Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

DB - Virus

Odcinek 1

Autor:Black Falcon
Serie:Dragon Ball
Gatunki:Przygodowe
Dodany:2005-11-21 22:36:10
Aktualizowany:2005-11-21 22:36:10


Następny rozdział

Tego wieczora na dworze było cicho. Mrok nocy spowił okolicę, skłaniając do snu coraz więcej istnień. Wydawałoby się, że tak samo postąpił z mieszkańcami domku na równinie. Mylił się jednak...

Pomimo późnej pory nie spał. Leżał w swoim łóżku i rozmyślał. W przeciwieństwie do okrywającej go kołdry, jego myśli były ponure i czarne. Wspominał swoje życie i nie był z niego zachwycony. Wiele z jego marzeń odeszło w zapomnienie, wiele spraw potoczyło się inaczej, niż zamierzał. Niepojęte, jak bardzo różnił się od tego, kim był dawniej. Ci, których poznał, odmienili go całkowicie...

Leżąca obok kobieta poruszyła się przez sen. Zamruczała coś i spała dalej. On obrócił się w jej stronę i popatrzył na nią. Oto kolejny dowód jego przemiany. Żona. Wszystko tak naprawdę zaczęło się od niej. Właśnie ona zwróciła go życiu wiele dni temu. Czuwała przy nim, gdy śmierć zaciskała na nim swe łapska. Potem dała mu syna. Kontynuatora rodu. Następcę.

Rozmyślał długie chwile, do późna w nocy. W końcu poczuł głód. Powoli, by nie budzić śpiącej, wstał. Trafił bosymi stopami w stojące obok łóżka kapcie i udał się do kuchni. Starał się nie zwracać uwagi na własny strój, na białą pidżamę w szare misie. Małżonka lubiła takie rzeczy. Godził się na to ze spokojem. Sam chyba dobrze nie wiedział, jak bardzo ją kochał. Gdyby ją utracił, utraciłby część siebie...

Pochylił się do lodówki. Znalazł tam kawałek wędliny i masło. Z pojemnika przy lodówce wyjął chleb i rozpoczął przygotowywanie posiłku. Tej nocy i tak już nie zaśnie, ukroił więc sześć kromek i kilka z nich już posmarował masłem.

Trzymał w ręcę ostatnią, kiedy to się stało. Zauważył jakiś daleki, niknący blask za oknem. Spojrzał dokładniej w jego stronę. Zamrugał oczami, gdy światło stało się jaskrawe. Nadal nieświadomie trzymał nóż i kromkę chleba. W pewnej chwili wydało mu się, że rozróżnia jakiś kształt. Trwało to zaledwie sekundę. Skrawki czasu później coś przeraźliwie jasnego wybuchło mu prosto w oczy bez żadnego dźwięku. Sztylety bólu wbiły mu się w źrenice. Ogień zgasł tak nagle, jak się pojawił, ale on tego nie dostrzegł. Pijany z bólu tylko krzyknął i upuścił wszystko na podłogę. Lewą dłonią zasłonił oczy i uklęknął w cierpieniu.

Nóż upadł cicho, ale głos męża dotarł do jej uszu. W pierwszej sekundzie myślała, że śni, ale połówka łóżka była pusta. Wstała rozbudzona, na ciało ubrane tylko w bieliznę narzuciła zielony szlafrok i poszła szukać ukochanego. Nie zastała go w pustym na ten wieczór pokoju syna. Ich potomek nocował dzisiaj u przyjaciela.

Poszła w kierunku kuchni. Jej pierwsze spojrzenie dostrzegło niedokończony posiłek, a potem leżącą kanapkę. Dopiero na końcu ujrzała męża. Wciąż klęczał na podłodze. Podeszła do niego niespokojna.

- Vegeta? - wypowiedziała cicho imię małżonka.

Nie odpowiedział. Kucnęła obok i znów się odezwała :

- Co się stało, kochanie? - mówiąc to spróbowała delikatnie odsunąć mu dłoń z twarzy. Nie zaprotestował. Spojrzała mu potem prosto w oczy. Były całkiem białe, bez źrenic, tęczówek - zupełnie puste. Tylko po policzkach ciekły strużki łez.

- Twoje oczy... - wykrztusiła przerażona jego wyglądem.

Dopiero po chwili odezwał się do niej. Głos miał chrapliwy i cichy.

- Oślepłem, Bulmo... Książę Vegeta jest ślepy...

Nie mogła pokazać, jak bardzo to nią wstrząsnęło. Powstrzymała własne łzy cisnące się do oczu i objęła go mocno. Wyczuwała, że jej książę nie płacze - a jeśli już, to w minimalnym stopniu - z powodu własnej ślepoty. Nigdy tak nie postępował, kiedy spotkało go coś złego. Dziś na pewno też tak było. Musiało się wydarzyć coś strasznego, niepojętego.

Pomogła mu się podnieść i zaprowadziła do łóżka. To tam usiadła na prześcieradle, obok męża i zapytała wreszcie, przytulona do Vegety:

- Jak do tego doszło, jak mogę ci pomóc? - walczyła z rozpaczą.

- Zobaczyłem za oknem światło. Przybliżało się do mnie. Nagle zmieniło kształt i uderzyło mnie prosto w oczy... Potem czułem tylko narastający ból, który teraz ucichł zupełnie. Bulmo... dzisiaj po raz pierwszy chyba w życiu płakałem z bólu...

- Na pewno wkrótce odzyskasz wzrok - była tego pewna. Ostrożnie ujęła dłoń męża w swoją i gładziła z troską i miłością.

Vegeta nie był tego wcale pewny. Wyczuwał, że ten blask nieprzypadkowo trafił właśnie jego. Skoro tak, to ten, kto zainicjował atak, postara się, by był skuteczny...

Wtedy właśnie zdał sobie sprawę z pewnego faktu. Jeśli on był czyimś celem, to mogą być i ofiary tej wojny. Kim będzie najbliższa z nich? Oczywiste, że Bulma ! Musi ją od siebie oddalić jak najszybciej.

- Wysłuchaj mnie dobrze. Nie wiem, kto chciał mnie zabić, ale dowiem się tego. Sam! - podkreślił mocno ostatnie słowo.

- Ależ, kochanie... - próbowała zaprostestować Bulma.

- Nie, Bulmo. Nie pozwolę ci w tym uczestniczyć! - znowu był saiyańskim księciem, pełnym dumy i honoru. - Nie pozwolę ci się narażać... - dodał już ciszej.

Wpatrywała się chwilę w jego twarz, a potem namiętnie pocałowała w usta. Odpowiedział równie ognistym pocałunkiem i już moment później pieścił swoimi silnymi dłońmi nagie ciało żony. Całował jej piersi, dawał rozkosz zaiste książącą każdym swoim ruchem i pieszczotą.

Do rana nie wydarzyło się już nic. Świt zastał ich razem. Vegeta po spędzonej z żoną nocy zasnął. To on obudził się pierwszy i zbudził Bulmę.

- Dziś wraca Trunks od Son Goku. Będzie się tobą opiekował podczas mojej nieobecności.

- Ale jak zamierzasz gdziekolwiek lecieć? - Przecież ty... - zamilkła.

- Przygotuj mi ubranie - rzucił.

Nie pozwolił jej pomagać w ubieraniu się. Sam zmienił ubranie na bardziej odpowiednie i poprosił Bulmę, żeby zaprosiła do nich również Goku z Son Gohanem. Nie wolno jej było mówić o tym, co się stało. Mieli tylko przyjść do ich mieszkania razem z Trunksem, synem Vegety i Bulmy.

Son Goku zdziwił się nieco zaproszeniem od saiyańskiego księcia, ale zgodził się przyjść na śniadanie. Zabierze ze sobą Son Gohana, drugi syn - Son Goten - nie został zaproszony. Według Chi-chi, jego matki, miał za dużo nauki. Zresztą Vegeta do niego sprawy nie miał.

Przyszli o oznaczonej porze. Bulma otworzyła drzwi, pierwszy wpadł Trunks i od razu pobiegł do siedzącego przy stole ojca.

- Cześć, tato, jak leci?

Zatrzymał go jednak stanowczy głos ojca :

- Usiądź przy stole, synu. Wy też usiądźcie.

Nawet wiecznie głodny Goku nie tknął na razie niczego. Zasiadł przy stole i czekał, aż dowie się, po co tu przyszli.

Książę wstał i zwrócił się do gości oraz własnego syna i żony, która siedziała obok :

- Wczorajszej nocy przydarzyło mi się coś dziwnego - tu opowiedział swoją historię. - Dlatego muszę was prosić o pomoc.

Son Goku prawie zakrztusił się jedzoną kanapką. Chyba zrozumiał powagę chwili. Prośba o pomoc płynąca z ust Vegety była rzadkością. Son Gohan pierwszy odzyskał mowę.

- Możemy zbadać tamto miejsce, nie ma sprawy. Czemu nie zawiadomiłeś nas wcześniej?

- Przeżyłem zbyt duży szok - Vegeta usiadł i dał znak do rozpoczęcie jedzenia. Wszyscy aż do teraz - wszyscy poza Son Goku - czekali na gospodarza, wyczuwając powagę dnia.

- Wyobrażam sobie - mruknął Son Gohan.

Trunks postanowił przyłączyć się do rozmowy.

- Ja też pójdę z wami - oświadczył.

- Nie, synu - rozkazującym tonem nakazał mu ojciec. - Musisz opiekować się matką.

- Dobrze, tato - zwiesił głowę chłopak. W jego duszy rósł potężny gniew na tajemniczą siłe, która skrzywdziła jego ojca. Chociaż różnie się im układało, chociaż Vegeta był surowym ojcem, to Trunks kochał go bardzo. Podporządkuje się woli księcia i zostanie w domu.

Son Goku wraz ze starszym synem obiecali poinformować męża Bulmy o wynikach oględzin tajemniczego miejsca. Wspólnie ustalili jego przybliżone położenie i wyszli z domu Saiyanina. Po drodze zastanawiali się nad tajemniczym zjawiskiem, do źródła którego zdążali.

W międzyczasie Bulma sprzątała po gościach ze stołu, Trunks zaś rozmawiał z ojcem.

- Czy masz jakieś przypuszczenia, co do tego ataku? -zapytał.

- Sądzę, że nie miał mnie zabić, bo już by to uczynił. Wyeliminował mnie jednak dość skutecznie z wydarzeń... - zadumał się Vegeta.

- Nie martw się, ojcze ! Z twoją mocą...

- Wiem! - przerwał mu ojciec. - Son Goku już wraca? - zdziwił się książę.

- Tak, tato - potwierdził Trunks. - Zawołam ich tutaj.

W drzwiach stanęli bardzo zdziwieni Son Gohan i Son Goku.

- Znaleźliście coś? - niecierpliwił się Vegeta.

- W tym problem, że nic... Ojciec i ja zbadaliśmy całe podwórko, ale ani śladu mocy. Po prostu pustka. Nie wiemy, co by to mogło być.

- Dziwne... Gdybym tylko widział! Na pewno coś przeoczyliście! Sprawdźcie jeszcze raz! - ogniki wściekłości zamigotały w oczach Saiyanina.

Bulma, która właśnie weszła, usiłowała uspokoić męża. Nie udało jej się to, Vegeta zły na wszystkich i wszystko zamknął się w pokoju.

Zrobił kilka pompek, ale go to nie uspokoiło. Przeklęci! Uderzył pięścią w ścianę, aż rozkrwawił sobie rękę. Nie zwrócił na to uwagi. Ściągnął mokrą od potu koszulę i skoczył na łóżko. Będzie musiał to sam sprawdzić!

Kiedy tak zżymał się na cały świat, w lewym kącie pokoju pojawiło się blade światło. Podpłynęło bliżej i zatrzymało się przy łóżku Vegety. Po chwilowym przypatrywaniu się leżącemu uformowało migotliwy kształt pięknej kobiety.

- Jak się czujesz, Veg? - zapytałą ciepło.

- Veg? - Vegeta zapomniał, że jest ślepy i rzucił okiem na skraj łóżka.

- Nie możesz mnie zobaczyć, ale wiesz, że to ja. Twoja matka, Damaris!

Następny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • BlackFalcon : 2020-07-25 23:03:28
    Dziękuję!

    Tutaj autorka ficka. Zachciało mi się poczytać moje własne stare opowiadanie i znalazłam te komentarze. Dziękuję z całego serca za tak pozytywną opinię i...ja też uwielbiam Vegetę!

  • Neko : 2007-01-25 10:45:45
    Mistrzostwo świata!

    drogi autorze^_^

    Jestem zachwycona tym ficiem. Ukazuje Vegetę jako wspaniałego męża,ojca, wojownika...

    muszę przyznać, że od dawna jestem zauroczona tą postacią męską! Nic dodać, nic ująć!

    10/10 ^^v

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu