Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Powrót z dalekiej podróży

Autor:sahugani
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Fikcja, Horror, Mistyka, Mroczne
Uwagi:Przemoc
Dodany:2011-07-27 08:00:58
Aktualizowany:2011-07-27 10:58:58


Jeśli skopiujesz tekst bez mojego pozwolenia i/lub wiedzy spadnie na ciebie fortepian.


Obudziłem się. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Pierwsze co zobaczyłem to niewyraźna postać stojąca nade mną. Powoli nabierała kształtu. To był mężczyzna w płaszczu i kapeluszu. Miał gęste wąsy. Co gorsza, celował do mnie z archaicznego pistoletu.

Serce zaczęło bić mocniej.

Jednak on nie strzelił. Zobaczywszy, że otworzyłem oczy, stęknął zrezygnowany i opuścił broń.

- Kim jesteś? - zapytałem drżącym głosem.

- Jestem tym, który strzela do śpiących. - odparł ochrypłym głosem - Ale ty już nie śpisz. Nie mogę do ciebie strzelić.

To wszystko było aż zbyt dziwne. Zacząłem dochodzić do jedynego rozsądnego wniosku.

- Gdzie ja jestem? - zapytałem.

- Tutaj. - Strzelający wskazał na mnie.

Spojrzałem na niego z niedowierzaniem. Jego postać znów robiła się niewyraźna. Musiałem bardzo się skupiać, żeby wszystko miało jakieś kształty. To nie było łatwe. Jego twarz. Twarz było najciężej zobaczyć, twarze zawsze są niewyraźne.

- Zastanów się. - dodał po chwili.

Tak też zrobiłem. Dopiero kiedy zacząłem naprawdę mocno wysilać swoją wolę, pomieszczenie stało się… jakieś. Wcześniej po prostu było, nie wiedziałem, jakie. Pusty szary pokój. Niczym cela więzienna. Im mniejszy był tym łatwiej było zachować całość

- Ja śnię, prawda?

Strzelający do śpiących uśmiechnął się.

Jednym z prostych sposobów na test rzeczywistości jest próba oddychania z zatkanym nosem. Udało się. Oddychałem. Egzamin oblany, to nie była rzeczywistość. Śniłem.

- Poczekaj, ale skoro jednak śnię, to czemu do mnie nie strzelasz? - zapytałem go.

- Ponieważ ty śnisz, ale nie śpisz. Przynajmniej nie na tej płaszczyźnie. Jeśli spotkam cię na płaszczyźnie, w której śpisz - zastrzelę. Jak każdego.

- Ale co takiego niby by mi się stało, gdybyś zastrzelił mnie we śnie? Obudziłbym się?

- Nic z tych rzeczy. Ja nie niszczę ciała, niszczę dusze. Jeśli ktoś śpi za dużo, zabijam jego duszę, rozumiesz? Nie mogę pozwolić, byście przesypiali życia. To byłoby za łatwe. Dlatego tych, którzy przesypiają życie zmieniam na bezwartościowych. Kilka strzałów w duszę i nie pragniesz niczego więcej oprócz jedzenia, picia i seksu.

- Seksu… - zastanowiłem się.

Przecież byłem w swoim śnie, mogłem zrobić tutaj wszystko. Należało zatem skończyć wysłuchiwać tego starego pryka i zacząć się dobrze bawić.

Ignorując go całkowicie postanowiłem wyjść z tego pokoju. Tyle, że nie było wyjścia.

Ale to nie problem.

Gdziekolwiek ruszyłem przed siebie ręką z zamiarem przejścia dalej, w ścianie tworzył się korytarz. Tak więc stworzyłem wiele korytarzy. Niezbyt były one kolorowe, bo to by wymagało wiele skupienia. Wszystko było niewyraźne. Ale nie traciłem kontroli, to ważne.

Ruszyłem przed siebie.

Strzelający do śpiących podsunął mi bardzo dobry pomysł. Stworzyłem sobie piękną kobietę. Wymagało to skupienia, ale w końcu jestem tutaj bogiem, mogę tutaj wszystko. Była bardzo wyraźna, pamiętałem ją skądś. Musiałem ją już często widzieć.

Podszedłem do niej. Uśmiechnęła się. Nie rozmawialiśmy. Nie musieliśmy. Przytuliłem ją. Pocałowałem ją delikatnie. To wyglądało tak jakbym za nią tęsknił. Jakbym bardzo długo na nią czekał. Ale mi zupełnie nie o to chodziło. Zacząłem całować jej szyję, a moje dłonie zjeżdżały coraz niżej.

Poczułem coś wokół moich stóp. Był to wąż. Ignorowałem go, robiąc swoje, ale on wciąż syczał.

- Tak bardzo przykro mi o tym mówić, ale on jest dla mnie tylko ciężarem. Od tylu lat na niego czekam. On prawdopodobnie nigdy już nie wróci. Gdybym tylko mogła, zaczęłabym życie na nowo. Nie mogę nawet powiedzieć, że go kocham. To nieprawda. Dla mnie to są już zwłoki. Gdyby nie społeczeństwo, gdyby nie jego presja, byłabym szczęśliwą kobietą u boku kogo innego. Zostawiłabym go. - tak syczał wąż.

Nie wsłuchiwałem się. Byłem wyraźnie zajęty.

A co mi tam jedna kobieta, chciałem więcej!

Wnet pojawiło się ich kilkanaście. To nie była konkretna liczba. One też były niewyraźne, za dużo ich było by utrzymać skupienie na każdej z nich. Zresztą ja chciałem się tylko zadowolić.

Przez jakiś czas było dobrze. Wąż odszedł.

Kobiety zaczęły się zmieniać. Coraz mniej przypominały ludzi, zaczęły mieć jakieś nieludzkie kształty. Chciałem stamtąd wstać, ale trzymały mnie przy ziemi. Jedna z nich zaczęła rodzić. Jej ciało deformowało się. Zamiast jej dłoni pojawiały się dziwne skrzydła, zamiast stóp - ptasie pazury.

I wtedy pojawił się on.

Bardzo dziwny, wysoki stwór. Najprawdopodobniej był to człowiek, bardzo chudy wysoki mężczyzna. Miał na sobie skórzane spodnie. Bose, czarne i zniekształcone stopy wyglądały paskudnie, do tego naga klatka piersiowa, na której można było policzyć wszystkie kości. Pokrywał ją tylko wisiorek z dziwnymi brązowymi koralikami. Ale najdziwniejsza była głowa.

Była to głowa jelenia albo jakaś bardzo realistyczna maska. Mało tego, na tę głowę nałożona była nieduża metalowa klatka, a jelenie rogi były tak powykrzywiane jakby rosły już podczas gdy ta klatka się tam znajdowała.

Wąż wszedł po jego nogawce, aż na ramię.

Potwór bardzo powoli ruszył w naszą stronę. Dopiero po chwili spostrzegłem, że leżę na ziemi z resztkami ciał ludzi i najróżniejszych zwierząt. Podniósł nowonarodzone dziecko. Bardzo płakało. Jedną dłonią chwycił jego malutką główkę.

Moje serce waliło jak szalone.

Zgniótł tę główkę. I ruszył w moim kierunku.

Wyczołgałem się spod ścierwa, pod którym leżałem. Rozpaczliwie biegłem przed siebie. Otaczała mnie ciemność, bo nie skupiałem się. Nie było nic.

Zdawało się, że biegnę w nieskończoność, jednak on swoim powolnym krokiem i tak był coraz bliżej mnie.

Mimo, że wciąż mogłem się ruszać, czułem jak moje kończyny drętwieją. Jakbym naprawdę dawno nimi nie ruszał. Za czymś zacząłem tęsknić, ale nie mogłem sobie przypomnieć, za czym.

Dobiegłem do jakiegoś zbiornika wodnego. Woda tam była dziwna, jak w starych grach komputerowych. Półprzezroczysta, nieruchoma tekstura.

On był coraz bliżej. Chciałem skoczyć.

Jednak zdążył złapać mnie za głowę. Jak tamtego noworodka.

Odwrócił mnie w swoim kierunku.

Na jego ramieniu siedział wąż. Powoli zaczął syczeć:

- Czy ty mnie w ogóle słyszysz?

Starałem się kiwnąć głowę, ale z racji silnego uścisku, nie mogłem nic zrobić. Żadne słowo nie wychodziło mi z gardła.

- Planujesz kiedyś wrócić? Mam nadzieję, że wreszcie wrócisz. Jesteś potrzebny. - kontynuował wąż, a ja nie mogłem nic powiedzieć - A może ci się tu podoba?

Mogłem zrobić wszystko, mogłem stworzyć wszystko i wszystko ze wszystkim robić. Wymagało to tylko ciągłego skupienia, bo inaczej wszystko się rozmywało. Wszystko, wszystko, wszystko, bardzo dużo wszystkiego.

Oczywiście, że mi się podoba!

Wąż zapłakał i odszedł.

Ale wielki potwór nie puszczał.

- Kim ty jesteś?

Nie odpowiadał.

- Po co ci ta klatka na głowie?!

- Ty masz taką samą. - odparł nie ruszając ustami - Ale u mnie chociaż cokolwiek wystaje, a twoja więzi cały twój umysł.

Rzeczywiście, miałem na głowie klatkę.

Zmiażdżył mi głowę.

Obudziłem się. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Pierwsze co zobaczyłem to niewyraźna postać stojąca nade mną. Powoli nabierała kształtu. To był mężczyzna w płaszczu i kapeluszu. Miał gęste wąsy. Co gorsza, celował do mnie z archaicznego pistoletu.

- To znowu ty? - zapytałem.

- A ty znowu nie śpisz. - był rozczarowany - Znowu w momencie, kiedy akurat mogłem cię zastrzelić.

Okazało się, że tym razem jesteśmy w obskurnej toalecie. Było mi strasznie niedobrze. Zacząłem szukać muszli klozetowej.

- Źle ze mną… - zacząłem mówić zataczając się - Niedobrze mi, głowa mnie boli, z trudem się koncentruję…

- Być może zdążyło mi się strzelić zanim się obudziłeś. - rzekł przyglądając się z ciekawością jak miotam się od ściany do ściany, tarzając przy tym po podłodze.

Nareszcie, muszla klozetowa. Chciałem zwymiotować. Widziałem tylko ją i ciemność w koło.

Z jakiegoś powodu zamieniła się ona w świńską głowę. Wytrzeszczyłem oczy w zdziwieniu. A po chwili głowa zapłonęła wysokim płomieniem. Przypaliło mi twarz.

- Co to jest?! - zacząłem wrzeszczeć, padając na ziemię. Wszystkiego było coraz mniej, coraz mniej wyraźne.

- Jak wiele razy tutaj już byłeś? - zapytał Strzelający do Śpiących.

- Nie wiem, chyba dużo, nie wiem. O co chodzi?!

- A może już czas wrócić?

- Wrócić gdzie? Tu jest dobrze!

- Jesteś tu już tak długo, że nawet nie pamiętasz, dokąd masz wrócić. To smutne.

- Tracę koncentrację! Wszystko znika, błagam, pomóż mi! - wiłem się na ziemi, krzycząc.

- Nie koncentruj się, uwolnij umysł!

Posłuchałem go. Uwolniłem umysł. Myśli rozbiegły się w najróżniejszych kierunkach. Eksplodowały niczym fajerwerki na niebie. Ale nie zniknęły, ruszyły gdzieś w dal. Czułem jak klatka na mojej głowie pęka.

I znowu się obudziłem. Obudziłem się już tak wiele razy, że nigdy tego nie liczyłem. Ale ten raz był wyjątkowy. Czułem się cały zdrętwiały. Nie mogłem się ruszyć. Słyszałem jakiś wysoki, regularny dźwięk. Jak w szpitalu.

Po chwili okazało się, że mój wniosek był oczywisty. Byłem w szpitalu. Podłączony do kroplówki i innych urządzeń. Z trudem utrzymywałem powieki otwarte.

Na ścianie wisiał kalendarz. Rok 2016. Dwa tysiące szesnasty! To dokładnie dwadzieścia pięć lat od mojego wypadku.

W czerwcu roku 1991 wracałem do domu z pracy. Miałem dwadzieścia pięć lat. Byłem rok po ślubie. Mogłem jechać trochę za szybko… Ostatnie, co pamiętam to drzewo.

Dwadzieścia pięć lat! Dokładnie połowę swojego życia byłem w śpiączce.

Na pewno ucieszą się, kiedy dowiedzą się, że się obudziłem.

Nie, jednak nie.

Teraz zrozumiałem węża. To nie wąż mówił, to moja żona. To moja żona ustami węża. A ja nie zareagowałem. Zmarnowałem jej życie. Ciężko się spodziewać, by wciąż mnie kochała, by wciąż czekała na mnie z otwartymi ramionami. Pewnie w głębi duszy życzyła mi śmierci, by móc rozpocząć nowe życie. Też najchętniej bym umarł.

Nie. Najchętniej bym tam wrócił. Wrócił znowu do środka i dobrze się bawił.

Byłem tylko ciężarem dla siebie i innych. Powodem wielu zmarnowanych żyć.

Poproszę o jedną klatkę na głowę. I wieczny sen.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Lyneel : 2011-07-30 16:31:39

    bardzo ciekawy tekst, dobrze napisany. Niesamowicie podobał mi się Strzelający do Śpiących (jego charakter, "imię" i sam pomysł ;] ) oraz kilka użytych zabiegów, np. porównanie wody ze snu z tą z gier komputerowych ;P naprawdę super. Zastanawiam się tylko - dlaczego akurat jelenia głowa? Sama pisałam opowiadanie o jeleniach i wężach i o ile dobrze pamiętam, jeleń jest wobec węży odwiecznym wrogiem. przynajmniej według symboliki chrześcijańskiej. Jak więc ma się to do sytuacji w opowiadaniu?

    ps. jeszcze raz gratulacje !

  • `RaWrr.. : 2011-07-27 10:46:16
    I Like It ; )

    Fajne .! Podoba mi się :D .

    Jest ciekawe i lubię takie klimaty ; ) .

    Na prawdę , gratulację dla autora/rki .

  • Skomentuj