Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Inuki - sklep z mangą i anime

Opowiadanie

Preludium do...

Anity Wikino

Autor:Alira14
Korekta:Irin, Teukros
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Fikcja, Komedia, Mroczne
Uwagi:Fusion
Dodany:2008-10-04 08:31:59
Aktualizowany:2008-10-04 08:31:59


Następny rozdział

Nazywam się Anita Wikino. A właściwie jestem jedną z Anit Wikino. Heh, piszę te słowa na komputerze i tak się zastanawiam… Czy te słowa pojawiają się jako JEJ, czy przed tą dużą ilością tekstu wstawiła zdanie „Anita usiadła przed komputerem i zaczęła pisać”? Zresztą nieważne. Muszę się spieszyć, zanim ci idioci wpadną na pomysł by zadzwonić po policję. Jakby tu zacząć… Myślę, że wszystko zaczęło się od tego, jak uświadomiłam sobie, że jestem tylko bohaterką jakiegoś beznadziejnego opowiadania umieszczonego w Internecie. Gdyby chociaż ktoś je czytał, ale nie! Prawie nikt tego nie czyta. Nic dziwnego, sposób pisania jest na żenująco niskim poziomie… Anita zamilkła przerażona, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Na jej kolanach leżała gromada węży, w każdej chwili gotowa do ataku. Kimkolwiek jesteś Aliro14 nie denerwuj się, ok? To tylko taki mały żarcik jednego z twoich bohaterów. Przecież wiesz, że ja tak nie myślę! Bądź tak miła i usuń to stado jadowitych żmii z moich kolan, dobrze? Obydwie doskonale wiemy, że historia musi trwać. Bohaterka odetchnęła z ulgą. Obrzydliwe gady zniknęły. Na wszelki wypadek zajrzała pod biurko. Westchnęła i wróciła do pisania. Historia musi trwać. Dziękuję. O czym to ja… A tak. Któregoś dnia nie mogłam pójść do szkoły, ponieważ byłam chora. Po tym jak zwymiotowałam na dywan, macocha stwierdziła, że prędzej się zastrzeli niż pozwoli mi wyjść z domu w takim stanie. Po około 3 godzinach zaczęło mi się śmiertelnie nudzić, więc zajrzałam do Internetu. Z racji tego, że żaden z moich ulubionych komiksów on-line nie został zaktualizowany, w wyniku potężnego znudzenia postanowiłam wpisywać wymyślone adresy internetowe. Oczywiście przy większości pojawiał się napis „Error 404” lub coś w tym stylu. Jednak ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, jedno się włączyło - „urojonyswiat.pl”. Nie było tam nic oprócz około 30 opowiadań. We wszystkich, główne bohaterki nazywały się… Anita Wikino. Zbieg okoliczności? Nie sądzę. Pomimo różnych środowisk kulturowych i krajów, w których mieszkały, wszystkie wyglądały tak jak ja, miały podobny sposób ubierania się i tak samo jak ja niezbyt przepadały za resztą ludzkości. Początkowo myślałam, że jakiś psychol mnie zobaczył i Bóg wie czemu swoje postacie wzoruje na mnie. Jednak po jakimś czasie zaczęłam dostrzegać przecinki! Rozumiecie? Przecinki! Wiecie jakie to uczucie biec by zdążyć na autobus i potknąć się o gigantyczny przecinek wystający z ziemi?! A z dwukropkami mam normalnie tragedię. Cały czas wpadają mi do ubrań i plec… Cholera, słyszę wrzaski. Pewnie w końcu zadzwonili po policję. Muszę się zacząć streszczać. W wariatkowie z tego co mi wiadomo pacjenci nie mają dostępu do komputerów. Gdy zobaczyłam przez okno, idącą „służbę zdrowia” zabarykadowałam się w swoim pokoju. Nie dość, że jestem postacią z surrealistycznego opowiadania, to jeszcze moja sąsiadka zeżarła nauczycielkę od francuskiego.

***

Sharkie siedziała u siebie w pokoju i rozmawiała przez telefon. Przy pomocy podbródka i ramienia podtrzymywała swoją promieniotwórczo różową komórkę. Ręce miała zajęte wydrapywaniem nowych notatek na stole. Jakoś łatwiej gubią się karteczki z informacjami niż cały stół. Westchnęła.

- Prawdziwa, mówiłam ci to już sto razy! Tylko dlatego, że Amerykańce nakręcili swoją wersję „Tristana i Izoldy” mającą tyle wspólnego z tobą, co kurczak w stroju baleriny, nie znaczy, że musisz oszczędzać całą gotówkę na rakiety ziemia-powietrze! Współcześni ludzie to skończeni kretyni. Jeżeli danego uczucia nie dasz im na talerzu po wcześniejszym wykładzie, to nie zrozumieją. Zresztą czego wymagasz od świata, gdzie nawet chusteczki higieniczne mają instrukcję obsługi?

Ze słuchawki dobiegł potok, nie, raczej wodospad, słów. Sharkie westchnęła. Zauważyła, że w zdaniu „Odgryźć nogę temu wkurzającemu dzieciakowi spod trójki” dwa razy napisała „odgryźć”. Skreśliła, starając się tym razem nie przeciąć stołu. Miała dosyć składania tego cholerstwa z Ikei.

- No ja wiem, że do odczuwania ciebie nie trzeba zbyt wielkiej inteligencji, ale wciąż za dużo wymagasz od tego świata. Mówię ci, daruj sobie te rakiety i postaw mi kino. Może komedia roman... Cholera.

Naukowcy słowolandii patrzyli przerażeni na swoje odkrycie. Wodospad jakimś cudem przeistoczył się w wulkan. Sharkie odsunęła komórkę na jakiś metr od swoich delikatnych uszu. Nie zamierzała w tak młodym wieku zacząć łazić do laryngologa. Zapomniała, że w rozmowach z Prawdziwą Miłością „komedia romantyczna” to masochistyczne życzenie śmierci. Równie dobrze mogła wrzasnąć „Nafaszeruj moje wnętrzności tymi oliwkami z przeceny, co ich nie znoszę!”. Prawdziwa uważała, że takie filmy fałszują jej wizerunek, robią z niej skończoną kretynkę. Kobieta-rekin nie zdziwiłaby się gdyby jej psiapsióła miała strych zapchany przyszłymi, TYKAJĄCYMI prezentami dla twórców romansideł. Kątem oka popatrzyła na ścianę. Uśmiechnęła się pod nosem.

- Kochanie, muszę kończyć, pogadamy później.

Wzięła ze sobą torebkę i wyszła.

***

„JUŻ CZAS”

***

Piszę to stojąc. Zaczęły kończyć mi się meble i ciężkie przedmioty do „zamykania” drzwi, więc musiałam skorzystać z krzesła. Mam nadzieję, że nie będę musiała też kłaść komputera. Zaczęli wrzeszczeć, że jak nie wyjdę stąd za 10 minut po dobroci, wezwą policję. Gratuluję bystrości umysłu. Mogli zadzwonić już wtedy, gdy się tutaj zamknęłam. Czego ja jednak wymagam od ludzi - inteligencji? Oni nie wiedzą jak ten świat wygląda naprawdę.

***

Oprócz przecinków i dwukropków zaczęłam dostrzegać więcej rzeczy. Dużo więcej. Prosty przykład - znacie może legendę o Kuchisake-onna? Wiecie, tej kobiety, której mąż za pomocą miecza „wydłużył” uśmiech. Jej syn chodzi, a właściwie chodził, ze mną na te przeklęte lekcje francuskiego. Gdy pierwszy raz zobaczyłam jak sznurówką poprawia sobie twarz, aby dolna szczęka nie zwisała... Nie, nie zwiałam z wrzaskiem „zombie!”. Prawdopodobnie jestem chora psychicznie, ale nie głupia. Wiem czym takie rzeczy się kończą. Po prostu upewniłam się, że wśród efektów ubocznych moich tabletek przeciwbólowych nie ma halucynacji i przesiadłam się. Jakoś wolałam siedzieć za nim, niż przed. Na nudnych zajęciach miał zwyczaj ostrzyć nożyczki. Brr... Pewnie robicie teraz inteligentne miny i myślicie „wariatka”. Też tak o sobie myślałam, dopóki się nie potknęłam i wylądowałam na nim. A dokładniej moja ręka na jego twarzy. Nigdy nie zapomnę tego szorstkiego dotyku sznurka łączącego jego policzki... Zrobił się czerwony i odepchnął mnie z takim impetem, jakbym zamierzała mu wbić kołek w serce. Chyba wtedy zorientował się, że znam jego mały sekrecik, ale to już inny problem do opisania, a brakuje mi czasu. Nie był jedyny. Na przystankach autobusowych widziałam ludzi noszących swoje głowy w siatkach na zakupy. Uśmiechały się do mnie... Na placu zabaw jakaś dziewczyna śpiewała po włosku i przyszywała do swojego ciała skrzydła aniołów. Najmniejsze było przymocowane do brwi. Z miejsc gdzie nitka łączyła się ze skórą, na jej idealnie białą suknię kapały strużki krwi. Zwłoki leżały w koszu na śmieci. Niektóre kawałki ciał wypadały z niego. Nie było smrodu. Anioły, nawet martwe, nie śmierdzą. Nawet w moim bloku - zdarzył się wypadek. Kobieta i mężczyzna w tym samym momencie dostali ataku serca. Ich córka zniknęła. Gdy ich zabierali, widziałam ślady po przeciętych duszach... Na początku myślałam, że oszaleję. Znacie tę teorię, że nigdy nie widzimy realnego światła, że cała nasza rzeczywistość to „cienie na ścianie”? Uzyskałam zdolność widzenia życia, takim jakie było. Nie był to przyjemny widok. Codziennie musiałam brać coś na nerwy, aby nie zacząć krzyczeć, codziennie zamykałam oczy gdy mijałam kolejne dziwne istoty, codziennie nie mogłam spać, bo bałam się, że mnie dorwą w nocy. Nie mogłam uciec, samobójstwo nie wchodziło w grę. Bo co jeżeli bym wcale nie umarła? Po prostu przeniosłabym się do innej historii lub skończyła jako czcionka w Wordzie? Co jeżeli wkurzona Alira14 zgotowała mi los gorszy od śmierci za to, że nie chcę współpracować z jej „wizją”? Aż któregoś dnia, gdy po raz kolejny musiałam wyciągnąć wszystkie dwukropki z plecaka, zaczęłam się zastanawiać. Co by było gdybym.... gdybym... zmieniła zasady gry? Wystarczyłoby tylko pozbyć się boga tego świata... Aliry14.

***

No dobra, pewnie zapytacie, ale co ma z tym wszystkim wspólnego moja nauczycielka francuskiego? Cóż... Wszystko i nic.

***

- ...czym oni się tak podniecają?!? Widzę kobiece piersi za każdym razem gdy się przebieram. Nic specjalnego, zwykłe worki z tłuszczem! - krzyczała Prawdziwa, nerwowo gestykulując. Sharkie westchnęła. Gdy wsiadała do swojego nowego samochodu (stary raczej nie mógłby jeździć bez kierownicy i czterech kół - długa historia), Prawdziwa Miłość dopadła ją z wrzaskiem, że skoro jedzie, to mogłaby ją podwieźć do kina. Nie miała ze sobą żadnej broni, więc zapewne chciała zrelaksować się przy najnowszej części „Piły”. Bardzo trudno jest wepchnąć elementy romantyczne do filmu, którego osią fabuły jest wymordowanie wszystkich bohaterów w wyjątkowo nowatorski sposób.

- O nie kochanie, worki z tłuszczem sprzedają w Biedronce jako „Oryginalny, wiejski smalec”. Mój biust to...

- Worki z tłuszczem deluxe. - Prawdziwa zachichotała, Sharkie na nią łypnęła.

- Wyrzucić cię z samochodu? Wiesz, że mogę.

- Nie wyrzucisz... Chciałaś się mnie o coś zapytać, a przy kinie będziemy już za 5 minut więc nie zdążysz.

- Pamiętasz, tę babkę, która uczyła francuskiego?

- Pannę Lubliu? - oczy Miłości zrobiły się rozmarzone - Trudno zapomnieć kogoś, kto w dzisiejszych czasach tak bardzo mnie pragnął... Szukała mnie chyba wszędzie... Zostawiała anonsy w gazetach, chodziła na organizowane przez znajome randki w ciemno, korzystała nawet ze znienawidzonego internetu. Jednak wciąż błądziła. Trafiała na idiotów lub na zwykłe Pożądanie, bez cienia uczucia. Słyszałam, że tak bardzo pragnęła by ktoś w jej stronę powiedział „Kocham cię”, że to jedno krótkie zdanie było podstawą zaliczenia u niej na lekcjach. Nikt nie mógł zaliczyć, wpierw nie „żetując” w jej stronę. Czasami robiła kartkówki, w których co chwilę powtarzały się te dwa słowa. Kolekcjonowała je i chowała w szkatułce, jak jakieś skarby... Dlaczego ją zabiłaś?

- Dobrze wiesz, że nie zabijam. Tylko... zjadam kawałek. To dosyć skomplikowana sprawa, może kiedyś ci powiem. A ta druga osoba, o której zawsze wspominałaś? Twój... „pupilek”?

- Masz na myśli tego chłopaka? Cóż, gdy dowiedział się gdzie mieszkam, odwiedził mnie i błagał, aby poczuła mnie jego koleżanka z klasy. Zakochał się w niej, gdy odkrył, że go dostrzega, wiesz? Dla większości był tylko anonimem z dziwną fryzurą. W jej oczach widział swoje odbicie. Jednak od dawna nie było jej w szkole. Martwi się. A czemu się pytasz?

- Nic, tylko zastanawiam się... Czy to dobra partia.

Prawdziwa zaczęła się krztusić. Sharkie walnęła ją z całej siły w tył pleców.

- Khe! Chcesz... Mnie... Zabić?! „Dobra partia”?! Sharkie! Błagam! Chyba nie szukasz sobie znowu męża?! Nie pamiętasz co było ostatnim razem?!

- Ej! Podobno czubek palca może odrosnąć! Zresztą sam się o to prosił wciąż machając mi nim przed nosem... - głos kobiety-rekina powoli zamienił się w mamrotanie. Strasznie nie lubiła przypominania, jak kończyła się większość jej związków. Mężczyzna z jej gatunku odpadał. Trudno o dobrą grę wstępną, gdy zaczynasz powoli robić się głodna, kochanek ma włosy wymyte szamponem o zapachu truskawkowym, a twoje perfumy pachną dla niego jak karmel... Po 10 minutach amory zmieniają się w walkę na żarcie i życie. Przy ludziach-rekinach modliszki to bardzo delikatne i łagodne istoty.

***

Zanim zaczęłam dostrzegać rzeczywistość moja sąsiadka była dziwna. Bardzo. Nerwowo gestykulowała, ciągle coś jadła, kieszenie drogich marynarek miała wypchane batonikami. Ciągle się gdzieś śpieszyła. Gdy się do ciebie uśmiechała, miało się wrażenie, że jak nie przytrzymasz sobie głowy, to zaraz odpadnie. Żałuję, że nie dostrzegłam jej prawdziwej natury wcześniej, może wtedy mój plan by się udał. Zauważyłabym, że Alira14 coś knuje... Niestety, na te kilka dni cholera wyjechała na jakąś konferencję. Mój plan był prosty - musiałam znaleźć odpowiednio duże przejście między fikcją literacką a realnym światem i przedostać się. Małe przejścia znajdują się wszędzie. Nawet teraz, gdybym chciała, mogłabym złapać moją „matkę” za dłoń. Jednak podejrzewam, że po ostatnim takim numerze, nadal trzyma obok siebie nożyczki... Musiałam skłamać żonie taty, że zahaczyłam o hak na ubrania. Pewnie myślicie „heh, złapała ją za rękę i się dziwi, że ta coś kombinowała...”. To się zdarzyło niemalże chwilę przed zamknięciem się tutaj. Ostateczna desperacja. Myślałam, że jak wystarczająco mocno pociągnę, Alira14 przedostanie się tutaj i będę ją mogła dźgnąć nożem ukradzionym z kuchni...

***

A pani Liubliu? Myślę, że została stworzona niedawno, aby zwabić mnie w pułapkę. Paranoja? Może. Ale jak inaczej wytłumaczyć fakt, że wszyscy o jej makabryczną śmierć winią mnie? Dzięki Bogu, moi rodzice są tak inteeeeeligentni, że najpierw wezwali tych z wariatkowa. Zaraz... Czy tam parkuje radiowóz?!? Muszę się jeszcze bardziej streścić.

***

Dzisiaj miałam mieć, jak co tydzień, korepetycje z francuskiego. Jeśli chodzi o języki obce, to jest ze mnie kompletna noga. A nawet gorzej - pięta. Moje wypracowania wyglądały jak eksperyment z szympansem, gdy małpiszon stara się wpasować okrągły klocek do trójkątnego otworu, a naukowcy załamani efektem kilkuletnich badań, jęczą i przywalają głowami o ścianę. Jak więc rozumiecie - pani Liubliu na mój widok nie reagowała radością. Chyba, że to nowa definicja zgrzytania zębami. Jakimś cudem zgodziła się dawać mi korki. Ale z racji złośliwości wszechświata, musiałam do niej dojeżdżać. Czy wspominałam, że mieszkam na kompletnym zadupiu? Przepraszam, zadupiu zadupowa. Dojechanie do niej zajmowało mi od 2 do 3 godzin, jeśli korki samochodowe pozwoliły. Na dodatek te przeklęte zajęcia były o 9, bo później „nie miała dla mnie czasu”. Plotki mówiły, że od 12 do 24 w nocy miała same randki, ale kto tam wie. Wiem tylko, że w SOBOTĘ musiałam wstawać o 5 rano, przedzierać się przez kilka autobusów i tramwajów, dostać się na siódme piętro, by tortury fizyczne zamienić na psychiczne. Nienawidziłam tej baby, ale wierzcie mi, nie na tyle aby ją zabijać. Gdy weszłam do środka już na parterze było niesamowicie cicho. Byłam jednak zbyt wściekła i zdyszana by zwrócić na to uwagę. Poza tym, tego dnia winda nie działała i bluzgając niemiłosiernie, wpełzałam na miejsce kaźni. Kiedy zorientowałam się, że coś jest nie tak? Wstyd się przyznać, ale dopiero w mieszkaniu pani Lubliu, gdy poślizgnęłam się o jej krew.

***

Sharkie Gogan nie była religijna, ale w tej chwili z radością składałaby dziękczynne modły. W końcu dojechała pod to przeklęte kino i miała szansę pozbyć się Prawdziwej. Miłość to wspaniała przyjaciółka, jedyna, ale potrafiła przyprawić o niezłą migrenę. Kobieta-rekin pomyślała, że w drodze zahaczy o aptekę. Nie stać ją na ból głowy, gdy przedstawienie musi trwać.

- No to pa Sharkie. Przytuliłabym cię, ale wyglądasz na głodną. - zachichotała Prawdziwa i wysiadła. Nagle ktoś położył jej na ramionach kurtkę.

- Dzisiaj jest bardzo zimno, a ty znowu nie wzięłaś ze sobą nic ciepłego - rozległ się kąśliwy szept. Miłość się wzdrygnęła, jakby ktoś położył na niej stado ośmiorniczek wytarzanych w oleju czosnkowym.

- Zabieraj tę swoją szmatę! Mówiłam ci, że masz nie bawić się w moją niańkę!

Sharkie uśmiechnęła się pod nosem. Gdy Prawdziwa Miłość i Zazdrość przebywali razem, tworzyli świetny sitcom. Aż żałowała, że nie wzięła ze sobą popcor... Chociaż nie, powinien być pod opakowaniami po czekoladowych ciastkach i szynce... Zaczęła grzebać w schowku. Zazdrość westchnął. Był przyzwyczajony do takiego zachowania swojej towarzyszki.

- Ostatnim razem gdy nie wziąłem dla ciebie kurtki, krzyczałaś, że specjalnie chcę sprawić byś się przeziębiła i umarła. Pomyślałem więc, że tym razem coś wezmę.

- Tym razem jest mi ciepło! - chłopak przewrócił oczami. Dobrze wiedział, że jakby teraz wyskoczył ze zdaniem „to oddawaj” zostałby ofuknięty za skąpstwo.

- Ale może zrobić ci się zimno.

- To sama wiem! Nie musisz mi mówić co mam robić!

Usłyszeli głośne chrupanie. Sharkie nie znalazła popcornu, ale pod pudełkiem po cheeseburgerze leżała paczka chipsów. Kobieta-rekin patrzyła na nich z dość złośliwymi iskierkami radości w oczach.

- Jak to leciało? „Bez zazdrości nie ma miłości”?

Prawdziwa zrobiła taką minę jakby ktoś nakręcił „Teksański romans piłą mechaniczną”.

- To przysłowie jest zwykłą bzdurą! Ja jestem samodzielna! Nikogo nie potrzebuję! Nikogo! Sama świetnie sobie daję radę! A teraz Zaz, daj pieniądze na bilety abym samodzielnie zapłaciła!

- Czy mam też położyć ci rękę na ramieniu, abyś samodzielnie ją później strzepnęła?

Sharkie próbowała ukryć rozbawienie chichocząc do pustej paczki. Czasami nie mogła uwierzyć, że oni odgrywają te scenki na poważnie. Wszyscy wiedzieli, że Prawdziwa i Zazdrość są parą, ale Miłość prędzej wystąpiłaby w brazylijskiej telenoweli niż się do tego przyznała. Chłopak zaś wydawał się mieć całkiem niezłą zabawę. Był dosyć sarkastyczny i z tego co Sharkie zauważyła, uwielbiał patrzeć jak zmieszana Prawdziwa zaczyna się rumienić. Ręką wymacała coś miękkiego. Pączek!

***

W szpitalu psychiatrycznym wciąż krzyczeli. Kobieta-rekin przewróciła oczami. Jak małe dzieci. Nigdy nie widzieli odgryzionej ręki czy jak? Weszła do właściwego pokoju. Pustka. Zamrugała energicznie zdziwiona, po czym klepnęła się otwartą dłonią w czoło.

- No tak! Przecież dziewczyna jest jeszcze dwa miesiące temu! - ułożyła się wygodnie na materacowej podłodze. Popatrzyła na ścianę.

- Mogę prosić o budyń? Głodna się robię.

„PROSZĘ”

W miejscu gdzie wcześniej znajdowała się pustka, zmaterializowała się duża misa czekoladowej brei. Sharkie zaczęła wkładać do naczynia palce i zlizywać z nich budyń.

- No to sobie poczekamy... - mruknęła. Przyglądała się lewemu kątowi pokoju. Powoli coś się materializowało.

***

Krewkrewkrewkrewkrewszędziekrewionaonaonaonaonaona... Nie, muszę się skupić, to wina Aliralalalaliiiiiry. Byłamtambyłambyłam. Upadłamupadłamupaupaupa... Spokój! Gdy... była... ta krekrew... Upadłam na panią Lubliu niechciałamniechciałam. Nie miała ramie ramienia, a tatoten rekinczłowiekkobietarekin powiepowiepowiedziaładziaładziała, że to jajajajajajajaja, fabfabfabuuuuułaaaaa!!! Nie mogę kontrolować co piszę i myślę... Ratratratunkuunkuunku!!! Powiedziała... fragment... fabuły... ja... ja... ja... i takitakitakitak by zginęłzginęłzginęła. Zrobiła... przysługę... mimimimi. Kłamstwokłamstwokłamstwo! Co się dzieje? Nie... myśleć... Gdzie... meble?!? Czemu... drzwi... otwarte??? Czemuczemuczemu? Alira... wina... jejjeeeeej! Muszę... skupić... pamiętać... nazywam się Anita Wikino... nazywam... nazywam... sięsięsię... naw... naw... naw...Nagle w całym bloku padły korki i komputer się wyłączył, zanim szalona dziewczyna zapisała swoją cenną „wiadomość” - stek bezsensu i powtarzających się słów. Gdy weszła policja, Anita niespodziewanie zemdlała. Upadając, wyglądała tak jakby twarz nie chciała się pogodzić z decyzją ciała. Później, podczas rozprawy sądowej, psychiatrzy zgodnie uznali ją za niepoczytalną. Przez cały ten czas szamotała się i próbowała wyrwać, taka była szalon... DOSYĆ ZABAWY W KAINA I ABLA. WIEM, ŻE TO TY ANITO. ŁADNIE UDAWAĆ MATKĘ?

Następny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.