Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Mój Pierwszy Gej

Część dwudziesta trzecia: Del-chan’s Part 10. Szlaban.

Autor:Ariel-chan
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Komedia, Obyczajowy, Romans
Uwagi:Yaoi/Shounen-Ai
Dodany:2010-11-20 19:25:22
Aktualizowany:2010-11-20 19:25:22


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Nie kopiować, nie rozpowszechniać bez wiedzy i zgody autorki ;3


Część dwudziesta trzecia: Del-chan’s Part 10.

Szlaban.

Ja się tak nie bawię, ja się obrażam! Marcin był dla mnie nie miły! Ja tylko grzecznie spytałam, czy mogę do nich wpaść, a ten mi odpisał: „A rób se co chcesz!”. On?! To dobrze wychowane, grzeczne, zawsze przemiłe gejątko?! Coś się musiało stać! Bo jak wysłałam Czarusiowi eSeMeSa z takim samym zapytaniem, czy mogę do nich przyjść i co się stało Marcinowi, odpisał normalnie, że mogę, a Marcin… „I dobrze mu tak, zasłużył sobie na wszystko”. Co jest grane?! Słodziaki się pokłóciły?! Trzeba do nich lecieć czym prędzej! No więc zebrałam się i czym prędzej (czytaj: następnego dnia) poleciałam tam jak na skrzydłach!

W drzwiach powitał mnie ukeś z uśmiechem sobie właściwym, więc już prawie się dałam nabrać, gdy zaraz za nim zjawił się semuś… z miną wręcz przeciwną do czarusiowej. Marcin rzucił, że pójdzie zrobić mi herbatkę, Czarusia wyminął, jakby go w ogóle nie było, a ten tylko krzyknął za nim, że chce ciacho. Normalnie zawiało… nawet nie chłodem, a istną grozą! Atmosferę można by ciąć nożem! Ale co się stało, że tylko po semusiu to widać?!

Zalegliśmy w salonie, ja na fotelu, Czarek teżna fotelu, nie tak jak zwykle na sofie, gdzie tych dwóch mogło siedzieć blisko siebie, oj, chyba jest źle!

- Co się stało, że Marcin taki zły, jakby mu kot… - kiwnęłam na Ziutę, która właśnie rozciągała się na sofie i mrużyła do mnie ślepia. -…chomiki zeżarł?

- A bo Marcin ma tygodniowy szlaban. - odparł ukeś niemalże z entuzjazmem.

- Szlaban? …Szlaban na wiśnie?! - zacytowałam Santę Marię z „Buta Manitu”, Czaruś nie bardzo zrozumiał, więc szybko dodałam: - Szlaban na co?! - jakby to chodziło o Czarusia, to pomyślałabym, że dostał szlaban na konsolę albo słodycze, ale Marcin? Przecież on nie ma niczego, czym można by go „zaszlabanować”, nic tak bardzo nie kocha, chyba że… Ee? Nie, nie zrobił tego!

- Na mnie. - wyjaśnił Czaruś uśmiechając się już teraz jak ten Ichimaru Gin, od ucha do ucha…

Haa? Zmieniłam się w fotel dentystyczny… znaczy się, poczułam się jak NA fotelu dentystycznym, ponieważ takwyglądałam… Eee, widzicie, co za głupoty mi z wrażenia wychodzą?!

- Słucham? Możesz powtórzyć, bo chyba się przesłyszałam… - chociaż to jest BARDZO w czarkowym stylu, i tak nie mogłam uwierzyć… Sobie wymyślił, dowcipniś!

- No mówię, że na mnie. Skoro Marcin ma wyjechać do Poznania… a ma jechać, bo JA tak mówię… - z wyraźnym podkreśleniem „ja”. -…to powinien nauczyć się trzymania rączek przy sobie.

- Czaruś, złoto… - zaczęłam ostrożnie, starając się, by szczęka wróciła mi na swoje miejsce. - To okrutne… tak chodzić sobie po domu, wydzielając ukemony i każąc swojemu chłopakowi trzymać się z dala na pięć metrów, wiesz?

Ten wybałuszył się na mnie i z miejsca oburzył…

- Ja wcale nic nie wydzielam! - myślałam, że się zaraz na mnie rzuci, albo co gorsza, obrazi, jakbym mu powiedziała, że śmierdzi! - I co ty znowu z tymi Pokemonami?! - heelooooł, Ziemia do Czarka, nie o Pokemony mi (tym razem) chodziło, zresztą, jak inaczej miałam nazwać ukesiowe feromony?! - A Marcinowi dobrze taka przerwa zrobi! - no dalej, zrób jeszcze minę obrażonej królewny i załóż nogę na nogę! =.=’

Skąd mu się, u licha, TO wzięło? Z mangi jakiejś? Z której? Zauważyłam wprawdzie, że bez pardonu i z wprawą godną uke zaczął bić swojego seme, a i sytuacja jakby znajoma, ale… Chyba nie wziął przykładu z Soichiego z „Zakochanego Tyrana?!” Jakby mało diabelskie uke to było! Marcinka szkoda, chłopak zostanie frustratem seksualnym, jak mu ukeś będzie takie numery odstawiał…

O wilku mowa, Marcin zjawił się z herbatką… i niczym więcej, „zapominając” tym samym o ciachu dla swojego chłopaka. Czarek zmierzył jego pustą dłoń, ale widać było, że nawet się nie zdziwił.

- Ty i te twoje głupie zabawy… - mruknął Marcin, nawet na Czarka nie spoglądając, mi postawił kubek przed nosem, a sam usiadł na sofie, byle jak najdalej od ukesia i tylko patrzył na niego spod byka. Chyba naprawdę jest zły…!

- To wcale nie jest zabawa… - Czaruś próbował wytłumaczyć swoje widzimisie. - Ja to całkiem poważnie wymyśliłem!

- To rzeczywiście nie jest zabawne, wcale a wcale… - seme z ewidentną goryczą zaczął wylewać swoje żale. - …że mnie własny chłopak wywala na studia do innego, odległego sto kilometrów miasta i jeszcze teraz, dopóki tu jestem, nie pozwala mi się zbliżyć na dwa metry. Wiesz, jakie to trudne? Ledwie to znoszę! Mimo że minęły tylko dwa dni, ja już strasznie tęsknię i czuję się cholernie niepotrzebny… - ojej, Marcin, serce mi krwawi *.*… i nie tylko mi. Zdaje się, że lód stopniał z czarusiowego serduszka, bo jego właściciel zrobił smutną minkę, wstał z miejsca i usiadł, o taaak blisko Marcina, na kanapie.

- Ja przepraszam… - powiedział, kładąc mu rękę na dłoni; widziałam jak wzrok Marcina ucieka na jedną setną sekundy na czarusiową rączkę, a w jego oczach odbija się coś dziwnego, jakiś taki bardzo podejrzany błysk. - Przecież wiesz… rozumiesz, że nie to miałem na celu… - mogłam go ostrzec. Czarusia, znaczy się… Chociaż nie! Na cholerę?! Dobrze było!

Pytanie tylko brzmi, jakim cudem stało się TO, co się stało?! Zdążyłam zauważyć tylko, że Marcin uśmiecha się półgębkiem i w tej samej sekundzie… Czaruś znalazł się POD nim. Albo Marcin NA nim, jakkolwiek, ten podstępny wilk przygniótł ukesia na kanapie, a ja znowuż zamieniłam się w barana i przecierałam oczy, nie wierząc w to, co widzę. Marcin rzucił się na Czarka!

A teraz uwaga, ich kłótnia, która, jak dla mnie, nie miała żadnego najmniejszego sensu!

- I widzisz! - wydziera się wściekły Czarek. - Właśnie o tym mówię! Ledwie się zbliżę, a ty już się na mnie rzucasz!

- Po prostu chcę brać, ile wlezie, póki mam okazję. - odpowiada jak najspokojniej w świecie, szczerze w talerze Marcin, w ogóle nic sobie z tego nie robiąc.

- A co ja, promocja?! Nie dotykaj mnie! - odpycha Marcina na chama.

- Świetnie, w takim razie masz na mnie tygodniowy szlaban. - stwierdza obrażony Marcin.

Czarek patrzy na swojego seme jak na idiotę.

- Nie możesz mi dać szlabanu, ja byłem pierwszy, to ty masz tygodniowy szlaban!

Marcin wzrusza ramionami.

- W takim razie… ty masz DWA tygodnie szlabanu. - wstaje z miejsca i kieruje się do wyjścia.

Ja z otwartą gębą siedzę i gapię się to na jednego, to na drugiego, aż mi się w głowie kręci.

- Nie możesz! To był mój pomysł, nie masz prawa kraść moich pomysłów! - Czarek biegnie za Marcinem.

- Mam i kradnę.

Wychodzą obaj na korytarz, już ich nie widzę, a jedynie słyszę.

- No i dobrze, to ja kijem cię nie dotknę! - krzyczy Czarek.

- Taaak?

Chwila ciszy, a po niej pisk Czarka, dosłownie:

- Mówiłem ci, nie dotykaj mnie!

- Auuaa! - no i pisk Marcina. Chyba mu się oberwało, podejrzewam, że raz, a porządnie po łbie… Ukeś, ty kup sobie może harisen, co? Taki papierowy wachlarz japoński, będziesz miał czym bić swojego seme, zarówno po łapach, jak i po główce!

Aż podskoczyłam w miejscu, usłyszawszy najpierw jedno trzaśnięcie drzwiami, potem drugie.

- Chyba dostanę jakiegoś odwrotnego szczękościsku… - mruknęłam do siebie, próbując ustawić żuchwę z powrotem na miejscu.

Te ćwoki dwa rozbiegły się do swoich pokojów, o mnie kompletnie zapominając! Jakby mnie tu w ogóle nie było! Wróci się któryś do mnie? Tak się darli, że chyba pół Polski ich słyszało! Ariel, ty słyszałaś? No ale ja do nich nie idę, ja chcę żyć.

Miałam nadzieję, że któryś przypomni sobie, że ma gościa, ale na to nie wyglądało. Po jakichś piętnastu minutach wypiłam herbatkę i zaczęłam się rozglądać po salonie. Tutaj to każdy sprzęt domowego użytku, jak się przekonaliśmy, może się przydać, a że Ariel woła szczegółowej dokumentacji… Już wyciągnęłam komórkę, by porobić wszystkiemu zdjęcia, gdy wtem pojawiła się mamusiowa… znaczy się, czarusiowa mamusia. Weszła normalnie do salonu i obie równo zdziwiłyśmy się na swój widok. Byłam pewna, że nikogo w domu nie ma, a i ona była w szoku, że tak mnie zostawili!

- No nie wierzę! - powiedziała, kręcąc głową. - Zaraz pójdę i przytargam za szmaty Czarka, żeby gościa wpuścić i tak zostawić samemu sobie!

- Ależ nie, nie trzeba! - zaprotestowałam szybko. - Ja nie chcę jeszcze umierać… eee, znaczy się, niech im wpierw przejdzie! Ja i tak już miałam wracać!

Kobieta westchnęła, usiadła na sofie i, o dziwo, sama zaczęła rozmowę.

- Przez całe życie prawie w ogóle się nie kłócili, nawet jak byli mali. Czasem aż się dziwiłam, że nawet nie spokrewnione, a takie z nich zgodne rodzeństwo... A teraz od dwóch dni non-stop słyszę awantury… W sumie to nawet dobrze.

- Chyba… nie życzy im pani źle? - zdziwiłam się.

- Ależ nie, skąd. - uśmiechnęła się lekko. - Kłótnie oraz rozstania tylko wzmacniają związek. Jeżeli naprawdę się kochają, nie zaszkodzi im to, a wręcz pomoże.

- Czyli, że nie ma pani… nic przeciwko nim?

- Oczywiście, że nie. Jestem matką, taka moja rola. Czarek przestępcą nie jest, tylko się zakochał. Dopóki on jest szczęśliwy, ja również. Obu się to tyczy. Cieszę się, że nam powiedzieli, przynajmniej… wiem, co się święci i się nie zdziwię, gdy następnym razem przyłapię ich w jednym łóżku. - zaśmiała się.

Auuu, kocham tą kobietę! Czaruś ma wspaniałą matkę. Szkoda tylko, że nie można powiedzieć tego samego o ojcu Marcina…

- Na pewno kogoś nie sprowadzić? Po Marcina też mogę iść.

- Nie, nie trzeba. Ja już sobie idę.

- Czekaj, tylko powiedz mi jeszcze…

- Tak?

- Jak długo o nich wiesz?

Zaskoczyła mnie. Ale w końcu darli się na cały dom, nie trudno było dojść do wniosku, że wiem o nich dłużej niż powinnam.

- Prawie od początku. - przyznałam, można powiedzieć, że to ja rzuciłam ich sobie w objęcia... ale tego to już lepiej nie mówić, nawet tak wspaniałej kobiecie! - Ale długo to nie trwało. Okłamywali panią góra dwa miesiące, dłużej nie dali rady, to zbyt dobre chłopaki…

- Tak, wiem. I jeszcze jedno.

- Słucham?

- Czym pielęgnujesz włosy? Masz je tak piękne, tak intensywnie blond, że aż rażą w oczy. Jak słońce.

- E?

Dobra, z tym ostatnim TEŻ mnie zaskoczyła. Dziwna kobieta. Czarek dziwność musiał odziedziczyć po niej.

Pożegnałam się i wróciłam lekko skołowana do domu. Tyle zdziwień naraz to ja chyba w życiu jeszcze nie przeżyłam! Co za dzieci! Sama nie wiem, czy się z nich śmiać, czy płakać. Ale jedno wiem na pewno: pogodzą się w ciągu dwóch, trzech dni i znów będzie tak jak dawniej… Mam nadzieję. Bo przecież kto zrywałby ze sobą z tak nieracjonalnego… tak błahego powodu?

Zapomniałam tylko o jednej, drobnej rzeczy… To uke przecież bywa nieracjonalne.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Luna-chan : 2010-11-23 21:13:52
    uaaa .

    Właśnie miałam odejść od komputeram, a tu wtem zonk. doodałaś posta. maatko, no nie umiem opisać tego Twojego talentu, siedzę tu i patrzę się w ten monitor jak głupia. *_*

    weny !

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu