Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Puste granice: ogród grzeszników tom 2 - recenzja książki

Autor:Grisznak
Redakcja:Avellana
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2018-03-24 21:30:58
Aktualizowany:2018-03-24 21:30:58



Ilustracja do artykułu





Tytuł: Puste granice: ogród grzeszników

Autor: Kinoko Nasu

Ilustracje: Takashi Takeuchi

Liczba stron: 340

Rok wydania: sierpień 2017

Wydawca: Kotori

Gatunek: urban fantasy

ISBN: 978-83-65722-32-4

Cena okładkowa: 39,90





Drugi tom Pustych granic był jednym z tych „tomów drugich”, na które faktycznie czekałem z niecierpliwością. Pierwszy zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, ciekawiło mnie więc, na ile poziom utrzyma kolejna część. Na szczęście okazało się, że jakiekolwiek obawy w tym temacie były bezpodstawne.

Początek cofa nas do czasu, kiedy Shiki obudziła się ze śpiączki i powodowana traumatycznymi snami, dokonała nieudanej próby samooślepienia. Czyn ten z kolei sprawił, że zainteresowała się nią Toko Aozaki. Jak szybko wyszło na jaw, zainteresowanie to nie wynikało ze współczucia czy sympatii, ale miało czysto zawodowy charakter - no prawie, bo swoje pięć groszy dołożył jeszcze ktoś inny. Niemniej, mamy wreszcie sposobność dowiedzieć się, w jaki sposób przecięły się ścieżki tych dwóch bohaterek.

Fragment ten, choć ciekawy, jest tak naprawdę dodatkiem do zasadniczej historii, kontynuującej wątki z tomu pierwszego. Wśród narratorów pojawia się nowy bohater - Tomoe Enjo, chłopak w wieku w mniej więcej Shiki i Mikiyi, który uciekł z domu po tym, jak zamordował własnych rodziców. Napadnięty w alejce przez kilku chuliganów, zostaje uratowany przez Shiki, która następnie zaprasza go do siebie. Znalazłszy azyl, Enjo zastanawia się, dlaczego, choć miała miejsce makabryczna zbrodnia, policja nie wydaje się być wcale zainteresowana ustaleniem sprawcy, media zaś dziwnie pomijają ten, teoretycznie bardzo dla nich atrakcyjny, temat.

Historia Tomoe Enjo jest początkiem wątku fabularnego, w którym bohaterom powieści przychodzi zmierzyć się z dwójką taumaturgów, będących, jak się z czasem przekonamy, osobami nieobcymi także i Toko Aozaki. Zresztą, o ile w pierwszym tomie najwięcej miejsca poświęcono Mikiyi oraz Shiki, tak teraz Toko wyrasta na jedną z najważniejszych postaci. Czytelnik wreszcie ma okazję się przekonać, co ta bohaterka faktycznie potrafi oraz co skrywa pod maską nieco ekscentrycznej lalkarki. Przyznam, że sceny z jej udziałem należą do zdecydowanie najlepszych momentów w drugim tomie Pustych granic.

Choć nie ma już tutaj takich fragmentów jak Panorama z tomu pierwszego, to i tak nie brakuje dłuższych dialogów i monologów, w których autor kreśli podstawy świata. Jedną z tych rzeczy, które zdecydowanie wyróżniają Puste granice, jest to, ile miejsca poświęcono na zaprezentowanie praw rządzących działaniami magii. Owszem, wiele z tego ma istotny wpływ na fabułę, ale podejrzewam, że bardziej leniwy czy też może nawet - oszczędny w słowach autor bez problemu zrobiłby to zwięźlej. Nasu się nie ograniczał. Te rozważania zajmują sporo stron - i przyznam, byłem bardzo zaskoczony, że mnie nie znudziły. Po części miał na to pewnie wpływ fakt, że jest to dobrze napisana powieść. Ale swoje zrobiła zapewne świadomość, że oto czytam coś, gdzie już bardzo wyraźnie widać fundamenty tego, na czym zbudowane zostało Nasuverse. Choć związki Pustych granic z Tsukihime czy Fate/stay night są luźne, to nie da się ukryć, że choćby takie kwestie jak właśnie teoria magii są do siebie bardzo zbliżone.

Magia jest generalnie najważniejszym tematem tego tomu, ponieważ przeciwnikami bohaterów są magowie, i to wysokiej klasy. Walka z nimi wymaga czegoś więcej niż zwykłej fizycznej agresji, o czym bohaterowie dość szybko i boleśnie się przekonują. Podoba mi się ta idea, w której liczy się planowanie i myślenie o kilka ruchów do przodu. Podobnie jak tom pierwszy, ten także zgrabnie wpisuje się w nurt urban fantasy, wykorzystując wielkomiejską codzienność i w jej realiach umieszczając wydarzenia niezwykłe, w taki jednakże sposób, aby nie wzbudzały powszechnego zdziwienia i nie burzyły spokoju ludzi nieświadomych tego, co się tuż obok nich dzieje. Przyznam, że w Pustych granicach efekt ten udało się osiągnąć autorowi nawet lepiej niż w Fate/stay night. Wszystko, co bardziej spektakularne, ma tu miejsce w zamkniętych przestrzeniach, zaś niezwykłość objawia się często tym, co umyka pierwszemu rzutowi oka.

Drugi tom Pustych granic jest wyraźnie dłuższy od pierwszego, liczy 340 stron, co jak na standardy gatunku czyni go pozycją grubą. Dla porównania, wydany niemal równolegle pierwszy tom Fate/Zero liczy 214 stron, co więcej, wydrukowanych wyraźnie większą czcionką. Gdyby chcieć w Pustych granicach zastosować typową dla light novel w Polsce czcionkę, to coś mi mówi, że liczba 400 stron spokojnie zostałaby przekroczona. Co więcej, jest to praktycznie sam tekst, gdyż ilustracji w całym tomie jest raptem kilka i pełnią one rolę stron tytułowych poszczególnych rozdziałów. Dla porządku doliczyć trzeba okładkę, z całkiem udaną grafiką przedstawiająca Shiki Ryogi, acz w moim odczuciu ta z pierwszego tomu była ciut ładniejsza. No, ale to rzecz gustu.

Podsumowując, ten tomik to wyjątkowo przyjemna lektura i, podobnie jak pierwszy, pozycja obowiązkowa dla fanów twórczości Kinoko Nasu, ale i dla tych, którzy chcieliby się przekonać o tym, że pod szyldem light novel wychodzić może coś, co da się bez wstydu określić mianem literatury, nie zaś jej ersatzu. Pozostaje zatem liczyć, że trzeci, ostatni tom tego cyklu, nie będzie mu ustępował. Czego życzę tak sobie, jak i wam.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.