Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Sword Art Online Alicyzacja: Przebudzenie tom 17 - recenzja książki

Autor:Piotrek
Redakcja:Avellana
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2018-05-14 20:00:18
Aktualizowany:2018-05-14 19:38:18



Ilustracja do artykułu





Tytuł: Sword Art Online Alicyzacja: Przebudzenie

Tytuł oryginalny: Sword Art Online: Alicization Awakening

Autor: Reki Kawahara

Ilustracje: abec

Wydanie oryginalne: 2015

Tłumaczenie: Anna Piechowiak

Stron: 224

ISBN: 978-83-65722-54-6






Sytuacja obrońców świata ludzi staje się powoli beznadziejna. Do armii Krainy Ciemności dołącza trzydzieści tysięcy użytkowników ze Stanów Zjednoczonych, którzy zanurzyli się w Podziemiu poprzez AmuSphere. Nie mają najlepszego wyposażenia, jednakże ich liczebność jest przytłaczająca. W międzyczasie Lisbeth wraz z przyjaciółmi próbuje nakłonić czołowych graczy z Alfheim Online, aby przekonwertowali swoje konta i pomogli bronić mieszkańców Podziemia przed napastnikami. Jednocześnie na pokładzie Oceanicznego Żółwia trwa walka o przywrócenie Kirito świadomości.

Siedemnasty tom Sword Art Online skupia się niemal wyłącznie na walce, z niewielkimi przerwami na pokazywanie wydarzeń na pokładzie statku RATH. Okazuje się, że zalogowani Amerykanie nie zawsze orientują się w sytuacji, przez co atakują nie tylko ludzi, ale także Armię Ciemności. Chaos, jaki panuje na polu walki, dezorientuje wszystkich uczestników wojny, a także wymusza współpracę pomiędzy członkami wrogich sobie armii. Oprócz grupowych starć nie zabrakło także indywidualnych pojedynków, a dołączenie do Asuny Leafy (jako bogini Ziemi Terrarii) oraz Sinon (bogini Słońca Solus) dało wiele nowych okazji do efektownych strać. Na pierwszy rzut oka widać, że tom pisany był z myślą o animowanej adaptacji. Autor skupia się na kreowaniu dynamicznych scen walki, a także nieoczekiwanych zmian sytuacji na placu boju. Początkowo miało to swój urok, jednak gdy zabrakło pomysłów, zaczęło się przeciąganie akcji na siłę - autor po raz kolejny sprowadził z powrotem najbardziej brutalnych antagonistów z poprzednich gier. Rzecz jasna, miało to stanowić okazję do wyrównania starych porachunków.

Taka mnogość wydarzeń dziejących się jednocześnie to test umiejętności pisarskich autora, który Reki Kawahara niestety oblał. Zabrakło spójności wewnętrznej, poczynając od wyrzucenia do kosza różnych aspektów technicznych eksperymentu TLD i świata Podziemia, kończąc na prowadzeniu wydarzeń podczas walk. Okazuje się, że użytkownicy zalogowani poprzez AmuSphere nie tylko zachowują umiejętności i wyposażenie podczas konwersji danych, ale także mogą odczuwać bodźce tak samo, jak ci zalogowani przez maszynę TLD. Co więcej, siłą woli da się zmienić jedną broń w inną. Skoro tak, to równie dobrze można byłoby zesłać deszcz ognistych meteorytów na armię wroga, a jedynym potrzebnym do tego narzędziem byłaby wystarczająco silna chęć. Tymczasem Asuna z każdym użyciem umiejętności manipulacji terenu ponosi ciężkie obrażenia psychiczne, mimo że jest zalogowana z superkonta bogini. Takich niespójności jest znacznie więcej, a zebrane razem sprawiają, iż mamy do czynienia z najbardziej absurdalną wirtualną rzeczywistością w całym cyklu Sword Art Online. Widać, że głównym celem było wykreowanie jak najbardziej widowiskowych pojedynków, a wszystko inne zeszło na dalszy plan. Nawet fanserwis z Leafą w roli głównej pojawia się w równie bezsensownych okolicznościach.

Trudno rozpisać się na temat jakości polskiego wydania - jest dokładnie taka sama, jak poprzednio. Nie uświadczyłem problemów z jakością druku, a tekst jest czytelny dzięki dobrze dobranej czcionce. Przekład na język polski nie budzi większych zastrzeżeń. Mógłbym się przyczepić o to, że przemowa Lisbeth jak na nacjonalistyczną (sama bohaterka tak ją określiła), wypadła mało autentycznie. Zakładam, że to nie wina tłumacza, a oryginału, gdyż z przemowy wygłoszonej przez PoHa do koreańskich graczy nacjonalizm wylewał się strumieniami. W całym tekście znalazłem dwie literówki: „zmiennościateł” zamiast „zmiennoświateł” na stronie 23 oraz „załapać” zamiast „złapać” na stronie 167.

Po przeczytaniu tej recenzji zapewne zapytacie, co dobrego da się powiedzieć o tej części? Otóż znajdą się mimo wszystko pewne zalety. Są nimi ilustracje, które w tym tomie wyglądają po prostu rewelacyjnie. Prześliczne projekty postaci bogiń Solus i Terrarii po prostu mnie zachwyciły, podobnie jak monochromatyczne ilustracje przedstawiające pojedynki, które niezwykle cieszyły oko ze względu na ilość detali, ukazanie dynamiki akcji i mimiki walczących. Jeśli równie dobrze wypadnie animacja w zapowiedzianej już adaptacji telewizyjnej, to przynajmniej można będzie nacieszyć oko, przymykając je na całą resztę. Niestety, ja nie potrafiłem wyłączyć myślenia do stopnia, w którym czytanie tomu siedemnastego byłoby chociaż przyzwoitą rozrywką . Tymczasem pozostaje czekać nam na tom osiemnasty, który przyniesie powrót Kirito oraz zapewne zamknie fabułę Alicyzacji.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.