Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Asassin

Assasin

Autor:Zegis de Xan
Korekta:IKa
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Akcja, Science-Fiction
Dodany:2006-03-18 11:09:41
Aktualizowany:2008-02-21 17:40:23


Następny rozdział

- Dobra robota... - pochwalił go jakiś człowiek ukrywający twarz pod kapturem.

- Niech pan daruje sobie te uprzejmości - jego rozmówca nie dbał o to. Nie oczekiwał podziękowań czy pochwał.

Nie wymagał powodów... tylko walutę. - Mam jeszcze dużo do roboty, proszę nie przeciągać.

- Ależ to oczywiste...

Na stole wylądowały 4 grube pliki banknotów.

- Więc... do widzenia...

- Taa... jeszcze się zobaczymy, wcześniej lub później, bardziej lub mniej żywi... - mówiąc to zgarnął, swoją chudą, lekko poranioną dłonią, pieniądze.

Drzwi zamknęły się i został sam...

Odgarnął gęste, czarne włosy z czoła i podszedł do okna... by rozmyślać, mimowolnie kontemplując cudowne miasto, zajmujące już ponad 50 kilometrów kwadratowych.

Jak dotąd była to jedyna transakcja którą sfinalizował we własnym mieszkaniu, ale w jego położeniu wyjście na ulicę było lekko mówiąc nie rozsądne. Przynajmniej póki nie odzyska czucia w lewej ręce... nie był specjalistą ale przypuszczał że został uziemiony na tydzień, no dla pewności można powiedzieć że dwa.

Przejechał palcami zdrowej ręki po lewym przedramieniu, nadal wodząc oczami po wysokich na kilometr wieżowcach, dookoła których tańczyły przeróżne poduszkowce... Z całej siły zacisnął dłoń, nic nie poczuł. W takich chwilach naprawdę nienawidził swojej roboty, był najemnikiem, no właściwie zabójcą. Nie lubił tego określenia, jednak musiał się z tym pogodzić, ponieważ lwią część jego zamówień stanowiły wszelakie morderstwa i kradzieże. Czemu ludzie mylili "najemnika" z "mordercą" czy "złodziejem"? Odpowiedzi na to odwieczne pytanie chyba nikt nie wiedział, oczywiście poza przedstawicielami tych profesji, chociaż nie wszystkimi. Zdarzało się, że taki czy inny morderca tytułował się "najemnikiem" tylko, dlatego że takich częściej wynajmują "za profesjonalizm".

Kolejny raz westchnął, dokładnie w chwili, gdy drzwi do jego mieszkania wyskoczyły z zawiasów. Szybko opuścił rękę zdając sobie sprawę, z tego jak ważne jest ukrycie dolegliwości. Odwrócił się, zaś jego oczom ukazał się ostatni zleceniodawca. Towarzyszyli mu czterej łowcy, członkowie "Gol Ilthis" jednej z gildii najemników rywalizujących z tą, w której pracował.

- Czego? - Warknął, prawa dłoń szybko powędrowała do pistoletu śpiącego przy jego pasku.

Zamiast słów w powietrze poleciała seria z boltera, najemnik nie oczekiwał innej reakcji. Nawet można by zaryzykować stwierdzenie, że zdziwienie u niego spowodowałaby kulturalna odpowiedź. Zręcznie uniknął serii wyskakując w powietrze, po czym odbijając się od sufitu skierował się w stronę napastników. W locie wyciągnął broń, zanim wylądował przed znajomym zdążył oddać 3 strzały, które bezbłędnie trafiły redukując liczbę przeciwników do 2-óch. Tuż po tym jak jego stopy dotknęły ziemi zrobił 2 kroki w bok unikając kopnięcia, a jednocześnie zbliżając się ostatniego łowcy. Jego zdrowa ręka błyskawicznie wystrzeliła w twarz członka "Gol Ilthis" łamiąc mu nos. Napastnik zatoczył się i stracił przytomność, tego już czarnowłosy nie widział. Używając tylko jednej ręki przygwoździł zleceniodawcę do ściany. Uśmiech, który ozdobił wtedy jego twarz, z pewnością prześladowałby w snach nie jednego.

- Czego? - spytał obojętnym tonem, zupełnie nie pasującym do sytuacji.

- Pocałuj mnie w dupę kurduplu, może wtedy coś usłyszysz...

- Zła odpowiedź - pokręcił głową jednocześnie przymykając oczy. Nieliczni znający go ludzie wiedzieli, że była to reakcja obronna mająca na celu uspokojenie organizmu.

To prawda miał jedynie 16 lat, a wzrostem nie grzeszył, jednak kurduplem nie był! W końcu 1,75 to nie tak mało prawda?

Uwięziony poczuł jak stalowe kolano nastolatka, zderzyło się z jego czułym miejscem.

- Zapytam jeszcze raz, ale uprzedzam, tym razem odstrzelę...

- Chrzań się...

- Zła odpowiedź - powtórzył, nie wiedząc co zrobić. W końcu sprawną rękę miał zajętą.

Jego rozmówca musiał to zauważyć.

- Jakieś problemy? - spytał słodziutkim głosikiem.

- Niee... skądże...

Trzask! Ciało zleceniodawcy wylądowało na stole. Odgłos strzału, i krzyk...

- Widzisz? Poradziłem sobie - powiedział chłopiec podchodząc do wykrwawiającego się ciała. - Na przyszłość przyznaj się, że chodziło ci o kasę... Ile chcieli? Pewnie z 100 tysięcy? W sumie dobry interes, odzyskałbyś 99% tego co przed chwilą wydałeś.

Podniósł mężczyznę za kark i wywalił z mieszkania, po czym aktywował kod spuszczający metalowe drzwi. Spojrzał na staromodne drewniane, dochodząc do wniosku, że już dawno winien je wyrzucić, jednak minął je tylko obiecując sobie że zrobi to "później". Rzucił się na łóżko zmęczony dzisiejszym dniem. Najpierw wycieczka po kanałach w dwie strony, później jeszcze to. Zamknął oczy i zaklął z uczuciem...

Następny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Ayame_11 : 2012-12-28 10:51:55

    Nie wiem, czy zadowoli cię mój komentarz, ale walnę prosto z mostu. Odechciało mi się czytać po paru zdaniach, jednak ja jestem taka ze wszystko czytam do konca . Stanowczo za duzo wielokropków i w jednym fragmencie za duzo cyfer:

    Pierwsze zdanie: 3 strzały.

    Drugie zdanie: do 2-óch przeciwników.

    Kolejne zdanie: 2 kroki.

    Według mnie, drogi Autorze, powinieneś przeczytac swoj tekst nawet trzydziesci razy, aby upewnić się, czy oby na pewno nie ma żadnych błędów.

    Powinieneś przeczytać komentarze Czytelników, analizować, co jest nie tak w twoim tekście, i następnym razem zwracać uwagę na błędy, nawet te drobne. Wiem, że nie jest łatwo czytać krytykujące komentarze. Sama zbyt pięknie nie pisze, staram się uczyć na błędach własnych i innych i myślę, że ty też powinieneś.

    Serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia :)

  • chise : 2006-10-28 23:52:09
    Niby nie tak źle, ale...

    Za-koń-cze-nie. Znowu niczym nie wytłumaczalny patos, który psuje momentami całkiem pozytywne wrażenie z całości.

    Kompletnie niewiarygodny główny bohater, super-hero rozwalający przeciwników ze skutecznością godną gier komputerowych, kierujący się niezrozumiałymi motywami i ni z gruchy ni z pietruchy "zakochujący się" w wampirzycy, chyba tylko na złość całej reszcie. Nie mówiąc już o tym, że o ile nie przekonują mnie zwykle super-bohaterowie, to już tym bardziej nie trafiają do mnie super-dzieciaki, trudno, awersję mam.

    Czyta się bez większych zgrzytów, ale i bez większych zachwytów.

    Plus za świat przedstawiony, a raczej jego fragment- zwalczające się w metropolii gangi + na dodatek jakaś sekta całkiem nieźle ze sobą współgrają.

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu