Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Naissant

Rozdział 10 - 2 - Brzeg, pustynia i plaża

Autor:ray
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Akcja, Fantasy, Mistyka, Mroczne, Przygodowe
Uwagi:Utwór niedokończony, Wulgaryzmy
Dodany:2012-11-09 22:44:00
Aktualizowany:2012-11-09 22:44:00


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Tekst jest mój. Nie wyrażam zgody na kopiowanie go i umieszczanie na innych stronach bez mojej wiedzy.


Wciąż jeszcze wpatrywał się w miejsce, w którym zniknęła Marcela kiedy poczuł na skórze wzbierające ciepło. Spojrzał w niebo, które było rozświetlone przez słońce, aż nabrało białych barw. Opuścił wzrok i zobaczył, że stoi na pustyni.

„No bez żartów.” - pomyślał. Gdzie okiem sięgnąć wydmy i piasek. Nad głową palące słońce i latające w kółko sępy. Niewiele myśląc Katos ruszył prosto przed siebie.

Brnął w grząskim piasku przed kilkanaście minut przeklinając, że posłuchał Strażnika i pomógł kobiecie.

„Siedziałbym sobie teraz nad rzeką, ale nie … ja się musiałem zabawić w bohatera!” - powtarzał zirytowany w myślach. Tylko momentami dopuszczał do świadomości fakt, że poczuł się naprawdę dobrze i wartościowo, kiedy Marcela podziękowała mu za pomoc. Mógł przysiąc, że przez chwilę nawet żałował, że na Ziemi od razu odmawiał pomocy, każdemu kto o nią prosił. Widocznie bycie miłym miało swoje zalety. Zaraz jednak do głosu dochodziło jego typowe „ja”. Te, które nie przepadało za ludźmi i miało się za lepsze od nich. Wtedy krzywił się i tęsknił za szumem i zapachem płynącej wody.

Kiedy wszedł na kolejną z wydm, u jej podnóża zobaczył Gaela. Kilkanaście metrów od niego, na piasku klęczał mężczyzna trzymający w ręku butelkę z wodą. Katos, wbrew temu czego się spodziewał, ucieszył się na widok swojego byłego przewodnika. Zszedł po piasku:

„Ciebie to się tu nie spodziewałem.” - powiedział z uśmiechem.

Gael odwrócił głowę i odwzajemnił uśmiech.

„I wzajemnie.”

Katos popatrzył na klęczącego mężczyznę.

„Kto to?”

„Koleś.”

„Czemu się spodziewałem takiej odpowiedzi?” - pomyślał.

„Przed chwilą pomogłem kobiecie znaleźć pokój duszy. Chyba tak to się nazywa …” - oznajmił ni stąd ni z owąd. Gael spojrzał na niego i uniósł jedną brew.

„Mam ci dać za to medal?” - rzucił ironicznie, bawiąc się w dłoni swoim sztyletem z obsydianu.

„Nie. Zresztą, nie ważne …” - zapadła cisza i obaj patrzyli teraz na mężczyznę z butelką.

„Czemu?” - spytał w końcu Gael.

„Czemu co?”

„Czemu jej pomogłeś?”

Katos wstrzymał się z odpowiedzią. Sam nie wiedział, czemu to zrobił. Chciał wierzyć, że wykonał tylko polecenie Strażnika, ale nie opuszczało go to dziwnie miłe uczucie zrobienia dobrego uczynku. Widząc jego zakłopotaną minę Gael spytał:

„Strażnik ci kazał?”

Katos zdziwiony wytrzeszczył oczy. Jego rozmówca tylko się zaśmiał.

„Okej, już nie musisz odpowiadać. Mnie też do tego zmusza.” - wskazał na klęczącego człowieka. - „Każe mi pomagać tym …” - machnął ręką nie mogąc znaleźć określenia. - „Ale wiesz co?” - kontynuował - „Nawet lubię to robić.”

„Pomagać ludziom?” - Katos nie mógł uwierzyć w to, co słyszy.

„Co?! Nie!” - skrzywił się Gael. - „Lubię z nimi przebywać, niektórzy są mocno popieprzeni. Drażnienie takich okazów to frajda - powinieneś spróbować. Na przykład ten tu …” - Gael wskazał na mężczyznę przed nimi - „ … całe życie wyolbrzymiał. Wszystko. Swoje problemy, problemy innych. Swoje wady, szczególnie je, ale też zalety. Miał się za ideał, by za moment chcieć popełniać samobójstwo z powodu bycia zerem. No i jeszcze jedno - nigdy nie nauczył się pływać.”

„A co to ma do rzeczy?”

„Nic na pierwszy rzut oka.” - uśmiechnął się Gael. -„ Ale ta wiedza pomogła mi wykombinować dla niego specjalną zabawę. Kiedy Strażnik rzucił mnie tu, żebym pomógł gościowi, on biegał jak pieprznięty i szukał wody. Rozumiesz, pustynia, słońce, upał - pić się chce, nie? No więc dałem mu tę butelkę i powiedziałem, że jej zawartość ukoi jego pragnienie.”

„Więc czemu wciąż jej nie otworzył, tylko siedzi i na nią patrzy?”

„Bo myśli, że w momencie odkręcenia korka, ta pustynia zamieni się w ocean. Podsumowując, masz przed sobą kolesia, który siedzi na pustyni z butelką wody i zastanawia się czy woli utonąć, czy umrzeć z pragnienia!” - Gael był wyraźnie dumny, że swojego kłamstwa.

„I jak ma mu to pomóc?”

„Nijak. O to chodzi.” - zaśmiał się. - „Nie mam zamiaru pomagać nikomu. Tylko od czasu do czasu łudzę Strażnika, że jest inaczej, żeby wysłał mnie do kolejnych zasrańców jak ten.”

„Ale nie rozumiem … po co ci to?”

„Dla zabawy …” - Gael podszedł bliżej do Katosa i popatrzył mu prosto w oczy. - „Zrozum. Ludzie, którzy spadli tu, z Ziemi, są podatni na wszystko. Są bardzo czuli i łatwo ich zranić. Jeden nieuważny gest i zapętlasz takiego gnoja w jeszcze większym cierpieniu, ale … Są w piekle, prawda? Nie pojawili się tu leżeć i odpoczywać! Jedyne co ich różni od urodzonych tutaj to to, ze tamci potrafią wziąć sprawy w swoje ręce. Ich nie zranisz pojedynczym, źle dobranym słowem. Temu, czasami wpadam do osobistych piekieł, by się zrelaksować drażniąc tych drażliwszych.”

„To się nazywa rozrywka na poziomie.” - podsumował ironicznie Katos. - „A co na to Strażnik?”

„Może mi naskoczyć!”

„Nie rozumiem tylko, czemu miałby wysyłać do pomocy ciebie. Raczej nie masz tu sławy Matki Teresy.”

Gael spojrzał z zainteresowaniem na swojego rozmówcę. Za moment uśmiechnął się i spytał:

„Jakim imieniem mnie nazywali?”

„Chenti.”

Pokiwał głową i uśmiechnął się jeszcze szerzej.

„Masz więcej imion?”

„Aken … Bob …” - Katos zachichotał, a Gael wymieniał dalej -„Amargo, Xolotl …”

„Xolotl?!”

„Byłem mocno pijany jak powstało.” - teraz obaj śmiali się na głos.

„A które jest prawdziwe?” - spytał Katos kiedy spoważnieli.

„Gael Tero.”

Popatrzył podejrzliwie na towarzysza.

„Mam ci uwierzyć na słowo, że podałeś mi swoje prawdziwe imię?”

„Wierz lub nie. Ale tak się właśnie nazywam.” - chłopak położył się na piasku i oparł ciało na łokciach. Katos zrobił to samo i przez kilkanaście minut siedzieli w milczeniu przyglądając się mężczyźnie, który wyraźnie bił się z myślami nad butelką wody.

Do Katosa od razu wróciły wizje wspomnień Marceli. Całe jej nieszczęście i wybory jakie podjęła. Zastanawiał się jaka historia kryje się za tym człowiekiem. Czy miał również tyle pecha w życiu co dziewiętnastowieczna akuszerka? Przecież wyolbrzymianie spraw nie jest grzechem samo w sobie, by trafić za nie do piekła.

„Miała szczęście, że trafiła na mnie.” - pomyślał.

Spojrzał na Gaela, który leżał na piasku wyraźnie zrelaksowany. Wciąż nie do końca przetrawił informacji jakie o nim zdobył, jednak chłopak ani trochę go nie przerażał. Teraz zaczynał wręcz interesować - nieśmiertelność to w końcu niebywała rzecz. Ciekawe jak to jest nie musieć bać się śmierci? Na pewno ten koleżka uznałby to teraz za błogosławieństwo. Siedział tam, modląc się nad butelką z wodą. Jego twarz była pełna sprzecznych uczuć. Teraz podnosił rękę i łapał za korek chcąc go odkręcić, za moment jednak przestał i wpatrywał się w butelkę, po to, by po chwili odrzucić ją daleko w piasek. Zaczął płakać, chyba chciał coś krzyczeć. W końcu podczołgał się do manierki i wziął ją w ręce, ale nie odkręcił. W całym strachu przed wodą, był swoim własnym wrogiem.

„Nienawidzę ludzi.” - powiedział nagle Gael. Katos popatrzył na niego, ale nie odezwał się. - „Autentycznie, są odrażający. Nie uważasz?”

Nie zdążył nic powiedzieć, gdyż Gael kontynuował:

„To jak chcą decydować za innych. Wmawiać co jest dla nich dobre a co złe. Wdrażać każdemu te same zasady, zmuszać do takiego samego myślenia i zachowań. A później mieć pretensje, jeśli ktoś nie chce się dobrowolnie zniewolić. Ale w drugą stronę nie jest lepiej. Jednostki dają się przerabiać w masę kretynów. Zupełnie bezrefleksyjnie idą na rzeź swojej wolności wyboru. Ja zawsze sam podejmowałem i będę podejmował swoje decyzje … I temu zostałem naznaczony.”

„Mordowanie to wybór?”

Gael energicznie wstał z piasku i stanął nad Katosem.

„Nie wiem kto ci o mnie opowiadał i co dokładnie usłyszałeś. Ale zapewniam, że połowa tego, to bzdury. Okej, przyznaje, zabiłem kilka osób tylko i wyłącznie dla zabawy; kilkoro by udowodnić sobie, czego mogę dokonać, ale do jasnej kurwy … jesteśmy w piekle! Ciekawe co to za święty grzesznik mnie osądzał?! Rozejrzałeś się po mieście? Co druga osoba tam, to morderca lub gwałciciel; tutaj ktoś zostaje zaszlachtowany dla zabawy co minutę, ale to ja jestem najgorszy! Domyślasz się czemu?” - mówił podniesionym głosem.

„Nie.” - bąknął Katos.

„To oczywiste - bo wracam do życia! Zastanów się tylko: nawet na Ziemi, co jest ostateczną i najgorszą karą ze wszystkich?”

„Śmierć.”

„Bez wątpienia, śmierć! Ktoś, kto się jej nie boi jest niezwyciężony. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale nieśmiertelność to atrybut bogów. Biblia wyraźnie mówi: „Król królów, Pan panów, jedyny, który ma nieśmiertelność” . Nie twierdzę, że jestem bogiem.” - wytłumaczył, widząc zaszokowaną minę Katosa - „Bo nim zdecydowanie nie jestem. Ale posiadam jedną z jego cech. I właśnie temu każdy chce mnie dopaść. Chcą poznać mój sekret; chcą widzieć jak to robię, że za każdym razem wracam do życia.”

„Orkus też?”

„On przede wszystkim.” - Gael znów usiadł na piasku, tym razem naprzeciw Katosa i nieco się uspokoił. - „Za każdym razem torturuje mnie myśląc, że wyjawię mu moją tajemnicę … Prędzej wszystkich pozabijam niż to zdradzę.” - siedział i oddychał głęboko.

Katos pomyślał, że znowu znalazł się w sytuacji, kiedy musi rzucić jakieś słowa pocieszenia. Nie wiedział co powiedzieć, więc przez jakiś czas siedzieli w ciszy, którą przecinało łkanie mężczyzny siłującego się z butelką.

„Ktoś zna prawdę? O tym jak zmartwychwstajesz?” - spytał w końcu.

Gael kiwnął głową.

„Jest jedna osoba, ale zapomnij, że powiem ci kto to.”

„Jasne, nie dopytuję … Jak to jest? Umrzeć?”

„Jesteś w piekle … powinieneś wiedzieć.” - Gaela wyraźnie rozbawiło pytanie Katosa.

„Nie pamiętam jak umarłem.”

„Nic a nic?”

„Nie.”

„Więc pewnie było szybko i bezboleśnie.” - powiedział głosem znawcy. - „W moich przypadkach, najpierw oczywiście jest ból. Ale to nie on jest największym problemem. Wiesz co jest najgorsze w umieraniu?”

Katos kiwnął przecząco głową.

„Strach. Strach, że to już koniec; że nie ma nic ponadto. Ból? Wierz mi, człowiek jest w stanie znieść każdy, wiedząc, że uda mu się przeżyć. Więc, wracając do tematu - najpierw jest ból, aż do momentu kiedy wszystko zaczyna odpływać. Podobne uczucie do tego, kiedy zasypiasz; kiedy masz wrażenie, ze wszystkie dźwięki są gdzieś daleko; że nie dotyczą ciebie. Później spadasz. Bezwładnie, bez sił. Nie jesteś w stanie ruszyć żadną kończyną. Lecisz w nieznane, ale poddajesz się tej grawitacji. To całkiem przyjemne uczucie, tak swoją drogą. Nigdy nie czuję się tak wolny i spokojny jak wtedy, kiedy spadam.

Następnie pojawia się woda, w moim przypadku oczywiście, nie wiem jak jest u innych. Kiedy już zaczyna mnie obmywać; leczyć moje rany; jakby wyczyszczać mnie z minionego istnienia, wtedy wiem, że zaraz wrócę do życia.”

„I co później?” - Katos był zaabsorbowany opowieścią Gaela.

„Nic.” - ten wzruszył ramionami. - „Budzę się, wstaje i idę dalej.”

„Ale czujesz coś? Na przykład jak ktoś cię postrzelił i umarłeś to czujesz jakiś ból w tamtym miejscu?”

„Czasami. Weźmy kilka godzin przed tym jak się poznaliśmy … Goście skręcili mi kark. Kiedy wstałem, to bolało jakbym spał na niewygodnej poduszce przez całą noc.”

„Czad.” - wypsnęło się Katosowi. Gael zaśmiał się.

„Nie nakręcaj się. Nie jesteś nieśmiertelny.” - powiedział złośliwie.

Katos nie odpowiedział. Powoli zaczynał rozumieć czemu wszyscy są tacy wrażliwi na punkcie Gaela. Miał rację, nie chodzi o zemstę czy sprawiedliwość, a przynajmniej nie w większości przypadków. Każdy chce poznać sekret nieśmiertelności. Jego samego zaczęło to teraz bardzo interesować. Jak to jest nie bać się największej z kar? Jak to jest stać i śmiać się śmierci w twarz? To musi być fascynujące. I jaką daje władzę. Szybko jednak otrząsnął się z tych myśli.

„Sam powiedział, że prędzej zabije, niż powie jak wraca do żywych.”

Siedział, patrząc przed siebie. W tym czasie Gael wstał z piasku i otrzepał spodnie. Popatrzył z politowaniem na mężczyznę z butelką.

„Wciąż się nie zdecydowałeś?” - krzyknął w jego stronę.

Ten odpowiedział przeczącym kiwaniem głowy.

„Chcesz, żebym to skończył?”

Mężczyzna patrzył na Gaela tępym wzrokiem.

„Mam to skończyć? Wiesz, że mogę!” - odwrócił się do Katosa i powiedział: - „Nawet nie umie zdecydować jak chce umrzeć …”

Podszedł do klęczącego mężczyzny i przykucnął przy nim.

„To jak?” - wciąż drażnił. „ Powiedz tylko słowo.”

„Zabij mnie.” - wycharczał w końcu mężczyzna.

„Na pewno?”

„Tak.”

„Jesteś przekonany?”

Mężczyzna kiwał twierdząco głową.

„Może jednak odkręcisz butelkę i się napijesz?”

„Nie, nie umiem pływać!” - mężczyzna był wyczerpany i spragniony.

„Czy to twoja ostateczna odpowiedź?” - dopytywał się Gael.

„Dzizas Gael! Zabij go w końcu!” - krzyknął Katos mając dość patrzenia jak jego towarzysz zamęcza tego człowieka.

„Tak?” - Gael popatrzył na śmiertelnika klęczącego przed nim. Ten rozpaczliwie kiwał głową.

„Woda byłaby do kolan.” - powiedział i dźgnął mężczyznę w szyję.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.