Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Fate/Zero: Ognie Czyśćca - tom 6 - recenzja książki

Autor:Grisznak
Redakcja:Avellana
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2019-09-23 08:00:40
Aktualizowany:2019-09-21 19:37:40



Ilustracja do artykułu





Tytuł: Fate/Zero: Ognie Czyśćca

Autor: Gen Urobuchi

Ilustracje: Takashi Takeuchi

Liczba stron: 234

Rok wydania: maj 2019

Wydawca: Kotori

Gatunek: urban fantasy

ISBN: 978-83-65722-46-1

Cena okładkowa: 29,90






No i nadszedł koniec. Może zaskakiwać, że w ostatnim tomie na polu walki wciąż pozostaje aż czterech mistrzów i czwórka sług. Pamiętając o reputacji autora, spodziewać by się można, że na tym etapie będzie ich mniej. A jednak, choć liczba trupów w Fate/Zero nie ustępuje tej z Fate/stay night, najważniejsi bohaterowie dotrwali do samego końca, aby dopiero teraz stoczyć finałowe starcia.

No właśnie, rzeczone starcia - to one są osią tego tomu. Nie ma już bowiem zbyt wiele do wyjaśniania czy opowiadania, wiemy o wszystkich niemal wszystko - bodaj tylko tożsamość Berserkera pozostaje dla czytelników zagadką. Inna inszość, że niektórzy mogli się już jej domyślić. Jednak dopiero w tym tomie Arturię czeka bezpośrednia konfrontacja z szalonym herosem, a także, co dla niej będzie chyba jeszcze trudniejsze, z własną przeszłością i grzechami z nią związanymi. Dla fanów Szermierz jest to niewątpliwie jeden z ciekawszych tomów, mocno pogłębiających wizerunek tej postaci. Powiedziałbym jednak, że mi tu czegoś brakowało. Chciałbym chyba dowiedzieć się więcej na temat czasów, kiedy zasiadała ona na tronie Anglii. Autor, wydaje mi się, celowo obszedł te kwestie, zaledwie napomykając o np. Mordredzie. Czemu? Powodem może być to, że Nasu po swojemu rozwinął ten wątek, zaś Urobuchi nie chciał przesadnie wchodzić w światotworzenie uniwersum Fate - trzymał się raczej tego, co było jasne i oczywiste. Choć cały fragment poświęcony Szermierz i Berserkerowi jest nieźle napisany i trzyma w napięciu, to pewne poczucie niedosytu jednak pozostaje.

Niemniej, pojedynek tej dwójki, jakkolwiek ważny, pozostaje tłem do dwóch istotniejszych dla fabuły starć. Po pierwsze, mowa o konfrontacji dwójki władców - Aleksandra i Gilgamesza. Ci dwaj doskonale się rozumieją, nie ma między nimi rozbieżności co do światopoglądów, a jedyne, co ich różni, to cele. Chociaż, jak dowiemy się z ich rozmowy, hipotetycznie można by nawet założyć, że byliby w stanie połączyć siły. Fragment ten jest także bardzo ważny z punktu widzenia bodaj mojego ulubionego bohatera Fate/Zero, czyli Wavera Velveta. Kształtuje on tę postać i sprawia, że Waver przed i Waver po dość wyraźnie różnią się od siebie. Naturalnie, wciąż przed nim jeszcze sporo do przejścia, co pokazano w emitowanym niedawno anime, poświęconym właśnie jego postaci.

No i crème de la crème tego tomu, czyli spotkanie Kiritsugu z Kireiem. Obaj panowie czekali na to od początku (a wraz z nimi, jak sądzę, także spora część czytelników), zatem ich walka musiała zostać odpowiednio zaprezentowana. Przynajmniej w teorii. W praktyce bowiem uważam, że konfrontacja Kiritsugu z Kaynethem była bardziej widowiskowa. Może wynikało to z faktu, że tam walczyli wyraźnie różniący się od siebie przeciwnicy, podczas gdy tu stają naprzeciwko siebie postacie operujące magią i bronią w dość podobny sposób. Powiedziałbym, że ciekawsze od samej walki jest to, co następuje po niej, a co zaskoczy chyba każdego, zwłaszcza zaś tych, którzy nie znają historii przedstawionej w Fate/stay night. Tu dzieje się dużo i to takich rzeczy, których zapewne nikt nie był w stanie przewidzieć.

Po efektownym finale dostajemy jeszcze epilog, tworzący swego rodzaju pomost pomiędzy Fate/Zero a Fate/stay night i wyjaśniający pokrótce, kto, co, jak i dlaczego. Jego skromna objętość może niektórych rozczarować, ale nie łudźmy się, ten wątek to w zasadzie materiał na osobną opowieść, więc jakiekolwiek skondensowanie go zawsze będzie sprawiać wrażenie niedopowiedzenia. Na samym końcu znalazło się jeszcze miejsce na posłowie Kinoko Nasu. Sporo sobie po nim obiecywałem, ale niestety jest ono bardzo japońskie, czyli bardzo ogólnikowe, pełne eleganckiego pustosłowia i zawierające niewiele konkretów. Trochę szkoda.

Ponarzekałem sobie na ten ostatni tomik, ale nie zmienia to faktu, że uważam Fate/Zero za jedną z najlepszych historii z tego uniwersum oraz jedną z najlepszych light novel, jakie miałem okazję czytać. Jest to ten rodzaj literatury, po który sięgam niechętnie - bo nie jestem w jego grupie docelowej. Tym bardziej doceniam fakt, że trafiło się tu coś, co mogłem czytać bez zgrzytania zębami i potrzeby odpoczynku po kontakcie ze skondensowaną ilością grafomanii (co było moim doświadczeniem w trakcie lektury choćby No Game, No Life). Cieszy mnie wydanie tej historii po polsku i wdzięczny jestem Kotori, które się na to zdecydowało.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.