Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Teoria Chaosu

15. Krew i kłamstwa

Autor:erravi
Serie:Slayers
Gatunki:Dramat, Fantasy, Mroczne, Przygodowe, Romans
Dodany:2017-03-27 08:00:25
Aktualizowany:2017-03-26 12:27:25


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Zabraniam kopiowania treści bez mojej wcześniejszej zgody.


Kiedy Zelgadis zmierzał ciemnym, wilgotnym tunelem w stronę wyjścia umazany był krwią. Ta nieprzyjemnie przylgnęła do jego ciała niczym zbroja mająca go chronić przed kłamstwem, którego właśnie stał się sprawcą. Między palcami dłoni przeskakiwały mu błękitne ogniki przyjemnie ogrzewając chłodną skórę. Jego moc wróciła i czuł jej ciche wibracje pulsujące pod skórą. To już krok bliżej domu, jednak gdyby ktoś zapytał go wcześniej… Dziesięć dni temu, że właśnie będzie wracał ze spotkania z demonem, że zmuszony będzie do paktowania z nim, że piąty filar w ogóle istnieje. Gdyby ktoś zapytał… z pewnością Zelgadis stwierdziłby, że ten ktoś oszalał. Tymczasem, wszystko to stało się aż nazbyt boleśnie rzeczywiste. Czuł jak pozostawia za plecami kawałek siebie, a bolesna dziura w jego piersi powiększa się coraz bardziej, niezależnie od tego jak bardzo próbowałby nad nią zapanować. Intryga, w której środku się znaleźni ciągała go z jednej strony barykady na drugą, a momentami on sam czuł się jak bezwładna chorągiew popychana podmuchami sytuacji. Niemniej, teraz przynajmniej miał jakiś plan. Zgodził się na układ z Acedią i dzięki temu odzyskali swoją magię, dowiedział się także gdzie szukać pozostałej czwórki demonów. Jeśli Kapłani staną się silniejsi on sam będzie miał jakieś realne szansę na zabicie demonów, a w tym celu na rękę mu pomoc w odnalezieniu Łzy Matki Koszmarów. Nie oszukujmy się, sam Zelgadis nie wierzył, że dokona tego w pojedynkę. Musi więc raz jeszcze pozostać egoistą i rozegrać własną grę. Znajomy, cichy głosik w głowie Zelgadisa podpowiadał mu jednak, że nie chodzi jedynie o wypełnienie przysięgi, ale o coś więcej, coś co sam sobie postanowił.

- Zelgadis! - usłyszał nagle, a gdy podniósł wzrok zobaczył nachylone twarze przyjaciół w dziurze nad głową, a nad nimi jedynie ciemne niebo. Najwyraźniej musiał być tu dłużej niż przypuszczał.

- Udało się! - zawołał radośnie Gourry jednak, gdy światło jego miecza padło na twarz towarzysza natychmiast umilkł.

- Zel! - Lina nie czekała i natychmiast wyciągnęła rękę żeby wciągnąć przyjaciela do góry. - Co się stało? Coś poszło nie tak? - przeszywające spojrzenie Liny rozwiercało go na pół. Pamiętaj Zel… powtarzał w myślach, to twoja gra.

- To Silva… - wydyszał Zelgadis i natychmiast przybrał postawę zmęczonego pojedynkiem. - Chyba zraniła mnie w ramię. - stwierdził dotykając zakrwawionej koszuli.

- Zaatakowała cię?! - zdziwił się Tamaki.

- Silva była demonem… - przyznał po chwili milczenia i wymiany spojrzeń z Liną, Amelią i Gourry’m. - Dowiedzieliśmy się o tym wcześniej, od jednej z grup rebeliantów, którą spotkałem kiedy wywlekli mnie Nieumarli. Nie chcieliśmy wam o tym mówić, bo sam nie byłem pewny czy to potwierdzona informacja, a podróż tutaj była jedyną szansą na zdobycie jakichś informacji… - Zelgadis przełknął gorycz wypowiadanego kłamstwa i spojrzał na zebranych. Cóż, był wiarygodny nawet dla własnych przyjaciół. W końcu Lina i pozostali nie wiedzieli do końca skąd miał wcześniej informacje, wiedzieli jedynie, że powrócił z nimi po ataku Nieumarłych. - Ćóż, to była prawda, Silva, a raczej Acedia była demonem. Niestety nie była tak przyjazna jak mówili… - podsumował Zel.

- Co masz na myśli, co się stało? - dopytywała Lina. Najwyraźniej już ta informacja dostatecznie zszokowała Boskich Kapłanów, aby wyłączyć ich z dalszych pytań, przynajmniej na krótką chwilę.

- Zawarliśmy umowę Lina - zaczął cicho Zelgadis. - Zgodziła się przywrócić nam moce, ale w zamian za to chciała Amelii, nie mogłem przecież na to pozwolić, ona była demonem! Więc oszukałem ją i w trakcie składania przysięgi zaskoczyłem… - wydyszał chłodno Zelgadis. - Zabiłem ją. Pozostała czwórka demonów jest w Dworze Śmierci… - dokończył cicho i spojrzał na Kireia. Spodziewał się, że wzmianka o tym miejscu przywoła wspomnienia o wciągnięciu stamtąd Amelii.

- Na wszystkich bogów Zel… - szepnęła Lina zasłaniając dłonią usta, jakby bała się dokończyć pytanie, jednak Zelgadis wyraźnie odczytał jej obawy.

- Nie sądzę, żeby to wpłynęło na umowę. - stwierdził Zelgadis. - Nie miałem wyboru! Nie mogłem zgodzić się na jej warunki, sama mówiłaś, że jakoś damy radę, musiałem spróbować i na szczęście, chyba się udało? - zakończył z lekkim uśmiechem na twarzy odmalowanej z pragnieniem potwierdzenia. Czuł jak sam zaczyna nienawidzić siebie bardziej… jednak jego twarz grała idealną rolę.

Gourry prychnął rozbawiony.

- Zelgadisie mogliśmy się spodziewać, że coś takiego wywiniesz! - stwierdził, po czym z dumą uniósł swój miecz świetlny i rozszerzył usta w szerokim uśmiechu.

- A więc była demonem… A oprócz niej są jeszcze cztery. - zaczęła cicho Maya i przyglądała się chłodno Zelgadisowi próbując coś z niego wyczytać. Ten miał ochotę zadrżeć pod jej spojrzeniem, ale pozostał niewzruszony z lekkim uśmiechem na twarzy, jak po dobrze wykonanym zadaniu. - Musisz mieć Zelgadisie potężne moce skoro dałeś radę sam zabić demona. - stwierdziła sceptycznie, a Zelgadis dziękował w duchu za możliwość manipulowania swoją aurą za pomocą odzyskanej magii tak, że Maya nie mogła odczytać jego kłamstwa.

- Jak mówiłem udało się tylko dzięki elementowi zaskoczenia. - teatralnie odsapnął z ulgą.

- W takim razie moje gratulacje, wasza magia musi być naprawdę potężna. - powiedział Kirei wchodząc w słowo Mayi. Zelgadis miał wrażenie, że ten od razu uwierzył w jego opowieść, ale może raczej po prostu był wdzięczny, że jak powiedział nie oddał Amelii i zrobił to, co było konieczne.

- W takim razie możemy wracać już do domu? - zapytał nieśmiało Gourry. Amelia spojrzała na niego zaskoczona.

- Ale przecież obiecaliście pomóc odnaleźć Łzę Matki Koszmarów! - wyrzuciła szybko patrząc na Zelgadisa. Może i Amelia pragnęła wrócić do bezpiecznego świata, ale nie było złudzeń, że piąty filar jest dla niej równie ważny i posiada tutaj wszystko, co kocha i zna. Nic więc dziwnego, że sama chce pomóc.

- Odnajdziemy tą Łzę, a zaraz potem znikamy stąd jasne? - rzuciła Lina wyzywająco w stronę grupy Mayi.

- Zgodnie z umową. - odpowiedziała chłodno kapłanka.

- Świetnie, a czy ktoś ma pojęcie gdzie jej szukać? - zaczęła Lina.

Zelgadis tymczasem cieszył się, że nikt więcej nie drążył tematu Acedii. Najwyraźniej był dostatecznie przekonujący. W sumie dlaczego by nie miał być? Był doskonały w ukrywaniu własnych uczuć, w tym wypadku poczucia winy związanego z kłamstwem, ale wiedział, że tak będzie lepiej. To jego gra. Jego brzemię.

- W ciemności… - mruknęła cicho Lillya, wciąż podtrzymywana przez Daiki’ego patrząc jednocześnie w swoje stopy.

Zelgadis zmierzył ją spojrzeniem, jednak długie włosy opadające na jej twarz nie pozwalały mu niczego z niej wyczytać.

- Na dole… - zaczęła cicho Amelia patrząc na czarnowłosą ze zrozumieniem, a Zelgadis niemal natychmiast zrozumiał. Całe miasto, w którym przebywali znajdowało się bowiem na potężnych łańcuchach i jak przypuszczał Zelgadis za pomocą magii utrzymywało się jakimś cudem w powietrzu. Mag nie zastanawiał się wcześniej, co skrywa ciemność wokół wiszącego miasta. Z obawą spojrzał w ciemny horyzont.

- Wyruszymy o świcie. - powiedziała w końcu Maya.

Zel w duchu podziękował za tę nowinę, zmęczenie cisnęło mu się na powieki po całym dniu i wszystkim czego się dziś dowiedzieli. Czuł, że musi się przespać z tym wszystkim, poukładać te elementy w ciszy i spokoju. Czuł, że paląca dziura w jego piersi z każdą chwilą staję się coraz większa, tak że przez chwilę sam miał obawę, że inni ją zobaczą.

- Możemy przenocować w tym domu. - stwierdził Daiki idąc już z Lillyą w stronę najbliższego dwupiętrowego budynku.

Zelgadis powlókł się z tyłu wsłuchując się w ściszone rozmowy pozostałych: Kirei właśnie sprzeczał się z Tamakim na temat tego, że miał racje, aby nie ufać wiedźmie; Lina rozmawiała o czymś w ciszy z Amelią, a Zelgadis nie mógł wiedzieć, że dotyczy to ich dzisiejszej kłótni, która zaszła podczas ataku demona, nie mógł też wiedzieć jaki Lina dźwigała ciężar wypowiedzianych wtedy słów; Daiki szeptał coś Lilly, a ta nawet lekko się uśmiechała; Gourry z zadowoleniem doglądał swojego miecza. Jedynie Maya szła w milczeniu i co jakiś czas obrzucała go podejrzliwym spojrzeniem. Cóż, Zelgadis był na tyle zmęczony, że postanowił się tym nie przejmować, a przynajmniej nie w tym momencie.

Dom, w którym zamierzali przenocować był w całkiem niezłym stanie zwarzywszy na pozostałe warunki jakimi dysponowali. Na wejściu powitał ich mały salon, w którego głębi znajdowała się kuchnia. Po środku pomieszczenia stał zakurzony stół, a dookoła miękkie siedziska, których kolor ciężko było określić spod warstwy pyłu. Na piętro prowadziły wąskie, drewniane schody, natomiast tam czekały na nich trzy sypialnie z dość obszernymi łóżkami pozostawionymi w pośpiechu. Na końcu korytarza na piętrze znajdowały się jeszcze jedne drzwi, które najprawdopodobniej kiedyś prowadziły do łaźni, jednak teraz nie było się co łudzić, że takie miejsce dalej mogłoby działać. Większość szafek i mebli w domu była zdewastowana, najprawdopodobniej w wyniku grabieży, ale co mniej wartościowe rzeczy wciąż leżały zapomniane w kątach.

- Ktoś powinien trzymać wartę w nocy. - stwierdził rzeczowo Gourry.

- Nie ma takiej potrzeby, założę pieczęć na ten budynek, tak że wszyscy będą mogli w spokoju odpocząć. - odpowiedział Kirei, a z jego głosu także przebiła się nuta zmęczenia. Białowłosy w milczeniu przyłożył dłonie do drzwi frontowych, po czym z jego dłoni wystrzeliła świetlista bariera otaczająca wszystkie ściany, która rozświetliła na moment wnętrze by zaraz potem ponownie pogrążyć je w ciemności.

- No, nieźle. - Lina pokiwała z uznaniem głową.

Zelgadis zmęczony usiadł na jednym ze zniszczonych krzeseł i w milczeniu obserwował cichy harmider. Pozostali tymczasem dzielili miejsce do spania. Maya stwierdziła, że skoro ich jest więcej zajmą dwa pokoje na piętrze. Daiki ze względu na stan wyczerpania Lilly zajmie z nią jeden z pokoi na piętrze w razie, gdyby musiał jej doglądać w nocy. Maya, Tamaki i Kirei zajmą pokój obok. Kirei już miał zaproponować, aby Amelia także została z nimi jednak zanim zdążył o tym wspomnieć ta jedynie lekko pokręciła głową. Dopiero teraz Zelgadis dostrzegł między nimi pewną niezręczność. Wydało mu się dziwne, że Amelia odmówiła, w końcu przedtem zawsze spali w jednym pokoju, Kirei się nią opiekował. Czyżby coś się zmieniło po ostatnich wydarzeniach? Zelgadis był zbyt zmęczony żeby stwierdzić czy go to cieszy. Właściwie to coś w jego wnętrzu zobojętniało w ogóle na otaczające go sprawy, tak było lepiej skoro miał pozostać skuteczny i opanowany, powtarzał w duchu. Cóż, wychodziło na to, że ich czwórce przypadł ostatni z pokoi. Dopiero kiery grupa kapłanów zniknęła na piętrze Zelgadis spostrzegł, że jego towarzysze nie ruszyli się z miejsca. Mały salonik przepełniało napięcie.

- Zelgadisie. - zaczęła stanowczo Lina. - Jesteś cały we krwi.

Dopiero teraz Zelgadis uprzytomnił sobie, że nadal pokrywa go lepka warstwa krwi, a przesiąknięte ubranie nieprzyjemnie przylega do chropowatej skóry uwydatniając jej skazy. Sposób w jaki Lina zwróciła mu uwagę był co najmniej zastanawiający. Czy podejrzewali? Zel podniósł głowę w nagłym zdziwieniu, nie wiedzieć czy to z powodu krwi, czy tonu głosu przyjaciółki.

- Ufamy ci Zelgadisie. - powiedział Gourry i obejmując Line lekko ramieniem poprowadził w kierunku schodów. Amelia rzuciła mu ostatnie zmartwione spojrzenie i ruszyła za tamtą dwójką w górę schodów.

Zelgadis odczekał chwilę zanim podniósł się z krzesła ciesząc, że pozostawiono go samego sobie. Jak najciszej udał się w stronę łaźni na piętrze zamykając za sobą ciężkie drzwi. Jedną z porzuconych mis wypełnił wodą za pomocą magii i w milczeniu zrzucił zakrwawiony płaszcz i koszulę. Po chwili ściągnął także buty pozostając boso na zimnej posadzce. Oczywiście mógł je naprawić, wyczyścić teraz za pomocą magii, jednak to nie zmyje, ani nie naprawi jego kłamstwa. Oczywiście założenie nowych ubrań także tego nie naprawi, ale Zelgadis czuł, że taki mały gest przynosi mu równie małą, ale ulgę. Powoli zaczął zmywać zakrzepłą krew z ciała. Skoro podjął słuszną decyzję nie powinien się tak czuć. Nie powinien czuć tej wielkiej ziejącej dziury w swoim wnętrzu. Zupełnie jakby bezpowrotnie ktoś wydarł mu kawałek duszy. Zmęczony upadł na kolana zakrywając twarz dłońmi. Gdyby Zelgadis umiał płakać… jednak zamiast tego, jego ciałem wstrząsnął jedynie niemy szloch. Z całą brutalnością dotarła do niego realność jego decyzji.

- Zel? - rozległo się ciche pukanie do drzwi, Zelgadis natychmiast odruchowo wytarł i tak suche oczy. Rozmoczona krew spływała po jego nagich barkach, gdy skulony siedział na kolanach pośrodku pomieszczenia. Wokół niego oprócz misy z zimną już wodą, porozrzucane było trochę sprzętów domowych, wszystko oczywiście w brudzie i pyle. Zelgadis nie chciał, aby Amelia zobaczyła go w takim stanie. - Zel? Wszystko w porządku? - zapytała ponownie. - Martwię się o ciebie… - dodała jeszcze ciszej, tak, że Zelgadis prawie by tego nie usłyszał. Już otworzył usta żeby coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły w jego gardle. Czy miał znowu ich okłamać? Przecież nic nie było w porządku. A może to tylko on użalał się nad sobą? W końcu wiedział, że tak będzie. Był na to przygotowany! A jednak, jakaś jego część pozostała w tych wilgotnych tunelach pełnych róż. Zelgadis usłyszał jak coś przesuwa się po drugiej stronie drzwi, a po chwili ciszy ponownie ruch.

- Zelgadisie jeśli mi zaraz nie odpowiesz przysięgam, że otworze drzwi niezależnie od tego, co tam robisz! - powiedziała Amelia, a w jej głosie mieszała się jednocześnie determinacja i strach. Jednak on nadal tam siedział zupełnie jakby ktoś go zamienił w kamień, którym - o ironio - po części był . Zimne dreszcze przeszły przez jego zmarznięte plecy.

Po długiej chwili ciszy Zelgadis jak w zwolnionym tempie zobaczył jak klamka powoli sunie w dół. Zdołał jedynie podnieść głowę w oczekiwaniu, gdy w drzwiach pojawiła się krucha postać Amelii. W jej oczach dostrzegł strach, gdy spojrzała na niego.

- Zel… - ostrożnie podeszła i przyklękła przed nim dotykając niepewnie jego ramienia. Kiedy jego chłodna skóra zderzyła się z jej ciepłą dłonią wzdrygnął się jedynie. Ich oczy spotkały się w niemym cierpieniu. - Zel… co się stało? - zapytała delikatnie.

Długo patrzył na nią w milczeniu, zdawał sobie sprawę z tego, jak żałośnie musi wyglądać w jej oczach teraz ten, który obiecywał ją chronić. Na pół nagi, zakrwawiony na brudnej, zimnej posadzce, ten który w dodatku nigdy nie lubił, aby oglądano jego ciało chimery. Amelia chyba nie chciała pytać o nic więcej. Ostrożnie sięgnęła po ścierkę przewieszoną przez misę z chłodną wodą i zmoczywszy, niepewnie zbliżyła ją do jego obojczyków. Spojrzała na niego w oczekiwaniu, a nie widząc protestu zaczęła powoli i delikatnie zmywać krew z jego ciała. Teraz już oboje w niej klęczeli. Zelgadis poczuł jak wilgotny materiał delikatnie otula jego zbolałe mięśnie docierając aż do piekącej dziury w jego wnętrzu i zalewając ją chłodną wodą. Zesztywniałe ciało zaczęło się rozluźniać pod kojącym dotykiem, a napięcie całych poprzednich wydarzeń zaczęło przechodzić w ulgę. Twarz Amelii była tak blisko, że mógł policzyć wszystkie znamiona na jej twarzy, w oczach malowała jej się troska.

- Przepraszam… - wyjąkał wreszcie cicho. Dziewczyna podniosła na niego skupione spojrzenie i w milczeniu dotknęła jego twarzy zmywając z niej krew. Zelgadis spodziewał się pogardy za okazanie takiej słabości, jednak najwyraźniej nie miał jej doświadczyć.

Kiedy Amelia delikatnie obmywała jego skronie Zelgadis bez wahania złapał jej dłoń. Resztki wody ze ściśniętego materiały spłynęły po jego przegubie. Ostrożnie przyciągnął Amelię do siebie. Ich oczy pełne strachu zmierzyły się przez chwilę w niemym porozumieniu zanim zbliżył swoje sine z zimna usta do jej twarzy. Po chwili wahania zamknął oczy i złożył na jej ustach nieśmiały pocałunek. W jego głowie nagle zgasły wszystkie myśli, zupełnie jakby na świecie nie miało być już ani jednej chwili więcej oprócz tej. Ze zdziwieniem stwierdził, że Amelia nie odepchnęła go, a ich, jej ciepłe usta odwzajemniły jego nieśmiałe wołanie. Ostrożnie wsunął mokrą dłoń w jej włosy przyciągając. Amelia wypełniała bolesną pustkę w jego wnętrzu i ten jeden raz nie zależało Zelgadisowi na tym, żeby stąpać twardo po ziemi. Ten jeden raz chciał to poczuć. Kiedy miał Amelię tak blisko siebie, po raz pierwszy nic więcej nie miało znaczenia, a cały jego smutek topił się, niknął jak gdyby nigdy nie istniał, jak gdyby Amelia właśnie wyciągnęła, ożywiła martwą część jego duszy z ciemności tunelu, w którym ją pozostawił. Przyciągnął dziewczynę bliżej siebie i poczuł jej drobne ramiona zaciskające się wokół jego szyi. Jego usta pożądliwie pragnęły jej więcej. Zelgadis mimowolnie pomyślał o wszystkich tych latach, które spędzili i które stracili. Przez niego. Tak rozpaczliwie zapragnął przywrócić ten czas, jakby w tym desperackim pocałunku mógł zamknąć swoje uczucie i pogrzebać je tam, w dłoniach ukochanej. To było ich pożegnanie.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.