Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Recenzje

Fabuła, świat, postaci

Autor:Avellana
Korekta:IKa
Kategorie:Manga i Anime, Recenzja, Inne
Dodany:2009-06-29 21:26:17
Aktualizowany:2009-09-27 22:01:18



Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

W porównaniu do mozolnego zbierania argumentów na poparcie swojej sympatii (lub antypatii) do danego tytułu, opis świata, zawiązania fabuły oraz postaci wydaje się zadaniem prostym. Nic przecież nie trzeba wymyślać, wystarczy pozbierać to, co sami twórcy nam podali na talerzu, a co po zapoznaniu się z anime lub mangą powinniśmy już mieć w małym palcu. A jednak z moich redakcyjnych doświadczeń wynika, że tu właśnie popełniane jest najwięcej błędów, w dodatku stosunkowo prostych do uniknięcia. Żeby nie wprowadzać chaosu, dalszy wywód podzielę na części. Obawiam się jednak, że będzie on nieco mniej atrakcyjny w lekturze niż poprzedni esej z tego cyklu - ma za to szanse zawierać więcej konkretów.

Jeszcze raz przypominam, że porady tu zawarte mogą być przydatne tylko dla osób, które są bardzo niepewne swoich sił, albo zwyczajnie wiedzą, że muszą mocno nad sobą i swoimi tekstami popracować, ale nie wiedzą, od czego zaczynać. Dlatego mój wywód zawiera bardzo oczywiste uproszczenia i w żadnym razie nie prezentuje „jedynie słusznej” wizji tego, w jaki sposób recenzja powinna wyglądać.

Zdarzało mi się natrafiać na recenzje, w których autorzy, operując zgrabnie ogólnikami (Zawiązanie fabuły jest niezbyt oryginalne, ale interesujące... Akcja rozwija się w sposób nieprzewidywalny, zaskakując pod koniec kilkoma zwrotami... Niestety fabułę spowalniają odcinki „wypełniaczowe”, obecne szczególnie w pierwszej połowie...), aż do ostatniego akapitu potrafili ukryć fakt, że w sumie z tekstu w ogóle nie wynika, o czym dana seria opowiada! Niestety, tak się nie da - jeśli chcecie do tego stopnia zachować tajemnicę, nie ruszajcie recenzji, bo nie ma cudów - coś tam zdradzić będzie trzeba.

Warto pamiętać, że sam sposób opisywania fabuły może odpowiednio nastawić do niej czytelnika. Dobór słów ma naprawdę kolosalne znaczenie. Bohater jest zwyczajnym japońskim nastolatkiem. Pewnego dnia, wracając się do domu po zapomniane drugie śniadanie, wpada na tajemniczą nieznajomą, która po chwili rozmowy znika, zostawiając tylko pierścionek z oczkiem w kształcie różyczki... - każdy czytelnik prześlizgnie się po takim opisie bez problemu, szukając dalej informacji, czy to wszystko w ogóle warto obejrzeć. Ale to samo można napisać inaczej: Nasz poczciwy bohater, zwyczajny (jakże by inaczej!) japoński nastolatek, pewnego dnia wpada na tajemniczą nieznajomą. Gdyby oglądał więcej anime, wiedziałby zapewne, że to może oznaczać tylko początek kłopotów. Dziewczę wprawdzie znika, ale zostawia pierścionek z oczkiem w kształcie najmodniejszej w seriach ostatnich sezonów różyczki - bohater tak łatwo nie wywinie się „niezwykle oryginalnemu” przeznaczeniu... Niby to samo, a od razu nastawia czytelnika na obcowanie z jakąś chałą wyplataną, prawda? Recenzja nie jest artykułem encyklopedycznym i tego rodzaju chwyty są dozwolone, warto jednak stosować je świadomie i w sposób kontrolowany. Znacznie trudniej jest przez sam dobór słów dać czytelnikowi odczuć, że ma do czynienia z rzeczą nadprzeciętną - można osiągnąć odpowiedni efekt, stosując wysoki, literacki styl opisu, ale nie należy przesadzić, bo z wyżyn literatury w otchłań grafomanii droga jest krótka i prosta. W zasadzie autorom początkującym polecam zawsze styl neutralny, pozbawiony ozdobników - mniej efektowny, za to trudniej się na nim przejechać.

Najczęstsze błędy

Pierwszym i dość pospolitym błędem jest to, o czym wspominałam poprzednio - zapominanie, że czytelnik nie musi znać opisywanego tytułu, ani w ogóle wiedzieć czegokolwiek na jego temat. Stosunkowo rzadko zdarzają się recenzje, w których autor całkowicie to ignoruje, a opis fabuły wygląda tak, jak wyglądają streszczenia kilkusetnego odcinka którejś telenoweli, zawarte w programie telewizyjnym (takie recenzje lecą koszącym lotem bezzwrotnym do folderu „Odrzucone”). Bardzo często jednak trafiają się pojedyncze kiksy w skądinąd niezłym tekście. Jeśli w jednym zdaniu piszemy - bo ja wiem - że bohaterka wywodzi się ze starożytnego ludu - to dobrze. Ale jeśli trzy zdania (albo, co gorsza - trzy akapity) dalej napiszemy, że magia Migu-Migu została oficjalnie zakazana, to czytelnik niekoniecznie się domyśli, że ów lud właśnie Migu-Migu się nazywa. To samo dotyczy wszystkich innych nazw - krajów, organizacji, artefaktów. Przy czym, uwaga - sama nazwa także nic mówi. Wspominamy, że ojciec bohatera jest szefem NERV-u - ale czytelnik w tym punkcie nie wie, czy to paramilitarna organizacja, lokalne przedsiębiorstwo usług kanalizacyjnych czy może towarzystwo entomologiczne. Wprowadzając jakąkolwiek nazwę lub termin trzeba krótko (przy czym „krótko” jest tu kluczowe) podrzucić odbiorcy, co to ma być, a później ewentualnie odwoływać się do tego („wspomniana wcześniej...”) w razie potrzeby.

Ta sama zasada dotyczy postaci, szczególnie jeśli w zawiązaniu fabuły wspominamy o więcej niż jednej osobie. Stosowanie zależnie od potrzeby imienia, nazwiska i jakiegoś określenia (licealista, nastolatek, chłopak) jest oczywiste - ale stosunkowo często stykam się z sytuacją, w której najpierw dana postać jest wprowadzana „po imieniu”, a gdzieś dalej pojawia się samo jej nazwisko, które czytelnik w tym momencie nie bardzo może z czymkolwiek skojarzyć. Trzeba także pamiętać, że wielu początkujących fanów japońskiej animacji i komiksu nie będzie potrafiło odróżnić płci postaci, kierując się tylko imieniem (nie wspominając o sytuacjach, gdy imiona są fantastyczne lub - co nie takie rzadkie - mogą się trafić u osoby dowolnej płci). Dlatego należy zwrócić uwagę, czy samo zdanie wprowadzające postać wskazuje na jej płeć - jeśli nie, odpowiednio je zmodyfikować. Innymi słowy, unikać zdań w rodzaju Akira uczy się w tokijskim liceum w sytuacji, w której można powiedzieć Akira jest uczennicą tokijskiego liceum. Oczywiście pomijam tu przypadki, w których recenzent celowo ukrywa płeć postaci.

To samo wreszcie tyczy się szerszego „tła” danej serii - mam tu na myśli przede wszystkim tytuły będące adaptacjami bardzo popularnych gier (lub nawet powieści). Nie każdy musiał koniecznie grać w najpopularniejszy nawet na świecie cykl j-RPG, nie dla każdego jest oczywiste, o co chodziło temu całemu hrabiemu Monte Christo. Opis świata i fabuły należy zawsze dostosowywać dla zupełnych laików, wyjaśniając podstawową terminologię świata lub główny rys fabularny. Jeśli chcemy, możemy używać wybiegów w rodzaju jak fani [wstaw nazwę] doskonale wiedzą..., podkreślających fakt, że recenzent wie doskonale, o czym pisze, a podstawy przybliża tylko ze względu na ewentualnych nowicjuszy.

Drugim błędem - a w kategoriach częstości występowania pierwszym - jest niedostateczna umiejętność selekcji faktów. Bardzo często zdarza się, że autor recenzji za „zawiązanie fabuły” uważa możliwie dokładne streszczenie pierwszego odcinka anime lub rozdziału mangi. To zaś jest bardzo złym pomysłem z kilku powodów.

Po pierwsze i najoczywistsze, pierwszy odcinek (rozdział) bardzo często zawiera tylko wprowadzenie postaci i niewiele poza tym, trudno więc na jego podstawie stwierdzić, jak będzie wyglądała fabuła. Po drugie, opisując detalicznie, jak nasz bohater obudził się, wstał, umył zęby, zjadł śniadanie, pojechał do szkoły, po drodze zauważył, że zapomniał drugiego śniadania, zawrócił, potknął się i przewrócił, psując rower... zanudzimy czytelnika jeszcze zanim dotrzemy do tego momentu, w którym na głowę bohaterowi spada śliczna dziewczyna i zaczyna się właściwa fabuła. Po trzecie, czytelnik ma pełne prawo sądzić, że informacje, które mu się podaje, są istotne - i zwraca uwagę na to, co w opisie fabuły dominuje. Jeśli więc obszernie zaczniemy opisywać sytuację szkolną i domową bohaterki, może się zdarzyć, że cały opis będzie sugerował jakąś opowieść obyczajową, a tego zdania na końcu akapitu, że dziewczyna nagle trafia do magicznego świata i zostaje tam na 50 odcinków, nikt nie zauważy.

Do tej samej kategorii błędów zaliczam też ulegnięcie pokusie ułatwienia sobie życia i przepisanie słowo w słowo obszernego wprowadzenia, wygłaszanego na początku przez lektora (to częste zwłaszcza w starszych OAV), streszczającego historię danego świata od Adama i Ewy. Wbrew pozorom takie wprowadzenie, poza osadzeniem fabuły w szerszym kontekście, zazwyczaj nie służy do niczego i oprócz wyłowienia paru kluczowych nazw nie warto sobie zawracać nim głowy (a tym bardziej zanudzać widza). Naprawdę, w 90% przypadków nie otrzymujemy szerokiej panoramy z dziejów świata, jaką zapowiadałby taki wstęp, tylko najzwyklejszą przygodę w rozmaitych klimatach, której ktoś postanowił dorobić odpowiednio szlachetny rodowód i uzasadnienie.

Magiczny przepis na opis (fabuły)

Nie istnieje. Przykro mi. Życie jest podłe, a twórcy zupełnie wredni i nie stosują zawsze identycznej konstrukcji fabuły, co sprawia, że nie ma jednego dobrego sposobu na podejście do tematu. Co więcej, bardzo dużo zależy tu od inwencji własnej recenzenta i od tego, co zamierza on przedstawić swoim czytelnikom. Mimo to spróbuję zebrać w jednym miejscu kilka dobrych rad.

Przypadek najprostszy (i najczęstszy) to taki, w którym fabuła ma konstrukcję cepa: wprowadzenie, rozwinięcie i zakończenie (lub rozgrzebanie, ale to nas, na szczęście, na tym etapie nie obchodzi). Wtedy przy opisie wystarczy skupić się na unikaniu wspomnianych wyżej błędów, czyli uczciwie zastanowić się nad minimum niezbędnych czytelnikowi informacji. Wystarczy wybrać kluczowe wydarzenia - „chłopak spotyka dziewczynę”, „dziewczyna zostaje przeniesiona do magicznego świata”, „chłopak znajduje niepotrzebnego mecha” i stwierdzić, jak rozwija się dalej akcja w głównym wątku. Dokładne okoliczności są zwykle niepotrzebne - całkowicie wystarczy napisać pewnego dnia bohaterka otrzymuje od tajemniczego nieznajomego talizman, umożliwiający jej transformację w magiczną wojowniczkę o miłość i sprawiedliwość. Resztę zostawmy czytelnikowi do odkrywania, kiedy już, skuszony naszym tekstem, po dany tytuł sięgnie samodzielnie. Należy tu pamiętać o wprowadzeniu jednym-dwoma słowami postaci („zwyczajny licealista...”) i generalnie zachowaniu jakiejś przejrzystości tekstu. Dobrym probierzem będzie podetknięcie tego do przeczytania komuś, kto danej pozycji nie zna i odpytanie, ile zrozumiał.

Nie należy przesadnie martwić się o niezdradzanie elementów fabuły - jeśli mamy dwójkę bohaterów, która na początku pierwszego odcinka drze koty i głośno deklaruje wzajemną nienawiść, zasugerowanie, że rozwinie się między nimi romans, nie jest koszmarnym spoilerem. Serio. W ogóle bardzo często można całkiem sporo powiedzieć o danym tytule, w niczym nie psując komuś odbioru - owszem, będzie się spodziewał, że coś się zdarzy, ale w życiu nie domyśli się, z której strony to nadleci. A jeśli się domyśli - cóż, to znaczy, że zachowywanie sekretu i tak mijało się z celem.

No tak, to było proste, dziękujemy. Może jednak jakiś trudniejszy przypadek? Pierwszą kategorią wartą omówienia są serie pozbawione lub niemal pozbawione liniowej fabuły, całkowicie epizodyczne (jeszcze gorzej, jeśli poszczególne epizody opowiadają o rozmaitych bohaterach). W takim przypadku najgorszą możliwą rzeczą do zrobienia jest streszczanie pierwszego odcinka. Najlepiej od razu zapowiedzieć, że głównego wątku fabuły nie ma i skupić się na tym, co można zdradzić: przedstawieniu bohaterów (i ewentualnie świata), a także omówieniu ogólnego charakteru poszczególnych odcinków - czy będą to historie kryminalne, mroczne horrory czy może leciutkie romanse. Ewentualnie, jeśli czujemy się na siłach, możemy w charakterze przykładu wspomnieć o dwóch-trzech historiach, ale bardzo ogólnie, starając się ograniczyć do omówienia fabuły jednym zdaniem. Czytelnik wybaczy w takim przypadku brak dokładnego streszczenia, za to przyda mu się informacja, w jakich klimatach jest całość utrzymana.

Dalej idą kontynuacje jakiegoś tytułu, wymagające sporego wyczucia w kwestii tego, ile można powiedzieć, żeby nie zaspoilerować. Generalnie dobrą zasadą jest, żeby nie pakować spoilerów tam, gdzie nie są niezbędne. Niekoniecznie trzeba pisać Po śmierci Iksa, który poświęcił się dla swych towarzyszy w finale poprzedniej serii, drużyna bohaterów przeżywa poważny kryzys. Można tak: Drużyna bohaterów przeżywa poważny kryzys po tragedii, która dotknęła ją w finale pierwszej serii. To niby też spoiler, ale jednak nieporównywalny gatunkowo. Oczywiście nie zawsze się tak da - może się zdarzyć, że nie można nie wspomnieć o tym, że Iks nie żyje, albo o tym, że jakaś „zabita na śmierć” postać właśnie wróciła z nową siłą wybielania. Nie da się - to się nie da i nie ma co się koniecznie upierać przy enigmatyczności. Po prostu należy unikać zdradzania informacji dotyczących poprzednich części, jeśli nie jest to naprawdę potrzebne do omówienia fabuły części aktualnie recenzowanej - a w znakomitej większości przypadków udaje się uniknąć poważniejszych spoilerów.

Rozgrzewka za nami? To przyjrzyjmy się „tasiemcom”, czyli seriom mającym kilkadziesiąt (albo kilkaset) odcinków lub odpowiednio wiele rozdziałów. Teoretycznie podchodzą one zwykle pod konstrukcję cepa (tyle, że znika z niego część „zakończenie”), problem z nimi polega jednak na tym, że samo wprowadzenie potrafi zająć co najmniej kilkanaście odcinków. Co więcej, często dzielą się one na mniej lub bardziej wyraźnie rozgraniczone części, obejmujące nawet kilkadziesiąt odcinków. W takiej sytuacji recenzent czuje się między młotem a kowadłem - samo zawiązanie fabuły nie mówi praktycznie nic (co gorsza - może być bardzo mylące), a próba przybliżenia czegokolwiek zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do granic dopuszczalnych spoilerów. Nie ma rady, trzeba odetchnąć głęboko i szczerze sobie (i czytelnikowi) powiedzieć: to normalne. Opisać samo zawiązanie fabuły, jeśli ma to sens (jeśli nie - tylko prześlizgnąć się po nim w stylu „pewnego dnia bohater dostaje supermoce i dowiaduje się, że ma bronić Ziemi przed potworami z innego wymiaru”), omówić jakoś budowę świata, a potem spróbować - jeśli to możliwe - z grubsza i bez szczegółów nakreślić jakiś obraz tych późniejszych części. To nie jest proste, ale z kolei ratuje nas, że i fabuła zwykle nie bywa specjalnie złożona. Nie ma nic złego w napisaniu w późniejszej części serii drużyna trafia między innymi do Krainy Czarów..., można spokojnie nadmienić, że po odcinku n-tym następuje obszerna część retrospekcyjna, dotycząca dziadka bohatera - i tak dalej. Przy odrobinie szczęścia uda się zbudować całkiem konkretny obraz na użytek czytelnika, nie przekreślając przy tym sensu samodzielnego zapoznawania się z daną pozycją.

W seriach standardowej długości problemem dość podobnym do opisanego wyżej jest salto mortale i zwrot przez rufę fabuły. Zdarza się, że po kilku (ale dopiero po kilku!) odcinkach cała obsada zostaje wybita do nogi, że seria fantasy okazuje się serią science-fiction, a komedia - horrorem, że nagle dowiadujemy się, iż dotychczasowe wydarzenia miały miejsce we śnie/wyobraźni/wirtualnej rzeczywistości... I tak dalej. W tym momencie wkraczamy na naprawdę cienki lód. Z jednej strony zdradzenie tego - to już prawdziwe popsucie komuś zabawy. Z drugiej - czytelnik recenzji chciałby wiedzieć, czego się ma spodziewać. Jeśli sięga po coś, co uważa za klasyczny kryminał w starym stylu, a otrzymuje w finale nawalankę supermocami, podlaną mistycznym sosem, ma prawo mieć pretensje, że nie został o tym uprzedzony. W takim przypadku nie ma dobrego przepisu i trzeba po prostu radzić sobie zgodnie ze swoim najlepszym rozeznaniem.

Czasem można po prostu iść na całość i napisać wprost, że ta seria fantasy okaże się w końcu serią science-fiction. Wychodzi się wtedy z założenia, że wprawdzie czytelnik będzie uprzedzony, ale nie domyśli się, w jaki sposób i w którym momencie ten zwrot nastąpi - więc jednak jakiś element zaskoczenia zostaje zachowany. Ma to sens szczególnie w przypadku serii zmieniających klimat - samo nadmienienie, że komedia kończy się tragedią nie powinno nikomu szczególnie przeszkadzać. Czasem dobrym wyjściem jest zasugerowanie czytelnikowi, że „coś” się zmieni: jednak ten początkowy obraz okazuje się bardzo mylący... Wie wtedy, że ma się spodziewać jakichś chwytów nietypowych, ale nic więcej. Można też napomknąć coś o wydarzeniach dalszej części fabuły, nie pisząc wprost, w jaki sposób wiążą się one z wydarzeniami i postaciami przedstawionymi we wprowadzeniu. Wybór rozwiązania zależy tylko od recenzenta, który po prostu w takim przypadku bardziej musi się przyłożyć do opisu i o wiele uważniej dobierać słowa i informacje.

Równie upiorne (i niepoddające się łatwym receptom) są serie-pułapki - o zaburzonej chronologii, albo fabule rozsypanej na mnóstwo odsłaniających się powoli zagadek i zbieranych mozolnie elementów. Tu problemem nie jest pojedynczy zwrot akcji: nawet poukładanie w odpowiednim porządku informacji jest już spoilerem, bo to coś, co widzowie sami mają odkrywać przez większość serii. Dobra wiadomość jest taka, że tego rodzaju tytułów jest stosunkowo niewiele. Zła wiadomość jest taka, że o przepis na fabułę tu naprawdę najtrudniej. Ja sama w takich przypadkach zazwyczaj ograniczam się do nakreślenia świata i wskazania, jaki charakter będzie miała fabuła (czyli podobnie, jak przy seriach epizodycznych, bo proste rozwiązania są najlepsze). Można też - to jeden z wyjątków - dość szczegółowo omówić pierwszy odcinek, jeśli uważamy, że zawiera on dobrą próbkę wydarzeń serii. Nie ma na szczęście nic nagannego w napisaniu wprost, jaki jest problem z fabułą - sama informacja o zakłóceniach chronologii lub zbieraniu układanki nie tylko nie jest spoilerem, ale nawet może być przydatna, bo dzięki temu czytelnik uważniej będzie się przypatrywał pokazanym wydarzeniom.

Czy ten świat jest taki ważny?

Panuje powszechne przekonanie, że im więcej informacji w recenzji, tym jest ona lepsza. Zatem recenzent, który potrafi wyczerpująco omówić pokazany świat, jest lepszym recenzentem od takiego, który nad tłem opowieści prześlizguje się tylko, zmierzając w inną stronę. Tymczasem, jak zawsze, zasada jest jedna - trzeba się przez chwilę zastanowić nad tym, co właściwie próbujemy czytelnikowi przekazać.

Brak opisu świata nie dziwi w serii rozgrywającej się z grubsza w „naszym świecie” i „naszych czasach”. Codzienność jaka jest, każdy widzi, a codzienność japońska, chociaż inna od naszej, została na tyle przybliżona przy rozmaitych okazjach, że nawet początkujący widz raczej nie będzie miał poważniejszych problemów z jej ogarnięciem. Nie ma więc sensu marnować czasu na jej opisywanie i można od razu przejść do fabuły oraz innych interesujących rzeczy.

Jeśli jednak dany tytuł wykracza poza ramy „codzienności”, warto to czytelnikowi jakoś zasygnalizować, szczególnie gdy wiąże się to z wprowadzeniem elementów fantastycznych. Oto świat prawie jak nasz, różniący się tylko tym, że wszystkie pralki mają tu kształt pięknych dziewcząt, staczających w przerwach między przepierkami walki... Tak, to wystarczy, więcej nie musicie pisać. Lepiej jest tylko wskazać owe punkty nietypowe, dokładne odkrywanie zawikłanej historii usług pralniczych zostawiając widzowi lub czytelnikowi. Oczywiście, tak jak w przypadku fabuły (bo wiąże się to ściśle), bywa, że samo napomknięcie o tych elementach stanowi spoiler - wtedy wystarczy zasygnalizować, że świat tylko pozornie nasz przypomina, albo coś w tym rodzaju.

Największą pokusę do prokurowania rozbudowanych esejów stanowią tytuły zawierające całkowicie nowe światy, zwłaszcza światy fantastyczne. Tam już twórcy wymyślają wszystko od zera: nazwy geograficzne, system religijny, organizacje, często także profesje, stosunki polityczne i licho wie, co jeszcze. Nic dziwnego, że recenzent ma wrażenie, iż jeśli nie zawrze tego wszystkiego w recenzji, będzie ona niekompletna... A jednak warto się powstrzymać od przesadzenia. Pamiętajcie, że czytelnik nie zna jeszcze tego świata. Zbyt długi i rozbudowany opis tylko go znudzi, a informacji z niego nie wyniesie praktycznie żadnych, bo skoro serii nie zna, to wszystkie te nazwy są całkowicie „puste” i równie interesujące, jak losowy fragment podręcznika historii odległego kraju. Warto, niezależnie od wszystkie, zacząć od przygotowania opisu fabuły: przy okazji można się zorientować, czego nam brakuje, o czym koniecznie musimy wspomnieć. Jeśli jest tego więcej, można nie wpychać informacji w samo zawiązanie akcji, zamiast tego poświęcając światu oddzielny akapit - przed fabułą, lub tuż za nią. Dobrze jest też nie przesadzać z nadziewaniem tekstu nazwami własnymi - wyliczanka egzotycznych, niewymawialnych słówek tylko zaciemni obraz. Na koniec należy pamiętać, że lepiej jest ograniczyć się tylko do rzeczy faktycznie do zrozumienia naszego tekstu niezbędnych, ale jednocześnie trzeba jakoś w miarę spójnie tę wizję zarysować. Wbrew pozorom jest to prostsze, niż brzmi w teorii.

Istnieje jeden wyjątek, a zarazem przypadek, w którym warto się bardziej rozpisać. Otóż nie tak rzadko zdarza się, że komplet potrzebnych informacji o świecie znajduje się poza samą serią - na przykład w grze, albo w niezekranizowanej części powieści - a autorzy zakładają, że odbiorca tę wiedzę powinien posiadać. Jeśli posiada ją recenzent, ma pełne prawo podzielić się z czytelnikami, nawet gdyby oznaczało to poświęcenie światu więcej uwagi niż to konieczne do rozpoczęcia oglądania. Warunki są dwa: nie należy zdradzać rzeczy celowo ukrytych, należy za to pamiętać, że świat anime lub mangi mógł zostać zmieniony w stosunku do pierwowzoru.

Wydawać by się mogło, że wspomniany wyżej „obcy świat fantastyczny” jest do opisania najtrudniejszy - nic z tych rzeczy. Najtrudniejszy jest świat „prawie jak nasz”, różniący się inną wizją polityczną, innym przebiegiem fragmentów historii i podobnymi mało efektownymi, a istotnymi szczegółami. Wtedy przed autorem recenzji staje naprawdę trudne zadanie. Jeśli zacznie się wgłębiać w detale, stworzy nużący (i psujący przyjemność odkrywania świata) wywód. Jeśli zgodnie z zaleceniami podkreśli tylko różnice (w Japonii wprowadzono prawo zezwalające urzędowi cenzury na niszczenie przemocą „szkodliwych” treści, a bibliotekom - na zbrojną obronę swoich zbiorów), tworzy wrażenie jakiegoś nonsensownego i nieumotywowanego tworu, który w rzeczywistości może mieć niezłe uzasadnienie (acz nie w przytoczonym przykładzie). Tu niestety także pozostaje mi tylko zasygnalizować ten problem - i zostawić autorów zmagających się z nim indywidualnie i we własnym rytmie.

Czego jeszcze nigdzie nie wepchnęliśmy, czyli postaci

Od razu może wyjaśnijmy jedno przyjmowane przeze mnie założenie. Otóż na ogół, z wyjątkiem uzasadnionych przypadków, jestem przeciwniczką jednoczesnego opisywania fabuły i analizowania jej. Zwykle nie wychodzi to dobrze i lepiej dla czytelności wywodu wydzielić go do odrębnego akapitu. Jeśli jednak chodzi o postaci, nie ma przeszkód, by w poświęconym im akapicie jednocześnie przybliżyć ich sylwetki i omówić je w paru słowach, oceniając, czy są udane. W tym artykule nie koncentruję się na budowaniu argumentacji, więc pominę tę część także w odniesieniu do postaci.

Pierwsze pytanie brzmi: po co w ogóle oddzielać postaci od fabuły? Otóż, jak pisałam wcześniej, kluczowe jest możliwie przejrzyste poukładanie informacji dla czytelnika, który z danym tytułem jeszcze się nie zetknął. Może się oczywiście zdarzyć, że przedstawienie zawiązania fabuły wymaga dokładniejszego opisania zawodu lub historii bohatera - wtedy oczywiście należy to zrobić. Jeśli jednak tak nie jest, na początku lepiej podać tylko te informacje, które są faktycznie potrzebne do zbudowania obrazu wydarzeń („zwykły licealista...” się kłania), rozszerzając je tylko o informacje niezbędne. Załóżmy, że nasz zwykły bohater wyróżnia się tym, że ma wyjątkowy talent do robótek ręcznych. Pytanie teraz, czy jest to wiadomość potrzebna do opisu zawiązania fabuły - na przykład pewnego dnia nieznajoma prosi go, aby został krawcem drużyny cheerleaderek, albo przez studzienkę kanalizacyjną wpada on do innego świata, w którym naprawianie zniszczonych ubrań jest sztuką znaną nielicznym wybrańcom. Wtedy, oczywiście, należy o tym powiedzieć od początku. Jeśli jednak jest to po prostu cecha charakterystyczna bohatera (nawet mająca jakiś wpływ na fabułę), lepiej napisać o niej właśnie w akapicie o postaciach. Dla czytelnika będzie to prostsze - najpierw poznać zarys wydarzeń, a dopiero potem bohaterów.

Akapit o postaciach ma spełniać dwie role. Po pierwsze, dodatkowo zachęcić (lub zniechęcić, ale zwykle o zachęcanie chodzi) czytelnika do danego tytułu, pokazując mu, że będzie miał tam do czynienia z fajnymi bohaterami. Po drugie, mniej więcej przeanalizować ten element konstrukcji serii lub mangi i odpowiedzieć na pytanie, czy jest to element udany, czy też ma jakieś poważniejsze wady. Tym właśnie dwóm rolom podporządkowana jest odpowiedź na pytanie „o kim warto napisać”.

Wbrew pozorom nie jest dobrym pomysłem wyliczanie kolejnych bohaterów i poświęcanie każdemu z nich dwóch lub trzech zdań. Takie skrótowe opisy brzmią zwykle dość sztampowo i mało interesująco, nużąc czytelnika, dla którego są to jeszcze całkiem obce osoby i pusto brzmiące imiona. Zamiast więc koniecznie dostarczać charakterystyki (chyba, że jest to niezbędne do analizy), warto czasem skupić się na rzeczach nietypowych - podkreślić jakieś niespotykane często cechy albo charakter relacji, niekoniecznie tylko dotyczących głównego bohatera lub bohaterki. Dotyczy to szczególnie przypadków (nie takich rzadkich), kiedy postaci na pierwszy rzut oka, sądząc z opisu, zapowiadają się mało interesująco, a okazują się ostatecznie całkiem udane. Bywa również, że lepiej jest pominąć postaci drugoplanowe, a wspomnieć o wyjątkowo udanej postaci epizodycznej, oczywiście z podkreśleniem, że odgrywa ona niewielką, ale znaczącą rolę. Można też skorzystać z okazji i szerzej rozpisać się o bohaterze (niekoniecznie głównym), który szczególnie nas zainteresował, bo może być i tak, że właśnie ta postać zainteresuje czytelnika na tyle, że postanowi on sięgnąć po serię. Oczywiście bez przesady - trzeba zachować zdrową proporcję, bo recenzent sprawiający wrażenie zaślepionego afektem do jakiejś postaci staje się natychmiast recenzentem mało wiarygodnym, a czytelnik, który da się entuzjazmowi recenzenta ponieść, będzie rozczarowany, że wybrana postać ma niedostatecznie dużą rolę.

Problemy wiążące się z opisywaniem postaci są bardzo podobne do problemów z opisywaniem fabuły: podstawowym jest kwestia wyczerpującego omówienia versus spoilery, których należy unikać. Jeśli nie analizujemy postaci, tylko próbujemy przekonać czytelnika, że ze względu na nią warto po coś sięgnąć, najlepiej zrobimy „zanęcając”, ale zostawiając mu przyjemność samodzielnego odkrycia roli, jaką dana osoba ma do odegrania w fabule. Dotyczy to w szczególności postaci, które dołączają do fabuły (lub do drużyny) dość późno, a także postaci, które zmieniają stronę konfliktu. W znakomitej większości przypadków można powiedzieć o ich istnieniu w taki sposób, żeby nie popsuć seansu lub lektury, ograniczając się do charakterystycznych cech osobowości i wyglądu, względnie - fragmentu historii (bez przesady - bardzo często taka historia w sumie nic nie wnosi). Zwykle, choć nie zawsze, można bezpiecznie zasugerować, że postać nie okaże się tak zła/dobra, jak się początkowo wydawało, a jej rola nie będzie ograniczać się do pomagania/przeszkadzania bohaterom. To jest pewnego rodzaju spoiler, ale z gatunku dopuszczalnych - zachęcający do sprawdzenia „jak to się stanie”.

***

Podstawowe prawo rządzące opisem fabuły, świata i postaci jest proste: zachęcić czytelnika jeśli nie do sięgnięcia po recenzowane dzieło, to przynajmniej do przeczytania recenzji. Najlepiej zaś spełni tę rolę klarowny wywód, z odpowiednio uporządkowanymi informacjami. Czytelnik nie ma zwykle sklerozy - nie należy dwa lub trzy razy powtarzać tego samego, na przykład przy opisie fabuły i jeszcze raz przy postaciach. Wyczucie, ile informacji jest potrzebne, aby wywód nie był z jednej strony zbyt suchy i lakoniczny, a z drugiej - nie zanudzał niepotrzebnymi wiadomościami, jest jedną z tych rzeczy, które po prostu wymagają doświadczenia. Jak już pisałam - polecam wypróbowanie swojego tekstu na osobie, która na pewno opisywanego tytułu jeszcze nie zna i zażądanie potem streszczenia, o czym to jest i kto występuje. Jest spora szansa, że pozwoli to na skorygowanie efektów odbiegających od naszych oczekiwań.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Ins : 2009-07-04 22:50:09
    Bardzo pomocne.

    Dodałam do linków i gdy będę się ubiegać o członkostwo w Tanuki na pewno z tego skorzystam.

    Dzięki!

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu