Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Opowieści z Moorland

„The Crow’s Nest”

Autor:BlackFalcon
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Akcja, Dramat, Przygodowe, Romans
Uwagi:Utwór niedokończony
Dodany:2020-07-29 23:16:15
Aktualizowany:2020-08-20 10:29:15



~ I ~

Powiadają, że nie ma nocy mroczniejszej od złej sławy, jaka otaczała Crow’s Nest i jego mieszkańców. Zamek ten przycupnął na niedostępnym wzgórzu jak demon bacznie obserwujący okolicę i na ich podobieństwo wypatrujący następnej ofiary. Strzeliste wieżyczki celowały w niebo, jakby rzucając wyzwanie samemu Bogu. Jedynie kruki chętnie odwiedzały starą budowlę, siadając na dachach, gzymsach, czy też nawet i na samej drodze prowadzącej do bramy.

O ile mieszkańcy pobliskiej wsi, Peatlands, starali się izolować od włodarzy wzgórza, to ci ostatni wcale nie stronili od wizyt w dolinie. Wręcz przeciwnie, lubili wypuszczać się na swoje włości i karać wszystkich tych, którzy sprzeciwili im się w jakikolwiek sposób.

Przewinieniem mogło być wszystko. Sądny dzień dla chłopów mógł nadejść na przykład dlatego, że staremu Ulricowi Dorne nie spodobała się ilość kur dostarczona do zamku. Ale równie dobrze mógłby to być zbyt niski ukłon, czy też zbyt duża ilość pięter w chałupie. W krainie Moorland dozwolone było bowiem budowanie jedynie parterowych domów, aby przypomnieć członkom najniższego stanu, jak niewiele znaczą w hierarchii społeczeństwa ówczesnej Anglii.

W wyprawach tych lubował się szczególnie najmłodszy syn Ulrica, William. Zdarzało się nawet, że ten mężczyzna o pociągłej twarzy, spojrzeniu tak samo ciemnym, jak jego włosy i kapce szaleństwa w oczach kilkakrotnie wręcz błagał ojca o pozwolenie na udanie się do Peatlands. Stary dziedzic przypominać mu musiał, iż o ile mordowanie chłopów jest czystą przyjemnością, to jednak należy pozostawić kilku z nich przy życiu, by miał kto uprawiać rolę i pracować dla zamczyska. Pozostawało tajemnicą, dlaczego akurat to tamta nieszczęsna wioska tam bardzo wpadła w oko Williamowi, skoro Dornowie posiadali ich całe mnóstwo.

Tym razem jednak Ulric postanowił zakpić sobie nieco z potomka, od samego rana nudził się niesamowicie, ani wyrywanie paznokci więźniom, ani wydanie rozkazu powieszenia jednego z nich na szubienicy za kradzież chleba nie poprawiło mu humoru. Zdecydował się więc wpuścić nieco niezgody pomiędzy rodzeństwo i kończąc pożerać pieczonego kurczaka wrzasnął:

- Stuart! Do mnie!

Oblizał potłuszczone palce, popił mięso winem i czekał, aż drugi z jego synów przekroczy próg komnaty. Zdążył rzucić jedynie trzy smakowite kąski wiernemu psu siedzącemu u jego stóp, nim niebieskooki brunet stał się przed ojcem.

- Pojedziesz do Peatlands - powiedział Ulric, zupełnie nie czekając, aż Stuart wypowie chociaż jedno słowo.

- William? - spytał starszy z braci krótko, wiedząc, że patriarcha rodu nie cierpi rozmawiać w trakcie posiłków. Chyba, że chodziło o nowy rodzaj tortur.

- Nie tym razem - odparł starzec i ruchem dłoni dał znać Stuartowi, że audiencja właśnie się zakończyła.

Młody Dorne doskonale wiedział, co oznacza decyzja ojca. Nic innego, jak kolejną kłótnię pomiędzy jego synami. Nie dalej, jak wczoraj William błagał Ulrica, aby ten pozwolił mu “wyplenić chwasty z ogródka”, a ten odmówił. Dziś zlecenie, na którym tak bardzo zależało młodszemu, otrzymał starszy z braci. To po prostu nie mogło skończyć się dobrze.

~ II ~

Gęsi “pana Petera’, jak wszyscy zwali chyba najbiedniejszego i najszczuplejszego, a zarazem najstarszego człowieka w wiosce, musiały wyczuć jakąś zmianę w powietrzu, gdyż były tego dnia wyjątkowo nieposłuszne. Rozbiegały się na wszystkie strony, gęgając, wpadając pod nogi kobietom spieszącym z praniem, dzieciom bawiącym się na podwórkach domów, a nawet próbując uciec z Peatlands, zdążając w stronę drogi prowadzącej w przeciwnym kierunku, niż położony był zamek Crow’s Nest. Możliwe, że po prostu starały się oddalić od nadchodzącego niebezpieczeństwa, ostrzec swojego pana przed tym, co miało nastąpić. Nikt chyba jednak nie był przygotowany na wydarzenia tamtego popołudnia.

Zawsze wpadali w dziesięciu. Nikt nie wiedział, dlaczego, ale i nikt nie miał odwagi zapytać. William był tym jedenastym, jadącym najbardziej z przodu, na samym czele, na najbardziej narowistym koniu, którego jedynie on umiał okiełznać. Thunder i tak szalał pod nim ostro, jakby bratając się ze swoim właścicielem w pędzie do niszczenia.

Tak było i tym razem - niespełna tuzin jeźdźców pojawił się na ścieżce wijącej się w kształt węża tuż przed zabudowaniami wioski, a od zwyczajnego najazdu różnił ich jedynie drobny szczegół - otóż miast młodszego z Dornów ludzie rozpierzchali się przed Stuartem i jego oddziałem. Chłopom było i tak wszystko jedno - w ich oczach obaj potomkowie Ulrica byli równymi w okrucieństwie mordercami i gwałcicielami.

Wierzchowiec starszego z rodzeństwa, ciemny jak włosy Stuarta koń o imieniu Vampire wyhamował tuż przed jedną z zagubionych i kompletnie przerażonych gęsi, mało nie tratując próbującego ją pochwycić Petera.

- Uważaj, łazęgo! - ryknął jeden z przybyszów, błyskawicznie sięgając po krótką broń palną i zanim ktokolwiek zdążył zareagować, wypalając do Bogu ducha winnego zwierzęcia. Głowa martwego drobiu zwisnęła niemrawo w ramionach staruszka, który na ten widok nie mógł powstrzymać szlochu.

- To była moja najbardziej dorodna gęś, panie! Miałem ją sprzedać i z zarobionych pieniędzy załatać dziurę w dachu! - Peter upadł na kolana, prosto w błoto, nadal trzymając w rękach zabite stworzenie. - Teraz na nic mi się już nie przyda.

- Kogo w Peatlands stać na kupno gęsi? - zdumiał się Stuart z wysokości swojego konia.

- Ciekawe pytanie, panie - odpowiedział mu jeden z wojaków. - Być może ci chłopi są bogatsi, niż się do tego przyznają. Albo odwiedza ich potajemnie jakiś kupiec, rozdający monety na prawo i lewo, zamiast zanieść je prosto do naszego skarbca...to znaczy do skarbca sir Ulrica, rzecz jasna - poprawił się szybko, widząc, że Dorne marszczy brwi.

- Będziemy musieli to sprawdzić. Ty, ty i ty! Pędem mi do chałupy tego dziadka, przywleczcie mi tutaj cały jego dobytek, chcę wiedzieć, co posiadał!

- Posiadał, panie? - nie zrozumiał inny z dziesiątki. - Przecież on jeszcze dycha.

- Być może. Lecz, jak mówi prawo, jakikolwiek handel bez powiadomienia mojego ojca jest nielegalny, a co za tym idzie ten tutaj - Stuart wskazał z pogardą na skulonego na podłożu człowieka - popełnił przestępstwo. Dlatego, w imieniu Ulrica Dorne, konfiskuję wszystko, co kryje się pod jego dachem.

- Błagam cię, nie rób tego, panie! - krzyknął rozpaczliwie Peter, próbując pochwycić nogę jeźdźca i w ten sposób podkreślić swoją prośbę. Stuart cofnął konia z odrazą na twarzy. - Te gęsi to mój jedyny majątek, poza tym mam jedynie stary dom z zapadniętym dachem i drewniane łóżko, przyprawiające mnie o reumatyzm.

- Więc masz nie tylko dom i łóżko - zadrwił brunet. - Masz jeszcze reumatyzm. To również mogę ci zabrać. - Z tymi słowami Dorne uśmiechnął się nieprzyjemnie kącikiem ust i wymierzył w starca ze swojej własnej broni.

- Dosyć tego! - Męski, władczy głos wdarł się w ciszę, jaka nagle zapadła nad całym Peatlands. Tylko jeden, jedyny człowiek nie przestraszył się gróźb syna Ulrica i kroczył teraz śmiało prosto przed jego oblicze. Jego kruczoczarne, długie do ramion włosy zafalowały na wietrze, a piwne oczy miotały skry. - Jakim prawem przyjeżdżasz tutaj i - niczym Bóg - decydujesz o prawie do życia i śmierci? Czyż nie boisz się niebiańskiej kary?

- Nie boję się niczego. - Stuart zniżył się do odpowiedzi chłopu, bardziej zaciekawiony, któż to ośmielił się do niego odezwać w ten sposób, niż wystraszony, czy rozgniewany. - Poza tym na tych ziemiach to ja jestem bogiem!

- Czyżby? - A czy jako bóg...- mówca przerwał na moment, zasłonił własnym ciałem Petera i pomógł mu wstać -...jesteś w stanie przywrócić życie żonie tego biedaka? Albo jego synom, którzy polegli w jednej z bitew, jakie sam wywołałeś, bo twój ojciec zamarzył sobie grabież ziem sąsiada? Czy też jedynie potrafisz czynić zło i siać spustoszenie?

- Nie tobie mnie oceniać! - rozeźlił się Dorne. - Twoim zadaniem jest jedynie pracować na moją chwałę i oddawać cześć mnie i mojemu ojcu. Jesteś robakiem i umrzesz robakiem!

- Może i jestem robakiem - stwierdził spokojnie tamten. - Przynajmniej umrę godnie i zostanę pochowany z szacunkiem. Twoje zaś ciało, panie, rozwleką psy. A jeśli uda ci się umknąć karze za twoje występki tutaj, na ziemi, twą duszę rozerwą ogary piekielne.

- Paul, nie, proszę...nie jestem tego wart - poprosił cicho Peter, widząc, jak twarz Stuarta krzywi się w gniewie. Staruszek wciąż wisiał oparty na ramieniu młodzieńca, porzuciwszy gęś gdzieś w błocie. Później się nią zajmie...o ile nadal będzie jeszcze żył.

- Każde życie jest warte chronienia, panie Beard - odszepnął Rice. - Chyba, że mówimy o takim chłystku, jak ten tutaj przed nami, na koniu. Chętnie zrzuciłbym go z konia i utopił w rzece, ale jest tak wielkim tchórzem, że otoczył się dziesiątką doborowych wojaków, zamiast stanąć przede mną jak mężczyzna i walczyć na pięści.

Ostatnie zdanie wypowiedział już głośniej, doskonale wiedząc, że prowokuje w ten sposób Dorne’a.

Sekundę później podzielił los gęsi, również lądując w błocie, tyle, że żywy. Peter upadł gdzieś obok, ale Paul nie miał czasu i możliwości się nim zająć, bo ledwo wstał, to kolejny, nagły i niespodziewany cios spadł prosto na jego szczękę. Rice zatoczył się ponownie, ale bez problemu ustał na nogach i zamachnął się pięścią w stronę twarzy Dorne’a - to on bowiem go zaatakował, tym razem już na piechotę.

- Więc jednak się zdecydowałeś? - zdziwił się zadowolony Paul i z radością spostrzegł, że na palcach ma krew z rozbitej wargi Stuarta. - Czyżbyś nareszcie pozwolił nam obić sobie tą szczurzą mordę?

- Zamilcz, albo wepchnę ci twoje słowa z powrotem do gardła i każę przełknąć! - wrzasnął potomek Ulrica, otarł rękawem ranne usta i skoczył w stronę długowłosego bruneta, by spróbować ponownie go przewrócić.

Rice był jednak na to przygotowany i to on popchnął przeciwnika tak, że wylądował prosto na nim.

- I co, teraz już nie jesteś taki odważny? - zadrwił, z lubością obijając raz po raz oblicze Stuarta. Chwilę potem nie tylko wargi, ale i nos zrosiła ciemna strużka krwi.

- Złaź...ze mnie! - wystękał syn Ulrica, splunął w oczy Paulowi, oślepiając go na chwilę - chociaż przy tym opryskując samego siebie własną śliną - i mocnym ciosem w żołądek wroga odzyskał kontrolę nad sytuacją.

Uderzenie było tak silne, że obrońca Petera stracił na moment oddech i osłabł na chwilę, co Dorne wykorzystał skrupulatnie, zrzucając go na ziemię i rozdając kilka kopniaków prosto w obolałego i skulonego z bólu Rice’a.

- Nigdy nie nie doceniaj Stuarta Dorne’a! - przykazał mu dziedzic z Crow’s Nest i pochylił się nad pokonanym, przy okazji zauważając, że jego wojsko skrupulatnie wykonało polecenie i podczas gdy on pokazywał temu chłopu, gdzie jego miejsce, żołnierze znieśli już majątek pana Bearda na miejsce.

- Udzielę ci teraz małej lekcji. - Stuart przyłożył nóż do gardła Paula i pociągnął delikatnie po skórze, ale tak, by jedynie lekko zranić, a nie zabić. - Wiesz, dlaczego my mieszkamy na górze, a wy w dolinie? Bo to dokładnie odzwierciedla porządek rzeczy. My rodzimy się by rządzić, wy rodzicie się po to, żeby nam służyć. Jeżeli kiedykolwiek komukolwiek z was wpadnie coś głupiego do głowy, tak, jak dzisiaj wpadło tobie, zaprosimy go do zamku na rozmowę. Spędzimy miłe chwile na pogawędce o tym, czy woli zostać spalony żywcem, czy raczej powieszony na jednej z gałęzi - szubienic nam szkoda dla takich jak wy. Słyszałem, że...- zrobił drugie, równie niewielkie nacięcie, tym razem na ramieniu Rice’a i kontynuował - nasze kruki są ostatnio bardzo głodne. Chyba czas je czymś nakarmić...

- Dziś daruję ci życie. - Dorne wstał i na zakończenie kopnął Paula w genitalia, kątem oka dostrzegając nadbiegającą w ich stronę młodą kobietą z wyraźnie zmartwionym wyrazem twarzy. - Jutro...zobaczymy.

Zakręcił nożem i schował go do kieszeni, zmrużonymi oczami przypatrując się dziewczynie, która przypadła do poranionego Rice’a i troskliwie położyła jego głowę na swoich kolanach.

- Uważaj na niego, dziewko - rzucił w stronę ciemnowłosej. - Twój brat, chłopak, czy kim on u licha jest, postawił się dzisiaj samemu Dornowi. Nie wiem, czy mam go podziwiać za odwagę, czy raczej dziwić jego szaleństwu.

Nie odpowiedziała, popatrzyła jedynie na niego z takim ogniem w oczach i z taką nienawiścią, że Stuart aż zrobił krok w tył, będąc po wrażeniem siły jej uczuć. I w tym momencie zorientował się, dlaczego William tak bardzo lubi odwiedzać Peatlands. Wcale nie chodziło o dręczenie chłopów! Bratu chodziło o nią, o tą kobietę! Jeden Bóg wie, co ich łączyło, ale sądząc po tym, na co właśnie patrzył, nic dobrego. Młodszy z rodu zapewne narzucał się jej, albo miał taki zamiar, a ona odpychała jego zaloty. Tak, to musiało być to! Troska, z jaką zajmowała się Paulem, wrogość do niego, do Dorne’a, niewspółmierna do faktu, że przecież tak naprawdę wymierzył jej chłopakowi - czy też przyjacielowi - jedynie kilka męskich ciosów - to wszystko wskazywało na to, że chętnie wbiłaby im wszystkim, mieszkańcom zamku Crow’s Nest, noże w gardła i przekręciła z satysfakcją.

Dlaczego jednak nie zabrał jej po prostu ze sobą, jak to często czynił z tymi, które wpadły mu w oko? Co takiego było w tej kobiecie, że pozwolił mieszkać jej we wsi, zamiast porwać i zabawić się po swojemu, w łóżku? Czy na swój chory sposób lubił to, że mu odmawiała? A może kryło się za tym coś więcej?

Zdecydowanie musiał porozmawiać z Williamem. Zupełnie zapominając o dobytku nieszczęsnego Petera, porzuconym gdzieś na środku drogi, z wciąż krwawiącymi wargami i nosem, Stuart Dorne wskoczył na Vampire i popędził z powrotem w stronę Crow’s Nest, machając na swoją małą armię, by udała się za nim.

Nim zniknął w pyle drogi, obrócił się jeszcze raz w kierunku dziewczyny, by znów ujrzeć jej twarz i szepnąć do siebie:

- Bądź pewna, że cię zapamiętam, nieznajoma. Bądź tego pewna...


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.