Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Inuki - sklep z mangą i anime

Opowiadanie

Mój Pierwszy Gej

Część trzynasta: Del-chan’s Part 6. „Prima Aprilis”!

Autor:Ariel-chan
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Komedia, Obyczajowy, Romans
Uwagi:Yaoi/Shounen-Ai
Dodany:2010-09-25 00:44:49
Aktualizowany:2010-09-25 00:44:49


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Nie kopiować, nie rozpowszechniać bez wiedzy i zgody autorki ;3


Część trzynasta: Del-chan’s Part 6.

„Prima Aprilis”!


W lany poniedziałek, piątego kwietnia 2010 roku, zamiast jechać do rodzinki, zostałam sama w domu, ponieważ poprzedniego dnia zaprosiłam do siebie gejątka. Marcin twierdził, że nie będą mogli się zjawić, ale jakimś dziwnym trafem nie chciało mi się tyłka ruszać w taką pizgawicę z chałupy i nigdzie nie pojechałam. Około 13tej zaczęłam już tego żałować, z nudów wyczyściłam pulpit na komputerze, co się okazało zbawiennym, ponieważ miałam tam, całkiem na widoku, „Mojego pierwszego geja”. Jakby tak, nie daj boże, owy pierwszy gej, albo raczej ten drugi, dorwał się znowuż do mojego kompa, zainteresował się tym i coś by przeczytał… ojojoj, to byłby istny Armagedon! Dla mnie i dla siostry Ariel, odpowiedzialnej za tą „niecną zbrodnię”!

Kiedy odebrałam domofon, czekała mnie niespodzianka. „To myyyy!”, usłyszałam głos Marcina. Kuźwah… a ja znowu mam syf i burdel na kółkach w pokoju! Okej, spokojnie, spokojnie… Wdrapanie się na samą górę powinno im zająć jakieś 4-5 minut, to kupa czasu! Włączyłam sobie przewijanie na szybkich obrotach i niczym na „Bennym Hillu” posprzątałam co się dało i jak się dało, czytaj: śmieci wyrzuciłam przez okno, wciepnęłam pod łóżko lub do szafek, psa na szczęście rodzice wzięli ze sobą, tak to chyba bym musiała go w szafie zamknąć!

I tak po czterech minutach udało mi się skończyć i lekko zdyszana z uśmiechem od ucha do ucha otworzyłam im drzwi.

- Wiedziałam, że przyjdziecie! - skłamałam, bo miałam tylko lekkie przeczucie, że powinnam dziś zostać w domu.

Marcin spojrzał na Czarka wzrokiem mówiącym „Akurat” i „No mów, co chciałeś powiedzieć”, a ukeś co? Uśmiechnął się szeroko i promiennie i krzyknął:

- Prima Aprilis!

What the hell?!, zdębiałam.

- Ale Prima Aprilis był, o ile dobrze liczę, cztery dni temu… Chyba że zagubiliście się w czasie i jesteście Czarkiem i Marcinem z pierwszego kwietnia?!

- Cha cha, chciałbym, ale nie! Nasze przyjście to taki spóźniony Prima Aprilis! - wyjaśnił Czaruś wciąż promiennie się uśmiechając.

Jejciu, jak ten ukeś uroczo wygląda w tym swoim czarnym przejściowym płaszczyku, jeszcze urokliwiej niż zazwyczaj… a może tylko mi się wydaje? Ale wiecie, takie żarty to moglibyście, chłopcy, mi robić codziennie (przynajmniej miałabym względny porządek w pokoju)!

- Tak, tak, oczywiście! Przyznajcie się, święta wam się pomerdały!

Zaśmiali się. Zaprosiłam ich do swojego uprzątniętego w mega zawodowym tempie pokoiku, by mogli usiąść na moim wąskim tronie, jak najbliżej siebie.

- Chcecie coś do picia?

- Tak, herbatkę poproszę.

- Ja chcę ciacho!

- Eem, kochanie, ona spytała „do picia”, wiesz?

- Ależ może być! - machnęłam ręką. - Zaraz przyniosę ciacho… tak, do picia! Specjalnie dla Czarusia! - w podskokach wybiegłam do kuchni, ciesząc się, że znowu będę mogła patrzeć, jak mój ulubiony ukeś je to, co „ukesie lubią najbardziej”. Kiedy wróciłam z herbatką i patelnią… tfu! paterą pełną ciasta, zobaczyłam, że coś jest nie tak… Marcin miał dziwną minę, a Czaruś… mielił coś w ustach.

- Przepraszam za niego… - seme spojrzał na mnie przepraszająco. - Mówiłem mu, żeby nie tykał, ale się nie posłuchał.

- E? - odpowiedziałam inteligentnie.

- Ona na pewno nie miałaby nic przeciwko… - stwierdził Czarek, przełknąwszy, a dopiero po chwili dodał niepewnie: - …prawda?

- Ale… o co chodzi? Możecie mi łaskawie powiedzieć, bo w ogóle nie czaję, o co wam biega.

- Czarek zjadł ci to, co miałaś na biurku.

- Co ja miałam na biurku?! - krzyknęłam, zastanawiając się, czy nie zostawiłam tam czegoś… khem, z deczka starego, czegoś, co się kompletnie nie nadawało już do jedzenia, a że przypadkiem było z dodatkiem cukru…

- No tego cukrowego baranka.

- Aaa… Co?!

- Mówiłem, że nie powinieneś był… - seme z wyrzutem spojrzało na swojego uke.

- Przepraszam.

- Nie o to chodzi! Ten baranek był z zeszłego roku…

Dziesięciosekundowa cisza…~

Po niej Marcin zaczął się śmiać. Czarek miał minę, jakby chciał się scheftować.

- Ale… do-dobry był… - wyjąkało uke.

- Jak będziesz mieć, ekhem… rozwolnienie, to przynajmniej będziemy wiedzieć po czym! Przyznaj się, Delianne, to była pułapka na Czarka, żeby miał nauczkę i więcej nie ruszał cudzych słodyczy!

- Skądże znowu! - broniłam się, wymachując rękami. - On tam stał tylko dla ozdoby!

- W porządku, nic się nie stało. Czaruś ma mocny żołądek, nic mu nie powinno zaszkodzić, zresztą… cukier chyba się nie psuje tak szybko, co?

Oh my god… Lepiej im nie mówić, że ten baranek był może i z zeszłych świąt, ale przeterminowany chyba od dwóch lat… Boże święty… To uke wyczuje cukier na kilometr, nic się przed nim nie uchowa! Słodyczożerca jeden! Byłam troszkę wkurzona, że nie zjadł tego przy mnie, ale nie ma tego złego, co by na dobre (słodkie?) nie wyszło… Za to postanowiłam odbić sobie poprzednią stratę, wlepiając w niego oczy jak zaczarowana, kiedy wcinał ciasto.

- W ogóle jak ty to robisz? - zadałam Czarkowi pytanie, które nurtowało mnie od jakiegoś czasu. - Całymi dniami siedzisz tylko przy konsoli, żywisz się samymi słodyczami, a jesteś chudy jak palec!

- Mam szybki metabolizm.

- Czarek zaczął też ostatnio „trenować” ze mną po godzinach. - dodał Marcin, uśmiechając się podejrzanie.

Ja pierdolłam, no dosłownie, Czarek zrobił wielkie oczy na swojego seme i tylko krzyknął z totalnym oburzeniem:

- Jezu, Marcin!

- To ja już nie pytam, co takiego trenujecie! - zaczęłam się śmiać, bo reakcja ukesia jeszcze bardziej mnie rozbroiła. - „Trenujecie” TO, co mam na myśli, prawda? - spoważniałam i wlepiłam w nich oczy.

Czarek zrobił minę jak „srający kot na pustyni” i nic nie powiedział.

Marcin, chichocząc, złapał swojego uke w pasie, przyciągnął do siebie i usunął własnym językiem trochę zbłąkanego kremu od ciasta na jego usteczkach. Hiii! *.* Chłopcy, bo ja się przy was rozpłynę jak świeca! Czaruś spąsowiał lekko, ale nie była to reakcja strusia chowającego głowę w piasek, czy tam w kołdrę. Chyba chciał odwrócić naszą uwagę, zmieniając temat, bo nagle zaczął opowiadać coś, co wydało mu się niezmiernie zabawne i w sumie było, choć zależy jak dla kogo.

- Czarek postanowił na swój własny sposób obejść lany poniedziałek, który, jak dla mnie… jest bezsensem totalnym… - powiedział Marcin, zanim Czarek zaczął, domyślając się doskonale, co takiego chce opowiedzieć jego ukeś. - …no ale nie odbieram dziecku zabawy! - dodał z oczywistym sarkazmem.

- Załatwiłem go dziś na cacy! - oznajmił triumfalnie Czaruś.

- Wepchnął mnie do „kałuży”… - tutaj Marcin wykonał odpowiedni gest obiema rękami oznaczający „cudzysłów”. - …za domem. - mówił to z wyraźną goryczą.

- Cicho, ja opowiadam! - ofuknął go uke i śmiejąc się jak wariat opowiadał: - Wywabiłem go na dwór i wrzuciłem do tej kałuży, co to wcale nie była kałużą! Mamy w ogródku takie małe, płyciutkie oczko wodne z glinianą żabą jako fontanną, którą wymarzyła sobie moja mama, ale wszyscy zgodnie twierdzimy, że żaba ta wygląda jak gargulec, troll i ork w jednym i w ogóle jest paskudna…

- Zimno było, a ja po kolana w wodzie, jeszcze żaba na mnie napluła, żaba wyglądająca jak Gollum, zaznaczam, to wcale nie było śmieszne! - Marcin coś nie był zadowolony, w przeciwieństwie do Czarusia, który opowiadając powyższe zdarzenie, popłakał się ze śmiechu i w ogóle był zachwycony swoim wyczynem. Ja też byłam zachwycona, widząc go takim radosnym!

Przez cały ten czas widziałam, że Marcin ciasno trzyma Czarusia przy sobie, nie pozwalając mu nawet jeść w spokoju. To pewnie kara za tą „kałużę”. Musiał być jeszcze obrażony na swojego uke i chciał go przy mnie porządnie wymolestować. Nie żeby mi to przeszkadzało, wyglądali razem tak uroczo, że… Aparat! Ja chcę zdjęcie!

Ja?! To siostrzyczki chcą zdjęcie, męczą mnie już chyba od… no, od 21 lutego! Muszę to wreszcie zrobić! Czarek był zajęty ciastem, Marcin był zajęty Czarkiem, więc ja ukradkiem wyciągnęłam telefon i udając, że robię zupełnie co innego cyknęłam im trzy fotki. Ha! Mam cię, Jigglypuff! Nie wiem, jakim Pokemonem jest twój seme, ale kit, ważne, że wreszcie mam ciebie… Chmm, nie bardzo mi wyszły… Postanowiłam spróbować jeszcze raz, tylko trzeba było odpowiednio ułożyć telefon…

- Co ty robisz?! - usłyszałam nagle nad głową. Spojrzałam w górę.

- Ni-Nic… nie robię. - udałam niewiniątko, co, jak się przekonałam, w ogóle mi nie wychodzi.

- Akurat, zrobiłaś nam zdjęcie! - zanim się obejrzałam, Czarek, nie tylko Pokemon, ale i diabeł wcielony, wyrwał mi telefon komórkowy z ręki i zaczął usuwać wszystkie zdjęcia, jakie tam miałam… powtarzam „wszystkie”, nie tylko te od nich!

- No co ty se robisz?! - ryknęłam na niego. - Oddawaj! - prawie bym się na niego rzuciła, ale co? Miałam się pobić z ukesiem o telefon?! Co ja, damski bokser jestem?!

- Nie! Nie życzę sobie zdjęć, nienawidzę tego!

Marcin patrzył na swojego uke z dezaprobatą, ale najwyraźniej… sam nie miał odwagi, by mu się sprzeciwić. Mruknął tylko coś w rodzaju: „Masz szczęście, że ci nie wyrzucił jej przez okno…” Acha, ani że nie wylądowała pod jego butem!

- Phe! Ty myślisz, że ja cię posłucham?! - zmarszczyłam brwi, obrażając się.

Czarek odwrócił się, by spojrzeć na Marcina i chyba coś do niego szepnął (nie słyszałam co), bo seme pokręcił głową zrezygnowany i zwrócił się do mnie z uśmiechem:

- Czarek uważa, że jest nie fotogeniczny i się wstydzi.

- Nieprawda! - a ten od razu oburzył się jak dziecko. - Po prostu nie chcę… Nie mam pojęcia, co ona ma zamiar z nimi zrobić!

Bingo! Czyżby ten Jigglypuff… to znaczy ukeś przeczuwał, że mam niecne plany co do ich zdjęć?! No ale przecież mu nie powiem: „Nic, tylko rozprowadzę je po wszystkich yaoistkach w Polsce, nie masz się czym przejmować, to same wariatki takie jak ja!”… Coś mi się wydaje, że na razie… lepiej zachować waszą świadomość o ich istnieniu w tajemnicy, Yume-chan, Ariel-chan… bo inaczej nici ze zdjęć, a ja tak bardzo chciałabym wam ich pokazać!

- No chyba nie jesteś taki naiwny i wiesz, że się tak łatwo nie poddam, co, Czaruś? - zadałam Jigglypuffowi retoryczne pytanie, zastanawiając się jednocześnie nad jego pierwszą częścią… Nie jest naiwny? Polemizowałabym z tym…

Czaruś zmarszczył brwi, zrobił niezadowoloną minę. Trochę mu się nie dziwię, ja też nie przepadam za zdjęciami, one kradną duszę… no ale TO to jest co innego, to dla dobra całego yaoistycznego społeczeństwa i nie tylko! Dla Was!

- A przestałabyś próbować zrobić mi zdjęcie…. - odezwał się po krótkiej chwili ukeś, rumieniąc się, - …gdybym dał ci w zamian coś innego? Na przykład dopowiedział coś do tych opowiadań Marcina?

- Słucham?! - zdębiałam; Marcin zareagował podobnie, oczami wielkimi jak spodki gapiliśmy się na ukesia, który właśnie… sam… zaproponował mi, że coś opowie, Jezu, nawet nie wie w co się pakuje, biedny Jigglypuff! - Oczywiście! Zgadzam się! Teraz! Już! - zaczęłam podskakiwać z radości, w duchu śmiejąc się: „uhihihihi” z naiwności Czarusia, bo przecież ze zdjęć nie mam najmniejszego zamiaru zrezygnować. - Ale Marcinowi mogę zrobić? - spytałam nagle z wielkim uśmiechem, trzymając komórkę w pogotowiu.

- Nie! Moje! - ryknął Czaruś, rzucając się w oczywistym odruchu na Marcina.

„Moje”? W sensie „seme”? Okej, ukesiu kochany, niech ci będzie, na razie sobie daruję... ale spokoju to ja ci dziś nie dam, wiesz? Sam się wpakowałeś, więc teraz… odpowiesz mi… na wszystkie… moje… bezwstydne pytania, haha! Będziesz żałować, że nie pozwoliłeś sobie głupiego zdjęcia zrobić!

- Wasz pierwszy raz. I następne też. Już, teraz! Marcin, możesz zacząć, zresztą ostatnio na tym skończyłeś… - patrzyłam na nich z totalnym zachwytem w oczach. - …wiesz, na dniu, w którym zachęciłam cię do rozmowy z Czarkiem!

- Rozumiem, że się domyśliłaś? - zaśmiał się Marcin. - No tak… Reakcje Czarusia są takie oczywiste, cha cha… - przytulił go mocniej do siebie. - Na szczęście już wcześniej o tym myślałem, inaczej nie bylibyśmy przygotowani… Co nie?

Czarek tylko kiwnął, czerwony. Ha, chyba nie masz nadziei, że ci odpuszczę?

- Z mojej strony mogę powiedzieć… - kontynuował Marcin. - …że przygotowałem Czarusia, jak potrafiłem, ale ekspertem to ja nie jestem, w końcu… to był i mój pierwszy raz… - ojej, nie wierzę własnym oczom, Marcin się troszeczkę zawstydził! Ja już zapomniałam, że z niego też potrafi być takie urocze semiątko! *.* - …wybitnie długo to nie trwało… ale rundy drugiej wolałem nie zaczynać ze względu na Czarka. - jej, Marcin, skarbie, boisz się stracić reputację dobrego seme? No co ty, pierwszy raz przy tym najsłodszym uke na świecie?! Nikt by długo nie wyrobił, wszyscy ci wybaczą! (Jacy wszyscy?! xD) Ech, dobre seme, dobre! Wspiera potrzebujące yaoistki, jak może!

- Czaruś, może ty coś dodasz? - zwróciłam się do niego z gwiazdkami w oczach. - Obiecałeś.

Czaruś, oddychaj! Wdech i wydech! Jak przy porodzie! Spokojnie! Oto twoja chwila prawdy!

Uke wziął głęboki oddech i z niemałym wysiłkiem, jąkając się i zapowietrzając w paru momentach, mówił:

- Za pierwszym razem straszne bolało… jakby to nie był Marcin… to chyba bym tego nie wytrzymał, chociaż byłoby o wiele gorzej… gdybyśmy się nie przygotowali… - Moje serce chyba tego nie wytrzyma! I czarusiowe też nie! - Następny „trening”… jak to Marcin określił… mieliśmy już dwa dni później… - zaciął się na chwilę, już całkiem przypominał buraka cukrowego, a raczej innego.

- Kiedy przestałeś odczuwać tak dotkliwe skutki pierwszego podejścia. - podpowiedział seme. - Chmm, to powiesz coś o następnych razach? Bo ona dalej czeka. - miał na twarzy wyszczerz od ucha do ucha, a ja tylko gorliwe przytaknęłam.

- Za drugim razem też bolało, ale potem już… mniej… - mówił jąkając się i czerwieniejąc już tak, że podejrzewam, iż jajka można by sadzić na jego twarzy. - Później było coraz lepiej… co prawda też na początku troszeczkę, a następnie zaczy… to znaczy przestaje…

- On ma na myśli, że „zaczyna” sprawiać mu to przyjemność. Wprost tego nie powie.

- A odwal się… - mruknął Czarek, udając wielkie obrażenie.

- No weź, nie wstydź się, skarbie. Powiedz dokładnie, co wtedy czujesz. Przestaje boleć, tak? Jakoś nie starasz się przy mnie tłumić jęków, a szczerze wątpię, by były one spowodowane bólem, wiesz?

Cisza…~ znowuż.

Ja pierdolłam w myślach… znowuż.

I tylko widziałam (oczami wyobraźni), jak Czarka zalewa fala gorąca od dołu po czubek głowy niczym na anime lub amerykańskich kreskówkach, a uszami zaczyna wylatywać para i gwizdać jak lokomotywa. To był koniec. Dla Czarka koniec. Zrobił się już totalnie bordowy i tylko schował twarz w tym, co miał najbliżej, czyli w Marcinie. Instynktownie wybiera najbezpieczniejsze miejsce, ukeś kochany!

I kuźwah, chcecie mnie tu reanimować?! Ja przecież przy was zejdę na zawał!

- Wiesz co? - powiedział do mnie Marcin, tuląc do siebie chowającego mu się w ramię Czarka. - Na dzisiaj chyba wystarczy, najwyraźniej wyczerpaliśmy czarusiowy limit. Dokończymy rozmowę na ten temat później, dobrze?

- Widzę! - przytaknęłam z entuzjazmem. Ta para z uszu mnie rozwaliła…

Dokończymy? Semiaku cholerny, jesteś sadystą! SADYSTĄ! Ty mi jeszcze chcesz coś opowiadać?! Jak dla mnie to już było za wiele, ja ledwie to przeżyłam! Ale chciałeś się podbudować, co? Specjalnie dobiłeś Czarusia! Nie kopię się leżącego, nie wiesz o tym? (Ale możesz pokochać leżącego, hai, hai, nie mam nic przeciwko! *.*) Musiałeś się pochwalić, jak wymiatasz w łóżku i doprowadzasz swojego ukesia do ekstazy! Wariacie, Czaruś przez ciebie kiedyś zdechnie i ja też!

A tam, ze wstydu to może!

Chociaż… szkoda mi go już było w którymś momencie, pomyślałam: „Biedny Jigglypuff… Wolał opowiedzieć o ich życiu seksualnym niż pozwolić mi siebie cyknąć, czyż to nie śmieszne? Uhihihi…” Okej, Marcin jest sadystą, to może Czaruś… masochistą?! Ale i tak jestem z niego straszliwie dumna, powiedział tak dużo i to takie krępujące rzeczy… Subarashii , uke-chan, subarashii! *.*

Ale zaraz! Ja przecież miałam inny niecny plan!

Zastanawiałyśmy się, co by Czaruś zrobił, gdybym, przykładowo, była za bardzo przyklejona do Marcina. Czy ujrzałybyśmy wcielonego diabełka, czyli uke w trybie tsun tsun dere dere? On ponoć taki jest, z jednej strony słodki i rozkoszny, z drugiej… zły i niebezpieczny! O tak, muszę doprowadzić naszego ukesia do wściekłej zazdrości, a najlepiej jeszcze do łez! (Wiem, jestem złą kobietą!) Tylko może wpierw usunę wszelkie noże i widelce z zasięgu jego rączek… Tak w razie czego.

Yoshi ! Mój plan jest taki... że nie mam go zupełnie! Zrobię to z głupa, a nuż… widelec, łyżka się uda i zobaczę coś naprawdę interesującego? Szkoda tylko, że nie mogłam zawczasu ostrzec Marcina, na pewno zgodziłby się na mój mały eksperyment… z wielką ochotą!

Zauważyłam, że patera z ciastem jest pusta. Wow, Czaruś zadziwiasz mnie, tam było chyba z dziesięć kawałków. I jeszcze ten baranek. Yume i Ariel naraz przy tobie wymiękają! No ale nic, nie będę ukesiowi żałować. Powiedziałam, że aby obłaskawić trochę Czarusia, pójdę po więcej. Ja wiem, że to nie było zbytnio logiczne, biorąc pod uwagę, że pudełko z ciastem sama położyłam tak wysoko, ale nic lepszego nie przyszło mi w tej chwili do głowy. Bo ja wiem, jak się wzbudza zazdrość? Ale Marcin był jak rzep przylepiony do Czarusia, jeżeli chciałam cokolwiek próbować, musiałam go jakoś odczepić, nie?

- Maaaaarcin! - zawołałam. - Mógłbyś mi pomóc ściągnąć to ciasto, bo nie dosięgam?!

Bingo!

Marcin przybiegł do kuchni raz-dwa, jego ukeś, oczywiście, krok w krok za nim, jak cień. Chmm, dobrze… Tylko co ja mam właściwie zrobić, zacząć się do semiaka dobierać?!

W każdym razie usłużny seme ściągnął mi to pudełko z góry, ja do niego podeszłam na niebezpiecznie bliską odległość, położyłam mu ręce na ramionach (zdziwił się i zrobił na mnie duże oczka) i zaczęłam szeptać do ucha mój niecny plan… dotyczący wzbudzenia w Czarusiu zazdrości. Czarek, oczywiście, nie słyszał co mu mówię, więc to wyglądało… a przynajmniej miało wyglądać podejrzanie. Miało, ale kuźwa… chyba coś nie wyszło. Podnoszę wzrok, by ujrzeć małego diabełka, a widzę co? Biednego, smutnego Jigglypuffa! Minę miał jak zbity pies, oczka szkliste, wyglądał jakby miał się rozpłakać! Doprowadziłam uke do łez?!

- Czaruś, co tobie?! - zadałam głupie, nieadekwatne do sytuacji pytanie.

Marcin obrócił się, teraz dopiero go zauważył… i kiedy zorientował się, co się dzieje, doskoczył do Czarusia i wziął go w ramiona szybciej niż zdołałabym wymówić „stół z powyma… ływa... łamanymi…” a kit! „Stół bez nóg”! On się normalnie teleportował! W prawie tej samej chwili usłyszałam płaczliwy głos Czarka:

- Bo Marcin lubi dziewczyny!

CO ROBI?!, zbaraniałam do sześcianu. Że jak? Że co?! Jak to: lubi dziewczyny? Jezus Maria, ukesiu kochany, czy on ci coś zrobił, czy on cię zdradził?!

Czarek tak zareagował, że naprawdę miałam wrażenie, że Marcin go kiedyś skrzywdził i dlatego wydarłam się na seme:

- Marcin, coś ty mu zrobił?!

- Ja?! - seme zaczął się bronić. - Ja nic nie zrobiłem, to przecież ty…

- Nie o nią chodzi! - przerwał mu Czarek, majtając ręką. - Przecież wiem, że zrobiła to specjalnie, ona zawsze miała głupie pomysły!

Kuźde, dzięki bardzo! xD Czaruś jednak nie jest taki głupiutki i naiwny na jakiego się robi, od razu mnie przejrzał. Wie, że za bardzo ich kocham, żebym mogła startować do jego chłopaka.

Jezu, uwaga! Marcin jeszcze bardziej przykleił się do swojego uke, a ono zaczęło wypłakiwać mu swoje żale i mówić, jąkając się, co mu na serduszku leżało:

- Marcin spotykał się wcześniej z paroma dziewczynami, jeszcze do niedawna był z jedną, a teraz nagle przerzucił się na faceta… On nie zawsze był gejem w przeciwieństwie do mnie! - Czaruś, złoto nasze, właśnie po raz pierwszy przyznałeś się, że od zawsze… od takiego maleńkiego… lubiłeś tylko i wyłącznie chłopców! Kuźde, czy uke zawsze musi być homo, a seme zawsze bi?! Co to ma być, kolejny idealny mangowy scenariusz?! Ale zaraz, czy to w ogóle znaczy, że Marcin jest bi?! - To przecież było tak niewiarygodne… I teraz, mimo że wiem, że ona sobie tylko żarty stroiła, jak was tak zobaczyłem… to mnie to zabolało.

- Mój kochany… - Marcin objął go ciaśniej (myślałam, że udusi!) i zaczął mu szeptać gorączkowo do ucha, o ile dobrze zrozumiałam to coś w stylu: - Istniejesz tylko ty, rozumiesz? Ile razy ci to mówiłem? Tamtych dziewczyn nie kochałem tak jak ciebie! Teraz spójrz na mnie! - miałam wrażenie, że Czaruś się rozpłacze, ja, że się roztopię, a to był… dopiero początek.

Bo Marcin skończywszy mówić, zaczął go całować. Go?! Oni siebie nawzajem! Całowali się… przy mnie. Na środku mojej kuchni! A Czarek nawet nie zaprotestował! Ja stałam jak ta idiotka, już nie tyle miałam kurwiki w oczach, co szczękę na podłodze. Miałam ochotę powiedzieć: „Dobra, mnie tu nie ma, udawajcie, że jestem stołem albo miotłą”, ale właściwie nie musiałam… Oni mnie kompletnie olali! To się nazywa Lany Poniedziałek, woda mi nie była potrzebna!

Tak więc… ja zmieniłam się w barana (zbaraniałam), a oni się całowali… i całowali… i całowali… całą wieczność. Nie miałam w sumie nic przeciwko, szkoda tylko, że mnie nie ostrzegli, zrobiłabym parę fotek dla siostrzyczek.

Kiedy udało im się od siebie oderwać (podejrzewam, że zabrakło im tchu, tak jak i mnie zresztą!), Marcin tylko zapytał:

- Już dobrze? - a ukeś kiwnął, jak to ukeś. No tak, właśnie byłam świadkiem pocieszania uke przez jego seme. Jak macie zamiar się tak zawsze pocieszać, to może ja serio obiorę taktykę pod tytułem „Doprowadzanie ukesia do łez”?!

Zaraz… Jeżeli oni są już przy mnie tacy odważni… nawet Czaruś… to może jeszcze trochę… a zaczną robić coś więcej?! Rozbierać się i… Nie, dość, wyobraźnia mnie ponosi.

Czaruś, który nawet się nie zawstydził spojrzał na mnie jak wściekły pies… Nie, inaczej… to ja poczułam się jak szczuty pies, któremu pokazują, gdzie jego miejsce, a on popatrzył na mnie jakby mówił: „Marcin jest moją własnością, wara mi od niego”. Uaaa… To gdzie jest to ciacho, trzeba temu ukesiowi natychmiast poprawić humor, bo inaczej… zacznę obawiać się o własne życie. To naprawdę jest diabeł wcielony… I tsundere.

Zagoniłam ich z powrotem do mojego pokoju (tak, aniołki wy moje drogie, tam możecie kontynuować, łóżko wam z chęcią odstąpię!), Czarusiowi poprawił się humor, jak tylko dostał drugą paterę ciasta… i mojego czekoladowego zająca. Najpierw baran, potem zając, ukesiu, wiem, że nie wiele ci potrzeba do szczęścia, ale czy ja cię aby za bardzo nie rozpieszczam? Ciasta to mi wszak zniknęło jak dla wojska…

Pozostały czas spędziliśmy na luźnej rozmowie o wszystkim i o niczym, moje serce musiało się uspokoić, czarusiowe również. Jej, skrzywdziłam uke. Ee tam, samo się skrzywdziło, przypominając sobie jakieś pierdoły, do których przecież nigdy więcej nie dojdzie.

Marcin wspominał coś, że jego ojca nie ma już od tygodnia, a „pani mama”, jak to mówi na czarusiową mamusię, również jest praktycznie całymi dniami poza domem. „Pani mama”? Super, czy tylko mi to zapachniało… pięknym… zakazanym… yaoistycznym kazirodztwem?!

Od razu wyobraziłam sobie taką o to scenkę, Marcin do mamy Czarka:

- Pani mamo, ja kocham pani syna.

- Tak, tak, wiem, synek.

- Ale pani mamo, ja naprawdę kocham pani syna.

- Tak, wiem, synuś, że wy się bardzo kochacie.

- Ale pani mamo, ja SIĘ KOCHAM z pani synem.

- Tak, tak… Co?!

Nikt z nas jeszcze wtedy nie wiedział, jak bardzo prorocze są moje myśli… i jak bardzo chciałabym się mylić.

Nagle Czarek odłożył paterę z ciastem, zerwał się z miejsca i rzucił, że musi do toalety. Marcin zaczął się śmiać i tylko stwierdził:

- No to chyba z dzisiejszego „treningu” nici. Czaruś ma rozwolnienie!

- Wcale nie! - usłyszeliśmy oburzony głos dochodzący z łazienki i tylko wybuchliśmy z Marcinem gromkim śmiechem.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • red dragon : 2010-09-29 23:33:07

    Dell-neechan, dzięki Ci, że tak się dla nas wszystkich poświęcasz! Dobra robota! *__* ^____^ *__*

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu