Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Wataha - recenzja książki

Autor:Grisznak
Redakcja:IKa
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2018-07-18 22:57:22
Aktualizowany:2018-07-18 22:58:22



Ilustracja do artykułu




Tytuł: Wataha

Autor: Tomasz Siwiec

ISBN: 978-83-947-463-8-4

Gatunek: horror

Format: 175 x 110 mm

Liczba stron: 112

Wydawnictwo: Phantom Books






Animal horror to gatunek, który swoje najlepsze czasu ma już dawno za sobą. Zaliczył je w latach osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych, kiedy cały świat oglądał takie filmy jak Szczęki czy Park Jurajski. W Polsce ogromną popularnością cieszyły się też przez pewien czas animal horrory Guya N. Smitha, z jego bestsellerowym cyklem Kraby na czele. Schemat tego gatunku był zawsze prosty - coś (najczęściej jakiś eksperyment lub katastrofa ekologiczna) sprawia, że określony gatunek zwierząt staje się nagle agresywny (często także większy, silniejszy) i zaczyna polować na ludzi. Trudno tu było mówić o oryginalności, toteż animal horrory szybko wyczerpały swoje możliwości i zaczęły z upodobaniem zjadać własny ogon. Co nie znaczy, że zaginęły.

Wataha to druga w ofercie wydawnictwa Phantom Books książka Tomasza Siwca i na chwilę obecną jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, polskich pulpowych horrorów tego rodzaju. Tak, piszę to na samym początku, bo naprawdę, zaskoczył mnie ten tytuł bardzo pozytywnie. Żeby nie było, poprzednia rzecz Siwca, Pełzająca śmierć, także czerpiąca z animal horror, była również niezłym horrorem, o czym pisałem w recenzji. Wataha w niczym jej nie ustępuje, a miejscami nawet przewyższa - choć naturalnie nie jest pozbawiona także pewnych wad.

W małopolskich lasach grupa chłopaków urządza sobie nielegalne polowanie, za cel obierając stado dzików i zabijając lochę wraz z młodymi na oczach reszty stada. Obserwujący bestialstwo ludzi samiec, będący przewodnikiem stada, dostrzega w homo sapiens wroga. Głód przymusza dodatkowo stado do poszukiwania nowych źródeł pożywienia, traf zaś chce, że napotkani ludzie okazują się całkiem smakowici, co z kolei popycha dziki do regularnego polowania. Zanim lokalne władze orientują się w zagrożeniu, liczba ofiar lawinowo rośnie, zaś w nieodległej Kalwarii Zebrzydowskiej ma się właśnie odbyć Droga Krzyżowa dla kilku tysięcy wiernych.

Czytając taki opis, ktoś mógłby wydać z siebie gromkie „kwik!” ze śmiechu. Owszem, tło fabularne trudno uznać za wymyślne czy oryginalne. Autor nie kombinował tu szczególnie, acz warto zauważyć, że zrezygnował z konwencjonalnego w takich książkach wątku mutacji genetycznej. Zresztą, w przypadku dzików nie jest ona nawet szczególnie potrzebna, zwierzęta te mogą i bez niej stanowić śmiertelne zagrożenie dla ludzi, co książka udowadnia aż nazbyt często. Siwiec raczy nas często-gęsto naturalistycznymi i plastycznymi opisami masakrowania i pożerania ludzi przez dziki. Nie powiem, dobrze się to czyta, choć na pewno nie jest to lektura dla ludzi wrażliwych, bo autor nie boi się przekraczania granic szeroko pojętego dobrego smaku czy przyzwoitości, epatując pomysłami, które pewnie spora część osób nieobeznanych z gatunkiem uznałaby za szokujące. Ja to doceniam - wszak na tym opiera się także idea literatury gore. Nie chodzi tu o bogatą treść czy jakieś głębsze refleksje. Wataha wali w czytelnika skondensowaną dawką makabry i robi to naprawdę dobrze.

Choć, jak wspominałem, animal horror nie jest gatunkiem bazującym na oryginalności, a większa część drapieżników była już w nim wiele razy wykorzystywana w roli nosicieli śmierci, to nie wiem, czy kiedykolwiek wcieliły się w nią wcześniej właśnie dziki. To wypada policzyć autorowi na plus. Podobnie jak w przypadku Pełzającej Śmierci, część akcji rozgrywa się tu w Suchej Beskidzkiej. Zastanawiałem się nawet, czy Siwiec nie postanowił aby stworzyć z tego miasteczka swojego Amityville czy Arkham, ale jeśli tak, to jednak przydałoby się nadać mu nieco więcej cech indywidualnych i bardziej szczegółowych opisów. Wszak od stworzenia charakterystycznego dla danej lokacji nastroju wiele zależy. Gdy mówimy "Innsmouth" czy "Silent Hill", to od razu przychodzą nam na myśl pewne charakterystyczne dla tych miejscowości klimaty i gdy odwiedzamy jakieś miasto, to sam spacer jego uliczkami wystarcza, by nagle skojarzyło się nam ono z którymś z literackich siedlisk grozy i niesamowitości. Tutaj autor ma jeszcze sporo do zrobienia.

Choć Siwiec oddaje sporo miejsca w fabule dzikom, to jednak ludzie pozostają tymi, z perspektywy których obserwujemy większość wydarzeń. Bardzo szybko można zauważyć, że autor ma jakąś dziwną obsesję na punkcie księży. Każdy z nich w tej książce to alkoholik, zboczeniec, przestępca lub inny dewiant. Podobnie było w Pełzającej Śmierci. Osiąga to już poziom śmieszności, bo w zasadzie wiadomo, że jak pojawi się tu ksiądz, to będzie osobą maksymalnie paskudną. Nie wiem, skąd to się bierze, sam nie przepadam za Kościołem, ale każda przesada jest szkodliwa, zwłaszcza gdy w przypadku książki autor nie potrafi jej opanować. Na pewne usprawiedliwienie przemawia tu fakt, że w zasadzie wszyscy występujący tu ludzie nie budzą sympatii czytelnika - mąż pracoholik i zdradzająca go żona, alkoholik bijący małżonkę i ona, która nie potrafi od niego odejść, a także wielu innych. Pamiętać jednak trzeba, że większość bohaterów pełni tu rolę ofiar dzików - trochę szkoda, że autor nie potrafił (albo też i nie chciał) stworzyć postaci, które towarzyszyłyby czytelnikowi nieco dłużej. No ale tu dochodzimy do kolejnej kwestii, czyli rozmiaru książki.

Wataha jest króciutka, liczy niespełna sto stron. Zwięzła w treści i w formie, jest lekturą bardzo przyjemną (mimo powyżej wspomnianych niedoskonałości), naturalnie dla miłośników gatunku. Nie jest to horror stawiający na budowę klimatu czy nastroju, na pokazywanie rozpadu ludzkiej psychiki, różnych lęków czy paranoi. Chodzi tutaj o gore - i to dokładnie dostajemy, na dodatek w ilości, której chyba nikt nie uzna za nazbyt małą. Na dodatek autor opisuje wszystko soczyście i z polotem. Podczas lektury złapałem się na tym, ze odpaliłem sobie z komórki filmiki z Youtube z dźwiękami wydawanymi przez dziki - poprawiło to wydatnie nastrój, podobnie jak później zafundowanie sobie utworów Sodom w roli soundtracku. Z muzyką tego ostatniego Watahę zresztą sporo łączy - to ostre, surowe i bezkompromisowe rzeczy dla miłośników ekstremy.

Ciekawostką jest krótki wstęp autorstwa wspomnianego już na początku Guya N. Smitha, człowieka, któremu pulpowa groza w Polsce bardzo dużo zawdzięcza, choć jego twórczość wciąż budzi spory i kontrowersje. Co prawda nie jest on poświęcony literaturze, ale raczej luźnym dywagacjom autora na temat zwierząt, niemniej stanowi sympatyczny dodatek do tej krótkiej przecież książki. Swoje kilka słów dorzucił też autor książki. Na plus dopisać mogę także całkiem udaną i klimatyczną, odpowiednio kiczowatą okładkę. W opisie na jej ostatniej stronie pojawił się błąd, który traktuję jednak jako swoisty uśmieszek i nawiązanie do tradycji Phantom Press, gdzie podobne błędy także się zdarzały. Podsumowując, Wataha stanowi perełkę dla fanów horrorów z gatunku gore. "Perełkę" bo do perły to jednak wciąż trochę brakuje. Niemniej, jeśli autor utrzyma ten poziom, poprawi to i owo a także pokusi się o napisanie czegoś bardziej rozbudowanego formalnie, to widzę tu całkiem spory potencjał.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Grisznak : 2018-08-08 14:38:06
    RE:

    Diablo napisał(a):
    Jeśli chodzi o dziki w horrorach, to nie przychodzi mi do głowy żaden tytuł w którym grałyby one główną rolę, ale mogę za to przywołać "Ciało i krew" Mastersona. Co prawda pojawiają się tam wątki paranormalne oraz różne "genetyczne cuda" ale wydatną rolę w fabule odgrywają tam świnie. Które też zresztą urządzają niezłą rzeźnię w centrum handlowym.

    Dziki pojawiły się w niewydanym u nas, piątym tomie cyklu "Sabat" wielkiego Guya N. Smitha, którego akcja, co ciekawe, toczy się w Polsce, a tytułowy bohater walczy m.in. z opętanymi dzikami.

  • Diablo : 2018-07-20 21:45:22

    "Unber" napisał(a):
    świnie w odróżnieniu od drapieżników mają paskudną tendencję do jedzenia żywcem tego, co im się pod nos nawinie (co w dawnych czasach oznaczało np. pełzające po podwórku niemowlę).

    No proszę, jakich to się człowiek ciekawych rzeczy może dowiedzieć.

  • Unber : 2018-07-20 07:04:06

    Okładka przypomina trochę niektóre plakaty do filmu Razorback, który był o wielkim dziku polującym na ludzi. Natomiast wybór dzików, imho, całkiem sensowny jeżeli mają zżerać żywcem - świnie w odróżnieniu od drapieżników mają paskudną tendencję do jedzenia żywcem tego, co im się pod nos nawinie (co w dawnych czasach oznaczało np. pełzające po podwórku niemowlę).

  • tamakara : 2018-07-19 08:10:50

    Jest taki radosny koreański horror o wielkim dziku/świni rozsmakowanym w ludzkim mięsie. Nazywa się to Chaw.

  • Diablo : 2018-07-18 23:13:55

    Jeśli chodzi o dziki w horrorach, to nie przychodzi mi do głowy żaden tytuł w którym grałyby one główną rolę, ale mogę za to przywołać "Ciało i krew" Mastersona. Co prawda pojawiają się tam wątki paranormalne oraz różne "genetyczne cuda" ale wydatną rolę w fabule odgrywają tam świnie. Które też zresztą urządzają niezłą rzeźnię w centrum handlowym.

  • Skomentuj