Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Książęcy gambit - recenzja książki

Autor:Nanami
Redakcja:Avellana
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2019-01-27 20:32:15
Aktualizowany:2019-01-27 20:33:15



Ilustracja do artykułu





Tytuł: Książęcy gambit

Tytuł oryginalny: Prince's Gambit

Autor: C.S. Pacat

Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska

Ilustracja na obwolucie: Katarzyna "Ulvar" Bekus

Liczba stron: 460

Rok wydania: grudzień 2018

Wydawca: Wydawnictwo Studio JG

ISBN: 978-83-8001-371-1

Cena okładkowa: 39,90






Na przełomie roku 2018 i 2019 na polskim rynku doczekaliśmy się drugiego tomu trylogii Zniewolonego księcia, czyli Książęcego gambitu. Po pierwszym tomie, który miał swoje wzloty i upadki, moje nastawienie było raczej sceptyczne, choć muszę przyznać, że udało mu się jednocześnie mnie zaintrygować. Czy autorka ma jakiś sensowny zamysł na dalsze losy naszych bohaterów, czy też może zamierza zalać nas bezsensowną, płytką i kiczowatą „fabułą”? Czy warto było nie porzucać lektury po pierwszym tomie? Powiem krótko - cieszę się, że tego nie zrobiłam, gdyż druga część okazała się moją ulubioną z całej trylogii. Cofnijmy się jednak na chwilę do momentu, gdzie zostawiła nas część pierwsza...

Atmosfera w stolicy Vere była jak trujące opary, książę Laurent bezwzględny i okrutny, a Damen niczym typowy barbarzyński jeniec, który aż się sam prosił o kolejne baty. Stanowiło to dla czytelnika raczej marną rozrywkę w dłuższej perspektywie, lecz jednocześnie spod tej całej warstwy rzeczy niestrawnych w nadmiarze zaczął się powoli wyłaniać obraz wielowątkowej, skomplikowanej intrygi. W tomie drugim opuszczamy na dobre stolicę Vere i wyruszamy wraz z księciem Laurentem oraz jego świtą na południe - aż na granicę z Akielos. I jak za dotknięciem magicznej różdżki atmosfera się powoli zmienia, jakbyśmy wraz z opuszczeniem Arles i zamkowych murów mogli nareszcie odetchnąć. Dostajemy zatem niedoświadczonego dowódcę, Akielończyka, który ma nadzieję czmychnąć do siebie, gdy tylko zbliżą się do granicy, oraz bandę najemników, którzy co rusz się awanturują… stanowi to niezłą mieszankę wybuchową, ale jednocześnie sprawia, że ten militarno-przygodowy wątek czyta się lekko i z ciekawością. A cóż to w ogóle jest „gambit”, znajdujący się w tytule? Otóż jest to (zerknięcie na Wikipedię) zagranie w początkowej fazie partii szachów, podczas którego gracz poświęca jedną lub kilka bierek w zamian za uzyskanie lepszej pozycji. I faktycznie, rozgrywki toczące się w drugim tomie bardzo przypominają partię szachów pomiędzy regentem a Laurentem, gdyż wuj nie ustaje w bezlitosnych staraniach, by zabawić się bratankiem i sprzątnąć go w możliwie niebudzący podejrzeń sposób, a następnie wygodnie zasiąść na tronie Vere.

Zapytacie się, co z tym pełnokrwistym męskim romansem… Cóż, ku mojemu zaskoczeniu moje sceptyczne przewidywania co najwyżej syndromu sztokholmskiego się nie spełniły. Relacje między Laurentem a Damenem były, łagodnie ujmując, nie najlepsze, więc naprawdę trudno było sobie wyobrazić, by miało ich połączyć coś innego niż czysta nienawiść czy patologia. Tymczasem C.S. Pacat podeszła do tematu z rozwagą i cierpliwością. Zamiast na siłę przyspieszać rozwój wypadków, postawiła na powolny, możliwie naturalny rozwój relacji. Przede wszystkim wzajemna niechęć zostaje początkowo wyparta przez chłodną neutralność, a po długim czasie przekształca się w coś na kształt wzajemnego zaufania i szacunku. I obopólny „szacunek” jest w tym przypadku słowem kluczem. Nie ma tu sytuacji, że nagle z dnia na dzień wszystkie wyrządzone krzywdy zostały zapomniane, oj zdecydowanie nie. Wprawdzie Damen ma dobroduszną naturę, więc na wiele jest w stanie przymknąć oko, lecz takich batów się nie zapomina. Z kolei Laurent zmuszony przez okoliczności, zaczyna czerpać z wiedzy i doświadczenia Akielończyka i mimowolnie poznawać go coraz lepiej. Wzajemna wrogość zostaje stopniowo zastąpiona ostrożnym paktem o nieagresji, by dopiero bardzo powoli dojść do tego, iż obaj się co do siebie mylili, i otworzyć furtkę na „coś więcej”. Można też liczyć na szczyptę pikantnych scen. I owszem, nadal dałoby się psioczyć, że biorąc pod uwagę okoliczności oraz przeszłość obu panów (i odwieczne pytanie - czy Laurent wie, kim tak naprawdę jest jego nałożnik?) jest to mocno naciągane, jednak jestem pełna podziwu co do sposobu, w jaki sposób autorka wybrnęła z tego. No i jak udało jej się sprawić, że naprawdę polubiłam Laurenta (choć nadal bywa zimnym skurczybykiem).

Relacja między książętami jest ważna, ale w sumie nie najważniejsza i stanowi jedną z licznych warstw tego tomu. Równie ważna jest tutaj intryga - a ta stoi na najwyższym poziomie. Niejednokrotnie też się porządnie uśmiałam, gdy nasi bohaterowie wpadali w tarapaty, a śmiertelna powaga zostawała wyparta z powodzeniem przez komizm sytuacji. Oczywiście pozostają niezmienne umowne zasady tego świata, iż romans mężczyzny z mężczyzną jest tak samo naturalny, jak mężczyzny z kobietą. Pozostali bohaterowie także są wyborni - jest ich wielu, a każdy z nich ma swój charakter, a także często ukryte motywacje, które nieraz mogą naprawdę zaskoczyć. Obsada pozostaje nadal mocno męska, trochę brak mi tutaj silnych jednostek płci żeńskiej. Pomimo tych drobnych zastrzeżeń najbardziej dla mnie niesamowite było to, jak wszystko pozostaje ze sobą spójne… Wszystko jest rozplanowane z największą pieczołowitością (no, poza pewną fiolką, która pojawiła się znikąd dokładnie w momencie, kiedy była potrzebna) i mogę powiedzieć tylko tyle, że po poznaniu kilku faktów można nabrać chęci na wrócenie do wcześniejszych fragmentów powieści, gdyż nagle nabierają one sensu, widziane w nowym świetle.

Druga część trylogii C.S. Pacat powstawała w podobny sposób, jak poprzedni tom - autorka publikowała rozdział za rozdziałem online, a dopiero potem powieść została wydana w formie książkowej, co sprawia, że czasem nie sposób nie odnieść wrażenia, iż przypomina ona bardziej solidny fanfik niż „poważną” książkę - co jednak nie ujmuje jej niczego, jeśli tylko nie ma się zbyt wygórowanych oczekiwań i akceptuje się taki koncept. Mam też zastrzeżenia co do pewnej powtarzalności, najlepiej widocznej na przykładzie Damena jako narratora. Jest on człowiekiem prostym i nieskomplikowanym, co powoduje, że w pewnym momencie natężenie imienia „Laurent” na centymetr kwadratowy książki niebezpiecznie rośnie, zaś powtarzalność kilku frazesów opisujących urodę księcia może być męcząca.

Jeśli chodzi o nasze polskie wydanie, to pierwszym, co rzuca się w oczy jest to, że ten tom jest zdecydowanie grubszy niż poprzedni. Dostępna u wydawcy edycja limitowana jest ozdobiona kolejną piękną okładką spod ręki Katarzyny „Ulvar” Bekus, przedstawiającą obu książąt w bojowych strojach i pozach. W tym tomie znajduje się też to, czego bardzo brakowało mi poprzednio, a mianowicie mapa świata, która znacząco ułatwia śledzenie podróży bohaterów. Po lekturze oryginalnego wydania mogę też z całą pewnością stwierdzić, że polskie tłumaczenie wydobywa z powieści to, co najlepsze, a miejscami wręcz czyni lekturę jeszcze przyjemniejszą - wygładza niektóre koślawe dialogi, a swoją dosadnością i dopasowaniem do sytuacji świetnie podkreśla atmosferę czy charakter osoby, która daną kwestię wypowiada. Jednak tak jak w poprzednim tomie, także i w tym znalazło się kilka chochlików, takich jak „Damen przestał się krzywić i przyglądać się patrzeć uważnie” (str. 51) czy pojedyncze literówki. Rzuciła mi się także w oczy zmiana układu tekstu - zapewne ze względu na grubość tego tomu zdecydowano się na mniejszy margines zewnętrzny, by zwiększyć margines w środku. Zabieg zrozumiały, by uniknąć wchłonięcia tekstu przez środek opasłego tomu, lecz mój zmysł estetyki nie był tym szczególnie zachwycony. Ogólnie jednak polskie wydanie trzyma naprawdę przyzwoity poziom.

Kto się od razu wciągnął w Zniewolonego księcia po pierwszym tomie, ten zdecydowanie nie powinien czuć się rozczarowany drugim tomem. Mam też nadzieję, że jeśli ktoś był bardziej sceptycznie nastawiony, ale dał tej trylogii drugą szansę i sięgnął po Książęcy gambit, to zdanie zmienił na lepsze. Zapewne znalazło się także spore grono osób, które rzuciły lekturę, zniechęcone pierwszym tomem - a szkoda, bo pierwszy tom zdecydowanie nie jest najlepszą wizytówką tej serii. A nam tymczasem pozostaje czekać na premierę ostatniej części, czyli Narodzin królów, która ma mieć miejsce gdzieś w połowie 2019 roku.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.