Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Inuki - sklep z mangą i anime

Opowiadanie

Teoria Chaosu

21. Początek

Autor:erravi
Serie:Slayers
Gatunki:Dramat, Fantasy, Mroczne, Przygodowe, Romans
Dodany:2020-08-20 10:33:39
Aktualizowany:2020-08-20 10:33:39


Poprzedni rozdział

Zabraniam kopiowania treści bez mojej wcześniejszej zgody.


Wspomnienia...

- Co?! Nie możesz! Ja nie… - wrzaski Kazuki’ego odbijały się echem w przestronnej sali świątyni Saillune, kiedy mroczna energia uwolniona z Księgi Chaosu wnikała w jego ciało, aby w końcu pozostawić po mężczyźnie jedynie proch.

Amelia usilnie próbowała zamknąć lub wyrzucić trzymaną przez siebie Księgę, ale potężna moc woluminu uniemożliwiała jej jakikolwiek ruch wiążąc Księgę z jej dłońmi. Przerażona lustrowała pomieszczenie szukając ratunku, gdy czarna chmura spowijała ją bardziej i bardziej z każdą chwilą, wciągając w niezbadaną otchłań. Wiedziała, że w tej walce już przegrała.

- Amelia! - Zelgadis podbiegł do dziewczyny i desperacko próbował wyrwać Księgę z jej rąk. Na darmo.

Księżniczka jedynie przyglądała się tym próbom nie mogąc powstrzymać płynących łez. Ostatni raz spojrzała w twarz Zelgadisa z tysiącem jednoczesnych myśli w głowie, w jego jasnych oczach widząc szczere przerażenie i szok.

Tyle chciałam panu powiedzieć…

Tyle chciałam zrobić dla swojego kraju…

Wszystko zepsułam…

Mam nadzieję, że odnajdzie pan ukojenie…

Mam nadzieję, że odnajdę bliskich…

Zdołała jedynie wyszeptać ciche przeprosiny z narastającym bólem w piersi, mając nadzieję, że to małe słowo, przekaże wszystkie jej myśli, emocje i nadzieje, zanim tajemnicza ciemność pochłonęła ją bezpowrotnie niosąc w nieznany świat.

Amelia Saillune, nie mogła przypuszczać, że padnie ofiarą oszustwa, że demoniczny Kazuki na zawsze zmieni bieg ich historii. Jednak, jakże łatwo oszukać niewinne, dziewczęce serce? Nakarmić je nadzieją przywrócenia czegoś, co tak brutalnie odebrano wraz z utratą bliskich. Do tej pory Amelia nie wyobrażała sobie własnej śmierci w żaden konkretny sposób, właściwie to nie myśląc o tym wcale. Nawet liczne, niebezpieczne wyzwania, którym do tej pory stawili czoła, budziły w Amelii przekonanie, że dadzą radę, wyjdą z tego razem, niezależnie jak źle by nie było, że przecież są dobrzy, a dobrych bohaterów nie spotykał zły los. Teraz jednak, popadając w mroczną pustkę, zastanawiała się, czy tym właśnie jest miejsce, do którego wędrują dusze po śmierci, czy została skazana na wieczne, samotne dryfowanie po morzu nicości? Czy w tej bezkresnej przestrzeni ma choć szansę na odnalezienie ojca i matki? Ciemność szybko zalewała jej umysł i gasiła wszelkie pragnienia walki czy ucieczki. Musiała po prostu stać się jednością z tym tajemniczym nurtem, z chaosem…

Kiedy odzyskała przytomność natychmiast poczuła tępy ból głowy. Otwierając oczy ostrożnie dotknęła skroni tylko po to, by odkryć krwawe ślady na swojej dłoni. Jednak to nie ten fakt sprawił, że Amelia zastygła w szoku.

- Halo?! - zawołała głośno przerażona, jednak odpowiedział jej tylko cichy szum wiatru i metaliczny odgłos żelaza.

Wokół niewielkiego placu, na którym się znajdowała roztaczał się widok na okolicę. Zniszczone budynki ledwie wyłaniały się z nocnego półmroku, a w ich wnętrzach czaiła się wyłącznie groza. Ulice przetkane były licznymi łańcuchami, których końce niknęły w zachmurzonym nieboskłonie, a fragmenty kusząco połyskiwały wyłapując nieliczne ślady światła księżyca.

- Panie Zelgadis? Panno Lino?! - zdezorientowana ponownie spróbowała przywołać przyjaciół, jednak wtedy nie mogła wiedzieć, że dzieli ich nie tylko przestrzeń, ale i czas, a spokojny tenor, który rozbrzmiał tuż za jej plecami nie mógł należeć do żadnego z jej bliskich.

- Na twoim miejscu nie byłbym tak głośny, drogie dziecko - Amelia natychmiast obróciła się w kierunku nieznanego głosu. W ciemności nie była w stanie wyłowić wszystkich szczegółów, ale wyraźnie dostrzegła mężczyznę czekającego na skraju okrągłego placu.

- Kim jesteś?! - zawołała i natychmiast zerwała się z ziemi gotowa do ewentualnego ataku.

- Nie słuchasz - stwierdził surowo i pomału ruszył w kierunku dziewczyny, będąc jednak nadal na tyle daleko, że nie mogła mu się przyjrzeć. - Nie powinnaś być tak głośna - dodał i niespodziewanie uniósł wskazujący palec kierując go na zabudowania otaczające plac.

Amelia mimowolnie podążyła wzrokiem za jego gestem i dopiero w tym momencie spostrzegła ludzi powoli wyłaniających się z ciemności i zmierzających w milczeniu w ich stronę.

- Halo?! Pomocy! - krzyknęła do zbliżających się ludzi mając nadzieję, że ktokolwiek wyjaśni jej, co się stało. Dodatkowo podświadomie wyczuwała złowrogą aurę promieniującą od zbliżającego się mężczyzny i nie miała ochoty przebywać w jego pobliżu.

- Oni ci nie pomogą - stwierdził chłodno i był już na tyle blisko, że Amelia mogła w końcu dostrzec wyraźnie jego poznaczoną bliznami twarz oraz różnorodne oczy w kolorach błękitu i czerwieni. Mimowolnie cofnęła się o krok widząc złowieszczą tęczówkę śledzącą każdy jej ruch.

- Nie zbliżaj się! Ostrzegam! - zawołała pewnie i ułożyła dłonie szykując się do zaklęcia. Widząc, że nieznajomy nie zamierza się zatrzymać zawołała pewnie - Diem Wing! - mając nadzieję, na przywołanie silnego podmuchu wiatru, który mógłby odeprzeć mężczyznę. Nic jednak się nie stało. Amelia ze zdziwieniem spojrzała na swoje dłonie, a zaraz później na pobliski plac licząc na znalezienie jakiegoś pentagramu, który mógłby blokować jej moc. Żadnego nie dostrzegła. - Diem Wing! - zawołała ponownie, ale i tym razem bez żadnych rezultatów. Właściwie nie rozumiejąc dlaczego jej magia nie zadziałała zdecydowała się na jedyną, w jej przekonaniu słuszną decyzję i rzuciła biegiem do ucieczki w kierunku zbliżającego tłumu.

Biegła szybko łapiąc krótkie oddechy i nawołując zbliżające się postacie. Dopiero po chwili zauważyła, że wszystkie zachowują się dziwnie nienaturalnie. Każdy mieszkaniec sunął powoli i ostrożnie na przód z głową zawieszoną w dół tylko po to, by niespodziewanie zatrzymać się kilka metrów od dziewczyny tworząc coś na kształt półokręgu. Amelia mogłaby przysiąc, że słyszała cichy warkot wydobywający się z ich krtani.

- Halo? - księżniczka także zatrzymała się instynktownie i zawołała niepewnie do otaczających ją osób. W odpowiedzi usłyszała coraz głośniejsze charczenie przypominające odgłos dzikich zwierząt, nie ludzi… Dopiero, gdy ich twarze uniosły się ukazując martwe spojrzenia i złowieszczo wyszczerzone zęby przerażona Amelia cofnęła się w panice wpadając jednocześnie na nieznajomego, który mocno schwycił ją za nadgarstek.

- Mówiłem, nie słuchałaś - odezwał się spokojnie, ale Amelia poczuła jego silny ucisk miażdżący rękę. Skrzywiła się z bólu i spróbowała wyrwać, ale narastający warkot sprawił, że jedynie znieruchomiała przestraszona. - Przyciąga je hałas - wyjaśnił spokojnie mężczyzna. - Nie musisz się jednak martwić, dopóki jesteś ze mną nie zrobią ci krzywdy.

- Kim jesteś? Co to za miejsce i kim są ci ludzie? - potok pytań wyrwał się z ust księżniczki.

- Och, nie wszystko na raz drogie dziecko - mężczyzna zaśmiał się krótko, jednak w niczym nie brzmiało to jak szczera radość. - Możesz nazywać mnie Jashe. A teraz pozwolisz, że zabiorę nas w jakieś milsze miejsce - zanim Amelia zdążyła choćby odpowiedzieć poczuła silne szarpnięcie, zupełnie jakby ktoś popchnął ją z całej siły, a już po chwili znajdowali się w przestronnym pomieszczeniu przypominającym sale tronową.

- Teleportacja? - mruknęła cicho zdezorientowana. Do tej pory nie sądziła, że ludzie są w stanie korzystać z tej magii, a co dopiero żeby przenieść kogoś razem ze sobą. Jedynie silniejsze demony mogły poszczycić się tą zdolnością. Chyba, że… Amelia z przerażeniem spojrzała na mężczyznę, który zdążył już puścić jej rękę.

- Kim jesteś? - zapytała raz jeszcze mając nadzieję na otrzymanie szczerej odpowiedzi, jednak Jashe tylko spojrzał na nią wykrzywiając usta w czymś, co zapewne miało przypominać uśmiech, po czym oddalił się bez słowa spacerując po sali i wyraźnie na coś czekając.

Pomieszczenie było na tyle duże, że spokojnie mogłoby dorównywać wielkością sali tronowej w Saillune. W odróżnieniu jednak od sali tronowej, w tym miejscu, w centrum uwagi było pięć solidnych, kamiennych siedzisk ustawionych w okręgu pośrodku komnaty. Stojąc pomiędzy nimi z pewnością można było być obserwowanym przez każdego z zasiadających w tym momencie na kamiennych tronach. Ściany dookoła pokrywał gładki, szary marmur nadając pomieszczeniu wyraźnego chłodu, zaś w pobliżu ścian i w kątach sali piętrzyły się najróżniejsze kosztowności począwszy od złota, zmyślnej biżuterii, po najrozmaitsze obrazy oprawione w piękne, ręcznie zdobione ramy. Amelia przyglądała się temu z cichym zachwytem kiedy nagle masywne drzwi komnaty otwarły się gwałtownie wpuszczając do pomieszczenia kolejną trójkę nieznajomych. Jako pierwsza w pomieszczeniu pojawiła się młoda kobieta o burzy jasnych włosów okalających delikatną twarz odziana w przepiękną, zdobioną suknię. Poruszała się z gracją, jednak w jej ruchach pozostawało coś drapieżnego. Amelia ze zdziwieniem stwierdziła, ze kobieta przypominała żywe złoto. Tuż za nią wkroczył czarnowłosy młodzieniec o gwałtownych ruchach i dzikim spojrzeniu, a zaraz za nim rosły na dwa metry mężczyzna ze sporą nadwagą i bujnym zarostem, który poruszał się powoli i ociężale. Wszystkich, tak różnych od siebie, łączył jeden element wspólny - spojrzenie krwistoczerwonych, demonicznych oczu. Tymczasem Jashe z otwartymi ramionami ruszył w kierunku nowoprzybyłych.

- Prida, Ira, Vondur - powitał każdego z kolei i grzecznie skinął głową.

- Jashe! Masz, gdzie to jest?! - wyrwała gorączkowo kobieta, co kłóciło się z jej dotychczasową dostojnością. Amelia skryła się w cieniu jednego z licznych filarów podtrzymujących sklepienie, ale bystre spojrzenie Pridy natychmiast wyłapało jej obecność. - Wiedziałam, wiedziałam, że musi się udać! - zawołała entuzjastycznie.

- Jak mówiłem - odrzekł spokojnie Jashe i zerknął z satysfakcją na Amelię zupełnie jakby chwalił się swoją zdobyczą przed innymi. Księżniczka skrzywiła się nieznacznie.

- Na co czekamy! - zawył wściekle Ira. - Bierzmy się do roboty i otwierajmy to cholerne przejście! - młodzieniec gwałtownie ruszył w kierunku Amelii i wypchnął bezbronną dziewczynę na środek sali.

- Zaraz! - zawołała Amelia. - O czym wy mówicie? Jakie przejście?! - zdezorientowana przyglądała się otaczającym twarzom.

- Och, głupi człowieku - odezwała się kobieta kręcąc głową z zażenowaniem. - Nic nie wiesz, prawda?

- Czyżbyś oczekiwała czegoś więcej od ludzkiego pomiotu, siostro? - dodał Vondur głębokim basem.

- Właściwie, to nie - odrzekła Prida w zamyśleniu i kompletnie ignorując pytania Amelii zwróciła się do Iry. - Znajdź naszą głupią siostrę. Będzie nam potrzebna do otwarcia przejścia.

- Acedia? A niby skąd do cholery mam wiedzieć, gdzie ona jest?! - wyraźne rozdrażnienie wyrysowało się na twarzy Iry.

- Nie przesadzaj, pewnie siedzi w tej swojej szczurzej norze jak zawsze - stwierdziła Prida z pogardą i nakazała mu bezzwłocznie ruszać. Ira choć wyraźnie niezadowolony w końcu zebrał się do wyjścia. - A teraz Jashe, zabierz mi tego człowieka z oczu, zamknij ją gdzieś zanim będzie potrzeba - Prida z obrzydzeniem machnęła ręką w kierunku Amelii, po czym usiadła w oczekiwaniu na jednym z kamiennych tronów.

- Jak sobie życzysz, siostro - Jashe skłonił się uprzejmie, po czym mocno schwycił zagubioną Amelię i pociągnął w kierunku drzwi, a następnie szerokim korytarzem w stronę schodów prowadzących na niższe kondygnacje.

- Zaczekaj! Co robicie?! - Amelia już wiedziała, że nie zdoła wyrwać się z uścisku, a jej magia jakimś cudem opuściła ją. W tym momencie liczyła chociaż na jakieś odpowiedzi, ale zdawało się, że nikt z czwórki nieznajomych nie zamierzał jej niczego wyjaśnić.

- Przestań się wyrywać, bo zrobisz sobie krzywdę - powiedział twardo Jashe kiedy schodzili po schodach. Na dole ciągnął się kolejny korytarz wypełniony licznymi celami - Musisz mi wybaczyć młoda damo, bo nie mam już pojedynczych pokoi więc będziesz musiała zadowolić się chwilowym towarzystwem - dodał, po czym gwałtownie wtrącił ją do jednej z cel w pobliżu schodów.

- Hej! - Amelia dopadła do zatrzaśniętych drzwi obserwując oddalająca się sylwetkę Jashe przez wmontowane kraty. - Hej, stój!

- Fantastycznie, teraz dodatkowo będą mnie torturować jazgoczącą małolatą… - zachrypiał niezadowolony głos tuż za Amelią.

- Co? - dziewczyna odwróciła się natychmiast widząc skulonego w kącie niewielkiej celi mężczyznę. Ciężko było jej określić jego wygląd czy wiek, ponieważ pokrywała go warstwa brudu i krwi, zapach też nie był najprzyjemniejszy, na co Amelia skrzywiła się z niesmakiem.

- Co, co? - zapytał niezadowolony. - Lepiej się zamknij - dodał oschle po czym oparł głowę o ścianę przymykając oczy.

Cela była naprawdę nieduża i naprawdę obskurna. Całość wykonana z ciemnego kamienia, może z sześć metrów powierzchni. Pod ścianą znajdowała się samotna prycza, a w kącie mały dzbanek wody i wiaderko służące zapewne do… Amelia odwróciła wzrok z obrzydzeniem.

- Kim jesteś? - zwróciła się do mężczyzny i mimo początkowej odrazy poczuła współczucie, widząc go w takim złym stanie, poobijanego i wychudzonego. - Proszę… nie powinno mnie tu być, moi przyjaciele na pewno nie wiedzą, co się ze mną stało… pewnie się martwią przeze mnie… - dodała błagalnym tonem po chwili ciszy. Nieznajomy westchnął z niezadowoleniem, ale w końcu zebrał się na odpowiedź.

- Jestem Eryk i przykro mi to powiedzieć, ale kimkolwiek jesteś to raczej prędko nie wrócisz do przyjaciół. Próbowałem… - zachrypnięty głos Eryka pełen był rezygnacji i urazy i Amelia z przerażeniem zastanawiała się, co miało oznaczać to próbowanie i jak długo chłopak był tu uwięziony?

- Ja nazywam się Amelia Will Tesla Saillune, jestem księżniczką stolicy białej magii, miasta Saillune - przedstawiła się grzecznie, na co Eryk zarechotał śmiechem.

- O cholera… Nie wiem, co ci dali, ale też to chcę! - zaśmiał się ponownie.

- Proszę nie żartować! Mówię prawdę! - determinacja wypisana na twarzy Amelii w końcu sprawiła, że Eryk zamilkł.

- O cholera… - mruknął ponownie, tym razem wyraźnie się na czymś zastanawiając. - No nie gadaj, ale że ty tak na serio? - dopytał podejrzliwie, a kiedy Amelia gorliwie przytaknęła Eryk poniósł się z półleżącej pozycji i spojrzał na nią wyprostowany. Dopiero teraz Amelia dostrzegła, że nie był wiele starszy od niej, a jego młodą twarz mimo licznych siniaków i zadrapań zdobiły duże brązowe oczy i równie ciemne włosy.

- Powiesz mi co to za miejsce? Dlaczego tu jesteśmy? - spróbowała ponownie.

- To Dwór Śmierci, Jashe urządza tutaj swoje prywatne zabawy. Kiedy zostaniesz w nim zamknięta nie ma możliwości ucieczki, nawet jeśli wyszłabyś jakimś cudem z celi - wyjaśnił Eryk i ponownie z rezygnacją opadł na ścianę.

- Jak to, co ma pan na myśli? - Amelia czuła się naprawdę zdezorientowana i właściwie jedynie adrenalina napędzała ją do dalszego działania i nie myślenia o śmierci ojca i późniejszych wydarzeniach…

- Tak to. To zaklęte miejsce. Jak przeleziesz bez zgody Jashe przez próg Dworu to staniesz się jednym z Nieumarłych, krótko mówiąc demon zabierze twoją duszę - ciemne oczy Eryka błyszczały w blasku słabego światła pochodni rozwieszonych na korytarzu.

- Nieumarli… - Amelia mruknęła cicho przypominając sobie zwierzęcy tłum ludzi, który napotkała wraz z Jashe. A więc oni… byli pozbawieni duszy? - Co za niegodziwa istota mogłaby dopuścić się tak strasznych zbrodni?! - zawołała przerażona.

- Żadna istota, ale najprawdziwszy demon z krwi i kości. Zbiera sobie żywych w tym miejscu, a kiedy ma taki kaprys to po prostu robi z nich swoje mordercze kukły zdolne jedynie do zabijania.

- To okropne - szepnęła księżniczka.

- No okropne - potwierdził cicho, po czym zamilkł na dłuższą chwilę.

- To… właściwie nie boi się pan, że spotka pana to samo? - zapytała ostrożnie, bo ta myśl zasiała w jej wnętrzu dziwny niepokój o rozmówcę.

- Nie - odrzekł twardo Eryk, czym wzbudził szczere zdziwienie dziedziczki rodu Saillune. - Jashe może się ze mną użerać do bólu, ale nie zabije mnie póki moja Nirali robi, co trzeba - Amelia nie miała pojęcia o kim mówił Eryk i właściwie nadal niewiele rozumiała z zaistniałej sytuacji, niestety nie zdążyła dopytać o nic więcej kiedy kolejne słowa Eryka zabrzmiały niczym wyrok. - Amelio Sillune musisz umrzeć.

- Co takiego?! Co też pan opowiada! - oburzona Amelia instynktownie cofnęła się na tyle, na ile pozwalała niewielka przestrzeń celi.

- Nie rozumiesz - Eryk mimo wyraźnego osłabienia dźwignął się w końcu z ziemi wzdychając przy tym głośno. Amelia przyglądała się uważnie jego ociężałym ruchom, a kiedy w końcu stanął wyprostowany pomyślała, że góruje nad nią jawiąc się niczym zjawa. - Myślę, że nie mamy zbyt wiele czasu - powiedział, a spojrzenie jego ciemnych oczu błądziło po ich małym więzieniu, najwyraźniej czegoś poszukując.

- Czasu na co? - spytała ostrożnie, jednak nadal nie była pewna, czy po ostatniej deklaracji powinna choćby zbliżać się do chłopaka. Może był tu już tak długo, że biedak po prostu oszalał i plótł od rzeczy?

- Kilka godzin temu Jashe urządził sobie standardową sesję tortur z moim udziałem, albo raczej próbował… - mruknął Eryk wykrzywiając twarz. - W tym tygodniu nie zdążył się na szczęście dobrze rozkręcić kiedy wydarzyło się coś dziwnego… - dokończył zmieszany i spojrzał badawczo na Amelię. - Nie zrozum mnie źle, czasem mi tu… trochę odbija od tego wszystkiego, ale tym razem to wydawało się naprawdę dziwne, na tyle dziwne, że zaaferowany Jashe wtrącił mnie z powrotem do celi - wyjaśnił, a Amelia poczuła coraz większe współczucie względem chłopaka. Czy on naprawdę mówił o torturach? Już sama myśl o tym, że ktoś mógłby robić coś tak okropnego napawała ją obrzydzeniem.

- Nadal nie za bardzo rozumiem… - odrzekła cicho przepraszającym tonem, kiedy po dłuższej chwili ciszy zrozumiała, że chłopak najwyraźniej sam pogrążył się w swoich rozmyślaniach.

- Och! - sapnął nagle wyrwany z letargu. - Tak… Może już zdążyłaś się domyślić, a może nie, ale jakimś cudem opuściłaś swój wymiar i przeniosłaś się do tutaj, do piątego, zapomnianego filaru - Amelia zmierzyła Eryka powątpiewającym spojrzeniem, ponownie zastanawiając się od jak dawna chłopak przebywał w zamknięciu, ale mimo to pozwoliła mu kontynuować. - Kilkanaście lat temu nasz świat pochłonęła okrutna wojna, w skutek której większa część została zniszczona przez Demonicznego Lorda. Naturalna równowaga została zachwiana, a sytuacja była na tyle beznadziejna, że nawet Matka Koszmarów porzuciła nasz świat pieczętując go i skazując na zapomnienie i powolną śmierć, nasze istnienie skutecznie wymazano z kart historii. Nikt nie mógł przedostać się do nas, ale też żadna istota nie mogła opuścić tego wymiaru, co skutecznie trzymało demony w zamknięciu. Dziś jednak, zanim ponownie mnie zamknęli w celi, zdołałem podsłuchać fragment rozmowy Jashe i pozostałych demonów. Mówili, że ktoś otworzył przejście do naszego świata, że w wymiarze pojawił się klucz, który w końcu umożliwiłby przedostanie się do innych filarów. Szczerze mówiąc nie za wiele wtedy rozumiałem, ale teraz ty faktycznie przedstawiasz się jako jakaś władczyni stolicy białej magii! - wykrzyknął nagle dziwnie podekscytowany i chociaż wszystkie słowa kierował do Amelii to nadal rozglądał się gorączkowo po celi i co chwila zaglądał w coraz to nowszy zakamarek wyraźnie pochłonięty szukaniem czegoś. - To znaczy, że nie możesz pochodzić z naszego wymiaru, a przejście faktycznie się otworzyło!

Amelia próbowała poukładać właśnie usłyszane słowa, jednak było to trudniejsze niż z pewnością oczekiwał Eryk. Przejście do piątego, zapomnianego filaru? Owszem Amelia jako adeptka magii poznała starożytne podania, które mówiły o istocie chaosu nazywanej Matką Koszmarów, która to stworzyła cztery odrębne światy, ale piąty, o którym nawet nigdy nie słyszała? Gotowa była uznać, że Eryk po prostu oszalał będąc torturowany w zamknięciu, bogowie wiedzą jak długo, ale jeden fakt nie dawał jej spokoju. Wcześniejsza rozmowa między nieznajomymi, którzy podobnie jak Eryk mówili o tajemniczym przejściu, do którego otwarcia najwyraźniej była im potrzebna.

- Co się stanie jeśli otworzą przejście? - zapytała cicho, choć w duchu bała się usłyszeć odpowiedź. Eryk w końcu zatrzymał się i obrzucił ją ciężkim spojrzeniem.

- Zniszczą wszystko co znasz i kochasz, nastanie chaos i właśnie dlatego, nie możemy do tego dopuścić. Ta wojna pochłonęła już zbyt wiele żyć… - powiedział cicho, a słowa zawisły ciężko w przestrzeni między nimi.

Amelia poczuła jak krew odpływa z jej twarzy. Zniszczą? Wszystko? Słowa pulsowały w jej umyśle niczym trucizna. Jakby śmierć jej ojca nie była wystarczającą karą za naiwność, pomyślała Amelia zaciskając pięści w przypływie wewnętrznego cierpienia.

- Co mogę zrobić? - zapytała starając się opanować niespokojny oddech i drżenie ramion, jednocześnie wpatrując się w czubki swoich butów.

- Cóż… - Eryk przykucnął cicho naprzeciw niej. - Jesteśmy, jak już wspomniałem, w Dworze Śmierci więc ucieczka raczej nie wchodzi w grę - stwierdził ponuro.

- Muszę… zginąć? - wcześniejsze słowa Eryka nagle nabrały dla niej sensu. Faktycznie i ona nie widziała innej możliwości i chociaż bardzo chciała wierzyć, że ta cała opowieść jest jedynie wymysłem szaleńca, intuicja podpowiadała jej, że niestety do czynienia ma z brutalną rzeczywistością. Eryk z wahaniem przytaknął.

- Niestety, nie znalazłem nic, czym mógłbym otworzyć celę - stwierdził smętnie. - Nie żebym nigdy nie próbował czegoś szukać, ale miałem nadzieję na więcej szczęścia tym razem…

Amelia podniosła wzrok na rozmówcę, po czym bez słowa wyciągnęła niewielki sztylet, który do tej pory pozostawał ukryty w cholewce wysokiego buta.

- O cholera! - Eryk momentalnie podniósł się prostując niczym struna. - Nie przeszukali cię?

- Zdaję się, że nie uznali mnie za zagrożenie - Amelia jedynie wzruszyła ramionami czując nagłą i dziwną obojętność, zupełnie jakby w jej umyśli zdążyła się już uformować ścieżka, którą mimo strachu, miała podążyć. - Proszę to zrobić! - powiedziała w końcu wciskając ostrze w dłonie Eryka.

- Ja? - chłopak odskoczył jak oparzony. - Nie mogę! - przyglądał się wyciągniętemu w jego kierunku ostrzu, po czym westchnął ciężko. - Ja nigdy nikogo nie zabiłem… - wyjaśnił cicho, a w jego głosie dało się wyczuć strach.

Stali tak naprzeciw siebie przez dłuższą chwilę, a Amelia nawet nie zauważyła kiedy zaczęły drżeć jej dłonie, a pierwsze łzy napłynęły do oczu. Eryk przyglądał się jej w milczeniu, aż w końcu zbliżył się ostrożnie wyciągając sztylet z jej uścisku.

- Jak chcesz, abym… to zrobił? - zapytał wpatrując się w podaną broń.

- Myślę, że lepiej dla pana, żeby to wyglądało na… samobójstwo… - stwierdziła z trudem przeciskając kolejne słowa przez gardło, po czym niepewnie wyciągnęła dłonie przed siebie jednocześnie zaciskając oczy w oczekiwaniu.

Czekając na śmierć Amelia stwierdziła, że było inaczej niż w opowieściach. Nie doświadczyła bowiem żadnej mentalnej podróży przez swoje dotychczasowe życie. W głowie miała jedynie przerażającą pustkę, która z każdą chwilą zdawała się ją wciągać coraz głębiej odcinając od wszelkich zewnętrznych bodźców.

- Przepraszam… - usłyszała nagle cichy głos Eryka, a zaraz za nim nadeszła pierwsza fala palącego bólu, który rozrywał jej ciało na kawałki.


***


Jashe był wyraźnie podekscytowany kiedy żwawym krokiem zmierzał, w kierunku celi, w której zostawił Amelię jakąś godzinę temu. Tak jak przypuszczała wcześniej Prida, Acedia faktycznie siedziała jak zawsze w swojej norze i chociaż nie kryła niezadowolenia w końcu pojawiła się wraz z Irą w wyznaczonym miejscu. Byli już tak blisko wyrwania się z tej dziury, w której zamknęła ich Matka Koszmarów! Kiedy wreszcie otworzą przejście do innych filarów i odnajdą drugie, odebrane im Bliźniacze Ostrze przywrócą dawno utraconą potęgę i w będą mieć w poważaniu nawet legendarną Łzę, co do której istnienia nawet nie mieli pewności!

- Mam nadzieję, że nie nudziłaś się czekając! - zawołał od progu kiedy zbliżał się do wybranego pomieszczenia.

Podniecony otworzył masywne drzwi celi i dopiero wchodząc do środka jego uśmiech momentalnie zastąpiła fala gniewu. W kącie pomieszczenia leżało bezwładne ciało dziewczyny, a jej dłonie okrywała krew, nieopodal odnalazł skulonego Eryka, który płakał cicho wciskając głowę między swoje kolana. Jashe ryknął wściekle i ruszył w kierunku dziewczyny. W trakcie krótkich oględzin odnalazł mały sztylet, który zdawał się wystarczająco tłumaczyć rany na przedramionach czarnowłosej.

- Co do kurwy nędzy się tutaj stało?! - ryknął wściekle w stronę Eryka, który dopiero wtedy zdecydował się spojrzeć na demona.

- Wolała się zabić, niż być przez was więziona! - odpowiedział odważnie starając się zachować pozory, że Amelia zrobiła wszystko wyłącznie za sprawą własnej decyzji.

- I nie powstrzymałeś jej?! - wrzask był wręcz oszołamiający.

- Próbowałem! - okrzyknął Eryk i ponownie skrył głowę wciskając ją w kolana.

- Później się z tobą policzę… - zasyczał groźnie w kierunku chłopaka, po czym schwycił bezwładne ciało Amelii i ze złością wyrzucił je z celi.

Demon był zbyt rozwścieczony, aby w tym momencie zastanawiać się na karą dla Eryka. Charczał gniewnie i mamrotał pod nosem kolejne przekleństwa, aż w końcu zatrzasnął celę pozostawiając Amelię pod jej drzwiami zupełnie jak dłużej niepotrzebny mu przedmiot, po czym sam ruszył w kierunku schodów.


***


Kirei i Daiki pod osłoną nocy przekradali się ostrożnie w kierunku Dworu Śmierci. Z oddali, pogrążony w mroku budynek wyglądał jak opuszczona rezydencja w istocie mogąca być w przeszłości dworkiem. Bogato zdobione kolumny zdobiły wejście, a biała fasada wyglądała niczym wykwitła plama na tle ciemnego krajobrazu. Jedynie delikatne światło dobiegające z okien na drugim piętrze zdradzało czyjąkolwiek obecność. Reszta budynku pogrążona była w ciemnościach, ale Kirei wiedział, że to właśnie w nich skrywało się najwięcej żywych, uwięzionych w rozległych piwnicach posiadłości. Kiedy tylko nadarzała się okazja i podróżowali wystarczająco blisko tego miejsca, Kirei zawsze wykorzystywał sposobność i zakradał się do środka, aby złagodzić cierpienia kilku wybranych nieszczęśników. Czuł, że to jego obowiązek. W takich sytuacjach, Daiki zwykle pozostawał kryjąc się gdzieś przed budynkiem, gotów do udzielenia pomocy medycznej w razie potrzeby. Chociaż medyk z początku niechętnie pozwalał wchodzić przyjacielowi do Dworu wkrótce stało się to po prostu ich przyzwyczajeniem, nawet mimo dalszych sprzeciwów pozostałych towarzyszy. Tej nocy niebo było wyjątkowo zachmurzone, a wiatr mierzwił ich włosy silnymi podmuchami. Idealna pogoda, aby wejść niezauważonym, pomyślał Rei kiedy w końcu znalazł się przed masywnymi drzwiami prowadzącymi do Dworu. Ostrożnie wkradł się do środka, gdzie przywitała go jedynie cisza. Obszerna sala wejściowa pogrążona była w ciemnościach. Kirei bez wahania skierował się w stronę bocznych schodów prowadzących, jak już wiedział, do piwnic. W napięciu przemierzał wąskie schody, aby zakraść się do kilku cel, ale gdy tylko wpadł na obszerny korytarz więziennych jego oczom ukazała się zakrwawiona postać dziewczyny leżącej na posadzce, tuż przy najbliższej z cel oświetlanej słabym blaskiem pochodni. Sapnął zaskoczony i na chwilę zamarł w bezruchu nasłuchując. Dopiero kiedy rozejrzał się uważnie i upewnił, że nikt inny nie znajdował się na korytarzu zdecydował się zbliżyć do dziewczyny. Delikatnie przyłożył palce do jej szyi chcąc wybadać puls, ale gdy spostrzegł dłonie nieznajomej natychmiast ogarnął go smutek.

- Samobójstwo? - mruknął cicho sam do siebie.

Biedaczka, pomyślał i przyjrzał się uważniej leżącej postaci. Jej czarne włosy rozrzucone były w nieładzie, a strój zdawał się być zbyt krzykliwy - jasny i obszyty misternymi klejnotami. Ciekawiło go kim była owa nieznajoma i dlaczego zdecydowała się na tak straszny los? Poza tym, dlaczego jej ciało leżało na korytarzu, a nie w jednej z cel? Zaniepokojony stwierdził w końcu, że było to zbyt podejrzane i z pewnością mógł się spodziewać szybkiego powrotu demona w to miejsce. Nie mógł dłużej pozostać w tym miejscu, westchnął z rezygnacją patrząc na dalsze cele pogrążone w ciszy. Targany nagłym impulsem Kirei schwycił kruche i bezwładne ciało w ramiona, z myślą, że nikt nie powinien ginąć w tak straszny sposób w takim miejscu skierował się ponownie w stronę wyjścia niosąc nieznajomą. Kiedy znalazł się już bezpiecznie poza dworem dopadł do niego Daiki.

- Kto to? - zapytał zdziwiony spoglądając na czarnowłosą. - Dlaczego zabrałeś jej ciało? - dodał kiedy uświadomił sobie, że dziewczyna już nie żyła.

- Bo leżała na korytarzu i stwierdziłem, że nikt nie powinien ginąć w takim miejscu. Należy się jej przynajmniej godny pochówek… - mruknął cicho spoglądając na trzymane ciało. Krew nadal sączyła się z otwartych ran skapując cicho na buty Reia. Daiki także przyjrzał się badawczo dziewczynie jakby próbując ocenić coś samym wzrokiem.

- Może jeszcze nie jest dla niej za późno - odezwał się w końcu. - Zdaję mi się, że nie zginęła dawno, krew jeszcze nie zastygła… - stwierdził poważnym tonem.

- Co masz na myśli? - Kirei przyjrzał się uważnie zamyślonej twarzy przyjaciela.

- Jeśli pozwolisz mi użyć moich mocy, może będę w stanie ją jeszcze uratować, może… - powiedział powtarzając ostatnie słowo w odpowiedzi na nagły entuzjazm w oczach białowłosego.

- Musimy spróbować!


***


Świadomość powracała powoli, pojawiała się jedynie momentami muskając delikatnie umysł śpiącej dziewczyny tylko po to, by po chwili ponownie zniknąć pozostawiając ją w kolejnych koszmarach. W tych nielicznych przebłyskach powracającej rzeczywistości odczuwała wyraźnie czyjąś obecność, czasami miała wrażenie, że ktoś czuwał nad nią i opiekuńczo obejmował dłoń czekając cierpliwie aż w końcu się wybudzi. Kiedy w końcu odzyskała przytomność natychmiast spostrzegła parę szarych oczu przyglądających się jej z uwagą. Młodzieniec odetchnął z wyraźną ulgą, po czym uśmiechnął się przyjaźnie.

- Dzień dobry - przywitał się grzecznie nadal wpatrzony w dziewczynę.

Oszołomienie i dezorientacja zaczęły zalewać jej umysł. Nie odpowiadając, jedynie ostrożnie podniosła się na posłaniu i rozejrzała po izbie. Pokój był mały i zagracony, ale za nic nie wyglądał znajomo. Dziewczyna spojrzała ze strachem na towarzyszącego jej młodzieńca. On także nie wyglądał znajomo.

- Gdzie ja jestem? - padło pierwsze pytanie wypowiedziane ochrypłym, uśpionym głosem.

- Jesteś w Świątyni Chaosu, nie martw się tu będziesz bezpieczna - odpowiedział pogodnie chłopak nadal uśmiechając się zachęcająco, chociaż jego twarz zdradzała ślady zmartwienia. - Mam na imię Kirei - powiedział w końcu.

- Kirei? - powtórzyła tempo, ale nie potrafiła powiązać imienia z niczym znajomym, wciąż rozglądała się dookoła mając nadzieję znaleźć coś, co pozwoliłoby jej zrozumieć aktualną sytuację.

- A… ty? - zagaił.

- Ja? - powtórzyła ze strachem, a jej oczy rozszerzyły się spoglądając w twarz nieznajomego. - Ja… nie wiem… - wydukała w końcu sama nie rozumiejąc sensu właśnie wypowiadanych słów.

Dopiero później kiedy pierwsza fala szoku ustąpiła dowiedziała się, że była nieprzytomna dwa tygodnie, po tym jak Kirei wyniósł ją po próbie samobójczej z Dworu Śmierci. Poznała także otaczający ją świat ucząc się go właściwie na nowo, gdyż po tym strasznym wydarzeniu straciła wszelkie wspomnienia o poprzednim życiu. Męczona licznymi koszmarami niejednokrotnie budziła się w nocy, aby odkryć i wtopić się w kojącą obecność Kireia. Tak mijały kolejne tygodnie, a kiedy nawet optymistyczny do tej pory chłopak stracił nadzieję, że dziewczyna cokolwiek sobie przypomni zaczął w końcu zwracać się do niej Akama, co jej osobiście nie przeszkadzało, gdyż żadnego innego imienia i tak nie potrafiła dopasować do siebie. Minął już prawie rok od ich poznania kiedy jedna z nocy okazała się być wyjątkowo trudna dla dziewczyny. Obudziła się z krzykiem zlana zimnym potem, a jej dotychczas szczelnie owinięte wokół przegubów bandaże znowu pokryły się krwią. Była już do tego przyzwyczajona, zdarzało się bowiem, że rany które zadała sobie w Dworze Śmierci ponownie krwawiły podczas niektórych koszmarów. Rei w takich sytuacjach zawsze był przy niej, a jego uspokajająca obecność dawała jej ukojenie. Tak też było tym razem.

- Znowu miałaś koszmar? - odezwał się ostrożnie i natychmiast znalazł przy jej łóżku, mimo że był już środek nocy. Najwyraźniej wcześniej musiały go zbudzić jej krzyki.

- Mmm… - przytaknęła jedynie w odpowiedzi próbując uspokoić drżące działo.

- Ciii… jestem tu, jesteś bezpieczna… - jednocześnie poczuła silne ramiona obejmujące ją pewnie i kołyszące w uspokającym rytmie. Bez słowa wtuliła się w zaoferowane ciepło, a dotychczas łomoczące serce w końcu zwolniło.

- Rei? - zapytała wreszcie go poczuła, że odzyskała już kontrolę nad własnym głosem. - Śniłam o czymś wyjątkowo dziwnym… - szepnęła.

- Dziwnym? - odpowiedział po dłuższej ciszy nadal nie zwalniając uścisku.

- Tak… - mruknęła cicho. - Byłeś tam ty, Maya, Tamaki, Daiki oraz jakaś czarnowłosa dziewczyna, szukaliście czegoś ważnego - zaczęła powoli opisując własny sen. - To coś wyglądało jak… - zastanowiła się przez chwilę - jak kryształ - dokończyła pewniejszym już głosem.

- Kryształ? - powtórzył jedynie zachęcając ją do dalszej opowieści.

- Mhm… - przytaknęła. - Kiedy w końcu znaleźliście ten kryształ i Maya go dotknęła wy… - przerwała nie wiedząc jak ubrać w słowa to, co widziała. - To rozerwało wasze dusze - dokończyła do chwili.

Kirei w odpowiedzi jedynie wzmocnił uścisk, którym otaczał kruchą postać.

- To tylko sen, nic nam nie grozi, spróbuj zasnąć - powiedział i delikatnie ułożył dziewczynę ponownie na łóżku okrywając grubym kocem.

Przyglądała mu się badawczo przez chwilę, ale w końcu łagodny uśmiech i uspokajające słowa sprawiły, że posłusznie zamknęła oczy i ponownie zasnęła spokojnym snem.

Kirei westchnął ciężko i cicho skierował się do wyjścia z pokoju. Miał już tego dość, to zaczynało się robić naprawdę poplątane, pomyślał i skierował się do pokoju Mayi. Zapukał cicho w drzwi jej pokoju mając na nadzieję, że uda im się porozmawiać, a kiedy otworzyła zaspana, nie czekając nawet na zaproszenie wtargnął do środka.

- Maya, musimy porozmawiać o Akamie - powiedział poważnie i spojrzał w twarz towarzyszki.

- Widzę, że jesteś zdenerwowany - powiedziała przecierając zmęczone oczy. - Tak myślałam, że w końcu dojdziemy do tej rozmowy. Mów więc… - ponagliła go starając się jednocześnie ukryć ziewnięcie.

- Myślę, że Akama jest profetą - stwierdził bez ogródek.

Maya spojrzała na niego uważnie analizując możliwe za i przeciw. Profeta, ktoś kto według legend miał być powołany przez samą Matkę Koszmarów przekazując jej wolę i potrafiąc spoglądać w przyszłość. Czy to możliwe?

- Skąd taki pomysł? - zapytała ostrożnie.

- Te jej sny… - Kirei zamyślił się - stają się coraz wyraźniejsze…

Poprzedni rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Rinsey : 2020-09-07 23:08:50

    Początek... Wreszcie dostajemy odpowiedzi! Biedna Amelka... Chyba w sumie dobrze, że po tym wszystkim straciła pamięć. Ale czy w obecnej sytuacji ona jest naprawdę sobą? Czy może jest w zasadzie narzędziem... a gdy wszystkie siły spełnią swoje zadanie, czy ona naprawdę zostanie pomiędzy żywymi?

    Kolejny wstrząsający rozdział... Świetnie opisany i trudno mi przewidzieć, jak dalej wszystko się rozwinie. Fantastyczna robota :)

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu