Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Komentarze

tamakara



  • Teukros napisał(a):

    Dlaczego to robią, do licha ciężkiego? Dla zabawy!

    Nie kupuję tego wyjaśnienia.


    kilkaset milionów fujoshi? awwww

    Nie rozumiem Twojego problemu. Czy bez elementu rozrywkowego można zbudować jakikolwiek fandom? Poza tym ludzie bawią się w różny sposób i różne rzeczy ich bawią, więc to wcale nie jest "takie samo wyjaśnienie", ale raczej zamknięcie wspólną klamrą. Oczywiście mogłam zagłębiać się w zagadnienia genderowe, ale nie o tym jest tej tekst ;)

    Fujoshi odczuwają przyjemność szipując -> interesują je określone motywy, wątki -> twórcy anime chcąc przyciągnąć uwagę fujoshi i otworzyć ich portfele umieszczają te motywy w swoich produkcjach

  • Melmothia napisał(a):

    Teraz po tym artykule czuję się jak wybrakowana fujoshi >.>

    no no xD bez przesady

    przecież to nie jest tak, ze zaraz trzeba się na wszystko rzucać z wywalonym jęzorem i szipowac każdą konfigurację.

    I naprawdę szipowanie platoniczne jest jak najbardziej w porządku. Myślę, że to jest największy problem: ludziom wydaje się, że fujoshi zaraz każdych dwóch wsadza do łóżka. To równie dobrze może być cieszenie się tym "bromancem".

    Sama sobie wyznaczasz granice.

  • Melmothia napisał(a):
    W sumie, jak czytam o "bromance", to mimo negatywnego wydźwięku, pasuje idealnie...

    Mi się raz zdarzyło użyć tego słowa w pairingowym kontekście, ale potem zaczęłam się zastanawiać wtf, przecież to właśnie jest przyjaźń. "Bromance" to takie asekuranckie słowo, żeby przez przypadek nikt nie pomyślał, ze tam jakiś seks się zaplątał. Ale dlaczego się usprawiedliwiać? Przecież można powiedzieć, że kocha się przyjaciela i to wcale nie oznacza, że chce się z nim wchodzić w seksualne relacje. O ile oczywiście jesteśmy gotowi przyjąć do wiadomości niesamowitą teorię, że można kochać bez pożądania... ;)

    A w przypadku sugestii w mediach? Przecież mówi się o baitach i hintach. Oryginalny tytuł tego tekst brzmiał nawet "fujoshi bait". I bardzo żałuję, że nie mogło tak pozostać, bo przekaz byłby może bardziej jednoznaczny.

    Jak któraś z nas chce takich dwóch szipować jako przyjaciół, to będzie szipować jako przyjaciół, jeśli widzi coś więcej, to przekroczy granicę trzymania się za ręce i żadna łatka "bromance" jej nie powstrzyma.

  • Do "Kuszenie fujoshi. Intencjonalny wabik: zbiorowa halucynacja czy rzeczywistość? - Prolog"
    RE: Merlin i Sherlock i fujoshi bait ;)

    Szarka napisał(a):
    choć obawiam się, że "fujoshi bait" jest obecny też poza anime i to od dawna :)

    A dlaczego się obawiasz? To znany fakt, ale z takimi dygresjami tekst wyszedłby dwa razy dłuższy. ;) Skoro jednak o tym wspominasz, to warto zaznaczyć, że to wszystko zaczęło się od star trek. Naprawdę dłuuuga tradycja.

  • Tsetsua napisał(a):

    Choć zdaję sobie sprawę, że to osobista opinia autorki artykułu, czego nie zamierzam podważać, chciałabym jednak zauważyć, że w dużej grupie polskich wielbicieli BL to określenie dotyczy już często całości twórczości boys love w jej bardzo rożnych rodzajach i przejawach

    Dobrze wiedzieć, bo można zacząć się zastanawiać gdzie w tym wszystkim są shonenaistki i inne nakamaistki LOL ale żarty na bok.

    To co piszesz sugeruje rozumienie yaoistka = fujoshi. Zostanę jednak przy swoim zdaniu. Powodów jest kilka. Po pierwsze nie nazwałyśmy się tak same. W odróżnieniu od autoironicznego fujoshi, rzucono w nas tą yaoistką, jeśli dobrze pamiętam owe zamierzchłe czasy. Po drugie moje prywatne doświadczenia nie pozwalają mi o "yaoistkach" dobrze myśleć. Co nie znaczy, że każda fujoshi to ostoja normalności, ale jednak ten termin jest bardziej pojemny i nie ogranicza się do BL.

    I najważniejsze.

    Trzymanie się yaoistki jest zwyczajnie niepraktyczne. Owszem, jeśli ktoś nie wyściubia nosa poza polski fandom, to pewnie może tak spokojnie żyć. Tymczasem jednak fujoshi (i coraz śmielej fudanshi) weszło do mainstreamu. Pojawia się w mangach, w anime i jest używane przez ludzi zarówno do samookreślenia się jak i w dyskusjach - taka nazwa własna rozumiana przez ogół. Wszędzie tylko nie u nas. Czy takie odcinanie się ma sens? Jestem zdania, że lepiej przejść na wspólną mowę.