Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Płomień w ciemności

Rozdział 5

Autor:Kh2083
Serie:Sailor Moon
Gatunki:Horror, Mroczne
Uwagi:Przemoc, Wulgaryzmy
Dodany:2016-12-05 19:04:32
Aktualizowany:2016-12-05 19:04:32


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Rozdział 5

Rei i Masanori szli wzdłuż niezwykłego korytarza. Otaczały ich ściany z wirujących płomieni, a z podłogi wyrastały ogniste jęzory różnego kształtu i wielkości. Przejście zdawało się ciągnąć w nieskończoność, każdy jego metr wyglądał tak samo, a wędrującym przez nie osobom wydawało się, że nie ruszają się z miejsca. Oboje stracili poczucie realności własnego istnienia, ich wzrok rejestrował tylko i wyłącznie gorejącą czerwień świata w jakim się znaleźli, a inne zmysły zostały całkowicie wyłączone z użytku. Również propriocepcja zdawała się wariować. Nie czuli własnych ciał, nie wiedzieli czy sami szli przez korytarz czy może obserwowali kogoś przez zasłonę z płomieni. Każdy krok zbliżał ich do celu podróży, każdy krok był skierowany w stronę przeciwną do strumienia czasowego, każdy ruch przenosił ich wstecz w czasie o minuty, godziny, dni, miesiące i lata. Ich ciała fizyczne, a być może jedynie ich reprezentacje w tamtym niezwykłym miejscu również się zmieniały. Ich ręce i nogi kurczyły się, sylwetki zaczęły przybierać coraz młodszy kształt, a włosy dziewczyny rosły wstecz, skracając swoją długość. Magia korytarza sprawiała, że ich ubrania również kurczyły się tak, aby sprostać zadaniu zakrycia ich coraz bardziej dziecięcych ciał. Po upływie czasu, ciągnącego się do niemal nieskończoności, ognisty wir zaczął powoli tracić na swojej intensywności. Rei i Masanori znów mogli używać zmysłów i obserwować otaczający ich świat. Znów byli małymi dziećmi stojącymi na środku placu miejskiego zalanego żarem słonecznym, a wokół nich spacerowały tłumy turystów. Woda tryskająca z pobliskiej fontanny ochlapywała ich twarze zimnymi kroplami, a cień rosnącego drzewa dawał wytchnienia od gorąca. Rei nie mogła odezwać się ani jednym słowem, ani w żaden inny sposób komunikować z Masanorim, podobnie jak on nie mógł nawiązać kontaktu z nią. Wkrótce oboje zdali sobie sprawę z natury czaru jakiemu zostali poddani. Ich świadomość przeniosła się do czasów dzieciństwa, aby dokładnie mogli zobaczyć to co działo się w dzień, gdy uwolnili demona, ale byli jedynie biernymi widzami tamtych wydarzeń. Widzieli świat oczami swoich młodszych odpowiedników, ale nie mogli w żaden sposób wpływać na ich zachowanie. Musieli cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń i czerpać z nich naukę, potrzebną do zwycięstwa nad demonem. Usłyszeli czyjś głos, a chwilę później zobaczyli koleżankę, złotowłosą Mei z sąsiedztwa, razem z którą mieli udać się do wesołego miasteczka.

W tym samym czasie Arthur Knight samotnie strzegł magicznego kręgu, bramy powrotnej dla dziewczyny i chłopaka. Trzymał kurczowo pistolet, przeczuwając zbliżające się niebezpieczeństwo. Podszedł do okna, aby zobaczyć czy jego przeczucia miały uzasadnienie w rzeczywistości. Po kilku minutach wpatrywania się w ciemność rozciągającą się przed domem, okazało się, że nie mylił się. Spostrzegł zbliżające się sylwetki jakichś dziwnych osób. Ich zachowanie, skradanie się, zdradzało że nie byli to przypadkowo przechodzący turyści ani miejscowi wracający z nocnej imprezy.

- Cholera! - powiedział mężczyzna usuwając się z widoku.

- Na szczęście to tylko pionki, a nie główna aktorka tego cholernego przedstawienia. - dodał próbując podtrzymać się na duchu. Miał nadzieję, że pieczęć magiczna, której użył na drzwiach i innych otworach prowadzących do wnętrza domu wytrzyma napływ niechcianych gości.

- Rei, Masanori... gdziekolwiek jesteście... lepiej się pośpieszcie bo niedługo będzie tu niewesoło.

Rei i jej dwaj znajomi szli leśną drogą w kierunku upragnionego wesołego miasteczka. Ścieżka wyglądała zupełnie inaczej niż wiele lat później, była zadbana, niezarośnięta przez chwasty i niekontrolowane przez nikogo drzewa. Mijali ich ludzie, całe rodziny idące do lunaparku lub wracające z niego z kolorowymi balonami unoszącymi się nad ich głowami. Wszyscy byli szczęśliwi i nic nie zapowiadało, tragedii jaka miała nastąpić tamtego dnia. Przywitały ich bramy wesołego miasteczka, wyglądające na ogromne z perspektywy małych dzieci i kolorowy clown zapraszający ich do skorzystania z różnorodnych atrakcji oferowanych przez miejsce rozrywki. Mei szybko przejęła inicjatywę w grupie i wskazała miejsca, które chciała odwiedzić razem z kolegą i koleżanką. Na liście zabaw trójki dzieci znalazły się takie obiekty jak karuzela z muzyką, którą Rei pamiętała ze swojego snu, gabinet luster, strzelnica i wielki roller coaster. Kiedy robiło się już ciemno, a światła na atrakcjach lśniły niczym lampki choinkowe, trójka przyjaciół udała się w najbardziej odległą od wejścia część lunaparku, gdzie stał wielki czerwony budynek. Tuż obok była kolorowa tablica z napisem na tle żółtej gwiazdy - Pan Niesamowity i Jego Dom Pełen Dziwów. Zaciekawieni reklamą zaglądnęli do środka. Wnętrze było mroczne, a z ukrytych głośników dochodziła jakaś ponura melodia przerywana co chwilę odległym dziecięcym śmiechem. Rei, Mei i Masanori rozglądali się dookoła, czując niepokój narastający w ich sercach. Wystrój pomieszczenia przestraszyłby nawet dorosłego, a dla dzieci był wprost przerażający. Z mroku wyłaniały się dziwne rekwizyty: wypchany pies z dwiema głowami, czarnobiałe zdjęcia portretujące dziwaków takich jak gruba kobieta z brodą, czy tancerka o trzech nogach, słoje z formaliną w których unosiły się zdeformowane płody niemowląt. Wszystkie obiekty były oszustwem, mieszkanką fotomontażu i woskowych rzeźb, ale spełniły swoje zadanie doskonale. Przestraszyły młodych gości pałacu osobliwości. Uwagę całej trójki przykuła dziwna szkatułka ozdobiona wizerunkiem twarzy wykrzywionej w bardzo specyficznym grymasie. Mei usłyszała w swej głowie jakiś głos, coś co ją wołało, zapraszało, aby podeszła bliżej, zaglądnęła do środka... dziewczynka nie była w stanie przeciwstawić się narastającemu kuszeniu, bezwolnie oddaliła się od przyjaciół i skierowała w stronę przedmiotu. Masanori i Rei wkrótce do niej dołączyli zaciekawieni jej nagłą zmianą zachowania. Nagle Mei gwałtownie odwróciła się jednocześnie spoglądając w oczy czarnowłosej. Jej spojrzenie było zimne, pełne wściekłości i żalu do całego świata.

- Mei-chan, co się dzieje? - spytał Masanori.

- Mei-chan, czemu nie odpowiadasz. Jeśli się boisz możemy stąd wyjść. - dodał.

- Chodźmy stąd. To w ogóle był głupi pomysł, żeby tutaj przychodzić. - powiedziała Rei. Blondynka dotknęła ramienia koleżanki.

- Rei-chan... przecież to najciekawsze miejsce w całym lunaparku. Bardzo dobrze, że tu przyszliśmy. - oznajmiła uśmiechając się złowieszczo.

- Mei-chan... zostaw, to mnie boli. - Rei poczuła uścisk dziewczynki, zimny i mocny, nie przypominający uścisku małego dziecka.

- Masz w sobie coś, czego bardzo potrzebuję... coś co pozwoli mi znowu zaistnieć w tym świecie. Czuję w tobie fragment potęgi, która zabrała mi ciało.

- Mei-chan? O czym ty mówisz? To wcale nie jest śmieszne!

Nagle za plecami niebieskookiej dziewczynki ukazał się świetlisty okrąg z magicznymi symbolami wirującymi wokół jego obwodu. Ze środka dziwnej manifestacji wyłoniła się widmowa ręka. Rei i Masanori zbliżyli się do siebie, byli zbyt przerażeni aby uciekać albo działać w jakikolwiek inny sposób.

- Ktoś próbuje połączyć to co było z tym co dopiero ma nadejść? Ktoś chce otworzyć zakazane przejście prowadzące do nowych możliwości? Lepsza okazja już się nie powtórzy. - Mei podbiegła do Rei i za całych sił popchnęła ją w kierunku materializującego się czaru. W tym samym momencie z ciała czarnowłosej dziewczynki wystrzeliła ogromna kula ognista, która zniszczyła otwierający się portal, a następnie trafiła w szkatułkę ze złotą maską. Przedmiot natychmiast zajął się ogniem, a płomienie bardzo szybko rozprzestrzeniły się odcinając dzieciom drogę do ucieczki. Umysł Rei, jego dwie instancje, małej dziewczynki i młodej kobiety zostały zalane wizją kształtującą się w czerwonych jęzorach zjadających drewniany budynek.

Arthur Knight stał na środku pokoju z niepokojem nasłuchując odgłosów mrocznych postaci uderzających w drzwi i okna, próbujących przedrzeć się zarówno przez drewno i szkło jak i magiczne bariery utworzone przez łysego mężczyznę. Wiedział, że jego ochrona nie wytrzyma zbyt długo, bo postacie cyrkowe były za bardzo przesiąknięte pradawnym złem demona i nienawiścią jego najnowszej nosicielki. Był pewien, że niedługo będzie musiał stoczyć jedną z najcięższych walk swojego życia. Kiedy wyglądnął przez okno, zauważył dziwne fioletowo-niebieskie zabarwienie nocnego nieba. Przyglądnął się mu uważniej, dostrzegając, że fale światła przesuwały się w kierunku miasta, a ich źródło było najprawdopodobniej w leśnych ruinach wesołego miasteczka. Widział także kolejne sylwetki osób idące w stronę domu. Uświadomił sobie, że najprawdopodobniej magia demona zaczęła oddziaływać na mieszkańców dużo mocniej niż kiedykolwiek przedtem, zamieniając ich w bezwolne kukły posłuszne woli swojej nowej panai.

- Ty tchórzliwa suko... wysługujesz się niewinnymi zamiast sama tutaj przyjść. - powiedział sam do siebie.

- Jak tylko Rei wróci, jeśli wróci... pokonamy cię raz i na zawsze.

Rei była otoczona przez szalejące płomienie. Jej zmysły znów zwariowały i nie potrafiła rozróżnić swojej osobowości od świadomości własnego odpowiednika sprzed wielu lat. Musiała całkowicie podporządkować się obrazom atakującym jej umysł ze wszystkich możliwych kierunków czasowych i przestrzennych. Widziała miasto, odległe od niej w przestrzeni i czasie, pełne domów i dróg po których podróżowali ludzie i wozy ciągnione przez konie. Widziała tajemniczego mężczyznę okrywającego się czarnym materiałem, przemykającego w mroku brudnych ulic w sobie tylko znanym kierunku. Patrzyła na świat jego oczami, widząc wnętrze pogrążone w mroku, a w nim sylwetki dziwnych ludzi zgromadzonych przez niego w jednym miejscu, pod jednym dachem. Niektóre z postaci były niskimi karzełkami, inne były wysokie i górujące nad pozostałymi. W kącie siedziała kobieta o trzech nogach, a obok niej bardzo otyła dama z zarostem jak u dorosłego mężczyzny. W pomieszczeniu było wiele innych osób, obdarzonych przez naturę niecodziennym, czasami dziwacznym wyglądem. Drzwi prowadzące do pomieszczenia rozwarły się i pojawił się w nich wysoki mężczyzna z towarzyszącymi mu osobami. Jego wzrok był bezwzględny, a zamiary złowrogie wobec towarzystwa ukrywającego się w cieniu. W jednej ręce trzymał krucyfiks, a w drugiej kulę pulsującego ognia. Potężne jęzory płomieni uderzyły ze wszystkich stron, pochłaniając ciała wszystkich dookoła aż w końcu dotarły do ubranego na czarno człowieka. Rei zamknęła oczy nie mogąc znieść widoku ciał topiących się od niesamowitego gorąca. W pewnej chwili pojawił się przed nią mężczyzna, którego zobaczyła na początku wizji.

- Żyłem w spokoju przez wiele lat... mój objazdowy cyrk dawał schronienie wszystkim tym, którzy nie mogli znaleźć miejsca w społeczeństwie przez swoją odmienność. Wszystko było w porządku dopóki oni nie dowiedzieli się o mnie i oskarżyli o czarną magię. Inkwizytor, który po mnie przyszedł oskarżył mnie o to, że korzystając z pomocy diabła zmieniałem ciała tych ludzi, tworzyłem z nich potwory, aby służyły mojej mrocznej sprawie. Tamtej nocy zniszczył mnie... spalił mój dom, cały dobytek i wszystkich moich przyjaciół... na końcu jego płomień strawił moje ciało, ale wtedy stała się rzecz nieoczekiwana... to nie był zwykły ogień... to było coś nadnaturalnego, posiadającego świadomość i pamięć o dawno minionych czasach. Wtedy wydawało mi się, że pochodziło z najgłębszego kręgu piekielnego. Mój ból i nienawiść połączyły się z jego kosmicznym umysłem i wówczas narodziłem się na nowo. Chociaż moje ciało zginęło, mój umysł zamieszkał w żywym ogniu, a ja sam stałem się demonem bo pozostała mi tylko nienawiść. Zostałem pokonany... byłem pokonywany wiele razy i wiele razy udało mi się wracać, aby mścić się na wszystkich tych, którzy przyczynili się do mojej śmierci. Przez setki lat, mój ogień coraz bardziej gasł, a myśl niepodsycana nową nienawiścią odchodziła w zapomnienie. Aż do momentu, gdy spotkałem ciebie, dziewczyno. Miałaś w sobie ten sam byt, który nadał mi nową formę, miałaś w sobie ogień, a jak tak bardzo go potrzebowałem. Brama która przebyła drogę wstecz w czasie pozwoliła mi się uwolnić i obudzić płomienie uśpione w twoim ciele. Do pełnego powrotu potrzebowałem jeszcze nienawiści. Dlatego zniszczyłem ciało tamtej dziewczynki, a jej umysł napełniłem nienawiścią do ciebie i twojego kolegi. Jestem właścicielem cyrku niesłusznie oskarżonym o czary i skazanym na śmierć, ale jestem też Mei, kobietą, która nie mogła stać się dorosła przez swoich kolegów z dzieciństwa. Kiedy wrócicie do swoich czasów, Mei zniszczy was i zdobędzie przy tym taką potęgę, że oczyszczenie świata z potomków ludzi, którzy odebrali mi wszystko stanie się dziecinnie proste. Żegnaj czarnowłoso kobieto i do zobaczenia w przyszłości.

Rei przerwała kontakt z demonem zauważając szalejące dookoła płomienie. Poczuła, że ktoś ciągnął ją za rękę i spostrzegła, że był to Masanori.

- Rei-chan, uciekajmy! - krzyknął chłopak, a w tym samym czasie jedna ze ścian zawaliła się, na zawsze odcinając dwójkę dzieci od ich złotowłosej koleżanki. Po chwili Rei i Masanori znów byli w ognistym tunelu prowadzącym ich świadomości z powrotem do ciał pozostawionych w przyszłości.

Drzwi do domostwa zostały wyrwane z zawiasów, a bariera magiczna pękła niczym bańka mydlana. Mroczne pomieszczenie zostało zalane przez dziwne osoby z orszaku Mei, nowej królowej cyrku. Człowiek z głową koguta przewodził zgromadzeniu. Piał szaleńczo widząc sylwetkę łysego łowcy demonów ukrywającego się w mroku. Nienawidził mężczyzny i chciał wyrównać z nim rachunki, bo Dale o mało co nie rozjechał go wcześniej swym samochodem. Zaraz za nim wytoczył się gruby clown i brodata kobieta. Knight wystrzelił kule w kierunku pajaca cyrkowego zabijając go na miejscu, chwilę później próbował wycelować w tłuste babsko, ale porośnięty włosami wielkolud bardzo szybko go rozbroił uderzeniem swojej wielkiej łapy. Kreatura było dużo silniejsza od zwykłego człowieka, dlatego bez problemu powaliła mężczyznę.

- Zaraz cię... - powiedział łysy, próbując sięgnąć po broń. Niestety, podbiegł do niej karzełek o wygolonej głowie, podniósł pistolet i skierował go w twarz łowcy. Śmiał się dziecięcym głosem kierując lufę prosto na jego czoło.

- Zostawcie go! - Rei pojawiła się w drzwiach od pokoju z wielkim magicznym kręgiem. Wróciła z wędrówki w przeszłość i była gotowa do ostatecznej walki z dawną przyjaciółką. Masanori stał kilka kroków za nią. Patrzył z przerażeniem na urzeczywistnione obiekty jego wieloletnich koszmarów. Czarnowłosa dziewczyna wytworzyła w dłoni kulę ognia i cisnęła nią we włochatego potwora. Bestia zajęła się płomieniami, a jej ponury krzyk przestraszył karzełka, koguta i wielką babę. Rei rzuciła drugą kulę, która uderzyła w podłogę tworząc barierę nie do przejścia dla manifestacji złych mocy jej przeciwnika.

- Mogłaś się trochę pośpieszyć. Ten kurdupel miał strasznie nieświeży oddech. - Arthur powiedział wstając z podłogi. Rei uśmiechnęła się do niego.

- Lubię pojawiać się w ostatniej chwili. - oznajmiła.

- Teraz wracajmy do pokoju przemian. - dodała.

- Dowiedzieliście się czegoś o przeszłości?

- Tak, ale nie ma czasu na rozmowy.

- Lepiej popatrzcie co się dzieje za oknem. - Masanori zwrócił uwagę na niezwykłe zjawisko atmosferyczne. Noc stawała się być coraz jaśniejsza, a na niebie przesuwały się zielone pasy przypominające połączenie chmur z zorzą polarną.

- Niedobrze, zaczęło się. - oznajmiła dziewczyna.

- Co się zaczęło? - spytał łysy.

- Jego... czy raczej jej ekspansja poza przeklęty cyrk. Ten demon o którym mówiłeś całkowicie opanował Mei, ona się nim stała. Podsycana nienawiścią do mnie i Masanoriego, a także energią płomienia... ona czy on... to nieważne... chce dać nauczkę całemu światu za to co go spotkało przed wiekami.

- Będziesz musiała mi wszystko opowiedzieć jak to się skończy.

- Jeśli się skończy...

- Nie zamierzasz z nią walczyć? Przecież teraz, kiedy pozbyłaś się magicznego wirusa i odzyskałaś władzę nad płomieniem...

- Nie wygram z nią... bo ona... kontroluje mój płomień, to dzięki niemu się odrodziła. Czar połączenia przyszłości z przeszłością, wrota które otwarła babcia Mei stały się bramą przez którą demon znów mógł pojawić się w tym świecie... a mój ogień... wyciągnął go ze mnie gdy byłam małą dziewczynką... i nienawiść jaką zaszczepił w bezcielesnej duszy Mei dały mu potęgę. Dopóki brama jest otwarta nie mogę zmierzyć się z Mei... pokona mnie bez problemu. Brama nadal łączy ją z przeszłością i ogniem z wnętrza mojego odpowiednika z dzieciństwa. I pewnie nie tylko z tym, bo sam mówiłeś, że płomień istnieje niezależnie od czasy i przestrzeni. Dopóki to połączenie nie zostanie zerwane, jego wpływ będzie się rozszerzał.

- Nienawidzę czasowych paradoksów. - Łysy odezwał się uderzając pięścią w ścianę.

- Na co czekamy, zniszczmy tą bramę. - powiedział Masanori patrząc na sylwetki dziwaków tańczące za barierą z ognia, a także pod oknami domu.

- To nie takie proste. Nie możemy przerwać działania czaru. Nikt nie może poza jego autorką. Można by ją zabić, gdyby nie jeden mały problem. Ona już nie żyje, a dzięki energii bramy nadal może jej strzec w swej widmowej postaci.

Rei zamyśliła się. Przypomniała sobie swoje wcześniejsze spotkanie ze starszą kobietą i jej gościnność dla przemoczonej deszczem podróżniczki.

- Nadal można się z nią komunikować. Pójdę do niej i spróbuje ją przekonać, aby zamknęła bramę. To nasza jedyna szansa na zwycięstwo.

Rei stała w drzwiach do dziecięcego pokoju próbując znaleźć w sobie siłę na zrobienie kolejnego kroku. Patrzyła na widmo starszej kobiety siedzące na łóżku przykrytym kurzem i pajęczynami, trzymające w swych rękach resztki zniszczonej lalki. Zjawa próbowała poskładać lalkę, naprawić ją tak jak niegdyś próbowała przywrócić życie swojej wnuczce. Czarnowłosa dziewczyna rozglądnęła się dookoła zatrzymując wzrok na kilka sekund na ścianie na której jaśniała zielona poświata wpadająca do wnętrza przez zamazane kurzem szyby. Stara kobieta wyczuła jej obecność, lecz tym razem nie okazała jej wrogości.

- Jesteś koleżanką mojej Mei-chan? Przyszłaś się z nią pobawić? Jest już późno, może powinnaś wrócić do domu? - spytała. Rei zbliżyła się do niej, przeczuwając, że tym razem nie groziło jej z jej strony żadne niebezpieczeństwo.

- Jestem... a raczej byłam koleżanką Mei-chan... - zaczęła rozmowę.

- Czy pokłóciłyście się? - zapytała zdziwiona staruszka.

- Nie, nic z tych rzeczy... stało się coś zupełnie innego. Niech mi się pani dokładnie przyjrzy. Nie jestem już dzieckiem, jestem dorosła kobietą. - Rei powiedziała uśmiechając się.

- Kiedyś znałam Mei, ale od tamtej chwili minęło wiele lat, niech pani sobie przypomni, proszę...

- Dlaczego mówisz takie głupoty, przecież jesteś bardzo mała! - zjawa zaczęła wykazywać pierwsze oznaki agresji.

- Niech mi się pani przyjrzy! Niech sobie pani wszystko przypomni! - Rei była stanowcza. Kobieta patrzyła na nią przez dłuższą chwilę, po czym upuściła resztki lalki, które rozsypały się po podłodze.

- Nie jesteś mała... a Mei nie jest...

- Tak, kiedyś zdarzyła się straszna tragedia i Mei straciła życie. Pani próbowała odwrócić to co się stało, ale zrobiła pani coś bardzo złego... użyła pani wiedzy, jaką żaden człowiek nie powinien się posługiwać.

- Ja... - staruszka zamyśliła się, a po chwili zalała łzami.

- Ja wszystko pamiętam... chciałam sprowadzić Mei-chan z powrotem. Chciałabym by znów była ze mną, moja mała Mei-chan...

- Pani czary zadziałały, ale nie w taki sposób jaki pani chciała. Zamiast Mei, obudziła pani coś strasznego, siłę która wykorzystała ciało pani wnuczki i zniewoliła ją, nawet po śmierci. A teraz, ta istota zagraża nam wszystkim!

Kobieta nie wiedziała jak się zachować. Wspomnienia napływały do jej umysłu i powoli zrozumiała jak straszliwe konsekwencje mogły nieść jej czyny.

- Czy Mei-chan... wróciła?

- Fizycznie wróciła... ale nie jest to ta sama Mei jaką pani pamięta. To demon zrodzony z nienawiści do całego świata. Mei jest zniewolona, nie ma własnej woli, jest marionetką w rękach złych sił. Proszę spojrzeć przez okno. Ta poświata, ludzie dookoła naszego domu i w oddali, to wszystko efekty działania demona więżącego Mei! On zagraża nam wszystkim... ale nikt z nas nie jest w stanie z nim walczyć, jest teraz zbyt potężna bo korzysta z magii stworzonej przez pani bramy!

- Nie chcę by Mei cierpiała... gdybym wiedziała, że stanie się coś takiego to pozwoliłabym jej odejść... pozwoliłabym jej usnąć na zawsze... - staruszka płakała.

- Jeszcze jest szansa aby jej pomóc i tak naprawdę tylko pani może jej pomóc.

- W jaki sposób? Zrobię wszystko co karzesz, jeśli tylko moja Mei przestanie cierpieć.

- Musi pani zamknąć bramę. Musi pani przerwać połączenie demona z minionymi czasami. Musi pani odciąć go od pokarmu nasycającego jego płomień.

Stara odwróciła się do okna i przez dłuższą chwilę myślała. Automatyczne myśli, które do tej pory wypełniały jej głowę ustępowały prawdziwym wspomnieniom z czasów sprzed wykonania zaklęcia przemiany. Przychodziły jej na myśl wszystkie chwile które spędziła z wnuczką, wszystkie radości i smutki które z nią dzieliła do czasu tragicznego wypadku. Rei obserwowała z niepokojem zieloną poświatę nad lasem stającą się z każdą chwilą coraz bardziej intensywną. Wiedziała, że wszystko zależało od finalnej decyzji widma babci złotowłosej dziewczynki.

- Dobrze. Zrobię to. Ale musisz mi coś obiecać, Rei. - kobieta w końcu się odezwała.

- Tak?

- Musisz mi przysiąc, że jeśli to zrobię to ty zrobisz wszystko co w twojej mocy, aby Mei-chan zaznała spokoju, aby wreszcie mogła usnąć.

- Przysięgam. - Rei odpowiedziała bez zastanowienia.

Czarnowłosa dziewczyna i widmo kobiety znalazły się w pokoju ze świecącym symbolem magicznym na podłodze. Masanori i Arthur już na nią czekali, spoglądając co chwilę albo na okno, albo na sługusów demona próbujących przedostać się przez zasłonę z magicznych płomieni.

- Zgodziła się na zamknięcie bramy. Jesteśmy gotowi. - oznajmiła Rei.

- Odsuńcie się. - powiedziała stara kobieta. Przesunęła się na środek narysowanego okręgu rozpościerając ręce. Symbole dookoła figury zaczęły zmieniać kolor na czerwony, jeden po drugim, tak jakby staruszka wystukiwała jakiś złożony z nich szyfr. Wkrótce piktogram zaczął znikać, podobnie jak postać babci Mei. Zjawa stawała się coraz bardziej przeźroczysta, falowała, traciła swoją materialność i kontakt z fizycznym światem. Po raz ostatni uśmiechnęła się do Rei.

- Żegnaj Rei-chan i pamiętaj o tym co mi obiecałaś. Pomóż mojej wnuczce znaleźć wieczny spokój.

- Nie zapomnę o tej obietnicy... - Rei wyszeptała cicho.

Widmo rozwiało się w ciemności nocy. Przez chwilę w pokoju panowała cisza, zakłócana przez trzask płomieni magicznej bariery i cichnące głosy cyrkowców stojących po jej drugiej stronie. Zamyślenie dziewczyny zostało przerwane przez jej łysego znajomego.

- Rei, na zadumę przyjdzie czas gdy to wszystko się skończy. W tej chwili nadal wisi nad nami ogromne niebezpieczeństwo. Musimy dokończyć to co zaczęliśmy. - Rei nadal nie ruszyła się z miejsca, miała opuszczoną głowę i twarz ukrytą w mroku pomieszczenia.

- Wiem o tym... po prostu nie mogę pogodzić się z tym wszystkim, jak mogło dojść do czegoś takiego. Nie mogę pogodzić się, że życie jednej małej dziewczynki zostało przerwane w tak bezsensowny sposób. I ja miałam w tym swój udział.

- Nie zadręczaj się tym. Byłaś wtedy dzieckiem, nie wiedziałaś jaką siłę w sobie nosisz. Byłaś taką samą ofiarą jak Mei, jak jej babcia, jak Masanori...

- Ale gdyby moja świadomość nie przeniosła się w czasie to może...

- Rei, przestań o tym myśleć! W podróżach w czasie nigdy nie jesteś w stanie wiedzieć z całą pewnością co jest skutkiem, a co jest przyczyną. Zadręczanie się do niczego nie doprowadzi, a przed tym co cię za chwilę czeka musisz mieć świeży umysł. - Arthur okrzyczał dziewczynę.

- A teraz będę musiała zabić Mei... po raz kolejny. Tym razem będąc tego w pełni świadomą.

- Rei, musimy działać. Jeśli teraz się wycofasz, ktoś może na tym ucierpieć. Ktoś może przechodzić przez to co ja przez te wszystkie lata! - Masanori wtrącił się do rozmowy.

- Bądź silna. My będziemy cię wspierać. - dodał łysy. Czarnowłosa poczuła się pewniejsza.

- Dobrze. Zróbmy to i niech ten koszmar wreszcie się skończy.

Rei jednym ruchem ręki sprawiła, że bariera z płomieni przestała istnieć tak szybko jak się wcześniej pojawiła. Okazało się, że banda dziwolągów zdążyła uciec, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu. Cała trójka opuściła mroczne pomieszczenie i znalazła się na zewnątrz. Każdy z nich na swój sposób odetchnął wydostając się z murów przesiąkniętych tragedią i dotknięciem czarnej magii. Ponad ich głowami świecił księżyc i mrugały gwiazdy, niebo miało kolor ciemnogranatowy, naturalny, a po złowrogiej poświacie nie pozostał ślad. Rei rozglądnęła się dookoła, zauważając nieprzytomnych ludzi leżących na ulicy i trawnikach.

- Co tu się działo? - zapytała.

- Żyją, ale są nieprzytomni. - Masanori odparł sprawdzając tętno jednego z mieszkańców miasta.

- Zostali zniewoleni przez rosnącą potęgę demona, ale zamknięcie bramy spowodowało zerwanie kontaktu. Szok sprawił, że stracili przytomność, ale do rana powinni się obudzić. - powiedział Arthur.

- A ci wszyscy cyrkowcy? Też zniknęli? Kim oni właściwie byli? - odezwał się Masanori.

- Popatrz tam, masz tam swoją odpowiedź. - Knight wskazał palcem na pierwsze drzewa pobliskiego lasu. Okazało się, że banda wspomniana przez czarnowłosego chłopaka ukrywała się tam przed ich wzrokiem. W pewnym momencie na ulicę wyszły cztery karzełki z małymi głowami całkowicie ogolonymi na łyso. Każdy z nich trzymał palącą się pochodnie. Postacie ustawiły się po dwie z każdej strony drogi, tak jakby ich ciała miały wyznaczać granice jakiejś niewidzialnej bramy, dziwnego przejścia symbolicznie zapraszającego do innej rzeczywistości. Pozostałe osoby uciekły. Prawdopodobnie wróciły do miejsca swego zamieszkania, czyli opuszczonego wesołego miasteczka.

- Co oni robią? - zapytał Masanori.

- Nie podoba mi się to. - dodał.

- Zapraszają nas... - oznajmił łowca.

- Ona nas zaprasza, ona chce się ze mną spotkać i rozprawić raz na zawsze.

- Odpowiesz na jej zaproszenie?

- Tak, ale nie jako Rei Hino. Zmierzę się z nią jako Sailor Mars, odsuńcie się ode mnie. - Rei poinstruowała kolegów.

- Mars Star Power, Make Up! - krzyknęła a jej ciało zajęło się żywym, magicznym płomieniem. Jej ubranie zostało zmienione w strój Sailor Mars. Rei poczuła się inaczej niż podczas wszystkich swoich poprzednich transformacji. Poczuła się silniejsza, bardziej pewna siebie, rozumiała swoje zdolności dużo bardziej niż kiedykolwiek przedtem.

- To niesamowite... teraz wiem... jak wiele różnych zaklęć mogę używać... nigdy wcześniej nie czułam w sobie takiej potęgi!

- Rei, chyba powinniśmy za nimi iść. - oznajmił Arthur pokazując na oddalających się karzełków niosących palące się drewniane kije.

- Ja muszę zmierzyć się z Mei, bo przysięgłam coś jej babci. Nie mam wyboru. Ale wy możecie się jeszcze wycofać.

- Jestem łowcą, moim obowiązkiem jest zabijanie demonów. Poza tym, może znowu będziesz potrzebowała mojej pomocy? Uratowałem cię już trzy razy! - odparł łysy.

- Ona zniszczyła mi tyle lat życia. Dawniej uciekłbym gdzie pieprz rośnie, ale po naszej wspólnej wycieczce w przeszłość, już się nie boję. Jestem gotów stanąć naprzeciwko niej i zetrzeć z jej twarzy ten kpiący uśmiech. Jestem z tobą.

- Skoro już postanowiliśmy, to nie ma na co czekać. Chodźmy. - dziewczyna zakończyła rozmowę.

Tymczasem opuszczone wesołe miasteczko znów ożyło. Światła paliły się na karuzelach i innych atrakcjach, a wszędzie dookoła roznosił się śmiech dochodzący z nieistniejących dziecięcych gardeł. Dziwaczni cyrkowcy stali dookoła placu miasteczka trzymając się za ręce i recytując jakąś bezsensowną wyliczankę, taką samą jak ta którą mówili spacerując pod oknem hotelowym w nocnej procesji. W samym środku stała złotowłosa kobieta w długiej, czerwonej sukience. Patrzyła na swych towarzyszy przekleństwa, uśmiechając się.

- Rei-chan, wreszcie zmierzymy się ze sobą. Wreszcie będę miała szanse się zemścić. Będę z tobą walczyć, nawet teraz gdy moc mojego dobroczyńcy zaczyna powoli zanikać. I przysięgam ci, że nie spocznę dopóki jedna z nas nie stanie się dymiącym prochem.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.