Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Bez tytułu

Totalny trolling

Autor:O. G. Readmore
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Komedia, Parodia, Przygodowe
Uwagi:Alternatywna rzeczywistość, Wulgaryzmy
Dodany:2014-12-06 08:00:40
Aktualizowany:2014-11-25 20:43:40


Następny rozdział

Dawno, dawno temu za górami Shoutboxowymi, za lasami książkowymi, za fandomami i dolinami nieprzebytymi żył sobie mały user imieniem Resu. Był on większy od trolla, ale mniejszy od Admina. Wyglądał całkiem normalnie jak na usera przystało, bo był w posiadaniu pary rąk, pary nóg oraz głowy, z pełnym wyposażeniem, zaczepionej na krótkiej szyi. Prowadził spokojne życie na skraju polany i niczym się nie przejmował. Ludzi widywał rzadko, a czytelników jeszcze rzadziej, aż do dnia, w którym jego średnio-ważny los splótł drogę z pewną dziewoją, która wydawało się, cierpi na zaburzenie osobowości, lub jak sama to określała "posiadała mocną, przywódczą osobowość" (cokolwiek to oznaczało).

Tamtego poranka Resu wybrał się nad rzekę, gdzie łowił pływające spamy, i tu jako autor, a zarazem narrator tej pokręconej historii śpieszę z wyjaśnieniem, iż pływający spam to rodzaj ryby słodkowodnej z rodziny karpiowatych.

- Dalej, rybko! - zawołał, najwyraźniej nie rozumiejąc, że wędkując należy zachować spokój. - Złap się na haczyk!

- A!!! - odpowiedziało coś, co z pewnością rybą słodkowodną z rodziny karpiowatych nie było.

Krzyk powtórzył się. Tym razem był wyraźniejszy. Resu, jako że należał do bardzo bystrych młodzieńców, domyślił się, iż owy krzyk dobiega z Lasu Straconego Czasu. W tym samym momencie na polanę wbiegła jakaś dziewczyna (najprawdopodobniej właścicielka krzyku). Zauważywszy Resu zawołała:

- Ratunku! Trollują mnie! Trollują mnie!

Tuż za dziewczyną biegły trzy trolle: średni, mały i brzydki.

- Płoszycie mi spamy! - zawołał z rozżaleniem Resu.

Wszystko jednak wskazywało na to, że trolle miały tą informację w głębokim poważaniu, zaś dziewczyna była zbyt przerażona, aby przejąć się jakimiś tam rybami z rodziny karpiowatych.

Ich ignorancja rozzłościła Resu, który zaczął wymachiwać wędką w powietrzu. Używając tej niezwykle finezyjnej techniki o nazwie uderzenie wędką w łeb, przywalił średniemu trollowi. Siła ciosu była na tyle potężna, że wędka złamała się na pół. Oszołomiony napastnik odwrócił się i wpadł na brzydkiego trolla. Trzeci troll, ten mały, potknął się o swoich towarzyszy i legł na ziemię z impetem. I wtedy Resu zadał mu ostateczny cios wbijając w niego wędkę.

- Dzięki - westchnęła z ulgą nieznajoma. - Myślałam, że już po mnie.

- Po mojej wędce jest na pewno - stwierdził Resu, przyglądając się kawałkowi wędki wystającemu z kuperka trolla.

- Młodzieńcze, mogłabym ci to wynagrodzić... - prychnęła, wypinając biust do przodu.

- Odkupisz mi wędkę? - zapytał z rozbrajającą szczerością.

Dziewczyna natychmiast pomarkotniała. Widocznie wybawca wyżej cenił starą wędkę od jej uroków. Przedstawiła się, ignorując wcześniejsze pytanie:

- Jestem Sakura.

Chłopiec uważnie zmierzył ją wzrokiem. Imię dziewczyny było tak samo oryginalne jak produkcja taśmowa proszków na ból głowy. Jednak uczciwie trzeba było przyznać, że za to jej ubiór nie był zwyczajny. Miała na sobie wieczorową suknię, w której mogła paradować co najwyżej po czerwonym dywanie w Cannes, aniżeli uciekać przed trollami po łące.

- W twoim stroju musi się niewygodnie biegać.

- Niewygodnie? - oburzyła się Sakura. - To buty Alberto Gozzi - dodała, wskazując na parę szpilek.

Resu zrobił wielkie oczy. Nie wiedział, czy bardziej zdziwiło go bieganie w takim stroju, czy to, że kobieta nosiła buty należące do jakiegoś mężczyzny. Nie chcąc jednak wyjść na zacofanego buraka ze wsi odparł:

- Może powinnaś oddać buty temu Albertowi.

Tym razem Sakura zrobiła wielkie oczy. Przez moment zastanawiała się, czy jej nowo poznany kolega udaje głupiego, czy faktycznie jest głupi.

- A dlaczego ścigały cię trolle? - zmienił temat.

Sakura westchnęła głośno, jakby na same wspomnienie przygody z trollami robiło jej się ciężej na sercu. I w tym miejscu jako narrator tejże historii pragnę zaznaczyć, iż przenosimy się w retrospekcje dziewczyny o nieoryginalnym imieniu.

Sakura mieszkała w Fanfiklandii już od czterech miesięcy, ale nie zdążyła jeszcze dobrze poznać swojej nowej krainy. Korzystając z ładnej pogody i tego, że kupiła sobie nową sukienkę oraz buty od Alberto Gozzi, postanowiła wyjść na spacer do lasu. Po dłuższym marszu przez knieje nieobeznane postanowiła przycupnąć pod drzewem i wszamać drugie śniadanie. I wtem pojawiło się puchate stworzonko o różowej sierści i dużych błękitnych oczach. Niemal błagalnym wzrokiem prosiło o kawałek bułki, którą zajadała się Sakura. Dziewoja nie była chytra i podzieliła się. Stworzonko było wniebowzięte jej gestem. W podzięce zaczęło się łasić i przymilać. W tej samej chwili obok pojawiły się jeszcze dwa urocze puchatki. Sakura z dobroci serca karmiła je, nie zdając sobie sprawy z tego, iż trolli karmić nie należy. Gdy pożywienie się skończyło, dziewczyna wstała i otrzepała elegancką suknię ze ściółki leśnej. Urocze trolle chciały jednak jeść jeszcze.

- Nie mam więcej - odparła Sakura.

Po tych słowach ich słodkie, puchate pyszczki zaczęły zmieniać się w brzydkie, pomarszczone i wściekłe chochole mordy. W oczach pojawiły się kurwiki, a w pyskach zęby ostre jak żyletki. Stwory zaczęły napastliwie trollować dziewczynę. Najpierw próbowała się od nich odganiać. Gdy to nic nie dało, rzuciła się do ucieczki przez las. Biegła, krzyczała, znowu biegła i krzyczała, aż dobiegła na polanę, gdzie spamy łowił mały Resu.

- Straszna historia - skwitował Resu, gdy tylko retrospekcja dobiegła końca. - Ale co z moją wędką?

Sakura przewróciła oczyma. Brak współczucia ze strony jej wybawiciela był zatrważający.

- Dobra, pójdziesz ze mną do miasta i tam odkupię ci tą wędkę - powiedziała, nie chcąc mieć żadnych długów u dziwnego chłopca.

- Resu jestem - przedstawił się na zakończenie, co było jedynie winą autora, który w swym roztargnieniu zapomniał przedstawić go Sakurze wcześniej.


Po dotarciu do miasta Resu od razu znalazł się przy stoisku z wędkami, zaś Sakura rozglądała się po targowisku, na którym panowało, większe niż zwykle, zamieszanie.

- Przepraszam... - zagadała do przystojnego mężczyzny, wypinając przy tym biust do przodu. - Co się dzieje?

- Zaraz z misji wróci największy Bohater Fanfiklandii - odparł, ignorując jej wdzięki.

- Jakiej misji? - spytała ponownie.

Nie usłyszała odpowiedzi, bo głos chłopaka zagłuszyły wiwaty i okrzyki na cześć powracającego z wyprawy herosa. Bohater przekroczył bramy miasta. Nie wyglądał tak okazale, jak Sakura to sobie wyobrażała. Jego blask chwały wydawał się nieco stłamszony przez zardzewiałą zbroję, która zwisała na jego cherlawym ciele. Na powitanie wyszedł mu sam król Fanfiklandii.

- Bohaterze! - przemówił władca. - Od dziś będziemy sławić twe imię! Dzięki twemu poświęceniu nasza kraina będzie cieszyła się pokojem i dobrobytem przez następne wieki - mówił patetycznie i podniośle niczym eurodeputowany. - Nie pytałeś, co Fanfikladnia może zrobić dla ciebie! Zapytałeś, co ty możesz zrobić dla Fanfiklandii, a...

- Nie mam jej - przerwał mu heros.

- Co, proszę? - zapytał zaskoczony król.

- Zawiodłem! - zawołał Bohater i pod ciężarem atmosfery przepełnionej patosem padł na kolana.

Na moment zapadła niezręczna cisza.

- W takim razie od dziś będziemy na ciebie wołać: "bochater" - postanowił król, tytułując go imieniem z błędem ortograficznym wagi ciężkiej. Po tych słowach natychmiast zwrócił się w stronę tłumu:

- Nasz bochater zawiódł. Potrzebujemy nowego herosa, który będzie na tyle mężny, aby udać się po najcenniejszy skarb Fanfiklandii. Są chętni?

Cisza.

- Jestem skłonny dać tej osobie tytuł szlachecki.

Cisza totalna.

- Śmiałek otrzyma połowę... - wymruczał. - To znaczy jedną czwartą Fanfiklandii, rękę mego syna, bo niestety córki nie posiadam i co tylko zechcecie.

- Ja! - zawołała Sakura, którą skusiła wizja zaślubin z księciem.

- Jak masz na imię, drogie dziecko?

- Jestem Sakura.

Król mruknął coś pod nosem. Chociaż potrzebował bohatera z prawdziwego zdarzenia na gwałt, nie uśmiechało mu się powierzać misji dziewczynie o imieniu oryginalnym jak produkcja taśmowa proszków na ból głowy.

- Czy zdajesz sobie sprawę z tego jaka to niebezpieczna misja?

- Tak! - odparła entuzjastycznie.

- Sama możesz jej nie podołać.

- Resu-chan może ze mną pójść! - stwierdziła, wskazując na chłopca, który pochłonięty wybieraniem wędek nawet nie zwrócił uwagi na stężony w powietrzu patos. - Prawda, Resu? - klepnęła go w ramię.

- Ja? - mruknął zaskoczony. - A moja wędka?

- Nie bądź taki... - syknęła. - Jak się wżenię w rodzinę królewską to kupię ci nawet dwie wędki i przynęty nakopię.

Resu spojrzał na dziewczynę z powagą. Czy ona naprawdę brała go za kretyna? Miał udać się na niebezpieczną misję i narażać życie, aby ona mogła dostać bogactwo i z łaską zapłacić mu dwiema wędkami, z czego jedną była mu i tak winna? Nie! Resu nie był aż tak głupi i postawił twarde warunki:

- Kupisz mi trzy wędki i do tego dobrą przynętę!

Gdy ustalili już sprawiedliwy podział nagrody król mógł wtajemniczyć ich w szczegóły niebezpiecznej misji.

- O jaki skarb chodzi? - zapytała Sakura.

- O księgę bez tytułu, ten który będzie w jej posiadaniu będzie władał całym światem - zarechotał złowieszczo.

- A gdzie ona jest?

- Nie wiem! Gdybym to wiedział, mógłbym sam ją sobie przynieść! - zdenerwował się król.

Resu, aż się zarumienił, zdając sobie sprawę, jak niemądre pytanie zadał władcy.


Jeszcze tego samego dnia Sakura i Resu wyruszyli na poszukiwania tajemniczej księgi bez tytułu. Opuścili miasto i wyruszyli na północ, a przynajmniej Sakura upierała się, że idą na północ. Przeszli przez Las Straconego Czasu, minęli polanę i dom Resu. Droga przed nimi zdawała się ciągnąć w nieskończoność. W końcu po długiej podróży, trwającej pięć zdań, mały Resu i Sakura dotarli do wsi Tej. Była to skromna osada położona w gminie Nieciekawie. Nazwa gminy jak i wioski nie były przypadkowe, gdyż było tam strasznie nudno od czasu, gdy burmistrz odciął mieszkańcom dostęp do szybkiego Internetu.

Para podróżników szła opustoszałą uliczką w poszukiwaniu jakiegoś miejsca, gdzie mogli by odpocząć. Wszakże podróżowali już od ponad pięciu zdań!

- Możemy zrobić przerwę? - zapytał zmęczony Resu.

Sakura rozejrzała się. Nieopodal znajdowała się skromna karczma, nad którą szyld w kolorze siwo-koperkowym głosił:

"Mordobijnia. Wejdź, a na pewno zarobisz".

Zbliżyli się do drzwi, gdy nagle przez te same drzwi, do których się zbliżyli, wyrzucony został jakiś awanturnik. Nieznajomy miał granatową sierść, okrągły pysk, wielkie oczy, postrzępione uszy, długie wąsy i jeszcze dłuższy ogon. Wstał jak gdyby nic i otrzepawszy się z kurzu, rzucił złowrogie spojrzenie na knajpę. Zauważywszy Resu i Sakurę stwierdził:

- Nie polecam. Chamstwo, penerstwo i drożyzna.

Po tych słowach postanowił się przedstawić i nisko się kłaniając, dodał:

- Puk Puk.

- Kto tam? - zapytał Resu.

- Puk Puk - odparł Puk Puk.

- Wiem, ale kto tam?

- Ja!

- Proszę otworzyć drzwi! - warknął rozdrażniony Resu.

Puk Puk zacisnął pięści i był gotowy zdzielić w łeb nierozgarniętego przybysza, gdy nagle rozległo się wołanie:

- Co to za awantury?!

Na miejscu pojawił się jegomość w czarnej szacie, o aparycji młodego Ala Pacino. Dokładnie przyjrzał się Resu i Sakurze, a następnie obdarował Puk Puka nieprzychylnym spojrzeniem.

- Kim pan jest? - zapytała zaniepokojona dziewczyna.

- Jestem Moderatorem tej wsi - ogłosił poważnie Moderator wsi Tej.

- Ale pan przystojny... Prawie jak ten aktor... - zaczęła natychmiast fantazjować, posługując się przy tym wielokropkiem.

- Puszczalska! - zbeształ ją Moderator. - Co tutaj się dzieje?

- Opowiada dowcip i nie chce go skończyć - poskarżył się Resu, wskazując palcem na Puk Puka.

- Jak zwykle... - pokręcił głową Moderator. - Puk Puk...

- Kto tam?! - spytał rozdrażniony Resu.

Jednak tym razem został uciszony przez samą Sakurę. Moderator wsi Tej mógł mówić dalej:

- Żaden drukarski chochlik nie sprawia mi tyle kłopotów co ty - w jego głosie mieszał się spokój i protekcjonalny ton. - Ciągle jesteś powodem awantur, a ja bez przerwy muszę cenzurować twoje wybryki.

Od kiedy Moderator przejął władzę nad Tej wszystko funkcjonowało dwa razy lepiej. Odciął dostęp do szybkiego internetu, który był powodem niecenzuralnych zachowań, pozbył się wszystkich drukarskich chochlików (poza Puk Pukiem), a także zmniejszył liczbę mieszkańców wioski. Większość miejscowych odbywała kary pozbawienia wolności w więzieniu: za przechodzenie na czerwonym świetle przez niemal pustą ulicę, za rzucanie papierków na chodniku, za podkradanie prądu od sąsiada, za fałszowanie kuponów rabatowych na zakupy i za nieprzyzwoite słownictwo.

- No, bo... - zaczął się tłumaczyć Puk Puk.

- Nie chcę słuchać tłumaczeń, chochliku - uciął.

- Ale...

- Proszę dokończyć dowcip - nakazał Moderator.

- Ale ja nie... - widząc jednak wrogo nastawionego stróża prawa postanowił nie dyskutować i zaimprowizować jakiś żart. - No więc... Znam jeden o pedofilu - i nim Moderator zdążył ocenzurować pyszczek chochlika ten powiedział: - Idą sobie przez ciemny las pedofil i mały chłopiec. Idą i idą... Jest coraz ciemniej i głębiej... Nagle mały chłopiec mówi: "Ojej, proszę pana, ale tu strasznie. Boję się". Na co pedofil odpowiada: "A co ja mam powiedzieć? Będę wracał sam" - po czym nerwowo się zaśmiał.

Resu nie zrozumiał dowcipu. Moderator zrozumiał, ale był w ciężkim szoku.

- Ce... Ce... Cenzura! - wrzasnął, łapiąc za taśmę, której używał do zaklejania niecenzuralnych ust. - A wy?! - od razu zwrócił się do Sakury i Resu. - Czego szukacie w Tej?

- Księgi bez tytułu - odparła dziewczyna. - I mamy problem, bo nawet nie wiemy, gdzie jej szukać.

- Na pewno nie w tej wiosce - odpowiedział groźnie Moderator.

- Ja wiem! - Puk Puk wydarł się w geście rozpaczy. - Pokażę wam! Tylko mnie nie cenzurujcie!

- Mówisz serio?

- Jak własną, niewyparzoną mordkę kocham! - przysiągł.

Po chwili zastanowienia głos zabrała dziewczyna o imieniu oryginalnym niczym produkcja taśmowa proszków na ból głowy:

- Niech Puk Puk idzie z nami. Przyda nam się chochlik drukarski!

- Serio? - zdziwił się sam Puk Puk.

Oczywiście Moderator na początku nie chciał się zgodzić, zaś Resu miał ambiwalentne uczucia co do poczucia humoru Puk Puka. I w tym momencie, jako narrator, pragnę zaznaczyć, że chciałbym od razu przejść do tomu drugiego, w którym przedstawiony zostanie wreszcie niegodziwiec, z którym prędzej, czy później mały Resu będzie musiał się zmierzyć, ale nie będę spoilerował, bo świnią nie jestem.

Następny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.