Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Wybrańcy Watariego

Jeden

Autor:violet
Korekta:Inai
Serie:Death Note
Gatunki:Akcja, Kryminał, Romans
Uwagi:Utwór niedokończony
Dodany:2009-03-20 23:55:10
Aktualizowany:2009-03-21 00:01:10


Następny rozdział

Nie zezwalam na kopiowanie całości ani fragmentów opowiadania bez uzyskania mojej bezpośredniej zgody.


- Mógłbyś coś z tym wreszcie zrobić…

Niezadowolony głos rozbrzmiał na całą kwaterę główną. Mick Mars, do którego zaadresowane były te słowa, przewrócił oczami i, ociągając się, wstał z krzesła. Audrey widziała kątem oka każdy jego powolny ruch, kiedy przemierzał pomieszczenie w celu naprawienia głównego źródła zasilania kwatery i przeklinała samą siebie za dopuszczenie tego niedojdy i łamagi do swojej grupy śledczej. Mars ani się do niej nie nadawał, ani też nie udawał, że mu na tym jakkolwiek zależy - prawdą było jednak to, że w obecnych czasach ciężko było znaleźć jeszcze ludzi, chcących aktywnie przeciwdziałać Kirze. Zwłaszcza, kiedy świat obiegła plotka o śmierci najsławniejszego detektywa, L. Wprawdzie nikt nie wiedział, czy jest w niej choć ziarnko prawdy, ale Audrey wolała brać pod uwagę wszystkie szczegóły.

Był sobotni wieczór, do kin na całym świecie wchodził właśnie romantyczny horror Zmierzch, o którym w mediach było tyle szumu. To właśnie na ten film udawali się dziś wieczorem wszyscy jej rówieśnicy. Audrey przeczesała palcami długie, brązowe włosy i westchnęła. Niewiarygodne, że nawet w obliczu działań Kiry ludzie potrafią myśleć o przyjemnościach. Sama od pół roku niemal nie wychodziła z kwatery głównej. Nie, żeby miała ochotę iść gdzieś ze znajomymi - gdyby takowych posiadała. Audrey nigdy nie była towarzyskim typem, miała umysł stworzony do rozwiązywania łamigłówek, a nie balowania na zakrapianych, studenckich imprezach. A ostatnia zagadka spędzała jej sen z oczu, jak zapewne i większości ludzi na całym świecie. Kira…

Wstała od laptopa i podeszła do stojącego przy wyjściu wieszaka. Ubierając się w czerwony płaszcz, ogarnęła spokojnym wzrokiem wnętrze kwatery głównej. Przy komputerach siedziało dwóch członków grupy śledczej - Irlandczyk Jonas Armstrong i Hiszpan Raul Gonzalez. Audrey uśmiechnęła się pod nosem i wstukała swój personalny kod do płaskiej płytki z czujnikami alarmowymi. Drzwi frontowe natychmiast się rozsunęły.

- Wychodzę - oznajmiła i nie wyczekując żadnej reakcji ze strony kolegów, zapatrzonych w listy ofiar tego plugawego mordercy, Kiry, opuściła mieszkanie.

Zbiegła krętymi schodami i złapała powietrze głęboko w płuca. Zawsze tak robiła, ilekroć wyściubiała nos z kwatery. Ze względu na brak ruchu i ćwiczeń fizycznych, gdy chciała dotlenić mózg musiała przebiec choć krótki dystans, złapać wiatr w żagle, poczuć, że żyje. Nieustanne ślęczenie przed monitorem komputera nie wpływa korzystnie na zdrowie i urodę dwudziestolatek, a ostatnio śledztwo Audrey utknęło w martwym punkcie, więc zarówno ona jak i jej grupa byli do tego zmuszeni.

Szuranie vansów po asfalcie. Dziewczyna szła wolno chodnikiem, przymykając oczy i rozkoszując się rozchodzącym się po ciele ciepłem wczesnowiosennego słońca. Zbawczy tlen docierał do jej mózgu i powoli umysł się rozjaśniał… Uwielbiała to uczucie. Było niemal porównywalne z przypływem nowego pomysłu, takie świeże i entuzjazmujące! Pozostało już tylko złapać Kirę. Włożyła ręce do kieszeni płaszcza i pokręciła głową z rozbawieniem. Wolne żarty, tylko! Może myślałaby tak, gdyby miesiąc temu nie dostała tego obszernego maila…


"Moje nazwisko brzmi Watari. Jeśli czytacie tę wiadomość, to znaczy, że nie żyję i najprawdopodobniej taki sam los spotkał mojego podopiecznego, L, detektywa pracującego nad sprawą schwytania Kiry. W innym wypadku jest on w śmiertelnym niebezpieczeństwie, na które żadne z nas nie może już zaradzić.

Kilka słów wyjaśnienia - to, co zawiera się w tym mailu dotrze do czterech osób. Nie podam Wam Waszych wzajemnych danych, jednakże wiedzcie, że zostaliście wybrani drogą długoletnich eliminacji, jako osoby najbardziej kompetentne do kontynuowania śledztwa i obdarzone moim osobistym zaufaniem. Każde z Was wykazuje się niezwykłymi umiejętnościami w różnorodnych dziedzinach detektywistycznych, wykazujecie ponadprzeciętny poziom dedukcji, koncentracji i niezwykle rozwinięte umiejętności łączenia faktów oraz logicznego myślenia. Jeden egzemplarz tego listu wysyłam także do sierocińca Wammy’s House w północnej Anglii, gdzie wybrany zostanie oficjalny następca L spośród obecnych tam kandydatów. Mimo, że sam L zawsze preferował działanie na własną rękę, w obecnej sytuacji jestem zmuszony sprzeciwić się jego zasadom i proszę Was wszystkich o wszczęcie postępowania w celu jak najszybszego schwytania seryjnego mordercy, jakim jest Kira. Załączam wszystkie informacje, które udało się zgromadzić L i grupie dochodzeniowej oraz kronikę przebiegu ich śledztwa.

Powodzenia! Los świata jest w Waszych rękach.

Watari"


W ten sposób Audrey dowiedziała się o szczegółach akcji L, które momentami wprawiały ją w potężne zdumienie. Fakt, że użyła identycznego środka bezpieczeństwa, co L, kiedy przedstawiał się Raito Yagamiemu - obdarzyła każdego członka swojej grupy śledczej, łącznie z sobą, fałszywymi nazwiskami znanych osób - sprawił, że poczuła leciutką nić więzi z najlepszym detektywem na świecie. Normalnej osobie pewnie podwyższyłoby to samoocenę, ale nie Audrey. Dla niej remis to była przegrana, a wpadnięcie dwóch nieznających się osób na ten sam pomysł - plagiatem. Mimo wyraźnego niesmaku musiała jednak pozostać przy pseudonimach - był to jedyny środek ostrożności, jaki mogła w tej sytuacji zachować. Nie wymyśliła jeszcze, jak się skutecznie ochronić przed posiadaczem oczu Shinigami, ale na chwilę obecną pracowała nad czymś bardziej kontrowersyjnym.

Otrząsnęła się z rozmyślań i rozejrzała dookoła. Mijali ją wiecznie zabiegani Japończycy, roześmiane grupki nastolatków, rodziny spacerujące w ten ciepły, słoneczny dzień. Audrey nie mogła się nadziwić, że mieszka już tutaj drugi rok, a ten kraj wciąż wydaje jej się egzotyczny i tajemniczy. No cóż, pozostało już tylko odnaleźć Kirę i będzie mogła wrócić do Stanów, zaplugawionego państwa komercji i głupoty. Parsknęła cichym śmiechem. "Perspektywa napawająca otuchą."

Tuż na najbliższym skrzyżowaniu stał handlarz owocami. Wielkie, wyłożone po brzegi skrzynie zajmowały połowę chodnika. Audrey zatrzymała się przed soczystymi jabłkami i przyjrzała się im leniwie.

- Coś dla ciebie, złotko? - odezwał się potężny handlarz na widok potencjalnej klientki.

- Jedno czerwone jabłko - odpowiedziała, szperając w prawej kieszeni w poszukiwaniu drobnych.

Zapłaciła sprzedawcy i wzięła od niego zakup, po czym mocno zacisnęła zęby na owocu. Słodki miąższ wypełnił jej usta, a twarz rozjaśnił błogi uśmiech. Doprawdy, w kwaterze głównej czuła się jak w więzieniu.

Rozkoszując się chwilą, przeszła przez ulicę i podążyła w stronę swojego ulubionego miejsca - małej fontanny pośrodku parku. Wtem w kieszeni płaszcza coś się poruszyło i odezwał się dźwięk otrzymanego smsa. Biorąc kolejny kęs jabłka, Audrey pogmerała wolną ręką w kieszeni i wyciągnęła telefon. Przeczytana wiadomość sprawiła, że stanęła jak wryta.

"Czy wiesz, że Shinigami jedzą tylko jabłka?"

Wpatrywała się w ekran komórki i czytała zdanie raz po raz, spoglądając co rusz na trzymany w ręku owoc. Po chwili rozejrzała się mało dyskretnie dookoła, wypatrując kogoś przyglądającego się jej. Nikogo takiego jednak nie znalazła. Wszyscy byli zajęci własnymi sprawami, nie było ani jednej osoby, która wyglądałaby podejrzanie. "Nic dziwnego", pomyślała Audrey. Nie spodziewała się nikogo takiego zobaczyć. Oglądanie się wokoło miało raczej na celu wprowadzenie nadawcy tego dziwnego smsa na mylny trop - że adresatka jest niewyszkolonym żółtodziobem i półgłówkiem. Nie uchodziło bowiem wątpliwości, że jest w jakiś sposób obserwowana, a pierwsza reakcja - w tym momencie udawana - najczęściej mówi wiele o człowieku. Postanowiła jeszcze podumać chwilę nad telefonem, żeby wyglądać, jakby naprawdę zastanawiała się, co odpisać. Tak naprawdę odpowiedź nasunęła jej się w moment po odczytaniu wiadomości i była tak oczywista, że nienaturalnym byłoby dla Audrey odpisać inaczej. Jednakże kim mógł być tajemniczy nadawca? Numer był nieznany, a nie było sensu dzwonić w tym momencie do kwatery, żeby namierzyli sygnał lub choćby odnaleźli właściciela telefonu. Jeśli ten ktoś był tak sprytny, że skontaktował się z Audrey przez zwykły telefon komórkowy, to musiał to być profesjonalista z zapleczem planów B na wszelki wypadek. Audrey nie chciała zginąć od snajperskiej kuli w konsekwencji wykonywania gwałtownych ruchów.

"Pytanie tylko, czy naprawdę mają czerwone ręce.", wystukała na klawiaturze telefonu i odesłała wiadomość, po czym najzwyczajniej w świecie włożyła komórkę do kieszeni i ruszyła wolnym krokiem w stronę fontanny. Nie uszła jednak daleko. Kiedy w głowie rozkładała sytuację na czynniki pierwsze, zastanawiając się, czy nadawca jest przeciwnikiem czy poplecznikiem Kiry, doczekała się kolejnych wibracji telefonu. Tym razem tajemnicza osoba dzwoniła. Audrey, myśląc intensywnie, wcisnęła przycisk Odbierz i modyfikując głos w sposób dopracowany do perfekcji na najlepszych kursach szpiegowskich w Europie, odezwała się do słuchawki:

- Halo?

Po drugiej stronie zaległa cisza. "O co chodzi? Stchórzył?"

Powtórzyła powitanie.

- Tak, słucham?!

Ponownie cisza. Audrey już miała odłożyć słuchawkę, dochodząc do wniosku, że dzwoniący zwyczajnie nie ma pojęcia, co oznacza jej odpowiedź, gdyż tekst o jabłkach i Shinigami przeczytał na jakiejś głupawej stronie internetowej i postanowił zabawić się kosztem losowo wybranego numeru, kiedy usłyszała męski głos, mówiący cicho:

- Tutaj L.

Następny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.