Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Awatar. Legenda Korry. Sezon 3 Księga Trzecia: zmiany - recenzja serii

Autor:Sulpice9
Redakcja:IKa
Kategorie:Recenzja, Animacja
Dodany:2014-10-18 20:33:49
Aktualizowany:2014-10-18 20:52:49



Ilustracja do artykułu

Tytuł: Avatar. The Legend of Korra. Book three - Change

Inne tytuły: Awatar. Legenda Korry. Księga Trzecia - Zmiana.

Reżyseria: Melchior Zwyer, Colin Heck, Ian Graham.

Scenariusz: Michael Dante DiMartino, Joshua Hamilton, Tim Hedrick

Nadzór nad serią: Michael Dante DiMartino i Bryan Konietzko

Liczba epizodów: 13x22 min.

Rok: 2014

Producent: Tim Yoon

Muzyka: Jeremy Zuckerman



Co się stanie, gdy twórcy dobrze rokującej, ambitnej, wysokobudżetowej serii wreszcie uwolnią się od nacisków producentów? Dostaniemy najlepszy sezon Legendy Korry w historii marki.

Po oszałamiającym sukcesie Legendy Aanga, Nickleodon postanowił nie zarzucać koncepcji i stworzył spin-off serii, Legendę Korry. O poprzednich sezonach co prawda już pisałem (Awatar. Legenda Korry. Sezon 1, Księga Pierwsza: powietrze i Awatar. Legenda Korry. Sezon 2, Księga Druga: duchy ), jednak streszczę moje przemyślenia w dwóch zdaniach: były to bardzo obiecujące historie, które padły ofiarą wymogów producentów. Pierwszy sezon musiał pomieścić w 12 epizodach fabułę nadającą się na 20-30 odcinków ponieważ tyle początkowo miał trwać cały serial. Dopiero później twórcy dostali zielone światło na kolejne trzy sezony. W związku z tym, w sezonie drugim zignorowano przemiany wewnętrzne bohaterów z poprzednich odcinków, wracając do ich osobowości z samego początku marki.

Choć daleko mi do bycia entuzjastą drugiego sezonu, muszę przyznać, że zakończenie wypadło nadzwyczaj dobrze i wiedziałem, że jeśli twórcy przygotowali dla nas większą historię, to trzeci i czwarty sezon mogą prezentować wysoki poziom, zbliżony do Legendy Aanga. Na szczęście dla wszystkich, odrobili lekcje i dali nam niemal perfekcyjną księgę, o niebo lepszą od drugiej, a także ciekawszą i spójniejszą niż księga pierwsza.

Minęło kilka tygodni od czasu, gdy Korra otworzyła portal łączący świat duchów i ludzi. I choć nie wszystko układa się po myśli mieszkańców miasta Republiki, ludzkość zaczyna zmierzać w dobrym kierunku. Lecz napływ duchów wpłynął znacząco na niektórych obywateli - otóż część ludzi uzyskała moc tkania powietrza. W związku z tym Korra razem z Tenzinem wyruszają na poszukiwania nowych magów powietrza, by odtworzyć cywilizację poprzedniego awatara. Nie wiedzą jednak, że jeden z największych zbrodniarzy, tajemniczy mnich Zaheer, również zyskał nowe magiczne talenty, dzięki którym ucieka z więzienia. Szybko uwalnia pozostałych członków swojej elitarnej, zbójeckiej szajki i wyrusza w ślad za Korrą z sobie tylko znanymi zamiarami...

Zważywszy na ledwie trzynastoodcinkową historię, lista bohaterów przyprawia o ból głowy. Na szczęście przy wprowadzaniu tylu postaci udało się całkiem dobrze nakreślić ich charakter, choć poza Korrą, Tenzinem i Bolinem nikt nie pretenduje tu do miana pierwszoplanowego bohatera. Powiedziałbym wręcz, że trzeci sezon to korowód barwnych i świetnie napisanych osobowości, z których każda dostała swoje 5 minut.

Zacznijmy od naszej protagonistki - wiem, że Korra nie jest specjalnie lubianą postacią (a już zwłaszcza w drugim sezonie), ale tym razem ciężko jej cokolwiek zarzucić. Choć wciąż jest w gorącej wodzie kąpana, to nareszcie zaczyna działać rozważnie, słuchać dobrych rad, prowadzić dyskusje i stara się rozwiązywać spory w sposób dojrzały. Pozostała twardą i zdeterminowaną dziewczyną, którą znamy z pierwszego sezonu. Tak dobrze skonstruowanej bohaterce możemy śmiało kibicować i współczuć (zwłaszcza, że i w tym sezonie los nie jest dla niej łaskawy). Muszę też pochwalić Janet Varney, która włożyła w odgrywanie Korry o wiele więcej serca niż w poprzednich sezonach.

A jak wypadł Bolin, kolejny bohater, na którego narzekałem w zeszłym sezonie? Cóż, o ile Korra jest po prostu lepiej napisaną i ciekawszą osobowością, o tyle tu możemy mówić o wyjątkowo dużej poprawie. Z sympatycznego, jednowymiarowego komika, jakim był w poprzednich sezonach, nie tylko przeobraził się w dojrzalszą i ciekawszą postać (choć wciąż jest głównym elementem komediowym drużyny awatara), ale też zaczyna szukać swojej własnej drogi, rozumiejąc, że czas pomyśleć o rodzinie. Mako z kolei musiał zadowolić się rolą drugoplanową, co nie zmienia faktu, że i jego świetnie się ogląda - cieszę się, że twórcy pozostali przy koncepcji postaci z drugiego sezonu, kreując go na sympatycznego służbistę. Nie zdradzę też chyba zbyt wiele, jeśli wspomnę, że bracia spotkają swoją zagubioną rodzinę. Ale choć zamysł był bardzo ciekawy, wątek ten dostał zdecydowanie za mało czasu antenowego, co nie znaczy, że nie będzie można go rozwinąć w przyszłości.

Za to Asami w końcu straciła status piątego koła u wozu - często przejmuje inicjatywę, nie brak jej przebiegłości i przedsiębiorczości. No i przede wszystkim, Asami i Korra nareszcie stają się przyjaciółkami. W końcu dziewczyny przestały być "znajomymi znajomych", ba! - Korra ma z Asami więcej scen niż z kimkolwiek innym, zupełnie jakby twórcy chcieli nam zrekompensować te chłodne stosunki w dwóch pierwszych sezonach. Ucieszyłem też, gdy Lin wróciła do swojej osobowości z pierwszego sezonu, czyli twardej, nieco zgorzkniałej starej panny, a nie głupkowatego gliniarza rodem z amerykańskiego sitcomu. Co więcej, poznajemy jej rodzinę - to długa i ciekawa galeria typów (niestety, opis każdego z nich zająłby zbyt wiele miejsca, poza tym, zdradziłbym zbyt wiele elementów fabularnych). Przyznać muszę, że konflikt jaki Lin ma z jedną osobą w tym sezonie wydaje mi się nieco naciągany, ale trwa krótko i po ich mini-konflikcie fabuła wraca szybko na właściwe tory.

O Tenzinie nie będę się specjalnie rozpisywał: był postacią, która trzymała świetny poziom przez dwa poprzednie sezony i tak też zostało. Równie dobrze (jak zawsze) spisuje się jego rodzina, w tym rodzeństwo. Tym bardziej, że Bumi również zaczyna tkać powietrze, więc od przekomicznych przekomarzań synów Aanga nie uciekniemy. Zastanawia mnie tylko nieobecność Katary w całym sezonie... Miejmy nadzieję, że wróci w finałowej księdze. Natomiast wśród nowych magów powietrza na pierwszy plan wybija się Kai, dzieciak łączący cechy Toph i disneyowskiego Alladyna. Nie przepadam co prawda za takimi złodziejami-luzakami, ale przyznać muszę, że i on nie wypadł sroce spod ogona.

No i zostały jeszcze nasze czarne charaktery: prezentują się dobrze, lecz pozostawiają pewien niedosyt. Zaheer jest intrygującą postacią, ale jego kamraci (choć dysponują świetnymi, nowatorskimi mocami) zostali ledwie naszkicowani i sprowadzeni do roli zwyczajnych oprychów. Motywacje ich grupy wychodzą poza schemat i za to duży plus, ale z drugiej strony powodują też niekonsekwencje (choć niezbyt istotne dla kluczowych wydarzeń). Drugi łotr trzeciego sezonu to Królowa Ziemi - z charakteru i zachowania przypomina Królową Kier z Alicji w krainie Czarów i nie wzbudza specjalnego zainteresowania. Natomiast zakończenie jej wątku uważam za jedno z najlepszych zagrań w historii awatarów, porównywalne do zakończenia drugiej księgi Legendy Aanga.

Przechodząc już do samej fabuły - w końcu dostaliśmy sezon, gdzie zarówno wstęp, jak i rozwinięcie i zakończenie trzymają bardzo wysoki poziom. Nowi magowie co prawda są jedynym nowym elementem nowego porządku świata (liczyłem, że po otwarciu portalu będą nieco większe interakcje z duchami), ale to wystarczająco dużo na tak krótki sezon. Księga III, w przeciwieństwie do poprzedniczek, nawiązuje do poprzednich sezonów, a nawet do wydarzeń sprzed przyjazdu Korry do miasta. Ponownie - wolałbym dostać jeszcze ze dwa, trzy odcinki dzięki którym lepiej objaśniono by niektóre wątki, a także rozwiano kilka niedopowiedzeń, ale z drugiej strony - inni by narzekali, że twórcy stworzyli zbyt wiele wypełniaczy.

Trzeci sezon Legendy Korry jest również najlepszy pod względem ukazania świata przedstawionego, choć i w poprzednich księgach ten element nie zawodził. Przede wszystkim, nasi bohaterowie wędrują po licznych krainach, odwiedzają kilka miejsc dobrze nam znanych z Legendy Aanga, a także eksplorują świat duchów. Ponadto, powraca kilku bohaterów z poprzednich sezonów (i jeszcze z pierwowzoru), których nie spodziewaliśmy się zobaczyć ponownie - ich gościnne występy w serii dają nie tylko poczucie konsekwencji i komfortu (zaczynamy coraz lepiej oswajać otoczenie, skoro są ci sami bohaterowie), ale też dają mnóstwo radości z oglądania. Serio, wygląda na to, że scenarzyści przeprowadzili jakieś badania i wybrali tych bohaterów, których lubiliśmy najbardziej. Wracamy też do wątków około politycznych - nie tak mocno zarysowanych jak w sezonie pierwszym, ale nie unikniemy oczywistych aluzji historii z początku XX wieku, zwłaszcza do schyłku chińskiego cesarstwa i wejścia komunistów do Pekinu.

Księga III osiąga szczyty jeśli chodzi o tkanie żywiołów - dostaliśmy całe mnóstwo kreatywnych rozwiązań i metod poskramiania ziemi, ognia, wody, a zwłaszcza powietrza. Dzięki temu, że główny antagonista jest mistrzem magii powietrza, możemy oglądać pierwsze wielkie pojedynki magów wykorzystujących ten żywioł. Pod kątem graficznym to zdecydowanie najlepszy sezon, zwłaszcza patrząc na walki, które w tym sezonie wypadły nieziemsko. Kolory, tła, ruchy postaci, idealnie zachowane proporcje między CGI, a ręcznie malowaną animacją są po prostu bezbłędne. Poza tym, ponieważ czwórka naszych przeciwników tka po jednym żywiole, a po stronie Korry opowiada się o wiele większa liczba pozytywnych bohaterów, walki imponują nie tylko efektownością i wspaniale narysowanymi scenami, ale też zaczęto do nich podchodzić bardziej taktycznie (nie ograniczamy się tylko do pojedynków pomiędzy dwoma, trzema osobami). Jako „uczta dla oka” to najlepszy z sześciu sezonów (wliczając w to Legendę Aanga). Nie mogę też nie pochwalić muzyki - podobnie jak w poprzednich sezonach świetnie buduje klimat, umiejętnie przechodząc od bojowych, marszowych rytmów, po refleksyjne, podniosłe tony. Oczywiście nie zapomniano też o akcentach orientalnych, ale mimo wszystko cieszę, że muzyka została zinstrumentalizowana po "naszemu".

Moim zdaniem Legenda Korry, Księga III - Zmiana to zdecydowanie najlepsza pozycja spośród wszystkich przygód młodej awatar, moim zdaniem porównywalna poziomem z pierwszym sezonem Legendy Aanga. Owszem, znajdziemy tu kilka niedociągnięć, ale w porównaniu do tego co było, możemy mówić wręcz o cudzie. W dodatku czwarty sezon ma mocno nawiązywać do poprzednika, więc jeśli wszystko dobrze pójdzie (a dużo na to wskazuje), to nawet te drobne niedociągnięcia scenariusza i konstrukcji postaci mogą zostać wyjaśnione. Jeśli o mnie chodzi - oglądałem cały sezon jak nierozgarnięty dzieciak, który nie może doczekać się następnego odcinka, absolutnie pochłonięty tym, co się dzieje na ekranie. Jeżeli macie jakieś opory przed Legendą Korry, ten sezon musi Was do niej przekonać. Jest po prostu zbyt dobry, by go nie lubić.


Ocena:

Fabuła: 8/10

Postacie: 9/10

Animacja: 10/10

Muzyka: 9/10

Ogólna ocena: 9/10

___________________________

Kadry:

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

___________________________

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

___________________________

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

___________________________

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

___________________________

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

___________________________

Ilustracja do artykułu


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze
  • Sulpice9 : 2014-10-26 18:44:15
    Errata

    Miało być, "to bardzo dojrzała i wielowątkowo historia", sorry za literówkę :)

  • Sulpice9 : 2014-10-26 18:43:08

    Ja również odradzałbym oglądanie "Legendy Korry" przed "Legendą Aanga" - powinieneś się połapać w fabule, ale moim zdaniem pojawia się zbyt dużo nawiązań do "Aanga".

    No i przede wszystkim, pod pewnymi względami te pozycje się uzupełniają (Aang jest ostatnim Awatarem pewnej epoki, Korra zaś pierwszym nowej).

    Jeżeli masz opory przed oglądaniem "Legendy Aanga", bo jest zbyt dziecinna, to myślę, że powinieneś zaryzykować. Bo bardzo dojrzała i wielowarstwowa historia, nieraz bardziej "dorosła" od następcy.

    Pozdrawiam!

  • tobi1239 : 2014-10-25 18:34:47

    Mam pytanie odnośnie całego uniwersum Awatara. Jeżeli chciałbym zacząć oglądać tę amerykańską bajkę to powinienem zasiąść pierw do Legendy Aanga i następnie przystąpić do Legendy Korry?

    Legenda Korry nie jest bezpośrednią kontynuacją, dzieje się jakieś 70 lat po tamtych wydarzeniach, nie trzeba znać Legendy Aanga, choć możesz nie wyłapać różnych smaczków i odniesień.

  • Twelve : 2014-10-25 18:15:05

    Mam pytanie odnośnie całego uniwersum Awatara. Jeżeli chciałbym zacząć oglądać tę amerykańską bajkę to powinienem zasiąść pierw do Legendy Aanga i następnie przystąpić do Legendy Korry?

  • Sulpice9 : 2014-10-20 22:48:12

    Cóż, moim zdaniem miał całkiem sporo "dobrych" momentów - przede wszystkim w końcu zaczął się troszczyć o innych (jego babcia, Kai), nareszcie (choć oczywiście - z poślizgiem) podjął się próby stworzenia solidnego związku (tekst: "być sobą? Hm... ciekawa taktyka... można zaryzykować" osobiście mnnie rozwalił), no i uważam, że motyw z tkaniem metalu jest jednym z ciekawszych w sezonie. Uwielbiam fakt, jak często mu się nie udawało i jak sprytnie twórcy odwlekali moment przełomu. Który sam w sobie był zaskakujący i dał nam coś, czego szukałem na próżno w poprzednich sezonach "Korry" (nie licząc finału drugiego sezonu), a stanowiło rdzeń wątków przygód z Aangiem - zamiast spełnić nasze oczekiwania Bolin znalacł drogę inną niż wszystkie, nawet jeśli wyszło mu to przypadkiem.

    Zabawnych kwestii i pomysłów miał w moim odczuciu dość sporo - choćby scena z "cyrkową" rekrutacją magów powietrza (patrz: główna zrzutka), czy piękny komentarz przy walce sióstr ("e, daj spokój - widać nie miałaś rodzeństwa, takie kłótnie to normalka").

    Oczywiście jeśli dalej go nie lubisz, nie mam zamiaru Cię do niczego zmuszać - wciąż jest na bakier z taktem i rozumiem, że po dwóch irytujących sezonach można się do niego uprzedzić, ale moim zdaniem progres jest znaczny.

    Pozdrawiam i życzę miłego oglądania naprawdę dobrego sezonu czwartego (choć trzeci odcinek trochę mnie rozczarował).

    PS - cytaty brałem z pamięci, możliwe, że trochę się różnią od oryginalnych wypowiedzi

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze