Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Trucizna

Rozdział 1

Autor:carmilla
Serie:Harry Potter
Gatunki:Fantasy
Dodany:2009-09-26 11:02:13
Aktualizowany:2009-09-26 11:02:13


Następny rozdział

Był sierpień. Severus Snape siedział w barze pod Szyszymorą i sączył Ognistą Whisky. Miejsce, w którym się aktualnie znajdował było najgorszą meliną na całym Nokturnie, gromadzącą śmietankę typów spod ciemnej gwiazdy.

Niewątpliwie Snape ze swoim wyglądem, doskonale pasował do wystroju speluny. Jego cera, w świetle świec była bardzo jasna, prawie biała. Wyglądał jak lekko zamroczony wampir. Czarne jak smoła i tak samo tłuste włosy, opadały w nieładzie na wychudłą i zniszczoną twarz. Zimne oczy, w których nie było ani krzty ciepła, były jak ciemne tunele, świdrujące każdego, kto ośmielił się spojrzeć w stronę ich właściciela. Cały spowity był w czerń - od butów aż po narzuconą na ramiona pelerynę.

Severus siedział przy malutkim stoliku, usytuowanym w samym rogu sali. Znajdujący się na nim obrus nie pamiętał, kiedy ostatnio spotkał się z porządnym czyszczeniem. Kiedyś śnieżnobiały, teraz brudnoszary, nie zachęcał do spożywania jakichkolwiek posiłków czy trunków.

Lokal był mały, brudny i zaniedbany. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające działanie przeróżnych czarnomagicznych zaklęć. Na szczególną uwagę zasługiwały obrazy Gordona Hecklemana, znanego w czarodziejskim świecie z wielu skandalicznych prac artystycznych. Tutaj artysta zaprezentował piętnaście różnych portretów szyszymory. Oprócz typowej klasyki - pejzaży, na których szyszymora błąka się po starym cmentarzu, zawodząc swym skrzeczącym wyciem przy pełni księżyca, były także obrazy bardziej surrealistyczne. Do takich należało m. in. dzieło pt. „Szyszymora w barze” czy „Szyszymora w operze”. Artysta namalował cały cykl podobnych obrazów, których ocena wciąż oscylowała w granicach całkowitego bezguścia i beztalencia.

Warto wspomnieć, iż cechą charakterystyczną dla sztuki czarodziejskiej, jest fakt, iż namalowane postacie nie tylko ruszają się, ale i mówią. Jeżeli dodamy, iż szyszymory nie potrafią usiedzieć w ciszy, dłużej niż kilka minut, to łatwiej będzie nam wyobrazić sobie, gwar panujący w barze.

Snape wodził przymkniętymi oczami po otaczających go osobliwościach. Przy najbliższym stoliku siedziała stara wiedźma o podejrzanym (jak wszyscy zresztą) wyglądzie. Przed nią na stoliku, stała szklanka z niebieską cieczą, dymiącą jej prosto w upstrzony brodawkami nos. Powodowało to niebezpieczne kiwanie się staruchy. Snape zastanawiał się, kiedy w końcu spadając z krzesła, przewali się na ziemię.

Na drugim końcu sali siedziało kilku zakapturzonych mężczyzn w granatowych płaszczach i grało w partię czarodziejskich kart. Nagle jedna z kart zaczęła wykrzykiwać wyzwiska skierowane do jednego z graczy, na co reszta zareagowała bardzo agresywnie, rzucając się na niego z pięściami i dorzucając własne wiązanki wyszukanych przekleństw. „Co za idiota, myślał, że oszuka te przeklęte karty”, pomyślał Snape, obserwując, jak do całego cyrku dołącza się barman, próbując uspokoić kłopotliwych klientów.

Wszyscy goście wydawali się być spięci i czymś zaniepokojeni. Chociaż starali się to ukryć, zdradzały ich podejrzliwe i rozbiegane spojrzenia, wypatrujące jakichkolwiek oznak zagrożenia. Ich mroczne serca ogarnął niewyobrażalny strach, jakiego nie doświadczyli w czasie całego swojego życia.

Ich mentor - Czarny Pan został tej nocy pokonany. Nie wiedzieli jak do tego doszło, ale teraz martwili się swoją niepewną przyszłością.

Snape wychylił kieliszek i skinął na barmana, by ten nalał mu następną kolejkę. W obecnej chwili i stanie nie mógł nawet powiedzieć ile czasu spędził w tym obskurnym miejscu oraz ile wlał w siebie cudownego trunku, jakim była Ognista Whisky.

Nie było to jednak dla niego ważne. Chciał tylko zapomnieć, oderwać się od bezsensu i okrucieństwa rzeczywistości. Za najlepszy sposób osiągnięcia wyznaczonego przez siebie celu, uznał wlanie w siebie tyle litrów alkoholu, ile zdoła.

Zapomnienie jednak nie przychodziło. Przeciwnie. Z każdą chwilą myśli układały się w coraz wyraźniejsze obrazy i wizje. Zamglonymi oczami wyobraźni widział scenę: padającą kobietę przed strumieniem oślepiająco zielonego światła. „Miała takie piękne, zielone jak to światło, błyszczące oczy…” pomyślał.

- Kelner, Ognistą Whisky! - zawołał.

- Już podaję.

Kolejny kieliszek. Snape nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że ma tak mocną głowę.

Teraz przed oczami rysowało się pewne wspomnienie. Spotkanie, które miało miejsce całkiem niedawno. Spotkanie z osobą, dla której wydawałoby się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Spotkanie, w którym pokładał całą nadzieję. „Co dasz mi w zamian, Severusie?” „Wszystko…” Spotkanie, które jednak niestety nie zmieniło przeznaczenia.

Snape potrząsnął głową, by odgonić od siebie wszystkie złe myśli, ale one ciągle wracały jak irytujący, żądny krwi komar. Pamiętał, z jakim niedowierzaniem przyglądał mu się w tedy Albus. To oczywiste, że nie wierzył w jego szczere zamiary.

„Chłopiec przeżył” szepnął mu nagle jakiś głosik do ucha. Severus aż syknął i rozejrzał się podejrzliwie. „Ale dlaczego ona umarła?” po chwili odpowiedział mu w myślach Snape. „Umarła przez ciebie” szydził głosik, ale więcej się już nie odezwał.

„Przeze mnie” - powtórzył jak echo Snape. Gdyby wiedział wcześniej, do czego doprowadzi służba u Czarnego Pana…

- Przecież nie wiedziałem, że to się tak skończy! - krzyknął, uderzając pięścią w stół i podnosząc się z krzesła. Nawet nie zdawał sobie sprawy, iż wrzeszczy na całe gardło. Dopiero po chwili dotarło do niego, że w barze zaległa kompletna cisza, i nawet obrazowe szyszymory umilkły. Wszyscy bacznie mu się przyglądali, dając do zrozumienia, że jeśli jeszcze raz zakłóci „spokój”, to albo przeżyje, aczkolwiek nie wyjdzie z baru o własnych siłach, albo stanie się informacją dnia o brutalnym morderstwie dokonanym przez niezidentyfikowanych napastników na Nokturnie.

Snape rozejrzał się chwilę po sali i kiedy poczuł powracającą władzę w nogach, opadł z powrotem na krzesło. Wydawało mu się, że świat rozmywa się przed jego oczami, wywołując mdłości. W ostatniej chwili powstrzymał obiad, napływający mu niebezpiecznie do gardła, kolejnym łykiem alkoholu. Rozjaśniło mu to w głowie.

„Ale to prawda - chłopiec przeżył. Jak to możliwe? Jak to możliwe, że ktoś taki jak Czarny Pan, wielki i potężny mag, ba! Największy czarodziej tych czasów, skinieniem palca zabijający niemal całą kohortę aurorów, został pokonany przez małe dziecko? Wierzyć się nie chce.” snuł w myślach swoje rozważania, sącząc whisky. „Albus mówił, że dziecko ma te same oczy, jej oczy. Ciekawe czy będzie do niej choć trochę podobne, czy też raczej do swojego nieokrzesanego tatusia, szukającego rozgłosu na każdym kroku”.

Na myśl o ojcu chłopca w Severusie aż zawrzało ze złości. Odstawił pusty kieliszek, a wstając przewrócił krzesło.

- Panie uważaj no trochę! Staram się prowadzić ten lokal, a ty mi tu robisz burdel! A poza tym to nie były drinki na koszt firmy! - krzyczał barman, a żyły na jego skroniach drżały niebezpiecznie.

- Silencio - mruknął niechętnie Severus, kierując różdżkę w stronę zdziwionego barmana i rzucił na ladę kilka monet. Następnie wyszedł z baru chwiejnym krokiem, odprowadzany licznymi, choć nie koniecznie życzliwymi spojrzeniami. Zniknął pośród ciemności nocy, a ostatnie, co widziano, to powiewająca za nim złowieszczo peleryna.

Następny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.