Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Puste granice: ogród grzeszników tom 3 - recenzja książki

Autor:Grisznak
Redakcja:Avellana
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2018-04-11 22:51:41
Aktualizowany:2018-04-11 22:51:41



Ilustracja do artykułu





Tytuł: Puste granice: ogród grzeszników

Autor: Kinoko Nasu

Ilustracje: Takashi Takeuchi

Liczba stron: 332

Rok wydania: styczeń 2018

Wydawca: Kotori

Gatunek: urban fantasy

ISBN: 978-83-65722-32-4

Cena okładkowa: 39,90





Na trzeci tom Pustych granic czekałem równie niecierpliwie jak na drugi. Cóż, nie powinno to dziwić, ta powieść jest naprawdę niezła, a zamknięcie jej w trzech tomach sprawiło, że uniknęła losu większość light novel, będących serialami bez końca. Nasu stworzył spójną i logiczną historię, której początek i finał łączą się ze sobą, zaś kolejne wydarzenia układają się w całość, nawet jeśli widać to w pełni dopiero po zakończeniu lektury.

Trzeci tomik otwiera Zapis zapomnienia. To coś w rodzaju historyjki pobocznej, rozgrywającej się w szkole, do której uczęszcza Azaka Kokuto. Na prośbę władz tej placówki prowadzi ona śledztwo w związku z niepokojącymi listami, jakie otrzymują niektóre z uczennic. Wsparciem dla niej jest Shiki, bowiem jej Mistyczne Oko Śmierci potrafi bez trudu dostrzec elementy nadprzyrodzone. Choć przyczyna zjawiska szybko staje się jasna, dotarcie do jej źródła zajmuje obu bohaterkom więcej czasu. Mają dzięki temu sposobność do interakcji, a pamiętać trzeba, że obu zależy na tym samym chłopaku. Jeśli jednak ktoś spodziewałby się ciągłych złośliwości i szarpaniny, to jest w błędzie, gdyż zarówno Shiki, jak i Azaka są ponad takie zachowania. Co absolutnie nie oznacza, że ich współpraca będzie zupełnie bezproblemowa. Ale dopiero finał tego epizodu przyniesie wydarzenie istotne dla całej historii.

Zapis zapomnienia jest pierwszym i jedynym fragmentem Pustych granic, gdzie Azaka dostaje więcej miejsca - wcześniej była postacią trzeciego planu. Zarazem jest jedną z tych bohaterek, które nigdy nie otrzymały szans na pojawienie się w innych tytułach Type-Moon. Nawet w parodystycznym Carnival Phantasm widzimy ją ledwie przez chwilkę. Ten epizod pokazuje nieźle jej motywację, a także umiejętności, które zdobyła dzięki nauce u Toko. Przyznam, że Azaka wzbudziła we mnie nawet więcej sympatii niż Akiha, która była niejako jej rozwinięciem fabularnym w Tsukihime. Shiki natomiast jest tu zaskakująco wręcz zwyczajna i, jak na nią, niespecjalnie ekscentryczna. Może to wpływ miejsca, w którym rozgrywają się wydarzenia? Osobną sprawą jest tu natomiast antagonista - chyba najlepiej wymyślony z przeciwników, jacy stają na drodze bohaterów tego cyklu. A już na pewno - najoryginalniejszy.

Mimo to Zapis zapomnienia jest w zasadzie przygrywką do zasadniczej części trzeciego tomu, czyli do drugiej części Dochodzenia w sprawie zabójstw. Autor łączy tu większość obecnych w całej powieści wątków. Odzyskaniu przez Shiki wspomnień towarzyszy kolejna seria zbrodni. Bohaterka znika, przez co niejako z automatu staje się podejrzaną. Niewierzący w jej winę Mikiya robi wszystko, aby ją odnaleźć, wykorzystując swoje znajomości w półświatku. Choć oboje działają niezależnie od siebie, ich drogi w końcu się przetną, ale pomiędzy nimi stanie ktoś jeszcze. I to właśnie ta osoba, znana już czytelnikom, okaże się kluczowa dla całej fabuły.

Po drugim tomie, który był miejscami tour de force Toko Aozaki, w trzecim tomie jej prawie nie ma. Żałuję tego, gdyż lalkarka stała się moją ulubioną postacią tej historii. Nasu ewidentnie wyczuł, że „kradła show” Shiki, więc tym razem wyznaczył jej rolę biernej obserwatorki. Główne role ponownie odgrywają Shiki i Mikiya, każde w typowy dla siebie sposób, acz zauważalna jest popychająca ich do działania desperacja, silniejsza niż poprzednio. Finał zamyka opowieść zgrabnie i przekonująco, choć nie nazwałbym go łatwym - jego forma przywodzić może na myśl otwierającą całą powieść Panoramę.

Tomik wyraźnie skupia się na tym, kim tak naprawdę jest Shiki. Oddaje jej głos, choć sama bohaterka jest tu mocno pogubiona, a im więcej wie, tym trudniej jej wszystko ogarnąć. Dopiero ostatnie strony wiele nam wyjaśniają, rzucając na całość wydarzeń zupełnie nowe światło. Podejrzewam, że mało kto spodziewałby się takiego rozwiązania - co odbieram pozytywnie, bo zaskoczyć czytelnika (i to w niegłupi sposób) to pewna sztuka. Trochę mniej tu walk, zwłaszcza w porównaniu z drugim tomem. Tradycyjnie sporo znajdziemy tu natomiast rozmów między bohaterami, mających na celu objaśnienie realiów świata nadprzyrodzonego. Zwraca uwagę, że autor starał się, aby był on w miarę logiczny (na tyle, na ile logiczna może być magia) i próbował nadać mu pozory naukowości. Powiedziałbym nawet, że w stworzonym potem Fate/stay night, gdzie szedł tą samą ścieżką, był już ciut mniej konsekwentny, ale może to kwestia o wiele bardziej rozbudowanego świata, który tam stworzył.

Zresztą, kończąc lekturę Pustych granic łatwo zauważyć, że Nasu jako autor ograniczał się tu dość mocno. Miał świadomość, że dopiero zaczyna swoją drogę twórczą i choć stworzył w tej powieści podstawy pod przyszłe uniwersum, opracował prawa rządzące w nim magią itd., to jednak wykreował ograniczoną liczbę bohaterów, a wątki fabularne podomykał. Unikał erotyki, z którą zawsze miał trudności, co widać było potem w visual novel, od których takich scen wymagano. Wątek romantyczny poprowadził dość nietypowo i zamknął go w sposób, który zapewne nie wszystkim będzie odpowiadał. Gdy porówna się tę powieść z dziełami, które uczyniły go sławnym, czyli Tsukihime i Fate/stay night, bez trudu zauważy się, jak długą drogę przeszedł.

Nie zmienia to jednak faktu, że Puste granice bez przesady mogę nazwać najlepszą japońską powieścią fantastyczną, jaką dotąd wydano w Polsce, w każdym razie wśród tych, które dane mi było przeczytać. Kultowy status tej serii nie jest w żadnym razie na wyrost, czego dowodem jest bardzo udana filmowa adaptacja oraz sukces Tsukihime, dla której Puste granice były swego rodzaju prototypem i przymiarką. Nawet jeśli ktoś na hasło light novel reaguje niechęcią, to wydaje mi się, że temu jednemu tytułowi warto dać, mimo wszystko, szansę.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.