Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Inuki - sklep z mangą i anime

Opowiadanie

Wielkie Łowy

Epilog

Autor:Shelim
Gatunki:Fantasy, Fikcja, Kryminał, Mroczne
Uwagi:Przemoc
Dodany:2010-03-25 08:00:12
Aktualizowany:2010-03-21 18:36:12


Poprzedni rozdział

Copyrights (c) by Piotr Kosek (www.piotr-kosek.com) All rights reserved! Zabrania się kopiować całości lub części fragmentów tego tekstu, oraz publikować bez zgody autora.


W korytarzu było bardzo ciemno. Gdyby nie resztki światła wpadające przez drzwi które zostawiła za sobą zupełnie nic by nie widziała. A jednak trzeba było iść dalej. Skręciła w pierwszą odnogę i skierowała się wgłąb budynku. Pomieszczenie ochrony, pusto. Drzwi do głównej hali. Ścisnęła mocniej miecz i otworzyła kopnięciem.

Ormar odwrócił się gwałtownie dostrzegając wkraczającą postać. Ważniejsze jednak było to, co stało za nim. Ogromny, czarny kształt był niemal nie do rozpoznania w mroku nocy. Stwór miał cztery łapy i potężne skrzydła. Leżał, śniąc, oddychając powoli, pozwalając podziwiać swoja sylwetkę. Od pyska po ogon na grzbiecie biegły mu dwa rzędy kolców. Trójkątny, niezwykle groźnie wyglądający łeb pokryty był łuskami, a widoczne w półotwartej szczęce zęby wydawały się bardzo ostre. Podłoga w wielu miejscach była rozorana potężnymi pazurami. Bestia nie zwróciła uwagi na wchodzącą kobietę.

- Sądziłem, że po mojej sugestii w ratuszu wyniesiesz się w cholerę - powiedział nekromanta przyglądając się Bruxie. - Widzę jednak, że bardzo nie szanujesz swojego wampirzego żywota - parsknął, jakby wydało mu się to zabawne.

- Jak trafiłeś na tą dziką smoczycę? - zapytała spokojnie. - Sądziłam, że ktoś tak dobrze znający iluzję jak ona będzie w stanie ukrywać się przed takimi jak ty. Bo potem było ci łatwo, prawda? Magia Strumieni i masz kontrolę nad jej mózgiem.

- To bez znaczenia. Ważne jest to, że mój kochany zwierzak potrafi załatwić pięciu elfów na raz. Sądzisz, że będziesz od niej lepsza? - przerwał. Nie odpowiadała, uśmiechała się złośliwie. - Może się założymy? Jak przeżyjesz pięć minut, powiem ci jak na nią trafiłem.

- Opanowałeś jej mózg w takim stopniu, że przejęła nawet twój charakter, twoją skłonność do hazardu, gdy cię przy niej nie ma? Musiałeś ją trzymać na uwięzi kilka miesięcy.

- Kilkanaście - sprecyzował. - Musiała się nauczyć chodzić na dwóch nogach. Strasznie ciężko kapowało to bydle.

- I kazałeś jej… zadowalać twoich ludzi - kontynuowała - Znając mentalność tych dzióbków, nie dziwię się że ją wybrałeś. Nie skarżyła się, gdy twoi chłopcy byli… zbyt natarczywi? Tak z ciekawości, jakie to uczucie? Bo przecież przejmowałeś te wspomnienia, gdy patrzyłeś jej w oczy.

- Zamknij się! - warknął, nagle rozzłoszczony. Bestia otworzyła jedno oko. Nekromanta zwrócił się do potwora - Powyrywaj jej kończyny jedna po drugiej i przynieś mi to co zostanie!

Smoczyca zerwała się na nogi i rzuciła na kobietę. Bestia wciąż była zmęczona i senna, ale poruszała się nadzwyczaj szybko i sprawnie. Jej pazury wyrywały kawały podłogi, ale nim dotarła do celu, wampirki już tam nie było. Smoczyca odwróciła błyskawicznie łeb, wyostrzonymi zmysłami dostrzegając lecącego nietoperza. Chlasnęła pazurami, ale przeszyła tylko powietrze. Kobieta opadła z gracją kilka metrów dalej. Jej jeden szybki rzut oka w smocze źrenice i…


Noc. Deszcz, pogoda którą tak lubi. Ale ta jest inna, ta jest zimna. Nieprzyjemna. Wyje wilk… słychać pogoń. Wóz szarpnął. Broń! Gdzie jest moja broń? Nie mam… Zbliżają się, a ja wiem, że nie ucieknę. Wiem? Skąd wiem? Nie wiedziałam wtedy…


- Niech cię cholera! - Krzyknęła na cały głos, uwalniając umysł z wizji. Tylko dzięki niesamowitemu refleksowi, uniknęła smoczych szponów. Dysząc ciężko była już na nogach, pół metra dalej. Bestia nie atakowała.

- Jak ci się podoba moja „pajęczynka” na jej umyśle? Nie jesteś już taka pewna wygranej, co? - zakpił. - Co to była za scena? Twoja śmierć?

- A jak ci się wydaje? - warknęła wściekła. - Smaż się w piekle, nekromanto! - wyszarpnęła z kołczanu zatrutą strzałę. Nim zdążyła rzucić, Bestia znowu zaatakowała. Pocisk wyleciał jej z rąk, gdy znów musiała zrobić szybki unik. Po drugim ataku straciła równowagę i tylko przemiana w nietoperza uratowała ją przed wgnieceniem w ziemię. W ludzkiej znów postaci dorwała miecz, który upadł jej gdy próbowała walczyć z zaklęciem nekromanty.

Gdy smoczyca znów zaatakowała, Bruxa przeskoczyła wzdłuż jej boku, przecinając jej bark ostrzem. Bestia zaryczała z bólu, zwijając się, żeby dosięgnąć napastnika. Wampirka była jednak poza zasięgiem jej pazurów.

Moment zawieszenia kobieta wykorzystała na lepsze ustawienie ciała do kolejnego atak… Zamarła.

- Tak, nie mylisz się, to jest ten twój zatruty bełt - usłyszała nad uchem głos nekromanty czując ostrze w okolicy łopatki. - Minęło pięć minut. Zanim twoja trucizna wypali ci wnętrzności możesz mnie chwilkę posłuchać. Takie twoje małe pożegnanie przed śmiercią…

Ale ona go nie słuchała. Korzystała z zapasu czasu, jaki jej dał. Wyłapała już jak działa zaklęcie nekromanty. Miała też już sposób jego złamania. Jeszcze parę chwil i będzie mogła to zrobić tak, że nawet się nie zorientuje co się dzieje.

- …tyle. Do zobaczenia w piekle - skończył.

Wampirka rzuciła okiem na pysk smoczycy. Kopnęła maga na ślepo do tyłu i przypadła do ziemi. Bestia wystrzeliła ku magowi. Był tak zaskoczony, że nie zdążył zareagować.

Paskudne mlaśnięcie, po którym ciało nekromanty upadło na ziemię. Bruxa obejrzała się za siebie. Truchło czarnomaga nie miało głowy. Podniosła wzrok napotykając spojrzenie przekrwionych oczu. Wampirka jednym myślowym rozkazem zdjęła swoją wersję czaru z umysłu smoczycy. Bestia upadła bezwładnie, nieprzytomna, nieświadoma tego co działo się przez ostatnie miesiące i roli jaką w tym odegrała. Bruxa odetchnęła głębiej. Koniec. Minął wieczór, a ona wciąż żyje…

* * *

- To wszystko? - De Vall zmrużył oczy patrząc na kobietę siedzącą przed sobą.

- Tak. Bestia była tylko fantomem - powiedziała spokojnie Bruxa. - Nekromanta, który ją powołał do istnienia leży sobie w twojej kostnicy. Nie mogłam ci dostarczyć zwłok demona, bo po jego śmierci rozwiały się w nicość - skłamała gładko.

- Wiesz pewnie, że w takim razie nie mogę ci zapłacić za Bestię?

- Jasne - uśmiechnęła się wyjątkowo słodko. - Tak się składa, że w okolicy magazynu było całkiem sporo „uczestników spisku”. Po trzysta od osoby, zdaje się?

- Nie przeciągaj struny. Jak domyśliłaś się, że chodzi akurat o Ormara?

- Zapytał, czy ktoś nie rzucił na ciebie „klątwy obłędu”, prawda? Użył takich słów?

- No tak… ale co z tego wynika?

- Klasycznymi zaklęciami nie można wpłynąć bezpośrednio na czyjś umysł. Nie da się sprawić, by ktoś sprawiał wrażenie normalnego ale zachowywał się wbrew sobie. Ormar przypadkiem zdradził, że wie o pewnej… bardzo słabo znanej szkołę magii.

- Mhmm… No dobrze, rozumiem że to jakaś straszna tajemnica twojego cechu. Na tym koniec?

- Prawie. Wyprowadź swoją armię. Zapoluj na nieumarłych , których Ormar zostawił po lasach. Znając twoje zdolności przywódcze, wykorzystasz też pewnie zamieszanie w łańcuchu dowodzenia Sforą. Dla mnie to bez znaczenia, wynoszę się stąd w diabły. Trzymaj się, Szakal.

Poprzedni rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.