Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Fate/Zero: Przebudzenie ciemności - tom 5 - recenzja książki

Autor:Grisznak
Redakcja:Avellana
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2019-05-04 20:48:17
Aktualizowany:2019-05-04 20:48:17



Ilustracja do artykułu





Tytuł: Fate/Zero: Przebudzenie ciemności

Autor: Gen Urobuchi

Ilustracje: Takashi Takeuchi

Liczba stron: 224

Rok wydania: luty 2019

Wydawca: Kotori

Gatunek: urban fantasy

ISBN: 978-83-6613-226-9

Cena okładkowa: 29,90






Wydawać by się mogło, że przedostatni tom Fate/Zero będzie już tylko pełną akcji gonitwą do finału. Nic jednak bardziej mylnego. Okazało się, że Gen Urobuchi pozostał wierny schematowi, który przyjął od początku tworzenia tej serii. Stosując zasadę naprzemienności, pisał tomy bardziej wyładowane akcją i bardziej „fabularne”. Zgodnie z nią, tomik piąty należy do tych bardziej fabularnych. Ale i tak dzieje się w nim dużo.

Kirei Kotomine, który pozostawał do tej pory nieco w cieniu pozostałych taumaturgów, tym razem wysuwa się wyraźnie na pierwszy plan wydarzeń, włączając się do wojny o Graala w sposób, który zapewne zaskoczy wielu czytelników. Motyw ten (nie zamierzam zdradzać, o co chodzi) jest bardzo istotny nie tylko dla Fate/Zero ale także dla Fate/stay night, ustawia on bowiem tę postać na innej niż dotychczas pozycji. Właściwie można się było czegoś takiego spodziewać, w końcu Kirei i Kiritsugu od samego początku tej historii byli niejako naturalnymi głównymi przeciwnikami. Z drugiej strony, o ile Kiritsugu nie robi w tym tomie szczególnie wiele, sporo miejsca poświęcono tym razem jego przeszłości, prezentując nam jego skondensowany życiorys.

Zmniejszenie się liczby sług sprawiło, że na tym polu zrobiło się wyraźnie mniej ciekawie. Wiemy już praktycznie wszystko o wszystkich - jedynie o Berserkerze powiedziano stosunkowo niewiele, co jednak wynika z charakteru tej postaci. Zresztą, właściwie w żadnej odsłonie Fate postacie tej klasy nie wnosiły zbyt wiele do fabuły. Pozostała trójka, czyli Artoria, Iskandar i Gilgamesz, nie mają nic nowego do pokazania, wiadomo już bowiem, kto, kogo i dlaczego. Nie znaczy to oczywiście, że będzie nudno, gdyż centralnym fragmentem tego tomu jest pojedynek Szermierz z Jeźdźcem, opisany zresztą ciekawie i w sposób dość nietypowy, ponieważ połączony jest z pościgiem.

Jednakże oś fabularną tomu piątego stanowią intrygi Kireia, których celami są pozostali uczestnicy wojny. Trzeba przyznać, że ksiądz prowadzi je znakomicie, zręcznie oszukując zarówno tych, których oszukać nietrudno (jak Kariya), jak i tych, których zrobienie w bambuko wydawało się zadaniem karkołomnym (jak Kiritsugu). Niemniej widać, że w szóstym tomie możemy się spodziewać naprawdę solidnej rozwałki, która wszystko to zakończy. I co tu kryć, autor wykreował napięcie na tyle dobrze, że chce się na to czekać.

Tomik przeczytałem szybko, tak jak zresztą poprzednie. Taka już specyfika light novel. Daje się zauważyć, że autorowi frajdę sprawia przybliżanie ze szczegółami technicznych aspektów używanego przez bohaterów sprzętu. Widać to już było w przypadku broni palnej czy samolotów, ale w tym tomie, przy okazji opisu motocykla, na którym jedzie Artoria, Urobuchi pofolgował sobie jeszcze bardziej. Niemniej w żadnym momencie nie popada, przynajmniej w moim odczuciu, w technobełkot, który sprawiłby, że tekst stałby się zwyczajnie niezrozumiały dla laika.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.