Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Pokemon Jhnelle

Rozdział 14: Szał na Pikaczu

Autor:O. G. Readmore
Serie:Pokemon
Gatunki:Komedia, Przygodowe
Uwagi:Alternatywna rzeczywistość
Dodany:2014-09-10 08:00:53
Aktualizowany:2014-08-15 14:34:53


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Utwór pojawił się na różnych forach i blogu. Historia, region, jak i projekty pokemonów zostały stworzone przeze mnie.


Pierwszy etap konkursu koordynatorskiego ściągał do Esari City setki zainteresowanych. W większości byli to widzowie szukający dobrej rozrywki, trenerzy chcący podpatrzeć konkurencję oraz uczestnicy poprzednich edycji zawodów. Najmniejszą grupę stanowili uczestnicy konkursu. Do pierwszego etapu zakwalifikowano wyłącznie trzydziestu trenerów. W przeciwieństwie do zawodów ligowych konkursy były omijane szerokim łukiem. Mimo sporej liczby fanów w konkursach brało udział niewielu trenerów. Przygotowania do turniejów koordynatorskich wymagały specjalnego przygotowania, treningu oraz wypracowania charakterystycznego stylu walki, który zostałby zapamiętany przez sędziów. Nagrodą za pierwsze miejsce w zawodach koordynatorskich było roczne stypendium w Akademii Pokemon w regionie Liyah, pozłacany medal z plastiku oraz przepustka pozwalająca na udział w lidze Jhnelle. Mając do wyboru udział w konkursie lub lidze większość trenerów wybierała drugą opcję. Ponadto konkursy nie posiadały wysokiego poziomu. Większość koordynatorów posiadała pokemony pospolite i słabo wytrenowane, których ataki nastawione były na efektowność, a nie skuteczność. Występy oceniane były przez sędziów, którzy są równie kompetentni jak taksówkarz wykonujący operację, od której zależy życie pacjenta. Mimo złośliwych uwag jury, na czele, którego stała Paras Hitmonlee, najważniejszym sędzią była publiczność głosująca na swoich faworytów. Prawdziwą ideą organizowania konkursów była chęć zarobienia pieniędzy na wysyłanych telefonicznie głosach.

- I już - oznajmiła Kia. - Jesteś zarejestrowany. Startujesz w grupie drugiej jako trzeci.

- Będę musiał walczyć? - spytał Jimmy.

Zaczynał zastanawiać się, czy Wormly ma jakiekolwiek szanse w walce z doświadczonymi koordynatorami.

- Tak, ale nie przejmuj się tym - machnęła ręką. - W każdej grupie masz dziesięć osób, z których do finału przechodzą tylko trzy z największą ilością głosów - zaczęła opisywać ogólne zasady. - Występ składa się z dwóch części. Pierwsza to prezentacja siebie i pokemona w jakiejś kategorii. Dzisiaj będzie to kategoria czerwona. Druga to krótka walka z inną osobą z twojej grupy. Wynik walki nie ma wpływu na to, czy przejdziesz do finału, czy odpadniesz. Najważniejsze to wywrzeć pozytywne wrażenie na publiczności.

- Cześć - usłyszeli.

Do Kii i Jima podeszli Kyle i Seth.

Dziewczyna skinęła głową na przywitanie.

- Widzę, że poznałeś już naszego lidera - dodała rumieniąc się. - Walczyliście już?

Kyle skinął głową. Chociaż walka z małym Rascalem była znacznie prostsza od pojedynku z Volcano, Daniels był z siebie zadowolony. Dzięki nowemu atakowi Rathvila zdobycie odznaki było czystą formalnością.

- A ty? Jak ci idą te całe występy? - spytał starszy brat.

Jimmy pokręcił głową.

- Nie idą. Jeszcze się nie zaczęły. Kia, czy to zawsze tak długo trwa? - siedmiolatek spojrzał na dziewczynę z wyrzutem.

- Dzisiaj z pewnością nie skończymy - oznajmiła. - To wina jurorki, która zawsze przyjeżdża spóźniona.

- Konkurs będzie trwać do jutra? - zdziwił się Kyle.

- Mamy trzy grupy po dziesięciu zawodników. Wyłonienie finalistów musi trwać - wtrącił się Seth.

- Nie będę siedział tu z tobą młody do jutra. Odpada. Wracam do centrum. Wrócę po ciebie jutro - stwierdził Daniels.

- Rób co chcesz! - ogłosił Jimmy.

- Nie wierzę! - zawołał znajomy głos.

Oczy zgromadzonych zwróciły się w stronę szczupłego chłopaka i leżącego obok jego nogi Bordobeara.

- Charlie? - Kyle zdziwił się na widok przyjaciela. - Co tu robisz?

- Harding stwierdził, że wypadałoby, aby Corella Town reprezentował chociaż jeden dobry trener i wysłał mnie w podróż. Chciałem wystartować w konkursie, bo to całe zbieranie odznak niespecjalnie mi idzie - wyjaśnił. - Wyobraźcie sobie, jakiego trzeba mieć pecha, aby zgubić gdzieś odznaki?

- Dał ci... - Daniels zaczął szukać w pamięci nazwy - Bordobeara?

- Zaraz zaczynam swój pokaz - westchnął przejęty. - Muszę jeszcze obudzić Bordobeara. Mam tylko nadzieję, że sen zbytnio go nie zmęczył. Pogadamy później - oznajmił, znikając w tłumie.

Niespodziewanie przed grupką wyrośli dziewczyna z mikrofonem oraz tęgi mężczyzna trzymający kamerę.

- Wielkie odliczanie zakończone. Za kilka minut rozpocznie się turniej koordynatorów. Dla telewizji TRWAN-waj mówi do was Laurie Robinson - powiedziała. - Kurwa... Zapomniałam tekstu.

- Skup się - mruknął operator.

- Daję z siebie wszystko - odburknęła - Nie oczekuj ode mnie cudów. Jeszcze wczoraj prowadziłam nocne programy interaktywne.

- Nieważne... Jesteś na wizji! Mów!

- Jest z nami Seth Bouswell, lider ognistych pokemonów. Pomagałeś w przygotowaniach do konkursu - rzuciła temat.

Zaskoczony nagłym wywiadem mężczyzna zaczął mówić:

- Tak. Zawsze chętnie pomagam w organizacji różnych imprez związanych z pokemonami. Konkursy to dobry sposób na wyłonienie utalentowanych trenerów.

- Czy masz dziewczynę? - zadała kolejne pytanie.

- Nie... - odparł zakłopotany. - Rozstaliśmy się niedawno.

- Co nie znaczy, że nie ma na oku kogoś innego - weszła mu w słowo Kia.

- Kim jesteś? - spytała dziennikarka.

- Jestem praktykantką medycyny pokemon - przedstawiła się.

- Czyli nikt ważny - odpowiedziała sobie Laurie. - Jakie plany masz na dzisiaj wieczór? - swoją uwagę ponownie przerzuciła na Setha.

- Nie wiem jakie on ma - wtrącił się mężczyzna zza kamery - ale ty i ja dziś wieczór będziemy montować materiały, które spieprzyłaś na nagraniu. Spytaj o coś tego małego - dodał.

Dziewczyna ukucnęła obok Jimmy'ego i zaczęła wywiad:

- Ile masz lat, kochanie?

- Siedem.

- Jesteś tu z rodzicami?

- Nie. Tylko z nim - wskazał ręką na brata.

- Chcesz zostać koordynatorem? - pytała dalej.

- Trenerem - odparł. - W tym roku zdobędę tytuł mistrza Jhnelle - zdradził swoje plany na najbliższe miesiące.

Kyle parsknął śmiechem. Laurie zignorowała zachowanie i skupiona w dalszym ciągu na swoim siedmioletnim rozmówcy pytała:

- Ile masz odznak?

- Ani jednej.

- Aha - mruknęła pod nosem. - Ty też startujesz? - przerzuciła swoją uwagę na starszego z Danielsów.

- Ja? - zdziwił się pytaniem. - Nigdy. Moim zdaniem takie konkursy to pokemonowy odpowiednik imprez karaoke, które z muzyką mają niewiele do czynienia.

Metaliczny głos wezwał na arenę walk pierwszą grupę zawodników. Jimmy stanął na baczność. Od jego występu dzieliło go kilkanaście minut.

- To lecę się rozejrzeć - oznajmił Kyle.

- To jednak nie zostaniesz? - spytał stremowany siedmiolatek.

- Nie. Zanudziłbym się - odparł krótko.

- Mam do ciebie prośbę - zaczął Jimmy. - Może mógłbyś pożyczyć mi na czas konkursu Koliego?

- Nie - usłyszał w odpowiedzi. - A jak w międzyczasie będzie mi potrzebny?

Oczy młodszego z Danielsów zaszkliły się.

- Proszę. Proszę. Proszę. Błagam. Zgódź się!

Kyle bez słowa wyjął z plecaka pokeball i podał go bratu.

***


Pierwsza grupa półfinalistów rozpoczęła swój bój o miejsce we finale. Melinda i jej Mousevil zaprezentowali przed zgromadzonymi taniec egzotyczny.

- To było żałosne. W kategorii parodia "Dirty dancing" zajęlibyście pierwsze miejsce - wydała opinię przewodnicząca jury, Paras Hitmonlee.

Jako drugi na scenę wyszedł Charlie. Krok za nim podążał zaspany Bordobear.

- Bordobear! Atak wrzaskiem!- wydał komendę trener.

Pluszowy miś otworzył pyszczek i ziewnął. Na trybunach rozniosły się gwizdy niezadowolenia. Charlie poczuł jak uginają się pod nim nogi.

- Jeszcze raz, ale tym razem postaraj się!

Miś wydarł się na cały głos. Na widowni rozległa się cisza, po której nastąpiły oklaski.

- Dobra nasza! Spisałeś się! - pochwalił podopiecznego Charlie.

- Nie wiem... - pokręciła głową Paras. - Było okej, ale orgazmu po tym nie przeżyłam - powiedziała coś na kształt pochlebstwa.

- Ostatnia osoba w grupie pierwszej - zabrała głos Laurie Robinson. - Doris i jej Biri, którzy wygłoszą liryczny wiersz pod tytułem"Modlitwa martwej sosny".

Na scenie pojawiła się potargana dziewczyna. Na ziemi siedział trzepoczący skrzydełkami Biri. Doris rozpoczęła recytację:

Rosnący, kwitnący, do bólu prący.

Żyjący, oddychający, do wnętrza ciągnący.

Malejący, przekwitający, od ulgi stroniący.

Konający, gnijący, od życia uciekający.

- Biri! Biri! - pokemon zakończył wiersz.

- Na waszym miejscu zabiłabym poetę, który napisał to coś - stwierdziła Paras.

Biri (jako współtwórca wiersza) przyjął konstruktywną krytykę i zgodnie z sugestią doznał zawału serca.

Nastąpiła przerwa pomiędzy grupami. Zdenerwowany Jimmy skakał z jednej nogi na drugą. Razem z Kolim i Wormlym obserwowali występy pierwszej dziesiątki.

- Ło... - stwierdził Wormly.

Miał nadzieję, że miły chłopczyk-trener nie poprosi go o udział w turnieju. Chciał pomóc Jimowi w zdobyciu tytułu koordynatora, ale nie widział potrzeby afiszowania się i współzawodnictwa z nieżyczliwymi pokemonami i ich niemiłymi-trenerami.

- Wszyscy jesteście dnem! - oznajmiła.

Siedmiolatek odwrócił się. Przed sporą grupą koordynatorów stała zaaferowana dziewczynka. Mimo że blondynka o dużych niebieskich oczach była rówieśniczką Jima przewyższała go o ponad głowę. Różowa sukieneczka, warkoczyki i białe podkolanówki skojarzyły się Danielsowi z wyglądem porcelanowej lalki. Cukierkowy wygląd dziewczynki dopełniał towarzyszący jej pokemon - Pikaczu. Elektryczny stworek składał się z dziwacznych kształtów i figur żółtego koloru. Jego głowę tworzyła idealna kula, na której jedynymi wybijającymi się akcentami były czarne oczy i czerwone policzki. Korpus i łapy przypominały koślawe figury geometryczne. Pikaczu były jednymi z najpopularniejszych pokemonów używanych podczas konkursów. Jimmy wzdrygnął się na jego widok. Jeżeli miałby wskazać jednego pokemona jakiego nie znosi to byłby nim Pikaczu.

Dziewczynka ruszyła do wyjścia.

- Zjedź z drogi, z tym pożal się boże zwierzyńcem - mruknęła, przechodząc obok Jima.

- Smarkula - parsknęła jakaś dziewczyna. - Jeżeli dzisiaj będę musiała walczyć z nią to rozniosę tą żółtą kiełbasę po arenie.

- Uspokój się, Alexis - odparła siedząca obok niej koordynatorka. - Nie warto.

- Ta łatwo ci mówić - prychnęła. - Irytuje mnie niewychowana gówniara.

Alexis zapadała w pamięć nie tylko dzięki wybijającemu się stylowi na jaki składały się ogniście rude włosy, czarne pasemka oraz ubrania, które sama sobie szyła, ale i kłótliwy charakter. Dziewczyna nie lubiła niegrzecznych osób, które traktowały innych z góry. Nienawidziła ludzi takich jak Ashlyn.

- Co to za jedna? - spytał Jimmy.

- Ashlyn i jej Pikaczu - odpowiedziała Alexis. - Zarozumiała córeczka bogatych rodziców. Jej ojciec jest jednym z producentów tego konkursu - ciągnęła dziewczyna - a więc możemy być pewni, że Ashlyn przejdzie do następnego etapu.

Jimmy zajął miejsce wśród innych oczekujących zawodników. Po kilku minutach od zejścia ostatniej osoby z pierwszej grupy poczekalnia wypełniła się koordynatorami, pokemonami, kibicami oraz dziennikarzami. Chłopak z trudem doszukiwał się w tłumie znajomych postaci. W jego oczy rzucił się starszy mężczyzna.

- To ty! - zawołał oburzony siedmiolatek.

Bernie odwrócił się na pięcie. W pierwszym momencie nie rozpoznał chłopca, któremu w Darea Town sprzedał "mistyczny kamień".

- My się znamy?

- Nie pamiętasz mnie, oszuście? Sprzedałeś mi mistyczny kamień!

- Ciii! - uciszył go Bernie. - I jak? Kamień nie działa? - mówił z autentycznym zdziwieniem.

- Jakbyś nie wiedział!

- Niech ci będzie - wzruszył rękoma. - Możesz złożyć reklamację. Obiecuję rozpatrzyć ją w ciągu tygodnia.

- Ło! - ucieszył się Wormly.

Przez moment obawiał się, że sprzedawca nie będzie chciał uwzględnić reklamacji miłego trenera-chłopczyka.

- Gdyby był tu mój tata... - zaczął się odgrażać Jimmy.

- Sproszkowałeś mistyczny kamień?

- Co? Nie... - obniżył ton głosu.

- Bo widzisz, jego moc uwalnia się po sproszkowaniu. Sproszkowanym kamieniem posypujesz pokemona i wtedy działa. Cóż w ramach promocji przyjmij ode mnie tego pokemona - powiedział wciskając chłopcu pokeball.

- Co to za...

- Pokemon, który zwiększy moje... to znaczy twoje szanse na wyjście z grupy. Powodzenia - dodał znikając w tłumie.

Jimmy był naiwny. Nie rozumiał, że można zostać oszukanym dwukrotnie. Nie myśląc o nowym nabytku w drużynie schował pokeball do kieszeni. O wiele bardziej interesowało go użycie mistycznego kamienia. Uwagę chłopca przykuł mężczyzna w okularach przeciwsłonecznych i towarzyszący mu pokemon. Tajemniczy pokemon z dużej odległości przypominał człowieka o bujnej czuprynie. Długie, chude ręce kończyły ostrza, które bez trudu mogłyby rozłupać mistyczny kamień. Jednak największą uwagę przykuwały okrągłe, żółte oczy.

Sven Idler i jego Scizored nie brali udziału w konkursach. Zasiadanie na trybunach wśród innych kibiców stanowiło dla trenera i jego pokemona coś na kształt rytuału. Byli tam, aby po prostu być. Sven nie interesował się konkursami. Większość występów wiercił się i rozglądał na boki. Pobyt wśród zawodników i widzów był dla niego czymś w rodzaju uczczenia pamięci, albo momentem na refleksję. Przynajmniej tak to sobie tłumaczył.

- Przepraszam pana - zwrócił się do niego Jimmy.

Widok samotnie błąkającego się po hali konkursowej chłopca z dwójką pokemonów nie zdziwił Svena.

- Ma pan fajnego pokemona. Jaki to typ?

- Stal - odparł. - Scizored.

- Stalowe pokemony są wolne, prawda? - kontynuował.

- Staram się, aby Scizored nie był wolny.

- Tak, czy inaczej musi być silny. Potrafiłby rozkruszyć kamień? - spytał niewinnie.

Idler skinął głową:

- Myślę, że tak.

- W takim razie, czy Scizored mógłby pokruszyć to? - spytał, pokazując mistyczny kamień.

Kilka ruchów ostrzami zmieniło mistyczny kamień w szary proszek. Młody Daniels roztarł powstały produkt po grzbiecie Koliego.

- Ło! Ło! - ekscytował się Wormly.

- Jak starczy to też dostaniesz - uspokoił go trener.

Niezadowolony kot próbował zlizać proszek z futra. Po jednej próbie skwasił się. Mistyczny kamień miał gorzki smak.

- Kyle będzie mi dziękował. Chociaż nie specjalnie widzę efekt tego mistycznego proszku - ucieszył się siedmiolatek.

Sven przyglądał się chłopcu kręcąc głową.

- Trudno, abyś zobaczył efekt.

- Co pan ma na myśli?

- Everstone powstrzymuje ewolucję.

- Wiem, co robi everstone, ale to mistyczny... - do Jimmy'ego zaczęło docierać, że został oszukany po raz drugi. - Nie... To nie może być... Kyle mi tego nie daruje.

Nie tracąc, ani chwili wziął Koliego na ręce.

- Biegniemy do łazienki! To trzeba usunąć!

Ruszając do przodu zderzył się ze Stacey'em.

- Charlie... Tragedia! - zawył widząc znajomego.

- Jimmy? O co chodzi?

- Myślisz, że mój brat nie zorientuje się, że Koli nie będzie mógł ewoluować?

- No, raczej, a co?

- Poczęstował Koliego everstonem - zaśmiał się Sven.

- To nie jest zabawne! Dlaczego mi nie powiedziałeś, że to nie jest mistyczny kamień? - zarzucił Idlerowi.

- Na arenę zapraszamy zawodników z drugiej grupy - rozbrzmiało przez megafon.

- Co ja teraz zrobię? Nie mam nawet przygotowanego programu na występ! Nic! - zaczął panikować.

W obawie przed zauważeniem przez zdenerwowanego, ale nadal miłego trenera-chłopczyka, Wormly postanowił schować się w pokeballu na czas konkursu.

- Spokojnie. Nie może być tak źle. Wyjdziesz i zaprezentujesz jakiegoś pokemona. To banał - stwierdził Charlie, który zdążył zapomnieć o swojej wcześniejszej tremie.

Jimmy szedł jak na skazanie. Tuż obok niego kroczyli Charlie i Koli. Tym bliżej areny się znajdowali, tym głośniejsze wydawały się okrzyki publiczności. Chłopcy zatrzymali się przed wejściem. Na scenie stała Ashlyn i jej Pikaczu.

- Jesteś doskonała - skomentowała występ Paras. - I nie mówię tego tylko dlatego, że jesteś moją siostrą, ale dlatego, że tak myślę.

Zadowolona z siebie Ashlyn zeszła ze sceny. Jej miejsce zastąpiła Laurie.

- To był występ ośmioletniej Ashlyn. Jako trzeci wystąpi najmłodszy uczestnik tego turnieju. Przywitajcie brawami Jimmy'ego Danielsa!

- Idź! - wypchnął go Charlie.

Trema zniknęła w jednym momencie. Chłopak sięgnął do kieszeni po pokeball i rzucił go przed siebie. Miał nadzieję, że sprzedawca mistycznego everstone'a nie oszukał go chociaż w kwestii pokemona. Pokeball uderzył o ziemię. Z jego wnętrza wybiło się światło. Na stadionie pojawił się zielony głaz z płetwami. Pokemon leżał nieruchomo. Większość widzów zaczęła podejrzewać, że jest martwy.

- Szokujący wybór! - zaczęła komentować Laurie. - Jimmy wybrał Zajebistafish!

Na hasło: "Zajebistafish" ryba zaczęła energicznie poruszać się.

- Zajeb! Zajeb! Zajeb!

- Nie! - zaczął się złościć Jimmy.

Dexter Charliego zeskanował pokemona i zaczął mówić:

- Zajebistafish to pokemon ryba. Przez wędkarzy często mylony z kamieniami. Całe życie spędza na dnie jeziora, gdzie w majestatyczny, a wręcz uwodzicielski sposób porusza płetwami. Ważne dla posiadacza Zajebistafish: ryba ta zużywa jedynie miejsce w drużynie i cierpliwość trenera.

- To koniec - podsumował Jimmy.

- Rób coś! - zawołał Charlie.

- Co?

- Użyj jakiegoś ataku!

- Zajebistafish... Jakie ma ataki? - zwrócił się do Stacey'a.

Trener ponownie zeskanował pokemona pokedexem. Po chwili mechaniczny głos przemówił:

- Zajebistafish przez całe swoje życie uczy się tylko czterech ataków. Atak numer jeden. Plusk. Atak ten nie wywołuje żadnego efektu, ale ładnie wygląda.

- Dalej - powiedział zdenerwowany siedmiolatek.

- Dwa - odparł pokedex. - Bezużyteczność. Nie jest to atak, ale zdolność, którą Zajebistafish opanował do perfekcji.

Jimmy chciał zapaść się pod ziemię. Zastanawiał się, czy jest sens pytania o pozostałe dwa ataki.

- Trzy. Poruszanie płetwami w sposób majestatyczny, a wręcz uwodzicielski - wymienił kolejny atak. - Jest to rozbudowana wersja pierwszego ataku. W jednym na dwieście przypadków wywołuje on niepokój u przeciwnika.

- Użyj tego ataku! - oznajmił Charlie. - Sędziowie ocenią jego prezencję.

- Może masz rację - przyznał Jim. - Zajebistafish! Poruszanie płetwami w sposób majestatyczny, a wręcz uwodzicielski - wydał komendę.

Ryba zaczęła poruszać płetwami w majestatyczny, a wręcz uwodzicielski sposób. Na widowni zapadła cisza. Po chwili ktoś zaczął klaskać. Wybuchły krzyki i owacje na stojąco, jakich Daniels nie spodziewał się po swojej prezentacji.

Po występie głos zabrała Paras:

- Nie liczę, że będziesz lepszy od Ashlyn, bo to niemożliwe, ale pokaz ujdzie. Widziałam większe dno od tego. Twój pokemon przynajmniej nie sili się na udawanie, że nie jest żałosny.

Jim zszedł z areny. W ręce ściskał pokeball z Zajebistafishem, który miał zniszczyć szanse chłopca na sukces w turnieju. Idąc korytarzem minął sprzedawcę z Darea Town.

- Dzięki! - zawołał.

Bernie odwrócił się, ale nic nie odpowiedział. Liczył, że Zajebistafish pomoże usunąć mu konkurencję, tymczasem siedmiolatek całkiem dobrze opanował sytuację. Sprzedawca z Darea Town odsunął od siebie myśli o konkurencji i jej likwidacji. Musiał skupić się na własnym występie.

- Bernie i Digstery zaprezentują nam żonglowanie - Laurie zapowiedziała występ chomików i ich trenera.

Pokemony wzbudziły sympatię widowni, ale nie zmieniły krytycznego podejścia Paras:

- Poziom tej grupy: Ashlyn, długo, długo nic, pozostali, mięczaki, grzyby, bakterie i inne prymitywy, ty i twoje Digstery - podsumowała występ nieuczciwego sprzedawcy z Darea Town.

***


- Nie! - odparła Angela i zdecydowanym ruchem odłożyła słuchawkę. - Matko święta... - westchnęła. - Z tym dzieckiem można dostać na łeb.

Angela nie ukrywała, że współpraca z Michaelem była dla niej trudna. O wiele lepiej pracowało jej się z Jordan, z którą odnajdowała wspólny język. Po odejściu Jordan, jej miejsce zajął dwunastolatek. Nie chodziło wyłącznie o wiek (chociaż siedem lat różnicy stanowiło dla Angeli ogromną przepaść), ale o zachowanie najmłodszego z regulatorów. Michael nie rozumiał wielu rzeczy. Czasem odnosiła wrażenie, że wybór dwunastolatka na jednego z "elity" był zbyt pochopną decyzją. Co prawda, Michael przykładał się do misji i z zapałem poszukiwał statuetek Pierota, ale niczego nie robił bez przyczyny. Za każdym jego ruchem krył się ukryty motyw. W przypadku figurek była to chęć skradzenia choćby odrobiny mocy. Jak na swój wiek Michael wydawał jej się wyrachowany i podły. Obawiała się dnia, w którym dorośnie i stanie się równie silny jak pozostała trójka regulatorów.

- Ostatnia osoba z grupy drugiej - przemówił metalowy głos.

Angela wyjęła pokeball i ruszyła wąskim korytarzem na arenę. Uwielbiała konkursy pomimo tego, że wydawały jej się kiczowate i głupie. Brała w nich udział jeżeli tylko znalazła chwilę czasu. Ponadto miała coś, czego brakowało ponad połowie konkurentów - doświadczenie. Nic więc dziwnego, że po występie Seacuddy publiczność biła brawo na stojąco.

- Banał - zaśmiała się pod nosem schodząc ze sceny po występie.

***


Po krótkiej przerwie technicznej zaproszono zawodników z ostatniej grupy. Charlie i Jimmy siedzieli na ławce, przyglądając się zawodnikom. Pod ławką spał Bordobear. Koli zaś siedział na stojącym obok krześle.

- Angela - zaczął Daniels.

- Kto?

- Dziewczyna z mojej grupy. Ta, która była ostatnia - przypomniał koledze. - Jest Regulatorem.

- Kim?

Charlie miał wrażenie, że zostając w Corella Town, zajmując się planami dotyczącymi wielkiej fabryki produkującej kostki do gry, stracił wiele z podróży.

- Szukają jakichś magicznych figurek Pierota - boga idiotów, albo kogoś.

- I co z tego? Żyjemy w wolnym kraju. Chcą niech szukają - wzruszył ramionami Stacey.

- Problem w tym, że te figurki nie służą do niczego dobrego.

Jego rozmówca przewrócił oczyma. Nie miał ochoty na wysłuchiwanie bajek i nieprzydatnych głupot (od tego miał Akademię Pokemon). Wzrokiem przebiegł przez salę. Jego uwagę zwróciła ubrana w czarne uniformy para.

- Zobacz na tych dwoje. Ubrani jak bliźnięta - zaśmiał się.

- Brendan i Brenda! - zawołał Jim.

Siedmiolatek zeskoczył z ławki i podbiegł do członków Zespołu Witamina C.

- Czego tu chcecie?! - spytał.

- Nie twoja sprawa mały gnomie! - warknęła Brenda. - Ale jeżeli już musisz wiedzieć, to biorę udział w konkursie!

- Nie, to ja biorę udział - warknął Jimmy.

- Tak... Widziałam twój pożałowania godny występ - westchnęła Brenda.

- Konkursy są dla dziewuch i maminsynków - zachichotał Brendan.

Do kłócącej się grupy dołączył Charlie.

- To dlaczego jeszcze się nie zapisałeś?

Brendan zaniemówił na moment.

- Ja ci pokażę co to znaczy naigrawać się z Zespołu Witamina C! Piękni i młodzi. Do akcji gotowi... - zaczął motto. - Bredno, teraz twój wers!

- Zamknij się! - warknęła. - Nikt nie może się dowiedzieć, że w konkursie bierze udział członkini złego Zespołu Witamina C!

- Ta... Na pewno ktoś by się tym przejął - stwierdził Jimmy.

Zmagania trzeciej grupy nie odstawały od poziomu dwóch poprzednich grup. "Hitem" grupy okazał się Zajebistafish Ricky'ego, który nie potrafił poruszać płetwami w sposób majestatyczny, ani nawet uwodzicielski. Występ Brendy i Salameona spodobał się. Publiczność uznała go za najlepszą parodię złego zespołu. Nikt nie podejrzewał, że Brenda nie żartowała, mówiąc o zdobyciu władzy nad światem. Z końcem występu Melanie i jej Pikaczu pierwsza część konkursu została oficjalnie zamknięta.

***


Drugi dzień zmagań koordynatorskich miał wyłonić dziesięciu finalistów, którzy spotkają się w następnym etapie konkursu w Townview.

Jimmy stał w przejściu, gdzie miał najlepszy widok na arenę. Ze znudzeniem malującym się na twarzy przyglądał się walką w grupie pierwszej. Ich poziom, podobnie jak poziom wczorajszych występów nie reprezentował najwyższych lotów. Mimo to można było pośmiać się z niektórych zawodników i ich nieposłusznych podopiecznych. Gwoździem programu okazała się walka Tony kontra Kara. Różowa Isia przypominająca do złudzenia Jigglypuffa z regionu Kanto walczyła z przerażonym Biri. Walka wydała się przesądzona na korzyść Kary i jej Isi. Jednak przed zadaniem ostatecznego ciosu różowa kulka postanowiła zatańczyć tango z elementami rumby.

- Isia! - zawołała bezradna trenerka. - Nie teraz!

Pokemon miał inne zdanie. Nie było lepszego momentu na taniec od kulminacyjnej części walki.

- Biri! Atak powietrzem! - wydał komendę przeciwnik.

Zdezorientowany pokemon przyglądał się tańczącej Isi. Nie potrafiąc ustosunkować się do kiepskiego układu chorograficznego, Biri postanowił odebrać sobie życie poprzez zawał serca.

- Zwycięzcą walki są Kara i jej Isia! - ogłosił sędzia.

- To było mocne - skomentował walkę Jim.

Co drugi trener biorący udział w zawodach używał do walki Pikaczu, Biriego, albo innego pokemona, który potrafi sprawić niespodziankę. Na tle takich przeciwników Koli prezentował bardzo wysoki poziom. Mimo wszystko Jimmy modlił się o bardzo łatwego do pokonania przeciwnika.

- Masz szczęście, że nie walczymy ze sobą - usłyszał.

Tuż obok niego stała Ashlyn i jej Pikaczu. Dziewczynka miała na sobie różową bluzeczkę i żółte sztruksowe spodnie na tle, których Pikaczu był prawie niewidoczny.

- Rozmieniłabym cię na drobne - mówiła dalej.

- Rozmienić to możesz sobie drobne w automacie! - odburknął.

- W każdym razie... - westchnęła. - Powodzenia... Przyda ci się - powiedziała odchodząc.

W ślad za nią ruszyła żółta "abstrakcja". Rozdrażniony Jimmy wyciągnął pokeball i wypuścił z jego wnętrza Wormly'ego.

- Ło! - ucieszył się robaczek.

Była przecież pora drugiego śniadania.

- Słuchaj! Miałem zamiar użyć Koliego, ale muszę udowodnić tej Ashlyn, że potrafię wygrać z tobą - oznajmił.

- Ło! Ormli! - stwierdził Wormly.

Wormly bardzo chciał zmierzyć się z przeciwnikiem i wygrać dla miłego trenera-chłopczyka, gdyby nie fakt, że źle się dzisiaj czuł. Najwyraźniej wczoraj w centrum podano mu nieświeżą kolację.

- Koniec dyskusji!

- Ło?

- Nie! Koniec licytacji! I mógłbyś ewoluować, albo coś. Pokemony insekty podobno szybko ewoluują.

Miał rację. Pokemony insekty ewoluują szybko, ale nawet najszybciej przemieniający się robak potrzebuje chociaż jednego zwycięstwa, zaś Wormly kombinował na wszelkie możliwe sposoby jak omijać pojedynki.

- Jesteś Jimmy?

- Tak - odparł.

- Cześć - podała mu rękę jakaś dziewczyna. - Jestem Sandra - przedstawiła się.

Widząc malujące się niezrozumienie na twarzy chłopca dodała:

- Dobrali nas w parę i chciałam cie poznać przed walką - powiedziała.

- Walką... - pokręcił głową.

- Chyba się nie denerwujesz? - spytała z uśmiechem na twarzy.

- Ja? Może trochę. Jeszcze nigdy nie walczyłem - oznajmił.

- Nie przejmuj się - machnęła ręką. - Startuję w tym konkursie, ale nie zależy mi na zwycięstwie. Chcę tylko sprawdzić jak się spisze mój nowy pokemon. Ma dopiero dwa tygodnie i niewiele doświadczenia, a więc walka będzie wyrównana.

Jimmy nabrał trochę pewności siebie. Dwutygodniowy pokemon nie może namącić zbyt wiele.

Wormly poradzi sobie z jakimś tam Digsterem, albo innym takim... - powtarzał sobie w myślach.

***


Na arenę walki wyszli Jimmy i Sandra. Rozbrzmiały oklaski i śmiechy.

- Użyj Zajebistafisha! - zawołał ktoś z widowni.

Daniels uśmiechnął się nieszczerze i rozejrzał się po stadionie. Widział mnóstwo walk, ale jeszcze nigdy nie oglądał stadionu z perspektywy trenera. Po zapoznaniu się z otoczeniem jego wzrok utkwił w stojącej na przeciw niemu trenerce.

Sandra była niewysoką dziewczyną o krótkich i bardzo jasnych włosach. Z nieco potarganej czupryny w oczy rzucało się kilka sterczących dredów. Duże brązowe oczy wybijały się nad gąszczem piegów pokrywających policzki. Miała osiemnaście lat, ale jej dziecięcy styl ubierania i niewielka postura sprawiały wrażenie o wiele młodszej.

- Mikalah! Wybieram cię! - zawołała wyrzucając w powietrze porysowany flamastrem pokeball.

Kula uderzyła w ziemię. Światło wydobywające się z jej wnętrza uformowało niewielkie stworzonko. Na arenie pojawił się brązowy jaszczur o bystrych, czerwonych oczach. Na czubku jego głowy znajdował się odstające płyty, które przywodziły Jimmy'emu na myśl uczesanie gwiazdy rocka.

Charlie wyjął pokedex i zeskanował stworzonko:

- Mikalah - włączyło się urządzenie. - Smoczy pokemon-dziecko. W chwili wyklucia jego łuska jest bardzo miękka. Twardnieje przez pierwsze trzy lata życia tego pokemona. Mikalah jest bardzo rzadko spotykany.

- Wormly! Wybieram cię!

Naprzeciwko smoka pojawił się przerażony robaczek.

- Ło?

W odpowiedzi usłyszał okrzyk przerażenia.

- Aaa! - smok wydzierał się wysokim, cienkim głosem.

- Tylko nie Wormly - pokręciła głową Sandra.

Pech chciał, że Mikalah bał się pokemonów insektów, a w szczególności Wormlych. Walka wymknęła się spod kontroli. Niewiele myśląc zbiegł z areny ignorując polecenia Sandry i wyrwał z ziemi ławkę.

- Dyskwalifikacja! - zawołał sędzia.

- Wormly! Wygrałeś! - uradował się Jimmy.

Mikalah nie interesował wynik walki, ani krzyki Sandry. Jego jedynym celem było usunięcie insekta z areny. Nie miał zamiaru uśmiercić Wormly'ego za pomocą własnych łapek, a za pomocą prowizorycznej packi na muchy. Wormly zaczął bieg o życie.

- Mika! Mikejla! - wrzeszczał smok próbując trafić ławką w biegnącego robaka.

Jimmy rzucił w stronę uciekającego Wormly'ego pokeball. Z jego wnętrza wystrzeliło światło, a po chwili uformowało się ono w kota.

- Koli! Ratuj Wormly'ego! - wydał mu polecenie. - Atak ostrym liściem!

Atak trawiastego kota zepchnął z areny Mikalah oraz jego "broń". Sytuacja została opanowana.

***


Zawody dobiegły końca. Trzydziestu finalistów zajmowało miejsca w specjalnej loży, w której cierpliwie oczekiwali wyników. Na scenę wyszła Laurie Robinson. W ręku ściskała kartkę z wynikami. Rozbrzmiały brawa widowni.

- Paras - dziewczyna zwróciła się do jurorki siedzącej na przeciwko uczestników konkursu. - Możesz jakoś podsumować te dwa dni?

Blond włosa gwiazda uśmiechnęła się i zaczęła:

- Jestem zaskoczona. Niektórzy uczestnicy pokazali mi dno, po którym sądziłam, że gorzej być nie może, a wtedy ich następcy wykopywali dla siebie dziurę w tym dnie. Jestem zdziwiona, bo w tej edycji turnieju pojawiło się wielu chłopaków, co jest rzadkością. Niestety większość z nich zaprezentowała poziom o jakim przed momencikiem wspomniałam - ciągnęła dalej - na szczęście były osoby, które mnie poruszyły swoją perfekcją i talentem koordynatorskim jak moja siostrzyczka Ashlyn, czy Angela.

- Dzięki za podsumowanie - przerwała jej Laurie. - Przejdźmy do ogłoszenia wyników. Z każdej grupy wyczytam trójkę koordynatorów, która zdobyła najwięcej państwa głosów i jednocześnie przechodzi do następnego etapu. Finaliści z grupy pierwszej - zrobiła pauzę.

Charlie zamknął oczy. Czuł jak jego wszystkie mięśnie więdną. Miał wrażenie, że mdleje. Przed jego oczyma zaczęły wirować kostki do gry. Każda sekunda od momentu otwarcia koperty do wyczytania przez Laurie wyników była dłuższa od poprzedniej.

- Charlie, Eddie i Kara!

Rozbrzmiał oklaski i gratulacje.

- Ja? - spytał Charlie.

Stojący obok niego zdobywca drugiego miejsca skinął głową.

- Jesteśmy dalej!

- Grupa druga... Angela! Alexis! i Jimmy!

- Co?! - rozniosło się głośne zapytanie Ashlyn.

- Ha! Ha! Ha! - ucieszył się Jimmy. - Ja przeszedłem, a ty odpadasz!

Inaczej wyobrażała sobie swoje uczestnictwo w zawodach. Wściekła ośmiolatka uderzyła Danielsa w ramię. Chłopak skrzywił się, ale nic nie powiedział.

- Wyniki grupy trzeciej. Tradycyjnie od miejsca pierwszego: Sylvia, Crystal i Brenda!

- Brendanie! Pierwszy raz wygrałam! - wyrwała się Brenda.

- Udawaj, że to dla ciebie nic niezwykłego! - usłyszała poradę towarzysza płynącą, gdzieś z tłumu kibiców.

- Racja... - przybrała poważną minę. - Nic wielkiego. Jakiś tam konkurs.

Finaliści zajęli miejsce obok prowadzącej program. Po chwili na scenie z gratulacjami pojawili się także Seth i Kia.

- To nasza dziewiątka finalistów, z którą spotkamy się za miesiąc w Townview - ogłosiła Laurie. - We finale mamy jeszcze jedno wolne miejsce, ale o tym kto będzie dziesiątym finalistą zadecyduje jury. Paras. Kto jest dziesiątym zawodnikiem?

- Wybór był prosty. Po szokujących i niesprawiedliwych wynikach do finału wybieram moją siostrzyczkę, Ashlyn! - ogłosiła Paras.

Ośmiolatka i jej Pikaczu zajęli miejsce obok Jima.

- Ha! I kto się teraz śmieje? - spytała złośliwie.

Daniels zignorował jej pytanie. Jego twarz przybrała wyraz niezadowolenia i poczucia oszukania.

***


Zbliżało się późne popołudnie. Charlie i Jimmy stali przed zamkniętą areną. Hałas jaki towarzyszył dzisiaj, temu miejscu ukrył się w ścianach. Milczeli. Ekscytacja przejściem do następnego etapu zdążyła ich opuścić. Obaj mogli ochłonąć. Zza zakrętu wyłonił się Kyle.

- Twój brat idzie! - pomachał mu Charlie.

- Nie mów mu.

- O czym?

- O Kolim i całej tej akcji z mistycznym kamieniem. Sam mu powiem - stwierdził, aby po chwili dodać - w odpowiednim momencie.

Charlie wzruszył ramionami. Nie widział nic złego w nieewoluowaniu pokemonów. Sam nie wyobrażał sobie momentu przemiany Bordobeara.

- I jak? - spytał na przywitanie Daniels.

- Obaj dostaliśmy się do następnego etapu - pochwalił się Charlie. - Ruszamy do Townview!

- Dzięki za Koliego - powiedział suchym głosem Jim i oddał bratu pokeball.

- Przydał się?

- Trochę.

- Co robiłeś podczas konkursu? - zmienił temat Charlie.

Daniels uśmiechnął się.

- W zasadzie to nic ciekawego...

Trójka trenerów wyruszyła w stronę Townview.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.