stworka… Ale nawet sam Blunk nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego co go wkrótce czeka…

1Yerba mate - herbata, która pobudza i dodaje energii.

2„Nie zmieniamy się… Zakładamy tylko kostiumy innych na siebie” - (fr.) „On Ne Change pas… On met juste les costumes d'autres sur soi” - Fragment piosenki Celine Dion „On Ne Change pas”.

W następnym odcinku:

Co słychać w meridiańskim więzieniu?

Co o romansie Elyon myśli jej brat i jego stary znajomy?

O co założyli się Irma i Blunk?

Poprzedni rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.