Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Gambit mocy - recenzja książki

Autor:Grisznak
Korekta:IKa
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2014-02-24 21:01:02
Aktualizowany:2014-02-24 21:01:02



Ilustracja do artykułu


Tytuł: Gambit Mocy

Autor: Piotr Muszyński

Data wydania: 2014

Stron: 705

ISBN: 978-83-62465-79-8

Wydawnictwo: Oficynka


Pojęcie „kobiecej fantastyki” zwykle wykorzystywane jest do określenia literatury tworzonej przez kobiety oraz (najczęściej pejoratywnie) w stosunku do książek pisanych z myślą o kobietach. Tymczasem Gambit Mocy Piotra Muszyńskiego, choć nie spełnia żadnej z dwóch powyżej podanych definicji, wydaje mi się doskonale pasować do tego określenia. Dlaczego? O tym poniżej.

Główną bohaterką książki jest… A właściwie to nie wiem, kto. W zasadzie na czoło wysuwa się księżniczka Samia, wygnana z rodzinnego królestwa z powodu przesądów związanych z posiadanymi przez nią czarnymi skrzydłami. Sąsiednie państwo godzi się przyjąć ją w gościnę, by umocnić stosunki polityczne. Jednak postacią niemal równie istotną jest Serina, wojowniczka, której przypadła rola osobistej strażniczki Samii. Kłopot w tym, że dziewczyna, choć brylowała w turniejach, nigdy jeszcze w życiu nikogo nie zabiła. Wreszcie, trzecią z centralnych postaci tej książki jest Monika - wyraźnie młodsza od pozostałej dwójki, ale zarazem najbardziej tajemnicza znajda, która przypadkiem wpadła w ich towarzystwo i bynajmniej nie zamierza się odczepić.

O czym jest Gambit Mocy? Głównie o polityce i intrygach. Samia kombinuje, jakby tu wrócić do domu. Jej młodsza siostra i aktualna następczyni tronu robi wszystko, by jej to uniemożliwić. Kilka innych grup stara się skorzystać na całej sytuacji, a że wśród nich są czarodzieje, psychopaci, nekromanci, pospolici zbrodniarze i najgorsi ze wszystkich - kapłani, to można być pewnym, że sytuacja będzie zmieniać się błyskawicznie, a czytelnik… co chwila będzie pękał ze śmiechu.

Nie, nie żartuję. Autorowi udała się nader rzadka sztuka napisania powieści fantasy, która jest jednocześnie historią akcji, rzeczą o polityce, a także miejscami po prostu dobrą komedią. Opisy miejsc i postaci pisane są lekkim, niekiedy naszpikowanym ironią językiem, zaś bohaterowie mają poczucie humoru (to, że niekiedy mocno spaczone, to już inna sprawa). W efekcie czego niewiele jest tutaj momentów faktycznie poważnych. Nawet gdy obserwujemy działania skrzywionego psychicznie nekromanty, dla którego zabijanie jest czystą frajdą, to i tak nie przestajemy się uśmiechać, czytając jego przemyślania i komentarze.

Wracając do tego, o czym pisałem na początku - dlaczego właściwie Gambit mocy określiłbym mianem „fantastyki kobiecej”? Otóż dlatego, że kobiety stanowią przygniatającą większość obsady. Poza wymienionymi już postaciami należy dodać jeszcze egzotyczną czarodziejkę Tomoe, opiekunkę Samii - Alchimę i jej siostrę, szulerkę - Elther, a także żywiołaczkę Xu Yen. Chociaż w książce pojawiają się także postacie męskie, niekiedy nawet bardzo dobrze napisane - jak nekromanta Spaczony czy awanturnik Wilcze Serce, to nie sposób pozbyć się wrażenia, że i tak pozostają bardziej marionetkami w rękach bohaterek.

Generalnie, postacie to najmocniejsza strona tej powieści. Są bardzo dobrze napisane i dają się lubić. Autor, choć wyraźnie darzy je sympatią, to nie idealizuje ich nadmiernie. Widać to szczególnie w przypadku Samii, którą obdarzył niemal taką samą porcją zalet jak i wad. Zaskakuje natomiast, jak mało istotnym elementem jest w tej książce wątek romantyczny - obecny na piątym czy nawet szóstym planie i potraktowany pół serio-pół żartem. Oddając sprawiedliwość, można stwierdzić, że większość postaci ma na głowie ważniejsze sprawy niż romansowanie, a część z nich jest jeszcze na to ciut za młoda. Tak czy owak, brak wyraziście zarysowanego romansu rzucił mi się w oczy dość szybko.

Przy dopracowanym opisie świata i złożonych relacjach politycznych, zaskakuje, że czytelnik się w tym wszystkim nie gubi. Przeciwnie, wydarzenia następują dość powoli, by dopiero w drugiej połowie nabrać tempa i mocno przyspieszyć w finale. Tu warto wspomnieć o końcówce - jest dość lekka, nie należy się spodziewać stosów trupów (choć kilka się znajdzie), a autor postarał się, żeby jednak większość postaci dostała swój kawałek tortu i nie była poszkodowana przez życie. Mimo tej całej polityki i wojen, całość jest jednak dość pogodna i nie traci tego charakterystycznego, bardzo babskiego momentami klimatu. Sporo tu także magii i czarowania (w najróżniejszy sposób), co w połączeniu z humorem przywodzi od czasu do czasu na myśl serię Slayers - Magiczni Wojownicy.

Kogoś może zniechęcić rozmiar - autor bowiem zamknął całą historię w siedmiuset stronach. O dziwo, przeczytałem ją w tydzień, co dość dobrze świadczy o tym, jak napisana jest całość. Dominuje tu lekki, wartki język, a gdy trzeba już coś opisać, to raczej bez nastawienia na detale, a raczej na ujęcie tego w sposób zwięzły. A że całość naszpikowana jest humorem, to i ciężaru tych kilkuset stron nie czuć. Pewną niedogodnością może być natomiast brak rozdziałów i rozdzielenie fragmentów historii „gwiazdkami”. Podział na rozdziałby przydałby Gambitowi mocy czytelności.

To kawał przyzwoicie napisanej, pomysłowej fantastyki, w klimatach miejscami nie tak znowu odległej temu, co zdarzało się kiedyś robić Pilipiukowi, z tym, że Przemysław Muszyński nie obraża inteligencji czytelnika tak, jak to później autorowi opowieści o Jakubie Wędrowyczu się zdarzało. Takich książek nie ma na polskim rynku zbyt wielu - zdawać się może, że Polacy preferują poważną fantastykę przed duże F. A Gambit Mocy, choć na pewno nie jest powieścią głęboką i ambitną, pozostaje czymś po prostu dobrym.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Zegarmistrz : 2014-05-14 00:26:31

    Dziękuję bardzo za rozbudowany (i suma sumarum pozytywny) komentarz. Wszystkie uwagi zostaną zapamiętane i wykorzystane w pracy nad ewentualnymi, następnymi książkami. Wszelki feedback jest dla mnie bardzo ważny.

  • I. : 2014-05-12 16:39:41
    "Tylko" dobre?

    Zachęcona pozytywną opiniami, sprezentowałam sobie tą książkę na imieniny, wczoraj/dziś przeczytałam (czy raczej "pochłonęłam") "Gambit mocy" i przyszłam wylać swe żale w komentarzu na tanuki... Chociaż "żale" to nie jest odpowiednie słowo - książka mi się podobała, sprawiła dużo frajdy - te żarty i odniesienia do naszego świata X'D A jednak, o wiele łatwiej mi przychodzi pisanie o tym, co w książce mi się NIE podobało...

    O braku podzielenia historii na ponumerowane rozdziały Pan G. wspomniał już w recenzji, ja czepię się dodatkowo okładki - pomniejszona miniaturka nie wygląda źle na tanuku czy w sklepie internetowym, ale na żywo wygląda jak wstępny szkic do przyszłej pracy, a nie ostateczna wersja rysunku. Ale to tylko okładka, którą zawsze można sobie obłożyć i nawet tak nieporządnie wyglądająca, nie ma wpływu na porządną treść książki. Gorzej, jeśli dość często pojawiały się źle odmienione słowa, lub ktoś pozjadał końcowe literki...

    Tak, książkę miło mi się czytało, ale na stronie trzysta-którejś zauważyłam "hej, jestem już prawie w połowie, ale nic jeszcze konkretnego się nie wydarzyło! o_o" Trzy główne bohaterki - księżniczka Samia, chyba najbardziej egoistyczna i antypatyczna znana mi książkowa postać, młodziutka Monika, do której idealnie pasuje określenie "żywe srebro" (nawet jeśli jej włosy są złote ;) i moja ulubienica z tej trójki, czyli Serina (nie czytajcie "Sarnina" tak jak ja... ^^') - choć początkowo obstawiałam, że będzie nijaką Bohaterką Taką Jak Ty™ ewoluowała w bardzo sympatyczną i trzeźwo myślącą pięść, bądź też miecz rozsądku (jednak nie była idealna i często zdarzały jej się potknięcia wynikające z młodego wieku - niecałe 18 lat) - w opowieści pełnej wykolejeńców, paranoików i psychopatów, taka normalna (ale w żadnym wypadku nie nudna!) dziewczyna to prawdziwy rarytas ;)

    Jednak moimi ulubionymi postaciami zostały Xu Yen - żywiołaczka powietrza z "egzotycznego" kraju (nie, nie zdradzę o jaki konkretnie kraj chodzi, skoro Pan G. o tym nie napisał w recenzji... Ale chyba co niektórzy się domyślą po imieniu chociażby ;), która urzekła mnie zachowaniem i sposobem mówienia oraz Alchima (której imię ciągle przekręcałam na "Alchemię" podczas lektury ^^'), zarządczyni zamku w którym mieszkają bohaterki - ciężko napisać mi o niej coś więcej, aby nie popsuć przyjemności z samodzielnego odkrywania historii tej postaci...

    Postaci zostały rozwinięte dobrze, bądź bardzo dobrze - zdarzały się jednak przedobrzenia, kiedy postaci ze sobą rozmawiały, rozmawiały, rozmawiały... I tak przez kilka stron o swoich i cudzych uczuciach, przeżyciach i związanych z nimi doświadczeniach i- AAAAAAAAA >_<' Doszło w końcu do tego, że musiałam sobie zrobić półgodzinną przerwę, tak miałam już dosyć tej podniosłej paplaniny >_>' Tak, ja wiem, że rozmowy/monologi są ważne, ale nie w takiej ilości - kiedy zauważałam, że Monika zaczyna rozmawiać z kimś na "poważne tematy" coraz częściej miałam ochotę pójścia wreszcie spać (czytałam do 4 w nocy XD) albo przeskoczyć Kolejną Poważną Rozmowę... ^^'

    O ile do samych charakterów postaci nie mam żadnych zastrzeżeń (może poza tym, że większość książki życzyłam zołzowatemu rodzeństwu księżniczek Samii oraz Julii śmierci w zamachach albo chociaż nabicia na pal =_=+), to do ich opisów zewnętrznych już tak. Być może zostałam rozleniwiona przez czytanie komiksów, gdzie mamy i tekst i obraz, przez co nie umiałam sobie wyobrazić postaci bazując tylko na kolorze włosów i (nieczęsto) oczu - i tak najwięcej wiemy o wyglądzie Moniki (złote blond włosy związane w kucyki, niewinne błękitne oczy, niski wzrost), trochę o Serinie (czarne włosy związane w koński ogon wstążką) i najmniej o Samii (czarne skrzydła, chociaż po opisie jej młodszej siostry, która jest "w przeciwieństwie do niej jasnowłosa", można wnioskować, że księżniczka ma ciemne włosy. Czy jednak jej włosy są długie, czy krótkie, jak się ubiera, ile ma wzrostu, czy na ciele ma blizny po zamachu - tego już z książki nie wiemy).

    Świat wyobrażałam sobie jako Typowy Świat Fantasy, czyli średniowieczną Europę - nie wiem czy słusznie, autor raz czy dwa zaznaczył, że w tej akurat chwili postać przywdziała zbroję i hełm, albo że typowym obuwiem skrzydlatych (jedna z ras w książce) są lekkie sandały, a w zimie nosi się futra zwierząt - ale nic poza tym.

    Na samym początku była mowa o "dziesięciu milionach istot z których spora część jest nawet człekokształtna", więc nastawiłam się na autorskie rasy - i niestety trochę się zawiodłam pod tym względem. Głównie spędzamy czas z ludźmi i skrzydlatymi - których należy sobie (chyba, bo autor nie opisał ich poza tym, że mają różnokolorowe skrzydła...) wyobrażać jako człowiek z skrzydłami ptaka - coś na kształt mieszkańców Wyndii z serii gier "Breath of Fire". Są wspomniane orki, ogry, trolle, krasnoludy, elfy, niziołki i gnomy jednak nie spotykamy żadnego z nich - ot, żyją sobie gdzieś tam hen daleko, za siódmą górą i siódmą rzeką... W zamian autor przybliża nam świat bóstw, bogów, duchów, dusz, upiorów i demonów. Muszę przyznać, że fragmenty o nich czytałam z prawdziwą przyjemnością c: Z biogramu z tyłu książki możemy wyczytać, że pan Muszyński "interesuje się dawnymi wierzeniami", a takie oświadczenie zwykle źle mi się kojarzy z młodocianymi sierotkami z klubu fantasy, chcącymi pokazać jakie to one nie są (internetowo -_-') wyedukowane... Jednak w przypadku "Gambitu mocy" wszystko, co "mistyczne" ma ręce i nogi (a czasem też i ogony, szpony czy rogi... c: ), sprawiając wrażenie solidnej i dokładnej konstrukcji, a nie domku z kart mogącego runąć przy najlżejszym powiewie logiki.

    I tak sobie marudzę i marudzę w tym moim komentarzu od kilku godzin pisanym, a tu trzeba iść do kuchni zrobić obiad... XD A więc *bierze głęboki wdech* serdecznie polecam lekturę książki "Gambit mocy" fanom fantasy i mangi ^-^ Nawet jeśli skupiłam się w tym komentarzu na pisaniu o elementach, które niezbyt przypadły mi do gustu, moja radość z czytanie była wielokrotnie większa niż niezadowolenie - duża w tym zasługa żartów i odniesień do pewnego "egzotycznego" kraju, który fani mangi powinni kojarzyć ;)

  • Slova : 2014-02-25 11:50:38

    A czemu nagle Przemek?

  • nekobasu : 2014-02-25 09:01:43

    Grisznak napisał(a):
    Przemysław Muszyński nie obraża inteligencji czytelnika

    Zegarmistrzowska kryptoreklama? ;)

  • Skomentuj