Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Komentarze

Melmothia



  • A istnieją jakieś odmiany fujoshi? O ile uwielbiam ten tzw. bromance (którego wydźwięku chyba wiele osób nie znosi) i lubię też, jak zostawia się nam - tak jak piszesz - trochę do interpretacji, chociażby we wspomnianym przez Ciebie Natsume Yujinchou czy Hunter x Hunter, o tyle powody, dla których zabieram się za te serie, są trochę inne. W shounenach przygodowych lub sportowych szukam przede wszystkim pewnych schematów. No, jeśli jest podstawa do fujioshiowania, to tym lepiej, ale nie jest to dla mnie konieczne. Nie potrafię sobie na przykład absolutnie wyobrazić żadnych opcji BL w Eyeshield 21 czy Majorze - nie mówię, że ich tam nie ma, bo pewnie przy odrobinie wysiłku się znajdą; za to mają cudne, sportowe schematy i są jednymi z najbardziej lubianych przeze mnie mang/anime z tego gatunku... No dobra, po namyśle, w pierwszej jest Shin i może jeszcze Sakuraba, ale przysięgam, dopiero teraz przyszło mi to do głowy i nawet nie wiem, czy mam rację! W seriach sportowych, jeśli są dobre, dostaję zwykle i podstawę do fujioshiowania, i wspomniane schematy plus okazjonalnie postaci tak cudne i puchate, że w sumie dwa wcześniejsze elementy blakną przy nich - jak w Haikyuu - nie shippuję tu panów, bo seria oferuje mi inne elementy, które w pełni mnie zadowalają, a relacje są po prostu puchate (odrębna sprawa, czy w przypadku panów można mówić o puchatych relacjach bez podtekstów seksualnych, tutaj jestem rozdarta - ja chyba potrafię, ale widzę, że technicznie rzecz biorąc jest to w naszej kulturze nietypowe). Zaś Tennis no Ouji-sama odrzucił mnie po paru odcinkach, nie ma znaczenia, ilu jest tam fajnych panów czy jak bardzo to sportowa seria, jeśli główny bohater mnie wkurza. Podobnie z Kuroko no Basket, nie oglądam już tego, bo z serii sportowej przeistoczyło się to w supermoce (a w tym gatunku mamy inne, lepsze serie), a schematy wypaczyły czy może raczej ujednoliciły i stały nudne. Free zaś jest bardziej fanserwiśnie niż sportowe (jeśli w ogóle), nie widziałam tam praktycznie sportu, oglądałam to właśnie dla relacji (głównie Haru x Makoto, bo tego ostatniego uwielbiam) oraz grafiki.

    Ogólnie dobrze, jeśli twórcy pomyślą o fujoshiach, podoba mi się to w części serii i te fragmenty zwykle uważam za jedne z fajniejszych (sceny przedstawiające relacje Natsume z Tanumą czy Natorim; Gona z Hisoką, Hikaru z Akirą, Erena z Levim itd.), ale są też serie przedstawiające podobne relacje, których nie potrafię w ten sposób postrzegać, mimo że najprawdopodobniej znajdą się osoby, które to zrobią (np. Saitama i Genos... no nie da rady, no...). Istotne też jest, aby te relacje zostały na tym poziomie, na którym są prezentowane, jak chcę romans, to czytam shoujo/josei albo yaoi/shounen-ai. Ogólnie nie lubię romansów w seriach nieromansowych (chociaż są wyjątki, np. Youko i Rakushun z Juuni Kokki). Być może dlatego nie lubię doujinów. Jedynym doujinem, który czytałam, był jakiś yaoiec z PoT, ale to było wiele lat temu, kiedy jeszcze nie znałam w ogóle PoT i pierwszy raz stykałam się z mangami BL (ach, te wspomnienia).

    Teraz po tym artykule czuję się jak wybrakowana fujoshi >.>

  • tamakara napisał(a):

    I naprawdę szipowanie platoniczne jest jak najbardziej w porządku.

    O, dobre określenie! A bromance jest fajny, nawet jeśli brzmi jak nazwa antyprespirantu dla mężczyzn :D

  • yumechu napisał(a):
    tak się tylko wtrącę, że "bromance" to bardzo homofobiczne określenie i nie jest fajnie go używać ◔̯◔

    O, pierwsze słyszę, serio. Teraz sobie doczytuję. Dla mnie było to tylko toporne, ale niewinne słówko na określenie konkretnych relacji między postaciami, nie zauważyłam nawet, że to funkcjonuje w świecie i robi zamieszanie. Jak więc nazwać te relacje między postaciami, które czasami wychodzą poza przyjaźń, ale niedaleko, bo mają być tylko lekką sugestią dla oglądających to dziewcząt? W sumie, jak czytam o "bromance", to mimo negatywnego wydźwięku, pasuje idealnie...

  • tamakara napisał(a):

    A w przypadku sugestii w mediach? Przecież mówi się o baitach

    Aj, zapomniałam o najbardziej oczywistym...

    O, ja bromance trochę inaczej rozumiałam: jako taką silniejszą niż przeciętna przyjaźń, przywiązanie itp. Bez podtekstu seksualnego, od tego było BL. Nie sprawdzałam wcześniej jego definicji, widzę, że popełniłam błąd. No i jestem kobietą, nie przeciętnym facetem, który boi się wszystkiego, co chociaż leżało w sąsiedztwie męsko-męskiego seksu, wiec nie jestem przewrażliwiona i nie pomyślałam o tych wszystkich biednych ludziach, którzy musieli się tak zabezpieczać dla zdrowego umysłu >.<