Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Magnificon Expo 19 – Klęska urodzaju - relacja z konwentu

Autor:Slova
Redakcja:IKa
Kategorie:Relacja, Konwent
Dodany:2019-08-23 22:03:15
Aktualizowany:2019-08-27 21:19:15



Presja urbanistyczna to zaiste zatrważające zjawisko. Pięć lat temu, gdy jechałem na pierwszą edycję Magnificonu na hali Expo Kraków, wokół niej straszyły ruiny dawnej infrastruktury przemysłowej. Dzisiaj znikły hałdy gruzu, a po sąsiedzku z obiektem wyrosło pokaźne osiedle. Niczego nieświadomi mieszkańcy i ich rodziny musieli przeżyć chwile grozy, gdy w piątkowe wczesne popołudnie przed ich oknami uformowała się pokaźna kolejka konwentowiczów. Ta, jak zwykle, rządziła się swoimi prawami. O ile nieporządek w ogonku dla zwykłych gości to norma, tak co roku VIPy, twórcy atrakcji, media i wystawcy byli obsługiwani sprawnie. W tym roku coś poszło nie tak i ostatecznie nie było wiadomo, kto z wyżej wymienionych ma gdzie stać, a na imprezę sprawnie wchodzili jedynie ci pierwsi.

Wracając do okolicy, to wraz z otwarciem nowego osiedla przy miejscu wydarzenia pojawił się nowy punkt stałych wizyt konwentowiczów - Żabka. Już w piątek ostrzegłem jej pracowników, że mogą spodziewać się Sajgonu. Chyba nie do końca wzięli moje słowa na poważnie, ale to już nie moje zmartwienie. W sobotę z rana z półek w pierwszej kolejności zniknęły energetyki, jeśli któryś z mieszkańców chciał wyskoczyć na szybko w klapkach po bułki i „fajki”, to musiał socjalizować się w kolejce z dziwnymi ludźmi. Rano jeszcze kupiłem hot-doga, ale później to było pewnie niemożliwe. Kosze przy drodze z osiedla na conplace szybko się przepełniły. Tylko w piątek i sobotę na imprezę weszło ponad 3 000 osób - znacznie więcej, niż organizatorzy przewidywali, wnioskując po ubiegłorocznej niewielkiej frekwencji. Zapytani o zaistniałą sytuację wyjaśniali, że do tygodnia przed imprezą zainteresowanie nią nie było nadzwyczajne. Nagle (jak co roku) skończyła się jednak szkoła, wpadł długi weekend i mangowcy przypomnieli sobie, że mają wolne i nie mają co zrobić z nadmiarem czasu. Tak to widzę. Aż chciałoby się, żeby Magnificon zajął całą hale Expo, jak za pierwszym razem, lecz na tak krótko przed wydarzeniem zarezerwowanie dodatkowej przestrzeni okazało się niemożliwe. W efekcie było tłoczno, czego na tej imprezie od kilku lat nie spotykałem. Cieszyli się z tego chyba wszyscy, zwłaszcza sprzedawcy (zszedł nawet najnowszy tom light novel Log Horizon!), nawet ci sprzedający „monsterki” po 20 zł za puszkę. Kapitalizm!

W tym roku sleep-room, mieszczący się w hali sportowej krakowskiej Politechniki, odwiedziłem tylko raz celem skorzystania z prysznica (tłoku nie zastałem, pewnie z uwagi na trwający wówczas cosplay). Ponoć do miejsca noclegów też była pokaźna kolejka i sporo osób zmokło w niej od deszczu, co było dotkliwe zwłaszcza dla cosplayerów. Z nimi zaś wiąże się jeden z większych „dramatów” tegorocznej edycji. Dotyczył on dyskwalifikacji jednej z uczestniczek eliminacji do Eurocosplayu. Sprawa nabrała rozgłosu, jednak organizacja wszystkie niedomówienia rzetelnie wyjaśniła. Osobiście, jako osoba niezainteresowana cosplayem, nie mam powodu, by tym wyjaśnieniom nie ufać.

Zdecydowanie najbardziej widowiskowym fragmentem wydarzenia był koncert Lady Beard. Chciałem go przeżyć i nie zawiodłem się, show był nie z tej ziemi i przyznam, że czegoś takiego jeszcze na konwencie nie uświadczyłem. Artysta śpiewał, tańczył, wspomagały go dwie tancerki, z których jedną była TomoNyan, współtworząca onegdaj duet idolek Fumi Neko. Układy choreograficzne całej wywijającej rękami i nogami na scenie trójki były palce lizać. Największe wrażenie wzbudził jednak performance, w którym na scenę „wtargnął” bliżej nieznany (komu nieznany, temu nieznany) jegomość w stroju miłośnika sado-maso i zaczął okładać Lady Bearda pięściami, a później wyzywać widzów. Co bardziej ograniczeni chyba nie zrozumieli, że są świadkami przedstawienia odwołującego się do widowiskowości wrestlingu. Gwiazda i napastnik zaczęli się więc siłować, w końcu wpadli w tłum, gdzie kontynuowali starcie. Ostatecznie, przy mentalnym wsparciu widzów, górą okazał się piosenkarz. Jak później wyjaśniała organizacja, zaaranżowanie tej części koncertu wraz z zapewnieniem bezpieczeństwa widowni było nie lada wyzwaniem. Poszkodowani mogą czuć się chyba tylko ci, co nie poszli, a także nabywcy wejściówek VIP, dla których przygotowano miejsca pod samą sceną. Po chwili, pod naporem widowni z tyłu, z przodu było mało miejsca, a później inscenizowaną bijatykę lepiej było widać z tyłu tłumu, niż od frontu.

Wyposażenie sal w sprzęt pozostawiało wiele do życzenia, czego doświadczyłem osobiście na początku imprezy, kiedy to musiałem na szybko pożyczyć laptop, by przeprowadzić swoją prelekcję. Nie tylko ja borykałem się z tym mankamentem. Ciekawostką jest, że oprócz znienawidzonego i dogorywającego Polskiego Związku Twórców Atrakcji na tegorocznym Magnificonie pojawiły się jeszcze dwie zorganizowane grupy atrakcjonistów. Pierwsza były już znane i coraz liczniejsze Ogarnięte Mangozjeby, drugą zaś Basement (obecnie Contrust). Ta trzecia dotychczas nie wyściubiała nosa poza Poznań (przynajmniej ja ich wcześniej nie spotkałem) i personalnie jest związana z ekipą pracującą przy Pyrkonie. Zrzeszanie się i organizacja aktywnych w fandomie ludzi dobrze wróży na przyszłość i pokazuje wszystkim, którzy pięć lat temu psioczyli na PZTA, że to jak najbardziej słuszna droga i w żadnym wypadku nie służy monopolizowaniu sal z atrakcjami.

Wśród prelekcji najbardziej, niestety negatywnie, zapadł mi w pamięć panel o produkcji anime. Dotychczas pole to było zmonopolizowane przez dwie uczęszczające na konwenty osoby dysponujące rzeczywiście pokaźną wiedzą. Pech chciał, że obie były na Magnificonie i wspólnie udały się wysłuchać, co nowa konkurencja ma do powiedzenia w tej materii. Okazało się, że niewiele. Prelegent, chyba przybyły ze Stanów, nagminnie używał słowa „director”, czasem spolszczając je do „dyrektora”, aż w pewnym momencie trudno było rozwikłać, o kim mowa. Gdy okazało się, że rzecz dotyczy poczciwego reżysera, prelegent żachnął się, że nie zna takiego słowa (sic!) i tym bardziej nikt go nie używa (SIC^2!). Krytyczne uwagi ze strony znawców tematu ewidentnie mu nie służyły. Nie trudno mu się dziwić - wybijały go z rytmu i zabierały cenny czas, na co zwrócił uwagę. Sęk w tym, że przewidziany na 2 godziny panel zakończył się po 40 minutach mimo licznych dyskusji i kolejnych sprostowań. O co więc były nerwy?

Inne atrakcje skutecznie jednak zrekompensowały mi niesmak po opisanej wyżej sytuacji. Konkursy były liczne i różnorodne, warto jednak zauważyć, że różnicuje się także tematyka prelekcji, często dotykając coraz bardziej fachowych kwestii. Cieszy widok wykładów, na których miłośnicy japońskiej popkultury dzielą się swoimi doświadczeniami z podróży do Japonii i wręcz dają cenne rady dla innych zakręconych na tym punkcie osób, jak najlepiej realizować się w roli fana w Japonii.

Tegoroczny Magnificon i mające miejsce miesiąc później warszawskie Animatsuri dobrze wróżą naszemu fandomowi. Obie imprezy przyciągnęły tłumy, ta pierwsza oczywiście większe. Jednak poza wzrostem zainteresowania widać też wzrost jakości i różnorodności repertuaru, zwłaszcza w przypadku sztandarowej imprezy Miohi. Organizatorzy zarzekli się, że w przyszłym roku także wrócą na halę Kraków Expo, a nawet że jeszcze w tym roku wydadzą Japanicon. Trzymam za słowo.

___________________

Zdjęcia: Annielus

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • vries : 2019-09-03 10:22:14

    Klęska urodzaju jeśli chodzi o frekwencję (kolejka na dwie i pół godziny czekania, heh). Ale czy jeśli chodzi o atrakcje? Nie wiem. Kolejna sala została zaadaptowana jako sala techniczna. Tym samym jest tego coraz mniej. Chodzi o oszczędności? Brak chętnych?

    Powierzanie tworzenia atrakcji jakiejś grupie wcale nie jest złe i gwarantuje jako taką jakość wystąpień (pytanie brzmi na ile kreatywność takich grup wytrzyma próbę czasu). Problemy techniczne miałeś nie tylko ty, bo prelegent o Korei nie bardzo miał na czym wyświetlić prezentacji (miał za to mniej proaktywne podejście do tematu), więc tutaj spory minus.

    Zasadniczo było ok.

  • Skomentuj