Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Opowieść Kruka

Rozdział 5

Autor:Saerie
Gatunki:Fantasy
Dodany:2005-07-23 22:07:09
Aktualizowany:2005-07-23 22:07:09


Poprzedni rozdział

Spokój. Otacza mnie nicość. Dziwne. Nie myślałam, że tak wygląda piekło, bo gdzież bym mogła trafić. Nie jesteś w piekle. Kto to? Nawet po śmierci słyszę dziwne głosy.... Ty nie umarłaś. Wciąż żyjesz. Kim jesteś? I gdzie ja jestem? Jestem tą, którą przywołałaś Co? Zaraz..... Pamiętam!

- Nieprzenikniona ciemność, mroczniejsza od śmierci, szkarłat płynącej krwi. Pogrzebana w strumieniu czasu wielka potęga tkwi, oto ja sługa twój, naczynie puste. Niech wypełni się ono istotą twoją, niech służy woli twej. Nasza umowa niechaj teraz wypełni się! Pani Koszmarów przyzywam Cię!

Oto więc przybyłam. Czyli Rubinooki nie został wskrzeszony? Nie. Nie jest moją wolą by sprowadził zagładę na ten świat. A moi przyjaciele? Czy żyją? Tak. Gdzie ja teraz jestem? Morze Chaosu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że cały czas słyszałam delikatny szum morza. Taki sam jaki czasami towarzyszył mi jeszcze "za życia". Nie mogę powrócić na ziemie? Musiałabym ci oddać twoje ciało. Teraz ono służy mnie. Rozumiem.

Całe dnie otoczona pustką i szumem morza. Zastanawiam się, dlaczego żyję? Dlaczego mój duch, świadomość czy czymkolwiek teraz jestem nie zostało unicestwione. Momentalnie zapragnęłam wydostać się z tego miejsca. Wiesz, że stąd nie ma ucieczki? Wiem. Chciałabym jednak choć na chwilę, poczuć znowu, że, że... sama nie wiem. Dobrze. To będzie trochę dziwne, ale przyzwyczaisz się. Poczułam, że lecę z ogromna prędkością, ale przecież nie mogłam tego czuć. Nagle... Poczułam ból. Co za rozkosz! Znowu mogę czuć! Zobaczyłam swoje ręce. Próbowałam obrócić głowę ,ale moje ciało nie chciało mnie do końca słuchać. Odzyskasz na pewien czas kontrolę. Wykorzystaj ten czas dobrze. Z trudem rozejrzałam się dokoła. Wszystko było tu takie dziwne - kolory ostre, kształty, nieforemne. Te... figury... się poruszały! Gdzie ja jestem? To Astral. Twoja percepcja nie jest przyzwyczajona do tego wymiaru. Przywykniesz z czasem. Więc tak wygląda Astral? Zadziwiające. Te różne kształty to pewnie mieszkańcy. Ciekawa byłam jak ja tu wyglądam. Tylko jak tu znaleźć lustro? Pomyśl o nim. Jak to? Pamiętaj, że teraz dysponujesz też cząstką moich zdolności. Lustro...Zaczęłam wyobrażać sobie idealnie wypolerowaną taflę kryształu. Kolory przede mną zafalowały i oto jest. Spojrzałam na swoje odbicie. Niby wszystko w porządku...Spróbowałam podejść bliżej. Powoli, najpierw jedna noga, teraz druga. Nigdy przedtem nawet nie przeszło mi przez myśl, że kontrola własnego ciała może się tak pokomplikować. Wreszcie udało mi się podejść bliżej. Moja sylwetka... Jaka groteskowa? Twarz wykrzywiona w nienaturalnym grymasie zdziwienia. Ręce i nogi bardzo szczupłe, istne witki, tors chudzieńki. Więc tak jestem postrzegana w Astralu? Coś przeleciało koło mnie - zielonkawy trójkącik. Usłyszałam przy tym bliżej nieokreślony dźwięk. Z czasem zaczniesz rozumieć. Ciekawe czy.... Nie. Zanim spróbuję, muszę najpierw opanować własne ciało. Lustro znikło a ja niezdarnie stawiałam kolejne kroki...

Nie wiem, jak długo zajęło mi ponownie nauczenie się obcowania z własnym ciałem. Tutaj nie czułam upływu czasu. W czasie moich niezdarnych prób mijało mnie wiele "kształtów", jak to przezwałam tubylców. Coś mówili, ale jednak dalej nie mogłam ich zrozumieć. Parę z nich podpływało bliżej, inne trzymały się z dala. Szczególnie jeden rzucił mi się w oczy - na tle pstrokatego tła, dobrze go było widać. Czarny stożek. Ciekawe, co go tak interesowało? Bałam się, że Pani w każdej chwili znowu odbierze mi kontrolę. Dała mi ją przecież na jakiś czas. Co potem? Znowu wrócić do nie-bytu i trwać tak na wieczność?? Koniecznie chciałam zdążyć odwiedzić pewne miejsce. Przede mną coś, co brałam za ścianę, zafalowało. Przeszłam na drugą stronę. Wróciłam. Byłam znowu we własnym świecie. Swobodnie rozejrzałam się - za mną ściana lasu, przede mną jezioro i przylegająca do niego polan. Wzięłam głębszy oddech. Jak pięknie pachnie powietrze! Jakie to inne od tego co mnie otaczało!

- Pani, wciąż jestem pełen podziwu dla twego geniuszu. Stworzyłaś ludziom naprawdę piękny świat - dopiero teraz zauważyłam, idącego w moim kierunku Xellosa. Gdy podszedł bliżej, przyklęknął. Nie byłam przygotowana na takie spotkanie. Stałam w milczeniu. Xellos powoli podniósł głowę i spojrzał mi w twarz.

- Jeśli tak nam zazdrościsz świata, to czemu chciałeś, żebym go zniszczyła? - mówiłam cicho i spokojnie. Jego twarz momentalnie stężała. Podniósł się i spojrzał mi w oczy. Nie mógł ukryć zdumienia.

- A„eri? Ty... ale jak? Myślałem...

- Że nie żyję? Też tak pomyślałam w pierwszej chwili. W sumie to i tak bez znaczenia. Możesz śmiało uznać mnie za martwą. Kontrolę nad ciałem odzyskałam tylko na chwilę.

- A co potem?

- Zabawne, że cię to interesuje. Potem powrócę do Morza Chaosu. Na wieczność - głos mi zadrżał. Dopiero teraz, tutaj, zrozumiałam jakie to straszne. Wolałabym być martwa. Po stokroć martwa, a nie taka zawieszona! Nie chciałam, żeby widział moje łzy, ale to było silniejsze ode mnie. Jedna, a potem kolejna słona łza stoczyła mi się po policzku. Nagle zaświtała mi pewna myśl... Może się uda. Włożyłam swoja dłoń w jego i przystawiłam do swojego serca.

- Pomóż mi. Pozwól mi umrzeć - łzy coraz gęściej spływały mi po policzku.

- Co? Co ty robisz? - próbował puścić moją rękę, ale przytrzymałam ją drugą.

- Sama nie dam rady. Pomóż mi, proszę...

- Nie mogę! Przestań, nie wygłupiaj się!

- Ty cholerny tchórzu, choć raz zrób jakiś dobry uczynek i daj mi śmierć! - po chwili poczułam jakbym zapadała się w głąb siebie. Nie czułam już dłoni Xellosa ani zapachu świeżego powietrza. Znów otaczała mnie ciemność i szum morza. Dlaczego to zrobiłaś? Bo to lepsze niż życie tutaj. Pamiętaj, że sama je sobie wybrałaś. Pamiętam. Za dobrze pamiętam.

Myślałam, że wspominanie tego co było pomoże mi przetrwać. Teraz już całkiem straciłam wole życia. Dopadła mnie pustka...

- A„eri!

Z tęsknoty i osamotnienia zaczęłam słyszeć głosy. Ciepło. Zupełnie jak za dawnych czasów. Ból, ktoś mnie trzyma. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam Xellosa, trzymał mnie w ramionach. Uśmiechał się do mnie słodko. Zamrugałam, oślepiona słońcem.

- Co się stało?

- Oddała mi ciebie! Uprosiłem ją i oddała mi ciebie!

- Jak to?

- To cud, istny cud!

- Ale jak...?

- Nie mogłem żyć bez ciebie - pocałował mnie.

Obudziłam się w zajeździe, następnego dnia. Dzień był cudny - od samego rana grzało słońce. Na stole w wazoniku zauważyłam kwiaty - błękitne róże. Obok kwiatów śniadanie. To... to wszystko było takie dziwne. Takie... nienaturalne? Xellos, słodki jak miód, ludzie w mieście cały czas uśmiechnięci. [szum wody] Myślałam, że się przesłyszałam. Przyłożyłam ucho do ściany - delikatny, bardzo cichutki szum wody. Na ten moment wszedł Xellos, z kolejnym bukietem kwiatów. Podeszłam do niego, przymknęłam oczy i zaczęłam się wsłuchiwać.

- Bajarko, co ty robisz?

Szum, wyraźny szum także od niego. Odsunęłam się od niego.

- Coś się stało?

- To wszystko nie jest prawdziwe. Ty nie jesteś prawdziwy!

- Ależ jak to? Co ty gadasz?

Wiedziałam, że mam raję. Błyskawicznym uchem wbiłam ostrza w swoje serce. Cały pokój rozsypał się w kawałki a ja ponownie znalazłam się w pustce. Dlaczego to zrobiłaś? Chciałam, żeby było ci lżej. To było jeszcze gorsze Pani. Tu widzę chociaż to, co się dzieje naprawdę. Tam tylko kłamstwa. Pani, skoro nie jestem ci potrzebna, dlaczego żyję? Pozwól mi odejść. Umowa nie wypełniła się. Nie mogę cię odesłać. Jaka umowa? Ja nic nie wiem! Znowu poczułam to dziwne uczucie, że gdzieś lecę. Nagle znalazłam się w komnacie zamczyska. Na podwyższeniu, wewnątrz sali leżało dziecko - ledwo noworodek. Wokół niego skupieni byli ludzie. Nie ruszali się. Zastygli. Rozejrzałam się, w nadziei, że kogoś rozpoznam. Zobaczyłam Jerygesa i kobietę, moją matkę, ale była wtedy młodsza. Czy to dziecko to ja? Tak. Spójrz na prawo, pod samą ścianą. We wskazanym miejscu stał tłum ludzi, ale nikt nie wydawał mi się specjalnie znajomy. Wtem jedna z osób powoli, w nienaturalnym tempie odeszła lekko na bok. Za nim stał, z wymierzonym pociskiem we mnie Xellos!! Scena ożyła - ludzie zaczęli się ruszać w normalnym tempie.

- Za chwilę ta mała stanie się kimś wyjątkowym! - to głos Jerygesa. Spojrzałam na podwyższenie. Dziecko, czyli ja zaczęło płakać i nagle po prostu wparowało! Po chwili do podwyższenia dotarł pocisk Xellosa. Powszechna panika, ale nie to mi chciała pokazać Pani. Teraz znowu byłam w jakieś bliżej nieokreślonej przestrzeni, od mojej maleńkiej osoby biło światło. Widziałam jak błyskawicznie rosnę aż... stanęłam dorosła sama przed sobą. Ta druga "ja" zwróciła się do pustki.

- Gdzie jestem?

- Wyratowałam cię. Mazoku chciały cię zabić, ale ja postanowiłam, że dam ci szansę.

- Kim jesteś?

- Panią wszelkiego stworzenia. Matką światów.

- Pani Koszmarów?

- To jedno z moich imion.

- Czego chcesz w zamian?

- Twojego ciała. Pozwolę ci zemścić się na twoich niedoszłym zabójcy, a ty potem oddasz mi swoje ciało.

- Nie mam szans z Mazoku. Jestem tylko człowiekiem.

- Człowiekiem z moim piętnem. Pokonasz go. Dokonasz zemsty a potem odejdziesz.

"Ja" zawahałam się na moment. Po chwili uśmiechnęłam się naprawdę paskudnie.

- Zabiję go. Zabiję Mazoku, a potem odejdę na zawsze! Pani, przyjmuję umowę!

- Niech zatem stanie się.

Jasna smuga świtała spłynęła na "mnie", po chwili zaczęła ona ciemnieć aż stała się czarna jak noc. "Ja" ponownie zamieniłam się w dziecko i znikłam. Po chwili znowu otaczała mnie tylko pustka. Więc to tak było? To ty Pani, dałaś mi tę moc? Tak. Ale dlaczego nie pamiętałam tego? Czasami tylko słyszałam ten głoś, żebym zabiła, ale ja nie wiedziałam dlaczego. Pamięć ludzka jest bardzo ulotna. Twoja świadomość nie pamiętała, ale podświadomość, twój instynkt, Kruku, pamiętał. Intuicyjnie wiedziałaś, żeby zawsze mu ufać, że on nie da ci zginąć. To właśnie moje piętno Kruku. Kruku? O co chodzi z tym Krukiem? Już parę razy tak mnie określono, ale nikt mi nie chciał niczego wyjaśnić! Wśród wszystkich ras krążą opowieści o kimś, kto przyniesie im zagładę. Mazoku pod tym względem nie są inne. Kiedyś ktoś opowiedział historię Kruka - istoty zrodzonej z człowieka, zdolną zabić najpotężniejszych z ich rodu. Był tylko jeden szkopuł - historia była fikcyjna, ale zachowała się w pamięci niektórych. Postanowiłam zakpić sobie z nich i oto stworzyłam im Kruka. Tak oto fikcja stała się w twojej osobie prawdą. Nadałam ci imię Saerie, co w starym jak światy języku oznacza właśnie kruka. Saerie? Myślałam, że moje imię to A„eri. To zdrobnienie. Twoje pełne imię to Saerie. Czyli, żeby nasza mowa wypełniła się, muszę zabić Xellosa? Tak. Dlaczego chciał mnie zabić? To nie zależało od jego woli. Wykonywał rozkazy. Zellas? Tak. Ja.... ja to muszę przemyśleć. Nie śpiesz się Kruku. Masz dużo czasu.

Zabić Xellosa...Ciężko mi było uwierzyć w to, czego się dowiedziałam. Nagle tyle rzeczy stało się jasnych. Więc ja... ja żyłam tylko po to, żeby go zabić? A on pewnie dobrze wiedział, kim jestem, od samego początku. A to co było między nami... Stek kłamstw. Wszystko tylko iluzja, gierka... Pani! Czy mogę ponownie zejść na ziemię? Obiecuję, że nie zrobię żadnego głupstwa. Tu... tu.... Chcę po prostu raz jeszcze zobaczyć słońce. Dobrze.

Znalazłam się w tym samym miejscu co poprzednio - lasek, jeziorko, polanka. Usiadłam nad brzegiem i zatopiłam się w myślach. Usłyszałam jakiś ruch koło sobie. Spojrzałam w tym kierunku. Xellos, myśląc, że ma do czynienia z Panią, znów zaczął klękać.

- Nie musisz klękać przede mną, parszywy sukinsynu.

- Proszę, proszę! Co za zmiana! Morze Chaosu ma na ciebie aż tak dobry wpływ? - spojrzał kpiąco i usiadł obok mnie.

- Byłeś tam. W dniu, kiedy Jeryges miał dać mi swoją moc. Chciałeś mnie zabić.

- Tak. Nie miej żalu, taki miałem rozkaz.

- Wiedziałeś od początku kim jestem prawda?

- Tak. Gdy zniknęłaś, myśleliśmy, że porwał cię inny Mazoku. Nigdy nie przypuszczaliśmy, że Pani mogłaby się tobą zainteresować. Ale przyznaję, straciliśmy ślad i to na bardzo długo. Nie licząc tej masakry, którą urządziłaś w leśniczówce, ale to i tak było za mało. Wtedy nad jeziorem... miałem prawdziwe szczęście, że się na ciebie natknąłem. Wierz mi lub nie, ale byłem tam przez zupełny przypadek. Potem dostałem rozkaz, żeby cię obserwować. Byłaś zdolna wyczuć nasz ród. Nie wiedzieliśmy, czy po to by się od nas trzymać z dala, czy po to by na nas polować. Wyglądało jednak na to, że wcale nie miałaś ochoty nas eksterminować. Potem stwierdziliśmy, że można wykorzystać twoją moc do naszych celów. Co było dalej to już sama wiesz.

- Co za przykładna służba. Mam nadzieję, że Zellas za tak uciążliwe zadanie dała ci jakiś medal - nawet nie próbowałam kryć wściekłości w głosie.

- Medalu może nie, za to tylko słowa uznania. Była zdumiona, jak łatwo wpadłaś w pułapkę. Któż by przypuszczał, tak łatwo człowieka omamić - dotknął mojego policzka z tym swoim wrednym uśmiechem.

- Uważaj. Ja wciąż żyję i wciąż mam swoją moc.

- Raczej moc Pani. Nie strasz mnie, Bajarko. Teraz już nic nie możesz zrobić. Gra się skończyła, jesteś teraz zwyczajnym naczyniem. Jak talerz czy czara. Właściwie, jak to jest być talerzem? Jak się czujesz, kiedy niematerialna istota łaskawie zezwala ci znowu na kontrolę swojego ciała? Musi być chyba upokarzające, co?

- Jeszcze się przekonasz, co talerz potrafi. A wtedy to ja się będę śmiała. Zapamiętaj to dobrze.

- Jaka bojowa, proszę, proszę. Bo naprawdę uwierzę, że zaraz rozwiniesz skrzydła i swoim ulubionym sposobem rzucisz mi się do gardła.

Podeszła do nas piękna, czerwono włosa kobieta. Ubrana w luźne szaty. Mazoku. Czułam to. Na szyi miała założoną obręcz - nigdzie nie widziałam zapięcia. Czyżby nie można było jej ściągnąć? Spojrzała z obawą na Xellosa. No tak, dla niej moja osoba to Pani Koszmarów, nie wiedziała, że była właścicielka czasami też w nim rezyduje.

- Xellos, więcej szacunku - syknęła.

-Spokojnie. Merigi - wstał i podszedł do niej - to nie jest Pani. Chwilowo w tym ciele przebywa jego oryginalna posiadaczka. A„eri.

- Saerie. Moje pełne imię to Saerie.

- Saerie? Co za dziwne imię - Merigi zaśmiała się. Następnie przytuliła się do Xellosa. - Czy to ona wiązała z tobą swoje nadzieje?

- Tak. I patrz gdzie to ją bidulkę zaprowadziło. W samo centrum chaosu. Ale już sobie nie żartujmy. Mówią, że odcięta głowa wilka wciąż może ugryźć i o samo sugerowałby mi twój wzrok Sae. Żegnaj! - oboje wyparowali.

Pani? Tak Kruku? Wypełnię umowę do końca. Zellas straci swojego podwładnego. Jak chcesz. Miałabym do ciebie małą prośbę. Do mnie? Tak. Niektórzy z tego rodu zapomnieli, że tylko ja mam prawo niszczyć to, co stworzyłam. Nie podoba mi się, kiedy myślą o wprowadzeni Chaosu w Ład, który stworzyłam. Zlikwidujesz ich. Potraktuj to jako wprawkę. Pani, obawiam się, że jeśli natknę się na większą grupę, mogę tego nie przeżyć. Jak wpadnę w szał... Poza tym w Astralu ich nie znajdę. Ja tu nic nie widzę. Teraz nie wpadniesz. Masz wystarczająco dużo mocy by kontrolować ten stan. Teraz, kiedy wiesz kim jesteś, będzie to nawet łatwiejsze. Dokonaj metamorfozy. W tej postaci jesteś bliższa Chaotycznemu Rodowi niż ci się wydaje Zrobiłam, jak mówiła. Z chwilą, gdy rozwinęłam czarne skrzydła, obraz lekko zafalował i stracił owe psychodeliczne kolory. Widziałam drogi, setki dróg. Dobrze. Od kogo mam zacząć?

Mały pokraczny potworek był dokładnie tam, gdzie powiedziała mi Pani, że będzie. Na mój widok ukłonił się głęboko i powiedział jakieś słowa pozdrowienia.

- Teraz to mnie pozdrawiasz. Szkoda, że w przeszłości nie byłeś taki miły.

- Co? Pani o czym ty mówisz?

- Nie Pani, tylko Bajarka, na którą z Xellosem zastawiłeś pułapkę - uśmiechnęłam się bardzo paskudnie i wysunęłam powoli ostrza. - Teraz odegram się na tobie i na nim.

- Nie!!! - mały rzucił zaklęcie teleportacji i zniknął. Ja zaczęłam głośno się śmiać. Niech ucieka i tak go znajdę. Nie masz co uciekać myszko, Kruk i tak cię dostanie!!

Po chwili Pani przeniosła mnie jego śladem. Wyspa. W oddali słychać było wycie wilków. Gdzie ja jestem? U Zellas. Uśmiechnęłam się jadowicie. Świetnie. Jak burza biegłam do pałacu wznoszącego się na środku wyspy. Za drzwiami napotkałam na straż - stworzenia przypominające przerośnięte wilki. Warknęli na mnie. Czekałam, żeby zaatakowali. Nie mogłam się doczekać by ponownie sprawdzić swoją moc. Spojrzałam wyczekująco.

- To jak? Atakujecie, czy dacie mi przejść? - największy z nich warknął cos na pozostałych. Puścili mnie dalej. Dotarłam do głównej sali. Drzwi, potężne dwuskrzydłowe wrota, otwierały się zaskakująco lekko. Sala zalana była światłem. Na tronie siedziała w półcieniu Zellas. Bliżej mnie był Xellos i moja ciężko wystraszona ofiara.

- Xellos ratuj!! Ona zwariowała! Chce mnie zabić!! - biedaku, on cię nie uratuje przede mną.

-Dlaczego go ścigasz? - to Zellas. Głos ostry, mało przyjemny.

- Rozkaz Pani.

- Doprawdy? Cóż, przekaż Pani, że u mnie nie będziesz nikogo mordować. A teraz odejdź.

Rozwinęłam ponownie czarne skrzydła.

- Nie odejdę dopóki nie wykonam zadania. Oddaj mi go, to nie będziesz miała problemów ze sprzątaniem.

- Ha ha, ty mnie chyba dziecko nie zrozumiałaś. Odejdź z mojego pałacu, zanim stracę cierpliwość. Pamiętaj, że to mój teren.

-Jak chcesz - błyskawicznym ruchem dopadłam ofiarę. To było łatwe - dwa ruchy dłoni i podłoga w posoce. Lista krótsza o kolejne imię.

- Skoro nie chciałaś mnie posłuchać, będziesz teraz miała co sprzątać - łypnęłam na nią hardo. - A, jeszcze coś. Xellos, to dla ciebie z pozdrowieniami od Kruka - wyciągnęłam z kieszeni płaszcza obręcz Merigi i rzuciłam mu ją.

- Szkoda, że nie pomyślała o jakimś zapięciu do niej. Ściągnięcie tego było wyjątkowo kłopotliwe - tak, Merigi była pierwszą na liście. Nawet gdyby jej tam nie było... I tak bym ją dopadła prędzej czy później. Xellos jeszcze przez chwilę trzymał obręcz w ręce.

- Rozczarowujesz mnie Sae. Wystarczy zazdrość, żeby zmienić cię w krwiożerczą służkę? Myślałem, że potrzeba czegoś więcej.

- Nie schlebiaj sobie. Mam umowę z Panią. Ja zrobię coś dla niej, ona dla mnie.

- Ciekawe co? - odrzucił obręcz.

- Doda do mojej listy jedno dodatkowe imię.

- Czyżbym musiał zacząć się bać? -spojrzał kpiąco.

- Ty jesteś przedostatni. Ostatnia jest ta, która wydała na mnie wyrok śmierci - obróciłam się w stronę tronu. - Bywaj Zellas. Jeszcze i tak się spotkamy.

Eliminowałam swoje ofiary powoli. I bardzo widowiskowo. Zabijałam wyjątkowo brutalnie. Żeby zasiać strach. Niech wiedzą co to za uczucie, gdy nikt nie może być pewien swojej przyszłości. Teraz, gdy jakikolwiek Mazoku przypadkiem natknął się na mnie w Astralu, wiał na wszelki wypadek, gdzie pieprz rośnie. I o to mi chodziło. Jeśli to ma być mój ostatni popis, to niech mnie zapamiętają. Zrodzona z człowieka zdolna zabić Mazoku... Istna pogromczyni demonów. Ponoć, gdy patrzy się w otchłań, ona także patrzy na ciebie, a ci co walczą z potworami z czasem sami stają się tym, co zwalczali. Czy czułam jakieś wyrzuty?? Całe mnóstwo. Dopóki znowu nie musiałam użyć siły. Po metamorfozie faktycznie jestem bardziej podobna do tych, na których poluję niż do ludzi. Nie mam jednak czasu na wyrzuty. Została już tylko garstka. I wszyscy oni byli u Zellas. Myśleli, że ich obroni? Głupcy. Ponownie stoję przed jej pałacem. Tam czeka mnie koniec. Albo oni zabiją mnie, albo wypełnię umowę i sama odejdę. On jest tam. Czuję to....

......... - Oj przestań. Wiem, że ci się podobało. Masz wtedy taki charakterystyczny błysk w oku. Nawet nie próbuj zaprzeczyć!......

.......... - A ty gdzie się wybierasz?

- Zapomniałeś? Miałam cię wykorzystać i porzucić. Właśnie jesteś porzucany.

- Ale ja się wcale nie czuję wykorzystany.......

Pocałunki, słodkie słówka, to wszystko było wierutnym kłamstwem. Zagubiona łza spłynęła mi po policzku. Nie czas teraz na takie rozmyślania. To była iluzja. To nigdy się tak naprawdę nie zdarzyło.....

Za bramą ponownie powitali mnie wilkopodobni strażnicy.

- Odsuńcie się. Nie chcę z wami walczyć.

- Musimy bronić naszej pani, być jej lojalni.

- Dlatego chcecie zginać?

- Taka nasza powinność.

Czyż to nie paradoks? Lojalność. Nie miłość czy przywiązanie, tylko lojalność. Walka była krótka. Nie chciałam się zbytnio dekoncentrować. Sama nie byłam pewna, co mnie właściwie czeka. Gdy padł ostatni strażnik, weszłam do sali z tronem. Zebrała się tam cała śmietanka. Ich wszystkich miałam wyeliminować.

- Wreszcie się pojawiłaś, Kruku. Zajęło ci to trochę.

- Po co miałam się śpieszyć? Ze starości i tak byście nie poumierali.

Pod jej tronem stała żywa ściana Mazoku - mniejsi, więksi, brzydcy i ładni. Taka różnorodność, że nie wiadomo od czego zacząć opisywanie. Xellos, z poważną miną stał przy tronie. Nagle jeden, strasznie malutki i przerażony podszedł do mnie.

- Proszę, odpuść mi! Zaszyję się gdzieś daleko, nie będę nic robił, ale pozwól mi żyć! Nie zabijaj mnie! Pozwól mi opuścić ten przeklęty pałac!!

- Zdrajco! Nie skomlij jak zbity pies!

Popatrzyłam na niego zmrużonymi oczyma.

- Dobrze. Idź. Nie skrzywdzę cię w pałacu.

- Naprawdę dzięki! - puścił się pędem do drzwi. Po drodze stęknął natykając się na trupy strażników. W mojej dłoni pojawiła się jasnobiała kula - widziałam w niej co robił mój uciekinier. Gdy tylko opuścił mury pałacu skupiłam sporo mocy. Pomarańczowa kula trafiła go w plecy. Już się nie podniósł.

- Oszukałaś go! Mówiłaś, że pozwolisz mu odejść! - wyjątkowo duży i z jeszcze większym toporem spojrzał na mnie spode łba.

- Obiecałam, że nic mu nie zrobię w pałacu. Sam widziałeś, że on już go opuścił.

- Wyjątkowo z ciebie przewrotna istota jak na człowieka.

- Od was się tego nauczyłam. Miałam naprawdę zdolnego nauczyciela. Dlaczego się tu zebraliście? Myślicie, że Zellas wam pomoże? Ona też jest na mojej liście - cichy pomruk rozległ się w sali.

- Zellas, czy to prawda?

- A nawet jeśli to co? Razem mamy większą szansę by wyrwać ptaszysku skrzydła.

- Kiedy niby myślałaś nam o tym powiedzieć?

- Dlaczego myślisz, że w ogóle chciałam? Nieważne. Ona jest naszym celem. Pamiętajcie o tym.

W tym czasie dokonałam metamorfozy. Zaraz rozegra się tu bitwa, jakiej świat jeszcze nie widział. Mocno skoncentrowałam się na wizji walki. Lepiej, żeby mój instynkt zabójcy teraz mnie nie zawiódł.

Słuchając tylko woli swojego ciała, byłam gotowa na to, co mnie czeka. Wywołałam pocisk, który może nie eksplodował zbyt silnie, za to stworzył zasłonę dymną. Zanim skutecznie ja rozwiali, ja zadałam pierwsze ciosy. Znów czułam ten zew. Istny zew krwi. Poddałam się mu i rzuciłam się w wir tańca śmierci. Nie straciłam przytomności umysłu ani na moment. Wiedziałam co się ze mną dzieje, ale moje działanie było raczej instynktowne. Pociski które posyłałam... To wszystko dzięki silnemu instynktowi. Prawdziwego zabójcy. Nie wiem, ilu już poległo. Ci, co przetrwali byli już zmęczeni. Ja też. Krew ciekła mi z ran. Jeszcze tylko raz, jeszcze tylko jeden wysiłek. Zellas i Xellos prawie wcale nie włączali się do walki. Bałam się, co oni tym razem kombinują. Cała ta hołota tutaj to tylko pionki. Tej wiecznie knującej dwójki obawiałam się najbardziej. Jeszcze tylko jedno cięcie. Paruj. Obrót i kopnięcie. Zaczerpnęłam głośno powietrze. Mój oddech był bardzo chrapliwy. Rozejrzałam się po sali. Wszyscy martwi. Została mi tylko ostania dwójka. Zaśmiałam się gardłowo. Bardziej to przypominało skrzeczenie ptaka niż śmiech ludzki. Czekałam na ich ruch.

- Jesteś pewien, że teraz jest niegroźna?

- Tak. Kiedy zmusza się ja do długotrwałego ataku wpada w szał. Staje się bardziej zabójcza, ale i nieostrożna. Teraz wystarczą dwa silne ataki, a jej siła pryśnie i zemdleje bezsilna.

To był ich plan? Wykorzystać mój szał?! Xellos był chyba bardziej zdesperowany niż myślałam. Zaśmiałam się jeszcze głośniej.

- Naprhawde myślisz, że to się udha? - wycharczałam. - Na twoje nieszczęście, konhtroluje ataki szału. Nie jestem już bezwolnym narzędhziem.

- Może i siebie kontrolujesz, gorzej ci idzie z mową. W takim razie szykuj się. Zobaczymy coś warta.

Doskoczył ku mnie błyskawicznie. Zaczął wywijać młynki swoja laską - odbił każdy pocisk. Skoro nie pomaga magia, to może żelazo okaże się skuteczniejsze. Uderzył mnie dość silnie w rękę nim zdołałam go dosięgnąć nożem. Muszę mu jakoś tę pałkę wyrwać. Cholera! Nie mogę w ogóle do niego podejść! Cały czas kręci te młynki i praktycznie nie mam do niego dojścia. Nawet mój instynkt nie pomagał. Liczyłam, że może nie będzie równie szybki jak ja. I nie pomyliłam się. Nawet nie zdążył zareagować, kiedy nagle pojawiłam się za jego plecami. Uderzenie w łokieć. Upuścił laskę. Kolejny cios, w podbrzusze. Silny, ale nie śmiertelny. Miał jeszcze żyć. Jego laskę zniszczyłam w płomieniach. Teraz odwróciłam się do Zellas. Skoczyłam na nią z wrzaskiem. Gdy byłam już bardzo blisko, odbiłam się od jej bariery ochronnej. Próbowałam ją przebić szponami, ale to wszystko na nic. Nie! To się nie może tak skończyć! Muszę znaleźć sposób!

- Czyżbyś miała małe trudności? Pamiętaj na kogo się porywasz. Nie jestem zwyczajnym Mazoku.

- A ja zwyczajnym człowiekiem! - moja bezsilność wyprowadzała mnie z równowagi. Postanowiłam postawić wszystko na jedna kartę - albo się przebiję, albo zginę próbując. Zaczęłam kumulować całą moc jaką posiadałam. Powietrze stało się ciężkie od elektryczności. Czułam ciepło, potem ból. Myślałam, że moc rozerwie mnie na strzępy. Jeszcze raz rzuciłam się na nią. W miejscu zetknięcia się mojej mocy z bariera powstała szpara. Jeszcze trochę! Zawyłam z bólu i wizji triumfu. Jeszcze trochę! Bariera pękła z hukiem. Natychmiast zatopiłam szpony w jej podbrzuszu. Padła na ziemie krwawiąc. Na jej twarzy malowało się bezgraniczne zdumienie i upokorzenie. Ja zachwiałam się. To wszystko kosztowało mnie strasznie wiele siły. Zellas spojrzała na mnie ponuro.

- Na co czekasz Kruku. Kończ coś zaczęła!

Popatrzyłam na jej oszalały wzrok. Uśmiechnęłam się.

- Nie Zellas. Będziesz żyła.

- Co? O czym ty mówisz?

- Żyj długo ze świadomością, że człowiek darował ci życie. Ktoś przecież musi opowiedzieć potomnym o tym co tu miało miejsce - zeszłam do Xellosa. Spojrzał na mnie jakby z podzięką, że oszczędziłam jego zwierzchniczkę. Naprawdę Mazoku to zdumiewające stworzenia. Poza tym.... Tak naprawdę Zellas nigdy nie było na mojej liście. Skoro całe życie wstawiałam zawodowo ludziom bajki, to czemu nie miałabym wstawiać ich Mazoku? Uśmiechnęłam się lekko i przeszłam w tryb leczący. Dwie mleczne kule spadły na Zellas i Xellosa. Nie ma chyba bardziej groteskowego widoku niż zdziwiony demon. Wstali i patrzyli na mnie zdumionymi oczami. Ja już nie miałam siły stać. Upadłam na kolana.

- Co ty kombinujesz Bajarko? - Xellos podszedł do mnie.

-Pani! Uważam naszą umowę za wypełnioną! A co do was. - spojrzałam na Zellas - Żegnajcie na zawsze. Ja odchodzę. Tym razem na zawsze. Czułam jak powoli zaczynałam tracić kontrolę nad ciałem. Xellos podtrzymał mnie.

- Sae, co ty robisz?

- Odchodzę. Na zawsze... - ostatnią rzeczą jaką ujrzałam była jego pełna napięcia twarz...

Odpłynęłam w pustkę. Dlaczego go nie zabiłam? To śmieszne, ale dlatego, że go kochałam. Nawet jeśli to była ułuda... Marzeń się przecież nie zabija. Odezwała się moja ludzka natura. Gdybym go zabiła... stałabym się tym czym oni byli, a ja byłam kimś lepszym. Ja znałam pozytywne uczucia, potrafiłam się śmiać i kochać. I tak chciałam umrzeć - jako człowiek. Nie trafiłam po śmierci do piekła czy nieba. Pani odesłała mnie do najgłębszych otchłani Morza Chaosu. Tam panował totalny spokój. Wspominałam miłe chwile, chciałam żeby trwały wieczność. I tak miało być. Na wieczność miałam być pogrzebana w Morzu Chaosu.

- Sae...

Ktoś mnie woła? To przecież niemożliwe....

- Sae....

Czuję. Czuję? Delikatny dotyk. Deszcz?

- Sae... proszę obudź się.

Otworzyłam oko. Potrwało chwilę zanim cokolwiek dojrzałam. Czułam deszcz. Zimny. Ktoś mnie podtrzymywał. Xellos?

- Sae! Wróciłaś?

Już to kiedyś widziałam.... I to nie było prawdziwe.

- Nie sądziłem, że mnie wysłucha. Sae, ty wróciłaś! - przytulił mnie mocniej do siebie. Z trudem wyrwałam się z jego objęć. Odeszłam kilka kroków do tyłu.

- Dlaczego? Pani, dlaczego znowu mi to robisz? Dlaczego znowu karmisz mnie ułudą?

- Ułudą? To rzeczywistość Sae! Ty znowu żyjesz.

- Nie, Xellos. To iluzja i zaraz ci to udowodnię. Zamachnęłam się, żeby wbić sobie szpony, ale.... Nigdzie nie słyszałam szumu wody. Zastygłam w bezruchu. Kapłan w tym momencie rzucił się by mnie powstrzymać.

- Nie ma szumu. Czyżby... Czy to jest rzeczywistość?

- Oczywiście!

- Ale jak? Dlaczego?

Zanim odpowiedział, patrzył mi długo w oczy.

- Ja... ja nie wiem co się ze mną stało. Ja bez ciebie nie potrafię normalnie egzystować - jego glos był ciszy i lekko drżał. - Coś ty ze mną zrobiła? Sae... Ja... ja nagle zacząłem ci zazdrościć. Tego że masz wybór. Że możesz kochać, nienawidzić. Ja tak nie mogę. Dlaczego!? Dlaczego smoki, nasi antagoniści znają takie uczucia typowe dla nas jak gniew, nienawiść czy zwykła podłość? Dlaczego my nie wiemy co to miłość, przywiązanie? Na początku tak tego nie odczuwałem. Byłem zadowolony, że omotanie cię poszło mi tak łatwo, ale w pewnym momencie... Kiedy wezwałaś Panią, byłem pewien, że zginęłaś, że odeszłaś na zawsze! Wtedy coś we mnie pękło. Niby nic się nie zmieniło - powłoka twoja, twój głos, ale oczy... Martwe i puste, a nie żywe i rzucające te mroźne ogniki. Obserwowałem cię z daleka i nie mogłem opanować tego uczucia. Wy ludzie nazywacie to chyba melancholią. Kiedyś odwiedziłem cię nocą. Spałaś. Czułaś moja obecność - twój instynkt jest naprawdę niezrównany. Ty uśmiechnęłaś się do mnie przez sen... Ufałaś mi. Bezinteresownie - zamilkł.

- Sae, zmąciłaś mój spokój. Nie wiem co się ze mną dzieje, doświadczam czegoś, czego nie znam. Ja... ja boję się tego. Nie rozumiem tego.

- Czego oczekujesz ode mnie?

- Nie opuszczaj mnie teraz. Ja... cię potrzebuję.

- Xellos, to piękne co mówisz, ale tyle się zdarzyło. Okłamywałeś mnie, wiele razy, bądź co bądź zabiłeś mnie. Jaką mogę mieć pewność, że i tym razem nie grasz? Że to, co mówisz, to prawda? - spojrzał na mnie smutno.

- Co mam uczynić, żebyś mi uwierzyła?

Obrażasz mnie. Pani? Spojrzał na mnie badawczo. Dlaczego tak mówisz Pani? W przeciwieństwie do ciebie, ja potrafię przejrzeć umysły i serca istot. Myślisz, że spełniłabym jego prośbę, gdyby nie była szczera? Dokonałaś niebywałej rzeczy, Kruku. Odmieniłaś serce demona, a taką rzecz należy nagrodzić. Skoro czekałam tyle tysiącleci na kogoś takiego jak ty, to przeczekanie twojego żywota będzie dla mnie niby chwila. Żyj Kruku i wykorzystaj swoją drugą szansę.

- Czy Pani mówiła do ciebie?

- Tak. Powiedziała mi, że odmieniłam serce demona - nie utrzymałam łez. Przytulił mnie.

Zimny deszcze wciąż padał.

..........O wieczny deszczu, spadający na moje serce, pozwól mi zapomnieć o całej tej nienawiści, o całym tym smutku.......

-Xellos, zostanę z tobą. Nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że chcę!

**************** EPILOG ******************

Stał się cud. Mazoku odwzajemnił uczucia człowieka. Człowieka z piętnem Pani. Czy przez to jestem im bliższa niż ludziom? Chcę wierzyć, że jest to bez znaczenia. Zrodzona z człowieka, zdolna zabijać demony i demon. Życie lubi zaskakiwać. Uczucie to potężna siła. Zdolna zmieniać przeznaczanie. Jesteśmy razem na przekór wszystkim i wszystkiemu. Przypisywano nam śmierć, a jednak żyjemy i to razem. Nie będę żyła wiecznie, dlatego muszę maksymalnie wykorzystać swój czas. Śmierci już się nie boję. Nie po tym, jak wróciłam stamtąd. Póki co żyję i żyć będę, dopóki starczy mi sił. A dopóki Kruk żyje, dopóty będzie snuł swoją opowieść........

Poprzedni rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Michiszisa : 2011-05-10 14:24:33
    ^^

    po pierwszym zabrałam się za kolejneXD Czekam na następne z niecierpliwością!

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu