Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

A present for a friend

Autor:Pleiades
Serie:Final Fantasy
Gatunki:Fantasy, Obyczajowy
Dodany:2009-04-05 10:41:55
Aktualizowany:2009-04-05 10:41:55


Zamieszczone za zgodą autorki. Pobrane z portalu Inner World.


Sześcioro młodych ludzi stało w otwartych drzwiach garażu i patrzyło ze zdumieniem na skąpaną w słońcu pustkę, rozciągającą się przed ich przyzwyczajonymi do mroku oczami.

- No to... - odezwała się pierwsza Rinoa, usiłując złapać ostrość wizji - Już chyba po nas, nigdy nie wydostaniemy się z tych bezkresnych pustynnych równin.

- Nie narzekaj - mruknął Squall, kaszląc i wytrzepując z pierzastego kołnierza kurtki resztki kurzu i pyłu, które wzniosły się, gdy pustynne wieże zakopywały się w piach - Ważne, że żyjemy i przed nami stoi otworem droga do wolności.

- Tak - potwierdziła smutno Rinoa - Pusta droga długiej tułaczki... Poumieramy na tej pustyni! Hyne, my nawet wody nie mamy! A jak spotkamy na wydmach jakieś potwory? - wzdrygnęła się na samą myśl o krwiożerczych Fastitocalonach - Albo jak nas ukąsi żmija rogata, których jest tu podobno pełno...?

- Och, przestań już marudzić! - wypaliła nagle Quistis, patrząc gniewnie na Rinoę.

- A ciebie co ugryzło? - zdziwiła się czarnowłosa dziewczyna, spoglądając podejrzliwie na przyjaciółkę.

- Hmph... - mruknęła tylko Quistis odwracając głowę na bok, nie chcąc spojrzeć już więcej na rozmówczynię. Założyła rękę na rękę, wyglądała na bardzo obrażoną.

- Spokojnie. - powiedział Squall - Irvy i Selpie już pracują nad tymi galbadyjskimi.. galbadiańskimi... kurczę, jak to się odmienia? Tak czy owak, pracują nad ichniejszymi samochodami. Nie będziemy musieli iść przez pustynię na piechotę.

Istotnie, z jakieś dwie minuty później zgromadzeni przyjaciele usłyszeli odgłos uruchamianych silników.

Z samochodów wyskoczyli Irvine i Selphie, oboje bardzo z siebie zadowoleni.

- Hehe, booyaka! - Selphie podskoczyła wesoło - Nie ma to jak odpalanie wozów na kabelki! Irvine jest genialny!

- Jee tam - zaprzeczył Irvine - Po prostu wozy to moje hobby..

"Serio?" pomyślał Squall "Sądziłem, że twoim hobby jest strzelanie ludziom w łeb, w dodatku niecelnie. Snajper, kur..., o czym ja myślałem, przyjmując tego nieudacznika do drużyny?!"

Ale nie powiedział tego na głos, bo przypomniał sobie, że bądź co bądź, ów niedoszły snajper jednak pomógł jemu i przyjaciołom uciec z więzienia. Skomentował więc jedynie fakt odpalenia silników samochodów:

- Doskonale. Wsiadamy zatem i jedziemy, jak najdalej od tego przeklętego miejsca, od tych żołnierzy i od sami-wiecie-kogo...

- Ja chcę jechać tym żółtym! - powiedziała Selphie, wskazując na upragniony pojazd.

- Ja też. - zawtórowała Rinoa - Wygląda na solidniejszy i bardziej opancerzony, żadna żmija przynajmniej nie wśliźnie się do środka.

- Dobra - zgodził się Squall - Dziewczyny, jedziecie tym żółtym, my weźmiemy tego drugiego.

- Nie. - zaprotestowała Quistis - Nie chcę jechać z Rinoą, wolę jechać z wami.

Squall wywrócił oczami, Rinoa wyglądała na zmieszaną.

- Whatever - skomentował - Wsiadaj z nami. Ruszamy.

Po godzinie jazdy znaleźli się na rozdrożu. Zatrzymali samochody i wysiedli z nich.

- Którędy teraz? - zapytał Zell, drapiąc się po jasnej czuprynie w zakłopotaniu - Że też nie poświęciłem w Ogrodzie więcej czasu na studiowaniu geografii świata... - dodał cicho.

- Rinoa zna Galbadię, w końcu to jej ojczyzna - powiedział Squall zerkając kątem oka na dziewczynę, która wzruszyła właśnie ramionami, dając do zrozumienia, że ojczyzna wcale jej nie obchodzi - Którędy musimy jechać?

- Cóż, wspominałeś, że czarownica rozkazała, aby z bazy rakietowej zostały wystrzelone rakiety na Ogrody, tak? - zapytała Rinoa

- Tak mówił Seifer - potwierdził Squall. Dziewczyna słysząc to imię zadrżała nieznacznie, ciarki jej przeszły po plecach, ale nie dała nic po sobie poznać.

- W porządku - odpowiedziała chłodno - Musimy spróbować powstrzymać wojska w bazie rakietowej przed odpaleniem pocisków. Droga do bazy to ta w prawo - wskazała ręką w tamtym kierunku - To z jakieś trzydzieści mil drogi.

- Hej, nie sądzicie, że powinniśmy również ostrzec ogrody, w razie, gdyby w bazie nam się nie udało? - zapytał Irvine

- Racja - potwierdził Squall - Naszym priorytetem jest ochrona Ogrodu Balamb i przeprowadzenie ewakuacji studentów. Podzielimy się na dwie drużyny. Ja z pozostałą dwójką postaramy się dotrzeć do Ogrodu i uprzedzić Cida, reszta dokona małego sabotażu w bazie. Zgadzacie się?

Wszyscy przytaknęli.

Nikt jednak nie zdążył nic więcej powiedzieć, kiedy na horyzoncie dostrzegli błysk, a zaraz potem wznoszące się wysoko w niebo małe punkciki światła

- Rakiety! - jęknął zszokowany Zell - Już odpalili!

- Hmm, podobno pierwsze wycelowali w Ogród Trabia.. Tak słyszałem. - rzekł Squall, nadzwyczaj spokojnie.

- Czyli jest jeszcze szansa dla Balamb. Ruszajmy lepiej jak najszybciej! - krzyknął Irvine. Spojrzał w tym momencie na Selphie, która wpatrzyła się we wzlatujące wysoko w stratosferę rakiety, a następnie z jękiem upadła na kolana.

- Trabio... mój Ogrodzie.. - wyszlochała - Wybaczcie... Nie mogłam nic zrobić..

- Selphie, tak mi przykro.. - powiedział zatroskany Irvine, kucając przy dziewczynie i kładąc dłoń na jej ramieniu. Był bardzo zmartwiony. Zawsze zależało mu na Selphie, a widzieć ją w tym stanie, rozpaczającą... to było niemal nie do zniesienia.

Ta jednak wnet się opanowała; pokręciła tylko głową i szybko otarła łzy spływające po policzkach.

- W porządku - rzekła, wstając i patrząc na Squalla kontynuowała - Słuchaj, to JA chcę poprowadzić drużynę w bazie rakietowej! Chcę się zemścić za to, co zrobili!

- Jesteś pewna? - zapytał z niedowierzaniem Squall

- Tak - odparła z determinacją dziewczyna, zaciskając dłonie w pięści - Rozniosę ich w pył, stłamszę, skopię im tyłki! Podli Galbadianie! A tę czarownicę osobiście uduszę, gołymi rękoma, obiecuję!

- Ho ho, jaki bojowy nastrój! - skomentowała Rinoa z nutką fascynacji w głosie.

- Och, zamknij się... - mruknęła pod nosem Quistis.

- W porządku - zgodził się Squall, przerzucając wzrok ze skołowanej Rinoi na naburmuszoną Quistis i odwrotnie - Dziewczyny, wy się zajmiecie bazą rakietową, róbcie wszystko, co wam Selphie każe. Ja z Irvinem i Zellem spróbujemy dostać się do Balamb i ostrzec Cida.

- Ale.. - zaczęła protestować Quistis

- TO ROZKAZ, pani ex-intruktor! - odparł Squall z naciskiem.

Quistis umilkła, minę miała jednak mocno obrażoną.

Nienawidziła, jak ktoś jej przypominał, że straciła licencję, i to w tak głupi sposób...

Kiedyś przetrzepie jeszcze skórę tamtemu jasnowłosemu gnojkowi. O taaak....

---

Opancerzony wojskowy wóz na rejestracjach Galbadii jechał powoli przez zapiaszczoną drogę, kierując się w stronę bazy rakietowej.

Wozem kierowała Selphie. Rozsiadła się wygodnie w fotelu, uruchomiła odtwarzacz CD, puszczając głośno muzykę i pogwizdywała. Humor jej się nieco poprawił, ochłonęła już po pierwszych silnych emocjach i po szoku, jakiego doznała, widząc lecące rakiety. Wizja tego, jak w nieodległej przyszłości skopie tyłki wojskom Galbadii i rozniesie bazę rakietową w pył napawała ją optymizmem. Zemsta to wszakże danie, które najlepiej smakuje na zimno.

Samochód w kabinie kierowcy miał tylko jedno siedzenie dla pasażera, tak więc Quistis i Rinoa usadowiły się w niewygodnej naczepie z tyłu. Był to wóz służący do transportu materiałów i broni, tak więc nie miały z tyłu żadnych wygód; siedziały na metalowej podłodze, opierając się ściany opancerzonej komory.

- Ciekawe, czy więźniów też w ten sposób przewozili - zastanawiała się na głos Rinoa, rozmasowując obolały tyłek - Niezbyt tu wygodnie - spojrzała kątem oka na Quistis.

Ta nie odpowiedziała i obróciła jeszcze bardziej głowę w bok, tak, żeby nie pokazywać swojej twarzy. Opuszczone swobodnie blond włosy skutecznie zakrywały jej oblicze.

Rinoa zamrugała kilka razy oczami i w końcu zebrała się na odwagę. Westchnęła i zapytała poważnie:

- Dobra, Quis, co jest grane?!

- Co niby....? - zapytała obojętnie Quistis, wpatrując się w podłogę

- Nie odzywasz się do mnie od czasu, jak tu trafiliśmy, po tym jak... No, po paradzie... O co ci, kurczę, chodzi? Obraziłaś się na mnie, czy jak?

- Jeszcze pytasz? - odparła Quistis gniewnie. Uniosła głowę, spoglądając rozmówczyni prosto w oczy. W jej błękitnych oczach widać było błysk wściekłości, ale też i czegoś innego. Bólu i cierpienia.

- Czy... czy chodzi o Squalla? - zapytała niepewnie Rinoa

- Co?! - Quistis otwarła szeroko oczy w zdziwieniu

- Pytam, ponieważ... wiem, że się w nim podkochujesz.. - Rinoa zaczerwieniła się lekko, była zakłopotana - Widziałam, jak na niego patrzysz... A my ostatnio, no, dość mocno się do siebie zbliżyliśmy... I pomyślałam, że może jesteś zazdrosna, albo co...

- Rety, Rin! - Quistis wywróciła oczami - Ja tylko z nim flirtowałam, nic więcej! Zresztą dał mi kosza w dniu balu inauguracyjnego... Powiedział mi, żebym gadała do ściany!

- A to może... chodzi o Seifera? - zapytała nieśmiało Rinoa - Od czasu, jak wyznałam wam w Ogrodzie Galbadia, że się w nim kochałam, że chodziłam z nim na randki, to ty stałaś się dla mnie tak jakby.. bardziej surowa i oschła... Też się w nim podkochiwałaś?

- Chyba żartujesz? - jęknęła Quistis, chwytając się za czoło - Ja tego faceta nie cierpię! Jest beznadziejny, nawet w Timber dał plamę! Ale cieszę się, Rin, że już nie jesteś w nim zakochana, to nie był chłopak dla ciebie. Wiesz, niby z tobą randkował, a na boku spotykał się cały czas z Fuujin, widziałam ich wiele razy razem, jak się całowali i obmacywali! I Hyne tylko wie, co jeszcze mogli robić!

- Serio? - Rinoa otwarła oczy w zdziwieniu - No co za...! Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś? Zresztą, bez różnicy, ja już go nie lubię. Olał mnie totalnie, torturował Squalla, a w dodatku romansuje teraz z jakąś wiedźmą, w dodatku pewnie z dwadzieścia lat od niego starszą. Tfu! - splunęła przez lewe ramię.

Quistis uśmiechnęła się nieznacznie. Zły humor jakby nieco jej minął.

- Lubię, jak się złościsz - powiedziała cicho - Tak fajnie mrużysz wtedy oczy...

- Doobra.. - Rinoa wywróciła oczami - Ale nadal nie wiem, o co ci chodzi.. Dlaczego jesteś na mnie taka obrażona...?

- Naprawdę nie wiesz? - zapytała Quis.

- Nie.... Powiesz mi wreszcie o co chodzi, czy będziemy sobie nadal skakać do gardeł? Pamiętaj, że Sefie liczy na nas w tej bazie rakietowej, więc lepiej rozwiążmy wszelkie nasze spory, co?

Quistis westchnęła.

- Dobrze, jak sobie chcesz. - mruknęła - Jestem na ciebie wściekła! Tak, Rinoo, wściekła! Dlatego, że w Deling zrobiłaś coś naprawdę strasznie głupiego!

- Chodzi o to, że ojciec niechcący was zamknął w pokoju po tym jak uciekłam? - zapytała Rinoa - Przepraszam, nie sądziłam, że tam wrócicie.

- Nie bądź kretynką, Rin! - przerwała jej Quistis wyraźnie zła - To był pikuś, jakoś kanałami się wydostaliśmy, choć nie powiem, śmierdziało tam straszliwie. Prawdziwy jednak kanał to był dopiero wtedy, jak się okazało, że naraziłaś się na niebezpieczeństwo, jak jakiś głupi dzieciak! Poszłaś sama, do czarownicy! Co ty sobie myślałaś? Że przyjmie twój prezent, powie: "ach, jakiż piękny lśniący klejnot, uwielbiam takie cacka; dziękuję ci, córeczko generała, zostaniesz nowym prezydentem jak tylko wykończę Delinga, idź już chłodzić szampana, po paradzie się upijemy" czy coś w ten deseń? Jakaś ty jesteś naiwna, dziewczyno! Nie wyrosłaś z przedszkola, czy jak?!

- Hej, nie mów tak do mnie!

- Czy ty nie rozumiesz, jak bardzo się wtedy przejęłam? To było przerażające, kiedy usłyszałam, że poszłaś tam sama, że zaatakowały cię dwa Iguiony! Na Hyne, mogłaś tam zginąć!

- Squall i Irvy mnie uratowali, nie przejmuj się.. - odpowiedziała cicho Rinoa, chociaż było jej ciężko o tym rozmawiać. Wspomnienie tamtego wieczoru w Deling było dla dziewczyny bardzo traumatyczne. Najpierw spotkanie wszechpotężnej i pięknej jak mroczny anioł czarownicy, później atak dwóch jaszczurowatych, żądnych krwi potworów, później wieść, że Seifer żyje i został jakimś-tam Rycerzem od siedmiu boleści, a na zakończenie 'atrakcji' widok lodowych sopli przeszywających ciało Squalla; skąd inąd bardzo widowiskowych i nieprzeciętnych sopli, ale jednak raniących dość poważnie chłopaka. Chłopaka, którego tak bardzo polubiła... A może wręcz pokochała.

- Odchodziłam od zmysłów, siedząc tam, w tej bramie! Nie mogłam opuścić stanowiska, a widziałam, co się działo! - wypaliła Quistis

- Quis.. - Rinoa uśmiechnęła się nieznacznie - Czy to... hmm.. znaczy, że się o mnie martwiłaś?

- Oczywiście! - odparła dziewczyna - Troszczę się o ciebie, jesteś naprawdę wyjątkową osobą!

Rinoa przysunęła się bliżej Quistis i uklękła na przeciw niej.

- Wiesz.. - szepnęła z radością malującą się na twarzy - Nikt mi jeszcze nie powiedział czegoś tak miłego.. Ani Squall, ani Seifer, ani nawet mój do-diabła-z-nim-ojciec... To... to było piękne, usłyszeć te słowa od ciebie, po raz pierwszy...

Quistis zamrugała kilka razy, była nieco zaskoczona tym wyznaniem, ale nic nie powiedziała.

- To co? - ciągnęła Rinoa - Znów będziemy przyjaciółkami?

I rozpostarła ramiona, oczekując, że Quistis zaakceptuje jej propozycję i uściska ją przyjacielsko.

- Ech, Rin.... - szepnęła Quistis - Nie rozumiem cię czasami.. No ale dobrze...

Obie objęły się mocno, tuląc do siebie.

- Naprawdę, przepraszam za to, że się tak wygłupiłam w Deling przed paradą - szepnęła Rinoa do ucha przyjaciółki - Chciałam być do czegoś przydatna, nie chciałam być zerem.. To Odine Bangle to była jedyna rzecz, która wpadła mi do głowy.. Odsunęliście mnie od tej misji, czułam się zupełnie niepotrzebna...

- Nie jesteś niepotrzebna,, - odparła Quistis - I nie musisz przepraszać.. Chociaż... - przerwała na chwilę, biorąc głęboki oddech - Mogłabyś mnie, w ramach przeprosin, pocałować...

- Co?! - zapytała Rinoa, odsuwając się nieco od Quis i patrząc zaskoczona jej w oczy. W jej błękitne i głębokie jak ocean oczy...

Ta tylko uśmiechnęła się nieznacznie i przybliżyła twarz do twarzy czarnowłosej dziewczyny

- No wiesz. Takie małe przeprosiny... Nic więcej... - szepnęła, po czym, powoli i nieco nieśmiało, dotknęła ustami suchych i delikatnych warg przyjaciółki.

Rinoa jęknęła, ale nie w proteście. Raczej była zaskoczona tym nieoczekiwanym gestem. Nie powiedziała nic jednak i nie odsunęła się. Przymknęła oczy, smakując ciepłego i zmysłowego pocałunku.

- Hmm.. - wyszeptała Quistis, odrywając od niej usta - Tak lepiej... Przeprosiny przyjęte.

- Quis - szepnęła Rinoa, drżąc - Jeszcze raz, proszę... - i tym razem to ona przybliżyła swoje usta do ust blondwłosej piękności, całując ją bardziej intensywnie. Rozchyliła wargi, ich pocałunki stały się bardziej intensywne i głębsze. Poczuła, że Quistis wsuwa w jej usta język. Jęknęła z przyjemnego doznania i sama nie pozostała dłużna, odwzajemniając tę mocno podniecającą pieszczotę.

- Masz dosyć? - zapytała Quistis pomiędzy pocałunkami, nie odrywając niemal ust od dziewczyny

- Nie.. - odpowiedziała tamta, ciężko oddychając. Hyne, było jej gorąco i to nie z powodu upału panującego na pustyni.

- Dobrze, to chciałam usłyszeć. - odpowiedziała Quistis, odpinając właśnie swoją pomarańczową kamizelkę i opuszczając ją z ramion. Rinoa otwarła jedno oko i z zaskoczeniem zobaczyła, że pod kamizelką Quis nosi już tylko bieliznę.

- Chyba... nie powinnyśmy... - wysapała, kiedy jasnowłosa dziewczyna zabrała się właśnie za rozpinanie błękitnego wdzianka Rinoi.

- Nikt się nie dowie... Spoko. - odparła Quistis - Mamy nieco czasu, nim dojedziemy do bazy rakietowej...

- Mamy przede wszystkim misję do wykonania - przypomniała nieśmiało dziewczyna, jednak odrzucając z ulgą zdjęte z jej ramion odzienie na podłogę. Też jej było gorąco. - Musimy powstrzymać te rakiety, pokrzyżować plany czarownicy...

- Chrzanić czarownicę, zajmiemy się nią później... - szepnęła Quistis, jej oddech ciepły na ustach Rinoi, jej dłonie przemierzające po nagich ramionach dziewczyny - Teraz wolę się zająć tobą.... Potraktuj to jako spóźniony.. prezent urodzinowy..

- Ale ja miałam urodziny dawno temu, w marcu - przypomniała nieśmiało Rinoa

- Wiem. Jednak i tak chcę się tobą zająć...

- Whatever.. - skomentowała Rinoa, nauczywszy się już tego nawyku od Squalla i w pełni oddała się pieszczotom Quistis, która zeszła z pocałunkami na jej gładką i bladą szyję - Ach, Quis...

- Zdejmij to... - zażądała blondwłosa, usiłując ściągnąć z ramion przyjaciółki cienką czarną bluzkę na naramkach, którą nosiła pod błękitnym wdziankiem

- Ale... - na policzki Rinoi spłynął rumieniec - Ja nie mam pod spodem bielizny...

- Tym lepiej... - mruknęła zalotnie Quistis, ściągając naramki z ramion dziewczyny.

- Ale... - znów zaprotestowała czarnowłosa - Nie spodoba ci się to, co zobaczysz.. właściwie... czego, hmm, nie zobaczysz...

- Przekonajmy się.. - wyszeptała ponętnie Quistis

Rinoa już nie protestowała, była coraz bardziej rozpalona, pociła się. Cholerna Pustynia Dingo, dlaczego musi być tu tak gorąco?! No tak, to był początek lata... Nie myślała już o niczym więcej, bo po chwili została pozbawiona zbędnej bluzeczki. Czuła się jednak mocno zawstydzona, nie miała idealnej figury, to fakt, ale najbardziej wstydziła się swoich piersi. Były dość małe, tak przynajmniej stwierdziła, kiedy porównywała swoje, khm, wymiary z innymi dziewczynami, przykładowo patrząc na Selphie, Quistis czy koleżanki z ruchu oporu. Czuła się niewystarczająco seksowna, a z pewnością czuła się niedowartościowana. Choćby przez chłopaków, których dotychczas spotkała. Na przykład taki Zone... Był zawsze podrywaczem, chodził już chyba ze setką kobiet, a z nią nigdy nawet nie flirtował.. To pewnie przez te cycki, czy też raczej ich brak. Cholera!

- Hmm, jakie ładne... - odezwała się nagle Quistis patrząc na biust Rinoi, po czym ponownie powróciła do pieszczenia jej szyi.

- Ładne? Na Hyne... Quis, ty jedyna mnie doceniasz! - jęknęła dziewczyna z lekką nutką żalu w głosie.

- Nie przejmuj się - odparła Quistis - Niejednemu facetowi się jeszcze spodobasz... Lecz teraz nie myśl o tym... - przerwała na chwilę, powracając do ust koleżanki - Pozwolisz, że ja się nimi zajmę. Księżniczko moja...

To mówiąc, dotknęła palcami sterczącego sutka lewej piersi Rinoi, a później położyła całą dłoń w tym miejscu i lekko ścisnęła.

- Ach! - pisnęła Rinoa i podskoczyła jak oparzona

- Co jest? - zapytała Quistis zdziwiona - Za ostra jestem, hmm?

- Nie, nie o to chodzi.. - rzekła Rinoa, nieco zakłopotana - Po prostu... ja... no wiesz... Nikt nigdy mnie nie dotykał w ten sposób.

- Serio? - zapytała zdziwiona Quistis, uśmiechając się lekko - O kurczę! A ja myślałam, że ty i Seifer byliście parą!

- Hej, nawet się nigdy nie całowaliśmy, do diabła! - żachnęła się Rinoa - Zresztą mówiłam ci, że mam to już gdzieś i jest on dla mnie zerem! Jest skończony!

- A więc.. - Quistis nie kryła rozbawienia, kiedy przeczesywała dłonią pierś Rinoi i widziała całe to zakłopotanie i zawstydzenie malujące się na twarzy dziewczyny - jesteś dziewicą...? Heh, nie dziwię się, że Seif spotykał się na lewo z Fuujin za twoimi plecami, a później że cię rzucił dla tej czarownicy. On woli doświadczone kobiety...

- Och, przestań! - syknęła Rinoa - Zamierzasz mi dokuczać, czy... czy... kontynuować?

Quistis nie odpowiedziała, jednakże jej czyny i gesty wskazywały raczej na to drugie. Pochyliła głowę i zatopiła usta w piersi Rinoi. Rinoa wstrzymała oddech, przymknęła oczy, odchylając głowę do tyłu. Oparła się plecami o jakąś skrzynię stojąca w rogu, nie myślała już o niczym. Delektowała się tylko pieszczotami, którymi obdarzała ją Quistis.

- Quis... - szepnęła w końcu - A ty...? Miałaś już kogoś?

- Hmm, nie tak gorącego jak ty...

- Chłopaka? - zapytała Rinoa

- Tiaa... Ale nawet go nie znasz... Taki jeden z Ogrodu... Whatever... To były stare dzieje, później Komisja Dyscyplinarna zabroniła w szkole bliższych kontaktów pomiędzy chłopakami a dziewczynami, szlag trafił romansowanie... Cholerni hipokryci, znaleźli się pożal-się-Hyne obrońcy moralności, a co sami robili, taki Seif i Fuujin...? - ciągnęła Quistis, właśnie pochylając się i usiłując rozpiąć niebieską dżinsową spódniczkę Rinoi. Udało jej się to po kilku sekundach, wreszcie mogła wsunąć dłoń pod warstwy materiału, gładząc dłonią okolice pępka dziewczyny, podbrzusze, a później schodząc niżej...

Rinoa przymknęła oczy i westchnęła lekko. Jej własne dłonie powędrowały ku plecom Quistis, szukała właśnie na oślep rozpięcia jej stanika. Och, jak bardzo pragnęła ujrzeć ten jej jędrny i duży biust...

Udało jej się rozpiąć ową zbędną część bielizny i zsunęła nieznacznie naramki stanika z ramion przyjaciółki.

- Nie, Rinoo - zaprotestowała nagle Quistis, chwytając wolną dłonią za nadgarstek ciemnowłosej dziewczyny i odsuwając jej rękę - Nic bez mojego przyzwolenia. To ja jestem tutaj instruktorką...

- Ale... - szepnęła Rinoa - Nie jesteś już instruktorką. Cid odebrał ci uprawnienia...?

- Hmm, nie w TEJ kwestii. - uśmiechnęła się zalotnie, kontynuując pieszczoty. Jej druga dłoń wciąż gładząca podbrzusze Rinoi, teraz coraz śmielej podążająca w dół, pomiędzy jej uda.

Rinoa syknęła i wzięła głęboki oddech przez rozchylone usta, kiedy poczuła palce Quistis na... na...

W tym momencie samochodem lekko wstrząsnęło, zatrzymał się, a delikatny warkot silników ustał.

- Co jest? - zapytała zaskoczona Rinoa - Samochód stanął?!

- Stanął... - potwierdziła Quistis - Nic innego tu stanąć nie mogło, prawda?

- Och, Hyne! - Rinoa poderwała się z miejsca, szukając po podłodze rozrzuconych części garderoby - Quis, ubieraj się, jesteśmy na miejscu!

- Spoko.. - odparła cicho Quistis, bardzo niechętnie podnosząc się z podłogi. Nie lubiła, jak jej ktoś przerywał w TAKICH momentach.

Nim obie zdążyły cokolwiek zrobić lub powiedzieć, tylne drzwi otwarły się i stanęła w nich Selphie.

- Booyaka, dziewczyny! - krzyknęła uradowana, poprawiając właśnie fryzurę, ponieważ pustynny wiatr mocno ją rozczochrał - Jesteśmy przy bramach bazy. Więc... - i w tym momencie przerwała, patrząc na współtowarzyszki podróży z wyraźnym zdumieniem. Zamurowało ją. Rozchyliła usta w szoku, widząc je obnażone od pasa w górę oraz zerkając na porozrzucane na podłodze ubrania - Do licha, co wy robicie? - zapytała, gdy wreszcie mogła cokolwiek powiedzieć. Przychodziło jej to jednak z wielkim trudem.

- Och, Sefie... Ja.. znaczy się... my - jąkała się Rinoa, nie wiedząc, jak uchwycić temat. Była zaczerwieniona i kompletnie wystraszona.

- Prawda jest taka - zaczęła spokojnie wyjaśniać Quistis - Że znalazłyśmy tutaj - tu wskazała na obszerną drewnianą skrzynię stojąca w rogu - mundury żołnierzy. Postanowiłyśmy się przebrać, nim wkroczymy do bazy.

- Wow, Quis, ty jesteś genialna! Świetny pomysł! - Selphie podskoczyła z radości, wchodząc do klitki i patrząc z zafascynowaniem na skrzynię - To nam ułatwi zadanie, będziemy udawać żołnierzy! - to mówiąc, zabrała się do otwierania wieka.

Quistis odsunęła się nieco do tyłu, Rinoa cicho jęknęła. Nie wiedziała, jak będzie się tłumaczyć Selphie z tego, że wraz z Quis siedzą półnagie w jakimś galbadiańskim wojskowym wozie, który ukradli z więzienia. Nie wiedziała, co powie, kiedy Selphie otworzy skrzynię i po stwierdzeniu w niej jakiejś beznadziejnej zawartości spojrzy ponownie na nią i Quis i zapyta raz jeszcze, co takiego robiły...

Poczuła, że ze zdenerwowania cała krew odpływa jej z głowy do stóp. Zrobiła się blada jak ściana. Obserwowała tylko w milczeniu, jak Selphie zagląda w skrzynię.

Chwila ciszy. Quis nic nie mówiła, Rinoa wstrzymała oddech, słyszała jedynie walenie swojego serca.

Wtem Selphie się wyprostowała, chwyciła coś ze skrzyni i z uśmiechem zademonstrowała.

W jej dłoniach dziewczyny ujrzały część żołnierskiego odzienia.

- Super! - skomentowała Selphie - Ubieramy się w to! Ale będzie jazda! Dalej, dziewczyny, wkładamy te wdzianka na siebie i wpadamy zrobić w bazie wielkie BUM!

Rinoa odetchnęła z ulgą, Quistis zdawała się być zadowolona.

Kiedy zakładały na siebie żołnierskie mundury, blondyna, wiążąc włosy z powrotem w kitkę, szepnęła tylko do Rinoi:

- Ja jeszcze z tobą nie skończyłam, pamiętaj o zaległym prezencie urodzinowym.. Do zobaczenia w Ogrodzie...

A później pojechały spełnić swą najważniejszą misję w dotychczasowym życiu.

Ciąg dalszy jest już powszechnie znany :)


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.