Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Days of Destroyer

XXXIV. Wiele zakończeń i jeszcze więcej pożegnań.

Autor:Socki
Serie:Slayers
Gatunki:Fantasy
Uwagi:Fusion
Dodany:2010-05-16 15:06:33
Aktualizowany:2016-04-17 12:59:33


Poprzedni rozdział

Autor ogólnie nie ma nic przeciwko kopiowaniu czegokolwiek z tego fica przez osoby trzecie... Jeżeli takowa się w ogóle znajdzie, to niech osoba trzecia sobie kopiuje co chce i niech się nie krępuje.


Nie pytaj próżno, bo nikt się nie dowie.

Jaki nam koniec gotują bogowie,

I alwaryjskich nie pytaj wróżbiarzy.

Lepiej tak przyjąć wszystko, jak się zdarzy.

A czy rozkazem bogów nadchodząca zima,

Co teraz wichrem wełny morskie wzdyma,

Będzie ostatnia, czy też nam przysporzy

Lat jeszcze kilka, i ból wędrowca umorzy,

Nie troszcz się o to i ... bądź ufny, lecz ostrożny,

Zdławić cię może węzeł, który

Zacisnąć umiesz tylko ty.

Dwa się w nim szorstkie łączą sznury:

Zew tajemnicy i zew krwi.

Oba bez reszty cię owiną,

Ale żadnego nie rwij z nich.

Na jednym możesz tylko zginąć,

Z dwoma - wśród dróg wybierać złych.

Mknie rok za rokiem, jak jedna godzina.

Wiec łap dzień każdy, a nie wierz ni trochę

W złudnej przyszłości obietnice płoche.

(…)

Pieśń Wilków.



Zapachniało powiewem jesieni a wraz z zimnym wiatrem, pojawiły się liście, które pokryły biały dziedziniec Sailune złotem i szkarłatem. Nadchodziła jesień, piękna, pachnąca i nieubłagana.

Ostatni promienie letniego słońca rozpaczliwie starały się ogrzewać jaśniejące jak gnaty mury, lecz chłodny, nieubłagany wiatr północy już na dobre zagościł w tych stronach i wzywał podróżnych do wymarszu. Nie było odwrotu, wszak już dawno postanowiono, że wraz z pierwszym dniem jesieni Lina, Goury, Xellos i Filia a także Astat z Fern opuszczą królestwo Amelii. Pożegnanie rzuciło cień smutku na serca wszystkich bohaterów, jednak każdy głęboko w duszy rozumiał, że to, co trwało, zostało już skończone, że czas im ruszać w drogę. Ich przygoda wreszcie dobiegła końca.

Dzień wyjazdu był pochmurny i mglisty, zupełnie nie pasujący do tak wczesnej jesieni. Wyglądał tak, jakby sama pogoda przypominała bohaterom, że czas już im odejść. Przyjaciele otuleni w ciepłe peleryny, po raz ostatni zebrali się na wilgotnym dziedzińcu.

- Już wszyscy?- Zapytała Lina rozglądając się dookoła.

- Chyba tak.- Odpowiedział kapłan i również się rozejrzał. Byli wszyscy, z wyjątkiem Amelii.

- No to, co? Idziemy- Zapytała Lina wyrywając wszystkich z zadumy. W milczeniu skinęli głowami, i niczym cienie a nie wielcy bohaterowie przemknęli zaspanymi uliczkami w dół miasta.

- Dziwne, że Amelia nie przyszła nas przegnać, nie?- Powiedziała Filia przyśpieszając kroku i zrównując się z Xellosem. Wzruszył ramionami.

- Wcale nie dziwne. - Odparł.

- Dlaczego?- Zdziwiła się smoczyca posyłając mu zaskoczone spojrzenie.

- Hej to ja jestem uczuciowym analfabetą.- Mruknął i niby przypadkowo spojrzał w stronę Zelgadisa. Szedł ostatni, najbardziej przygarbiony i milczący. Owszem domyślała się, o co chodzi Xellosowi, domyślała się też, co gryzie chimerę. Ale ona rozumiała jego decyzję, kazano wybrać mu między więzieniem z białych murów i z prętami z etykiety a wolnością. Wybrał to, co kochał.

- Różnie można rozumieć to, co nazwaliście miłością.- Usłyszała nad uchem głos, Xellosa.

- Hej!- Fuknęła oburzona i już miała zrugać demona za nielegalne czytanie w jej myślach, gdy za jej plecami rozległ się zaskoczony głos Liny.

- Zel, co jest?- Krzyknęła czarownica za chimerą, która nagle bez słowa odwróciła się i ruszyła szybkim krokiem w stronę zamku.

- Hej, Zel mieliśmy wracać razem!!!- Krzyknął za nim Goury, ale jego próżne nawoływania już nie dogoniły przyjaciela. Filia wytrzeszczyła ze zdumienia oczy.

- S skąd ty wiedziałeś?- Wydukała. Xellos zrobił zadowoloną minę i wzruszył ramionami.

- Po prostu…wiedziałem.

- Otaczają mnie idioci.- Fuknęła Lina mijając ich i po chwili zaczęła chichotać. Jako, że ten dzień

Od początku był dziwny, nikt nie poczytał zachowania ani jej, ani Zelgadisa za szczególnie dziwne. Po prostu ruszyli dalej przemykając się wśród cieni poranka. Po krótkim czasie grupka przyjaciół przekroczyła główną bramę i teraz znajdowali się na wielkich równinach rozciągających się przed miastem. Trawa przybrała już ciemnozielony kolor a stary dąb, pod którym spędzali większość popołudni gubił pierwsze pomarańczowe i brązowe liście. Filia westchnęła i jeszcze raz obejrzała się za siebie na południe, jakoś nie mogła pogodzić się z tym, że to wszystko się kończy. Że już się skończyło. Sama nie była pewna tego, co czuje, cieszyła się, że wreszcie na świecie zapanował spokój i radość, ale z drugiej strony jej życie było podróżą, nie potrafiła żyć z dnia na dzień jak śmiertelnik. Nie chciała też żyć jak poprzednio, nigdy więcej. A właśnie to oznaczał powrót do domu. Potargała sobie nerwowo grzywkę.

- Nie sądziłam, że to wszystko się tak skończy.- Westchnęła do siebie.

- Skończy?- Zapytał Xellos pojawiając się tuż u jej boku.

- Xellos!- Fuknęła z wyrzutem szykując już reprymendę.

- Miałaś rok…nie wierzę, że się do tego nie przyzwyczaiłaś. Więc przestań udawać oburzoną za każdym razem, kiedy się pojawiam, bo wiem, że tak nie jest.- Powiedział bez cienia złośliwości czy groźby w głosie. Od tak, po prostu. Mimo to Filia umilkła zbita z tropu.

- To nie jest koniec.- Powiedział w końcu demon.- To dopiero początek…

- Początek?- Powtórzyła jak echo.

- Pamiętaj Filio, koniec to tylko nowy początek kolejnego końca. - Rzucił niby beztroskim

Tonem, ale słuchać w tym było głęboko ukrywaną zadumę. Xellos uśmiechnął się, ale też bardziej fałszywie niż zazwyczaj i odszedł pozostawiając Filię w dziwnym przeświadczeniu, że demonowi może chodzić coś, co nawet jego przyprawiało o niepokój. Trochę ją to martwiło.

Jednak tym, czego jeszcze bardziej się obawiała, były pożegnania, które w końcu nadejdą i zabiorą ze sobą przyjaciół. Już odebrały Amelię i Zela, teraz kolej przyszła, na Astata i Fern, następnie Linę i Goorego, no i na pewno Xellosa.

Północny wiat owiał przyjaciół bawiąc się ich włosami i pelerynami a krainy do niedawna wygrzane złotym słońcem, otulił chłód. Po całodziennym marszu i krótkim postoju, wreszcie odnaleźli stary dziedziniec porośnięty zieloną trawą. Był używany dopiero od pary miesięcy,wcześniej przez setki lat kupcy i podróżnicy omijali go szerokim łukiem z powodów demonów i rabusiów, którzy skutecznie uniemożliwiały podróż. W czasach świetności, zanim Wszechziemia została podzielona, łączył on największe królestwa, a teraz w czasach pokoju ludzie na nowo przypomnieli sobie o jego istnieniu. Przyjaciele ruszyli drogą na wschód, czyli w stronę Lasów Tulereńskich i Sandville, które to wyznaczały wschodnią granicę Sailune. Przy trakcie, którym podróżowali znajdował się mały, zapomniany przez wszystkich fort Temper. Na niebie już pojawiły się pierwsze gwiazdy, gdy grupka podróżników weszła do owej wioski składającej się tylko z paru domów, kuźni stajni i Tawerny „Oberżynka”. Nad budynkami górowała ogromna kamienna budowla łącząca dwa brzegi.

- Nie wiedziałem, że ludzie jeszcze tu siedzą.- Mruknął Xellos drapiąc się po nosie.

- O co chodzi?- Zapytał, Goury który jak zwykle o niczym nie wiedział.

- Fort Temper łączy dwie granice Sailune i lasy Tureleńskie, zbudowano go na dużej rzece

Granicznej Torne.

- Naprawdę?!- Krzyknął uradowany Goury.- To musimy tam śpieszyć!- Dodał dumny ze swojego ukrycia. Reszta rzuciła mu zmęczone spojrzenia i zapukali do

Drzwi gospody nawet nie komentując tego odkrycia. Otworzył im gruby wąsaty karczmarz o roześmianej twarzy i świńskich oczkach.

- Witajcie!- Krzyknął uradowany.- Witajcie drodzy panowie...I panie!- Zaprosił ich gestem do

środka. Wnętrze było wcale przytulne, na ścianach wisiały stare tarcze a w rogu grupa rycerzy śpiewała jakieś wojskowe piosenki.

- Odkąd główny dziedziniec jest bezpieczny, miasteczko ponownie ożyło.- Wyjaśnił z dumą barman.- Ale…ale…Co podać drodzy państwo?

- Kolację i cztery pokoje.- Powiedział Xellos nawet nie zaszczycając go spojrzeniem.

- Niestety, mamy tylko trzy.- Wyjaśnił zmartwionym głosem barman- Piwo też?- Zapytał szybko jakby chciał zmienić temat. Demon rzucił Filii przepraszające spojrzenie, lecz smoczyca wzruszyła ramionami.

- Trudno, będziesz spał na wycieraczce.- Zaśmiała się.- Bierzemy trzy, a dla mnie poproszę mleko, skoro nie ma herbaty.- Poprosiła uśmiechając się przymilnie do barmana i odeszła. Karczmarz zaśmiał się i podkręcił wąsy oczarowany urokiem młodej damy. Nagle otrzeźwiał i zamrugał nerwowo.

- Zaraz!- Krzyknął za nią.- Skąd panienka wiedziała, że...

- I tak się panu nie powie.- Przerwał spokojnie kapłan.- Ja też proszę o mleko.

- Zaraz będzie.- Oświadczył barman i jak powiedział tak też się stało. Zaraz stół zaskrzypiał pod

Ciężarem zwyczajnych i prostych, ale za to smacznych dań.

Przyjaciele usiedli bez słowa do posiłku i nawet Lina z Gourym nie kłócili się tak jak zawsze. Z jakiegoś powodu, nad stołem wisiała jak kowadło atmosfera sztucznej radości i boleśnie prawdziwej goryczy. Nagle Lina postawiła z hukiem kubek na stole i podniesionym głosem powiedziała:

- I co będziemy siedzieli jak te smętne osły, tylko, dlatego, że udało nam się uratować świat?!- Zapytała zirytowana. - To aż takie straszne!?

- Nie, ale…- Powiedziała Fern i zawahała się.- Jak kontynuować mamy przerwane wątki? Jak możemy wrócić do tego, co było, skoro wszystko się zmieniło?- Zapytała rozglądając się po zatroskanych twarzach przyjaciół.

- A czy w ogóle mamy jakiś wybór?- Prychnęła wiedźma wpychając do ust kawałek udźca jagnięcego. Jednak z jakiegoś powodu mięso obracało się w ustach w popiół, a piwo nie przynosiło ulgi ściśniętemu z żalu gardłu.

- No, ale przecież, będziemy się jeszcze widzieli! - Zaprotestował nagle Goury i uśmiechnął się do wszystkich. - Hej ludzie! Co nas powstrzymuje? Będziemy się odwiedzali! Prawda?- Zapytał unosząc ku górze kufel piwa. Odpowiedział mu cichy pomruk i wszyscy zgodnie podnieśli swoje trunki, jakby wypicie toastu miało być przypieczętowaniem umowy. Filia upiła łyk mleka i zapewne przyniosłoby jej to ulgę gdyby nie fakt, że kątem oka zaobserwowała jak Xellos ledwo umoczył usta w napoju. Na chwilę napotkała spojrzenie jego oczu, dziwnych, zwierzęcych i przyprawiających ją o drżenie. Zaszokowana tym odkryciem szybko odwróciła wzrok i zwróciła się do Liny.

- Co macie zamiar zrobić? Po tym jak odprowadzicie mnie do Sandville, osiądziecie gdzieś na zimę, czy…- Zaczęła pytanie, ale wiedźma już pośpieszyła z odpowiedzią.

- Myśleliśmy z Gourym, żeby odwiedzić te miejsca gdzie nas jeszcze nie było. Tą ogromną puszczę, o której mówiliście, Akkarę- Powiedziała Lina wyliczając na palcach. Fern zakrztusiła się kromką chleba, na dźwięk tych słów.

- Jest jeszcze tyle skarbów i kuchni.- Wytłumaczył Goury klepiąc krztuszącą się kobietę po plecach.

- No a ten świat nie wygląda na takich, co by teraz potrzebował bohaterów.- Dodała czarownica i nagle podskoczyła, bo tuż przy jej boku pojawił się obłok czarnej pary.

- Jesteś pierwszą osobą, która się cieszy z bycia bezrobotną.- Oświadczył im znajomy głos a po chwili z obłoku pary wyłoniły się Maut i Shinigami.

- Co wy tutaj robicie?!- Zapytał Astat, który wciąż nie mógł pogodzić się z tymi nagłymi odwiedzinami istot spoza ich świata.

- Zwiewamy z zajęć.- Wyjaśniła im Shinigami rozkładając bezradnie ręce.- Nie przeszkadzajcie sobie.- Dodała i sięgnęła po jabłko. - My tu tylko w jednej sprawie.

- Jakiej sprawie?- Zapytała podejrzliwie Lina.

- Takiej, która cię nie dotyczy.- Oświadczyła, Maut. Czarownica zrobiła lekko urażoną minę, ale milczała. Od momentu przybycia dwóch dziewczyn rozmowa kleiła się jeszcze słabiej niż na początku i wkrótce Xellos, Filia i Fern odeszli od stołu znikając gdzieś w mrokach korytarza. Maut i Shinigami także się rozpłynęły bez słowa wytłumaczenia.

- Cóż, jutro się rozstajemy.- Powiedział Astat z wymuszonym uśmiechem.

- Już jutro?- Jęknął Goury.

- Musimy wracać do Akkary i tak już za długo nas tam nie było. Nie wiadomo, co Ściemnak wyprawia, poza tym królowi nie przystoi tak długo pozostawać poza granicami własnego państwa.

Nastała już noc, kiedy wszyscy się porozchodzili do swoich pokoi. Xellos gdzieś wybył, więc Filia uznała, że wziął na poważnie tekst z wycieraczką i spał grzecznie pod drzwiami, położyła się, więc nie czekając na niego. Nie mogła wiedzieć, że demon miał do załatwienia parę niedokończonych spraw i tej nocy odbył naprawdę parę długich podróży i rozmów. Gdy wrócił, Xellos zastał towarzyszkę pogrążoną w głębokim śnie, rozłożoną niedbale na łóżku z włosami rozrzuconymi dookoła głowy i spływającymi złotymi kaskadami z poduszki. Uśmiechnął się do siebie na ten widok i ostrożnie, tak żeby nie obudzić śpiącej dziewczyny, wsunął jej ręce pod kark i bok. Uniósł ją z łatwością i przesunął trochę.

- Jesteś strasznie samolubnym smokiem, wiesz? - Powiedział cicho kładąc się obok.

- Ale co ja poradzę, że takie smoki lubię najbardziej?- Westchnął

Nazajutrz przyjaciół obudziły jasne promienie słońca próbujące się wedrzeć do pokoi przez zakurzone szyby.. Lina przeciągnęła się i rzuciła w śpiącego Gourego szczotką do włosów.

Wstawaj kasztanie.- Mruknęła i sama wygramoliła się z łóżka. Wyjrzała przez okno i ujrzała ciężkie mgły dźwigające się nad ciemnym, posępnym lasem Tureleńskim. Odetchnęła głęboko wilgotnym powietrzem.

- No Goury, musimy się stąd ewakuować, bo jeszcze zima nas zastanie.- Powiedziała do szermierza, który podszedł do niej.

- Przeszkadzałoby ci to?- Zapytał także wyglądając przez okno.

- Zależy, w jakim towarzystwie- odparła i odwróciła się w stronę przyjaciela.- Ale idziemy na

Południe?- Zapytała z nutą prośby w głosie. Szermierz roześmiał się i poczochrał rudej grzywkę.

- Co za pytanie?!- Powiedział.- Przecież mieliśmy spróbować wszystkich potraw!

- Wiesz, że będzie to trwało rok lub więcej?- Zapytała wiedźma.- Wytrzymasz tyle?

- To tylko rok.- Uśmiechnął się do przyjaciółki.- Zresztą, chyba jesteśmy na siebie skazani.- Zaśmiał się wzruszając ramionami.

- Chyba.- Potwierdziła Lina i przed zamknięciem okna po raz ostatni zerknęła na las. Chwilę później wraz z Gourym zeszli na dół, na śniadanie. Przy stole już siedzieli Fern, Astat i

Xellos.

- No jesteście.- Mruknął kapłan wskazując na puste miejsca.- Czekaliśmy na was.

- Hej i tak nie jesteśmy ostatni.- Rzuciła Lina i przysunęła sobie krzesło. Chciała sięgnąć po chleb jednak zaraz napotkała karcące spojrzenie pozostałych. Widocznie nie zamierzali zaczynać bez Filii.

- Xellos bądź tak łaskawie ruszyć cztery litery i ściągnij tu blondynę.- Mruknęła czarownica. Ku jej zdziwieniu kapłan posłusznie wstał i poszedł na górę. Ostrożnie nacisnął klamkę, żeby nie budzić dziewczyny, jednak, gdy wszedł do środka Filia wcale nie spała, tylko stała w oknie i patrzyła na horyzont.

- Wszyscy na ciebie czekają.- Zaczął wchodząc do środka.

- Zaraz przyjdę.- Odpowiedziała. Kapłan podszedł do Filii i zapytał:

- Co ci znowu chodzi po głowie, co?

- Zastanawiałeś się kiedyś, czy coś jest, tam po za morzem.- Zapytała powoli.

- Zastanawiałem.- Przyznał.

- I?

- Zastanawiałem się nad wieloma rzeczami.- Powiedział unikając odpowiedzi.- Na przykład, dlaczego pewien cholernie uparty smok nie zejdzie na dół i nie da mi spokojnie wypić kubka czegoś ciepłego.- Oświadczył. Filia przyjrzała się mu i westchnęła ciężko.

- No dobra, chodźmy.- Powiedziała i zeszli na dół.

Przejście przez most odbyło się bez żadnych przeszkód, celnicy byli całkiem mili a odprawa krótka. W połowie mostu Fern i Astat przystanęli i pożegnali się z przyjaciółmi.

- Czas na nas.- Powiedziała dziewczyna uśmiechając się z trudem.

- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.- Powiedział Goury ściskając dłonie przyjaciół.

- Na pewno.- Odpowiedział Astat z uśmiechem- Przecież i wy udajecie się na południe.

- Za parę dni.- Sprostowała Lina. Cała szóstka pożegnała się, życząc sobie szczęścia i tak rozeszli się na moście nad rzeką Torne. Odeszła kolejna część ich przygody, tak zwyczajnie z uśmiechem na twarzy. Teraz nie pozostało im już nic jak tylko iść przed siebie. Więc szli.

- To był rok.- Zaśmiała się Lina zakładając ręce za głowę i spoglądając na czyste błękitne niebo.

- Taaa- przytaknął Goury- A ja myślałem, że to, co przeszliśmy trzy lata temu to był już szczyt.

- Chyba na takie rzeczy nie ma limitu.- Zaśmiała się Lina.- Chociaż, wygląda na to, że mimo wszystko udało nam się go osiągnąć. Czuję, że to była nasza ostatnia przygoda Goury.- Powiedziała i chwyciwszy szermierza za brzeg koszuli, przyśpieszyła kroku.

Xellos i Filia szli za nimi nie odzywając się wcale tylko, co jakiś czas wymieniając posępne spojrzenia. Nawet czarownica odzywała się rzadziej niż zazwyczaj a Goury gadał mniej głupot. W ten oto sposób osiągnęli ciemną i wilgotną granicę Lasu Tureleńskiego, za którym już leżało Sandville, miasteczko, w którym mieszkała Filia.

- To tędy szliśmy w zeszłym roku?- Zapytała Xellosa Lina przyglądając się znajomo wyglądającej ścieżce. Kapłan kiwną głową.

- Za dzień będziemy w Sandville- westchnął. Weszli do lasu, tak gęstego, że droga przez niego

Przypominała podróż tunelem. Złote liście sypały się na głowy podróżników jak drogocenny deszcz szumiąc przy tym zupełnie jak płatki prawdziwego złota. W powietrzu unosił się przemiły żywiczny zapach, który uderzał do głów wędrowców zwalniając ich kroki oraz umysły. Na drzewach przysiadały szare ptaki przyglądając się ze zdziwieniem wędrowcom a od czasu do czasu z trawy czy krzaków wychylił pyszczek jakiś zwierzak z zaskoczeniem obserwując podróżników. Było ciepło, pięknie oraz błogo. Sielankowy nastrój udzielił się wszystkim do tego stopnia, że w pewnej chwili Lina podniosła duża garść liści i wysypała je Gouremu na głowę. Szermierz odpłacił się wiedźmie przewracając ją na miękkie podszycie, a niedługo potem Xellos i Filia, wśród pisków i wrzasków także dołączyli do zabawy. Biegli tak przez las obrzucając się liśćmi, i przewracając przez jakiś czas zupełnie nie zwracając uwagi na to gdzie są. To był ich błąd, bo nim się obejrzeli zbiegli z drogi i ścigali się między gęstymi drzewami. Nagle Lina, zgodnie ze swoim zwyczajem potknęła się i wśród wrzasków i przekleństw sturlała się z ogromnej górki. Przyjaciele zbiegli za rudzielcem.

- Nic ci nie jest?- Zapytał Goury śmiejąc się i klękając przy przyjaciółce.

- Chciałbyś.- Mruknęła Lina i wstała spoglądając przed siebie. Przed nimi rozciągała się duża

- Szmaragdowa dolina, pozłacana liśćmi otaczającej ją lasu. Nie ulegało wątpliwości, dotarli do Sandville.

- No to jesteśmy.- Westchnął Xellos i strzepną sobie z ramienia jakiś listek. Po raz pierwszy osiągnięcie ich celu podróży wywołało u przyjaciół takie niezadowolenie.

- Idziemy…- Zarządziła markotnie Lina i ruszyła na przód, jednak ani Xellos ani Filia ani też Goury nie mieli najmniejszego zamiaru się ruszać z miejsca.

- O co chodzi?- Zapytała odwracając się do przyjaciół.

- No wiesz...-Zaczęła niepewnie Filia- Już zachodzi słońce, zanim tam dojdziemy, będzie już ciemno. A mój dom nie był sprzątany od roku…i w ogóle.

- Właśnie- zawtórował jej Xellos- Pukać po zmierzchu do bram? To bez sensu...

- Przecież możecie się teleportować.- Powiedziała zaskoczona tą nagłą zgodą Lina.

- Nie chcę wzbudzać sensacji.- Wyjaśniła smoczyca. - Wolałabym normalnie wrócić. Wiesz jak plotki sąsiadów potrafią życie uprzykrzyć?

- Nooo doobraaa.- Zgodziła się w końcu ruda przyglądając się podejrzliwe przyjaciołom.

- To, co jemy?- Krzyknął nagle Goury klaszcząc z radością w dłonie. Nim ktokolwiek mu odpowiedział, wszyscy zabrali się za rozbijanie obozu.

- Idę po drewno!- Krzyknęła Filia i zniknęła w lecie.

- Ty przygotuj jakiejś miejsce do spania.- Powiedział kapłan - Ja znajdę coś do jedzenia.- I pobiegł za Gourym i smoczycą.

Czarownica pokręciła głową i rozsiadła się na ziemi w oczekiwaniu na przyjaciół. Pożegnania naprawdę im źle robiły i pomyśleć, że tym razem rozstaną się…na zawsze.

W tam czasie Filia chodziła po lesie i rzucała kolejnymi patykami w stronę miasta.

- Hej Filia! Wystraszysz mi zwierzęta!- Syknął Goury, który znalazł ją, szukając źródła hałasu..

- Przepraszam.- Mruknęła i rzuciła ostatnim patykiem.

- Nie widzę w tym większego sensu. - Powiedział szermierz.- Chyba miałaś je zbierać a nie rozrzucać.

- Wiem, że to głupie.- Westchnęła Filia wracając do zbierania chrustu.

- To, dlaczego to robisz?-

- Bo nie chcę tam wracać.- Wyjaśniła. Goury zamyślił się.

- To nie wracaj.- Powiedział beztrosko. Filia uśmiechnęła się.

- A gdzie mam iść?-

- Gdzie chcesz?- Powiedział uśmiechając się do dziewczyny.- My z Liną zawsze chodzimy tam gdzie chcemy. Przestań się gryźć.- Dodał i potargał grzywkę blondyny.

- Tyle chrustu wystarczy idź już do Liny.- Dodał i odszedł. Filia chwilę stała zastanawiając się czy nie zrobić czegoś szalonego, nie uciec. Ale to byłoby bezcelowe, nic by nie zmieniło. Wiedziała, że musi wrócić, nawet, jeżeli jej serce z jakiegoś powodu wzdrygało się przed tym. Westchnęła i przytłoczona własnymi rozmyślaniami wróciła do obozu, gdzie już czekała na nią reszta. Rozpalili szybko ognisko i rozsiedli się dookoła niego.

- Wiecie, co? Nie wierzyłam, że to się skończy.- Powiedziała nagle Lina, zadzierając głowę i przypatrując się granatowemu niebu.

- Chyba nikt nie wierzył.- Powiedział Goury-, Ale mimo wszystko udało na się. To takie nierealne, prawda?

- Aż za bardzo.- Mruknęła Filia wlepiając spojrzenie we własne stopy..

- Uuuuu zawiało chłodem.- Skomentował to kapłan i nagle rzucił się do tyłu i położył na wilgotnej trawie.

- Chyba jej się nie dziwię.- Powiedziała czarownica wzdychając.

- No Lina...Już drugi raz mieliśmy się nigdy więcej nie zobaczyć.- Powiedział Xellos z zadowoleniem.- Jak tak dalej pójdzie wpadniemy na siebie w najbliższym roku?

- Czy to jest zaproszenie?- Zapytała go czarownica.

- Dokąd?- Zdziwił się kapłan.- Przecież ja nie mam domu.

- To może obietnica…pewnie już masz w głowie kolejny plan. Lub znalazłeś jakieś kłopoty, w które chcesz nas wciągnąć.- Domyśliła się Lina a gdy to mówiła jej głos od razu stał się żywszy i weselszy. Xellos westchnął i usiadł na trawie.

- Nie tym razem Lino.- Powiedział z uśmiechem.- Myślę, że to był ostatni raz, kiedy ściągnąłem

Na was kłopoty. - Dodał i w ten sposób zakończyła się rozmowa. To oświadczenie demona było jak wyrok, który odebrał im ostatnią nadzieję na to, że coś jeszcze ciekawego może się wydarzyć. Ale nie mieli, co narzekać, przecież przeżyli tyle przygód, że pewnie wystarczy im do końca życia i najprawdopodobniej do końca życia, będą się razem spotykali wspominając stare czasy. Przynajmniej takie mieli pocieszenie, że wszyscy będą zawsze w dalszej lub bliższej okolicy…zawsze będą mogli się spotkać, chociaż w praktyce to pewnie nie wyglądałoby tak łatwo.

Obudzili się zmarznięci jak rzadko. Krople wody osiadły na ich twarzach i przemoczyły ubrania do suchej nitki. Cała czwórka wstała szczękając zębami przeklinając cienkie peleryny, którymi byli okryci i próbując rozpalić jakieś ognisko z wilgotnych gałązek. Filia ściągnęła swoją i przerzuciła woląc już nie mieć na sobie nic, niż kawałek ciężkiego od wody materiału.

- No to nie jest dobry pomysł.- Skomentował to Xellos patrząc na odsłonięte ramiona dziewczyny.

- Ta znacznie lepiej jest nosić mokrą pelerynę.- Odpowiedziała Filia pakując swoje rzeczy. Kapłan ściągnął z jej ramienia jasną szatę jak gdyby nigdy nic.

- Hej! Oddawaj!- Krzyknęła wymachując rękami. - Teraz na głupawe żarty ci się zebrało?!

- Masz- mruknął Xellos zrzucając jej na głowę swoją własną pelerynę.- Moja już wyschła.-

Dodał i odszedł wraz z białym płaszczem Filii, co by była zmuszona do użycia tego, co dostała.

Kiedy dziewczyna wygrzebała się spod materiału, demon już był parędziesiąt dobrych metrów przed nimi a Lina i Goury stali i gapili się na Filię jak na jakieś zjawisko? Ale między bogami i prawdą…to było zjawisko.

- No, co?- Fuknęła i poczuła jak robi się jej gorąco.

- Jak to możliwe, że jego jest sucha!- Wyjąkała w końcu Lina łapiąc za koniuszek czarnego materiału.- I na bogów! CIEPŁA!

- Idź i zapytaj.- Mruknęła i wstała. Już się obawiała, że czarownica będzie się czepiała tego, że demon dał jej tą głupią pelerynę i zrobi z igły widły. W sumie, sama czuła się lekko skrępowana tym nagłym aktem przyjaźni.

- Nie mamy wyjścia, musimy już iść.- Z zadumy wyrwał ją głos Gourego. Skinęła głową i wraz z szermierzem i czarownicą, dogonili demona, który szedł przed siebie nie zwracając na nich większej uwagi. Było już prawie południe, kiedy zbliżyli się do bram miasta. Na widok pierwszych domów na ustach Filii pojawił się grymas, który miał być wymuszonym uśmiechem a wyglądał tak jakby smoczyca chciała rozwalić całe miasto. Mimo to przekroczyli bramy i oto oficjalnie znaleźli się, w Sandville, teraz od domu Filii dzieliło ich tylko całe miasto. Godzina drogi i koniec tego, co zaczęło się rok temu. Maszerowali wyjątkowo powoli, jakby wcale nie mieli ochotę wracać, więc w którymś momencie Filia skorzystała z okazji i podbiegłszy do Xellosa popukała go w ramie.

- Co jest?- Zapytał odwracając się.

- Masz.- Powiedziała i wcisnęła mu w dłonie jego pelerynę złożoną w równą kostkę

- Dziękujęcibardzonietrzebabyłoatakwógóletoażsięzdziwiłamtakiejuprzejmościpodemoni... znaczyjachciałampowiedzieć, żetego…

- Nie ma, za co…- Przerwał jej Xellos i odebrał swój płaszcz. Po chwili ściągnął z ramienia pelerynę dziewczyny i niby niedbałym ruchem zarzucił ją na jej ramiona.

- Filia, ty się rumienisz?- Zapytał przyglądając jej się z zaskoczeniem, ale Filia szybko odwróciła się do niego plecami i fuknęła:

Niedoczekanie twoje! - I ruszyła na przód pozostawiając zaskoczonego Xellosa samego z samym sobą. W pewnej chwili tknęła go jakaś dziwna myśl, że chciałby jeszcze ostatni raz posprzeczać się z dziewczyną, ale właśnie minęli ostatnie domy i zaczęli wspinać się na pagórek, na, którym stała chatka Filii. Cała czwórka zatrzymała się przed drewnianą, niegdyś białą furtką jej domu. Nie było wątpliwości, że smoczyca będzie miała sporo pracy z doprowadzeniem swojego miejsca zamieszkania do pierwotnego stanu. Ogród był zapuszczony i zarośnięty chwastami, tam gdzie coś było malowane, poodskakiwała farba pozostawiając brudne szare placki a dach domu był uszkodzony. Mimo to miejsce jak zwykle było urocze i ciepłe.

Zapadła cisza przerywana jedynie pokrzykiwaniami ptasich dyszkantów. Wiatr bawił się kolorowymi liśćmi wplatając je w rozwiane włosy czwórki przyjaciół stojących u progu domu smoczycy. Nadeszła chwila, której się wszyscy obawiali.

- Pewnie się jeszcze spotkamy.- Powiedziała po dłuższym milczeniu Lina.

- Pewnie tak.- Potwierdziła słabym głosem Filia. Serce z żalu ściskało jej krtań.

- To, co? Może za rok u Amelii?- Zaproponowała czarownica a smoczyca w milczeniu wyraziła zgodę.

- A Zel?- Spytał szermierz.

- Z nim nie będzie problemu.- Zaśmiała się Lina znacząco na niego spoglądając. Wszyscy się zaśmiali, lecz nagle wiedźma spoważniała i powiedziała:

- Cóż, czas na nas.

- Musimy zdążyć przed zimą.- Zawtórował jej Goury. Filia ze smutnym uśmiechem pokiwała głową i uściskała oboje przyjaciół.

- Uważajcie na siebie.- Powiedziała zdławionym głosem.- I pamiętajcie, że zawsze jesteście mile widziani.- Dodała. Teraz kolej przyszła na Xellosa, kapłan wyprostował się i uśmiechną w swój typowy sposób.

- Cóż, żegnajcie. - Powiedział wzruszając nieznacznie ramionami.- Moja praca, tutaj, już jest zakończona, nadszedł czas rządów ludzi. -Dodał uśmiechając się do każdego po kolei.

- Nie powiem żebym szczególnie lubił pożegnania, wolę po prostu zniknąć, ale wam chyba należy się jakieś wyjaśnienie.

- Co ty opowiadasz?- Zapytała Lina, ale kapłan rozejrzał się tylko i westchnął powoli.

- Śmieszne, że w końcu, tu, w tym samym miejscu gdzie wszystko się zaczęło, kończą się nasze przygody. - Powiedział bardziej do siebie niż do reszty. Nagle jego spojrzenie powędrowało w kierunku lasu, reszta też tam spojrzała. Nie byli pewni, ale tam ktoś chyba był.

- Już czas.- Powiedziała ciemna postać, która stała przy drodze prowadzącej do lasu. Filia spojrzała na kapłana a potem na sylwetkę stojącą w cieniu drzew.

- Co to znaczy?- Zapytała szybko czując jak żelazna obręcz zaciska się na jej żołądku.

- Mieliśmy powstrzymać Niszczyciela. I powstrzymaliśmy.- Powiedział spokojnie demon.- Ale moja rola już się skończyła- dodał. - W tym świecie nie ma już miejsca dla mnie.

- Chyba nie mówisz tego poważnie?- Powiedziała szybko smoczyca starając się zatrzymać łzy napływające do jej oczu. - Nie możesz, tak po prostu odejść.

Kapłan uśmiechnął się do niej i pogrzebał w kieszeni. Podszedł do niej i pochyliwszy się zapiął coś na szyi. Była to biała Merkaba.

- To dla ciebie smoku- szepnął jej na ucho i zwrócił się w stronę Liny i Gourego. Szermierz uśmiechnął się i po męsku podał rękę demonowi.

- Nie powiem żegnaj- zaczął- tylko do zobaczenia, tak na wszelki wypadek. - Xellos kiwną głową i podszedł do Liny, czarownica uścisnęła serdecznie demona i uśmiechnęła się do niego.

- Jesteś największym problemem, jaki miałam. - Powiedziała szczerze się uśmiechając. Kapłan potargał jej grzywkę.

- Ciekawie było cię poznać Lino Inverse. - Oznajmił i odwrócił się do Filii. Dziewczyna szybko

Otarła oczy rękawem starając się zachować zimną krew. Demon uśmiechnął się do niej i starł ostatnią łzę z jej policzka, poczym powoli uniósł głowę do góry. Stali tak chwilę wpatrując się w siebie i nagle Xellos przytulił dziewczynę, gładząc powoli jej bladozłote włosy. Poczuł jak jej łzy moczą jego koszulę a smoczyca mocniej zaciska ręce na jego plecach.

- Trzymaj się, mój ulubiony złoty smoku. - Powiedział i już po raz ostatni przyjrzał się

Zapłakanej dziewczynie zapisując w pamięci każdy szczegół, a potem… A potem uśmiechną się do przyjaciół i odwrócił w stronę ozłoconego lasu gdzie czekała na niego tajemnicza postać. Chwilę później przyjaciele mieli okazję obserwować jak mroki lasu rozjaśniają się oślepiającym, białym światłem rozmywając dwie ciemne postaci. Chwilę później światło zgasło, a las znów ściemniał i rozbrzmiał pohukiwaniami ptaków i płaczem wiatru.

I tak oto, po czternastu miesiącach, co do dnia, cała przygoda dobiegła końca, a cała szóstka bohaterów, choć na wieki połączoną więziami przyjaźni rozeszła się po świecie. Już nigdy nie przeżyli tak wielkiej przygody, lecz te wydarzenia na zawsze zostały w ich sercach i pamięci.

Goury i Lina rzeczywiście wybrali się na południe, odwiedzili najpierw Mumurwoods a potem

Elebereth, szukali też władcy lasów, lecz ten nie pojawił się na liczne nawoływania czarownicy.

Odnaleźli za to swoje dwa sfinksy, kompletnie zdziczałe nawet nie chciały do nich podejść.

Goszczeni byli przez samego króla Astata i długo przebywali w białych salach Akkary jednak

niestety nie udało im się odnaleźć skarbów, o jakich marzyli, zawód zrekompensowały im

Niezwykłe kulinarne doświadczenia, których sobie nie szczędzili.

Zelgadis tak jak obiecał został u Amelii na zamku, najpierw jako bliski przyjaciel i doradca,

Potem jako władca. Sailune dzięki jedności i staraniom ludzi stało się ośrodkiem kultury i magii w Wewnętrznym Świecie i najświetniejszy miastem w historii dziejów. Przez całe wieki wspominano osiągnięcia, rozwój nauki i wspaniałe rządy tamtych czasów, przytaczając je jako wzór państwa idealnego. Mimo tego, chociaż szanowana, para królewska była uważana, za co najmniej dziwną. Często mówiono, że widziano ich jak wymykają się w nocy z zamku by potem nie pojawiać się przez wiele dni, jednak wszyscy bardzo szybko wybaczyli i przywykli do tego dziwactwa.

Filia parokrotnie chciała odlecieć na północ, jednak zawsze coś kazało jej zostać w tym małym domku, gdzie rozstała się z przyjaciółmi. Prowadziła spokojne, uporządkowane życie, zupełnie inne od tego, które naprawdę chciała wieść. Z czasem jednak przyzwyczaiła się do braku swobody i ku wielkiej radości księcia Zehira zaczęła odwiedzać Driael, dwór króla smoków.

Xellos od czasu, gdy zniknął w białej poświacie nigdy więcej się nie pojawił a słuch o nim zaginał. Wielkiego demona, jedynego, który się zbuntował historia potraktowała nader łagodnie, przedstawiając go chwilami nawet jako bohatera, walczącego o dobro świata. Jako, że jego zniknięcie nie było dosyć patetyczne jak na status bohatera szybko pojawiło się parę cudownych legend o niezwykłej śmierci Xellosa.

Astat i Fern długo zasiadali na tronach w Akkarze utrzymując przyjazne stosunki z Amelią i Zelgadisa oraz paroma innymi starymi znajomymi. Europa, młodsza siostra Astata odpłynęła pewnego dnia za ocean i już nigdy nie wróciła, jednak ludzie, którzy przypłynęli z powrotem na Wszechziemię mówili, że natrafiła na nowy ląd, który nazwano jej imieniem.

Śmierć i Shinigami także pozostawiły ten świat sam sobie. Jedynym problemem były braki w bogach, ale z tym poradzono sobie tworząc magiczny artefakt... filar, którzy podtrzymywał świat.

Dynast wraz z Cogisem rozkręcili interes w Pacanowie, podobno całkiem dobrze im się powodziło. Dolphin, po tym jak zatopiła Wolf’s Pack nigdy więcej nie widziano.

Gienek i Jadwinia utrzymywali bardzo przyjazne stosunki z Filią jednak, kiedy Zantora postanowiła odejść, zakończyło się ich życie po śmierci i zostali pochowani w pobliżu starej katedry.

Minotaury z jamy Baltazara także zrobiły niezły interes, tworząc sieć hoteli Burl al. Rabal. Już nie szukają Hydraulika.

W miejscu gdzie stał Kryształ postawiono ogromne sanktuarium, w którym umieszczono naznaczoną magicznie księgę Klucz Niebieski, w której spisano nowe zasady istnienia świata... tak, to był ten artefakt, który uzupełniał braki bogów

Rozpoczęły się czasy panowania ludzi, bogowie i demony zniknęli ze świata i rozpłynęli się w niepamięci. Okres ten opisywany był przez historyków jako wspaniałe czasy pokoju i dobrobytu, przecież wybuchły wtedy, jedynie trzydzieści trzy wojny. Tak właśnie zakończyła się kolejna era dając początek nowym czasom, nazwanym później Czasami Drugiej Ciszy.



Posłowie.

I skończyła się wreszcie historia Amelii, Liny, Filii, Zela, Goorego i Liny. Nie ukrywam, że piszę te słowa z dużą radością, ale i pewnym rozżaleniem, bo przecież po dwóch latach pisania(zaczęłam 14.02.2005) Człowiek zżył się ze światem, który stworzył i postaciami, które teraz żyją własnym życiem. Mam nadzieję, że nie rozwścieczyłam tym opowiadaniem żadnego z was drodzy Czytelnicy a szczerze mówiąc żywię nikłą nadzieję, że Wam się podobało.

Jednocześnie chciałam bardzo podziękować wszystkim, którzy do mnie pisali, bez nich pewnie przestałabym pisać w trakcie drugiego rozdziału. Duży bukiet kwiatów należy się przede wszystkim dla mojej ukochanej i jedynej bety Kórczaka, która chyba jako jedyna przeczytała DOD’a- w każdym razie zna lepiej ode mnie zarówno tą historię jak i prawidła języka polskiego. Kolejne podziękowania są dla WacłaVa, bez którego nie miałabym słowniczków dla dociekliwych, bez których pewnie sama bym się pogubiła. Ostatnie dziękuję jest dla Ciebie czytelniku, za to, że przeczytałeś, i że nie wysłałeś mi listu z pogróżkami za ingerencję w świat Slayersów. Tymi oto słowy kończę swoją grafomańską działalność na czas nieokreślony i żegnam się ze wszystkimi. Au revoir!!!


27.12.2007

Socki

Poprzedni rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Lady Baba : 2011-09-07 10:07:11
    Wybitne

    To jest genialne! Okazuje się, że można napisać fica i zrobić to dobrze. Ty to zrobiłaś. Days of Destroyer są jak książka. Oczywiście, można znaleźć tam parę błędów ale generalnie do całego opowiadania nie można się przyczepić. Jest przemyślane od początku do końca, zabawne, pełne zwrotów akcji, chwilami romantyczne. Zrobiło na mnie ogromne wrażenie i jestem szczęśliwa, że Slayersi mają takie opowiadanie. Taka wersja wydarzeń podoba mi się sto razy bardziej niż nowe serie(które swoją drogą są okropne). Nawet zakończenie jest utrzymane w konwencji zakończenia Slayers Try. Po prostu Super !!!

  • Guenh : 2011-06-18 17:07:54
    Mishka

    Mishka, zapraszamy na nasze forum slayers: http://www.slayersfans.pun.pl/

    Tam dowiesz się o wiele więcej o tym fanfiku :)

  • Mishka : 2011-06-18 15:24:21

    Znalazłam linka do twojego opowiadania pod rysunkiem na deviantarcie(han-ka).

    To zdecydowanie najlepszy fic Slayers jaki czytałam. Właściwie jedyny, który jest przemyślany od początku do końca. Czytałam z zapartym tchem- jak książkę. Oczywiście, nie wszystko mi się podobało. Przyznam się, że marzył mi się jakiś romans a tutaj praktycznie nic takiego nie ma( co też jest rzadkością w ficach) i zakończenie jest bardzo smutne. Niby wszystko kończy się dobrze ale jest takie ciężkie. Tyle razem przeszli i zwyczajnie się żegnają ? I Xellos tak po porostu odchodzi.

    Całe szczęście zobaczyłam, że jest jeszcze Klucz niebieski. Może to jakoś zaspokoi moje marzenia :)

  • Guenh : 2011-05-20 00:43:40
    jasne, ale...

    ... jedno nie wyklucza drugiego :) Pewnie jak Socki skończy Klucz to już nigdy do ficków nie wróci i będę mogła się chwalić że znam autorkę światowego bestsellera :P Lecz póki co to każde pisanie rozwija, a przynajmniej pomaga nabrać rozpędu

  • Socki : 2011-05-19 13:53:35
    oj tam ...

    Emmm... dziękuję bardzo :)

    Hm, widzisz, Slayersi to taka moja... zabawa. Znaczy, zaczęłam właśnie od ficów... teraz mam trzy własne opowiadania a rodzina upiera się żebym je wydała ale... jakoś na razie nie jestem przekonana co do swoich umiejętności, więc wciąż się bawię ficami... pozwalają mi się odstresować :) Dziękuję bardzo za zachętę... może jak nabiorę pewności siebie to pomyślę o dokończeniu mojej największej pracy :)

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze
  • Pokaż komentarze do całego cyklu