Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Eksterminacja

Those who hunt elves... czyli Apocalypse Now!

Autor:Grisznak
Serie:Dirty Pair
Gatunki:Akcja, Parodia
Uwagi:Self Insertion, Przemoc
Dodany:2005-08-22 22:56:12
Aktualizowany:2005-08-22 22:56:12


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Tysiącletnie, potężne drzewa, które tworzyły las były już świadkami wielu wydarzeń zmieniających losy świata. Ich rozłożyste korony służyły cieniem maszerującym armiom, dawały schronienie zbiegom, przynosiły ukojenie tym, którzy szukali tu spokoju. Z pewnością nie były jednak świadkami czegoś tak spektakularnego jak lądowanie statku kosmicznego. "Lovely Angel" wzniecił tumany kurzu, które za pewne nie spodobały by się ekologom, lądując na polanie. Ze spalonej dyszami rakietowych silników ziemi unosił się dym. Amortyzatory mocno wbiły się w podłoże. Powoli opuściła się dolna część, tworząc prowadzące ku ziemi schody, po których zeszły cztery postacie.

- To na pewno tu ? - spytał ubrany w zielony, maskujący strój moro wysoki mężczyzna z M 16 w dłoniach - Kurde, jak ja nie lubię...Aaaaaaaaaaa psik ! Jak nic, mam uczulenie - warknął i sięgnął po chustkę - Jeszcze tego brakowało ! Zostawiłem w hotelu w Tokio ! - kopnął najbliższe drzewo - Ma ktoś pożyczyć ?

- Trzymaj - szef wyciągnął z kieszeni i rzucił mu brunatną chusteczkę z wychaftowanym napisem "Weltmacht Oder Nidergang" - Możesz ją sobie zatrzymać.

- Dzięki - to mówiąc smarknął potężnie, tak że niejeden słoń wpadłby w kompleksy.

- Nie ruszać się ! - usłyszeli nagle dobiegający z krzaków głos. Zanim zdązyli zareagować, ich oczom ukazały się sylwetki trzech postaci. Trzech facetów (chyba) o długich, zielonkawych włosach, postawionych na sztorc uszach i wielkiej ilości powbijanych tu i ówdzie kolczyków, uzbrojonych w łuki stało na przeciw naszych bohaterów.

- Co robicie w naszym świętym lesie, intruzi ? - spytał jeden z elfów - Jakem wielki wojownik Pedael, wszem i wobec nakazuję wam opuścić naszą uświęconą ziemię albo posmakujecie naszych strzał.

- Pfech, Pedaelu - odezwał się drugi elf - Po co od razu zabijać ? Ten chudy jest całkiem do rzeczy - to mówiąc zatrzepotał rzęsami i oblizał się.

- Coś ty powiedział ? - ubrany na czerwono sięgnął po piłę, ale w tym momencie trzy łuki uniosły się, celując w niego.

- Spokojnie, Homoelu - powiedział przywódca - Oni i tak są niegodni, by poznać przyjemności....

- Nie...nie wytrzymam dłużej tego pieprzenia w bambus ! - krzyknął chudzielec i uniósł się do góry. Piła spalinowa w jego dłonaich warknęła, a on sam lotem pikującym poszybował w kierunku Homoela.

- Przywódcę żywcem ! - krzyknął ubrany w marynarkę i dżnisy facet, uchylając się przed lecącą ku niemu strzałą.

- Uaaaaaaaaaaaaa ! - wrzasnął elf, którego łeb zawierał właśnie bliską znajomość z piłą chudego.

- Ale z ciebie fleja - mruknął wampir, zścierając z płaszcza resztki jego mózgu - nie mogłeś chlapnąć nim w inną stronę ? Znowu będę musiał oddać go do pralni.

Tymczasem trzeci z elfów, niezwykle boahtersko próbował wycofać się na z góry upatrzone pozycje. Zapewne by mu się to udało, gdyby nie...

- Chi !!!!

Obejrzał się za siebie...ale jego oczy nie zdążyły już zarejestrować lecących ku niemu kul, które zmieniły jego głowę i brzuch w krwawą miazgę. Na polu walki został Pedael. W obliczu przeważających sił wroga zachował się jak prawdziwy heros z dawnych legend. Chwycił swój łuk w dłonie i złamał go na kolanie po czym podniósł ręce do góry.

- Poddaję się - krzyknął.

Cała ekipa spojrzała na niego wyraźnie zdziwiona.

- Hej, on gra nie fair - powiedział zawiedzionym głosem wysoki facet w moro.

- Spoko - odparł szef, wyjmując z za pleców metalową linkę - Potrzebujemy informacji a on może nam ich udzielić.

Przez kilka kolejnych godzin polana stała się miejscem najbardziej chyba wyrafinowanych tortur, jakie znał świa. W końcu znurzeni oprawcy usiedli.

- To na nic - powiedział chudzielec w czerwonym płaszczu - Ten drań nic nam nie powie. Przypalaliśmy go, wkładaliśmy łeb w mrowisko, dusiliśmy, nawet elektrowstrząsy...wykastrowałbym drania, gdyby było z czego...A on nic... - spojrzał na przwiązanego do drzewa Pedaela.

- Chyba faktycznie może być problem - odpowiedział szef - Nawet kuracja przeczyszczająca drutem kolczastym nic nie dała, ten frajer tylko się cieszył.

- Taaaa...i nawet stare dobre sposoby jak wyrywanie paznokci czy chińska tortura wodna zawiodły - dodał facet w moro, piekący nad ogniskiem kiełbaskę.

- I co chłopaki - kobieta właśnie wyszła ze statku, gdzie podczas tortur spędziła czas z resztą fraucymeru na plotkach - Tak jak myślałam, nawet z głupim elfem sobie nie pordziliście...

- A ty co, mądra ? Masz jakiś pomysł ? - spytał szef.

- Jasne, my kobiety zawsze musimy być mądrzejsze od prymitywnych samców.

To mówiąc podeszł do elfa.

- Co chcesz z nim zrobić ? - spytał chudy - Powiedz, my już przerobiliśmy chyba wszystko, po co masz się męczyć...

- Ech...Wy brutale...Ja chcę go tylko pocałować...

Słysząc te słowa elf zieleniał, oczy ( a właściwie już tylko jedno oko ) wyszły mu z orbit a z uszu poszedł dym.

- Niiiiiieeeeeeeeeeeeeee !!! - zawył proszącym głosem - Powiem wszystko, tylko nie toooooooo !!!!!

- No nie wierzgaj słodziutki - kobieta podeszł bliżej - Tylko jeden buziak...

Elf zaczał rzucać się tak gwałtownie, że istniało uzasadnione ryzyko, że zerwie stalową linkę, którą przywiązany było do drzewa. Groźba jedbnak podziałała. Po chwili wiedzieli już wszystko o znajdującej się niedaleko wiosce elfów. Pozostawiwszy Pedaela na żer okolicznym mrówkom, z którymi zawarł szybką znajomość, wsiedli do "Lovely Angel" i wkrótce maszyna uniosła się w górę.

Wstawał już wczesny ranek, słońce dopiero przebijało się przez chmury, oświetlając swoimi promieniami znajdującą się nad rzeką wioskę elfów. Poranny gwar przerwał zbliżający się coraz bardziej huk silników rakietowych. W kabinie pojazdu zebrała się już cała załoga.

- Yuri - powiedział szef - Uruchom moją niespodziankę.

- Już się robi koch...znaczy kapitanie - odpowiedziała ciemnowłosa piękność siedząca za sterami i nacisnęła guzik na pulpicie. Z boków pojazdy wysunęły się głośniki, z których na pełen regulator ryknęła "Walkiria" Wagnera. Elfy rozbiegły się przerażone, gdy maszyna przemknęła nad ich osadą. Gdy zawracała, wiele spośród długouchych padło na ziemię, zamiatając czołami ziemię.

- Te pajace myślą, że jesteśmy bogami - uśmiechnęła się kobieta - Czytały Danikena czy co ?

Statek właśnie przelatywał po raz drugi, gdy otworzył się luk dolny i na bijące pokłony elfy chlusnął deszcz ognia. Płonąca mieszanka momentalnie objęła swym zasięgiem drewniane zabudowania, stwarzając dziesiątki niemożliwych do ugaszenia pożarów. W powietrze biły słupy czarnego dymu.

- Lubię swąd napalmu o świcie - mruknął ubrany w wojskowy mundur mężczyzna - to pachnie jak zwycięstwo...

- Schodzimy do lądowania - poinformowała stojących za nią Yuri.

"Lovely Angel" uruchomił silniki pionowego startu/lądowania i wylądował z hukiem i tumanami dymu wzniecanymi przez swoje potężne dysze dokładnie po środku tego co zostało z elfiej wioski. Cała ekipa wyskoczyła na zewnątrz, obwieszona bronią. Te z elfów, które miały jeszcze dość siły, by się ruszać, skoczyły ku napastnikom. Równie dobrze mogły by rzucać zaklęcia voo doo. Ubrany w moro mężczyzna trzymał szcześciolufową armatę, z której pluł ołowiem na lewo i prawo, wybuchając co jakiś czas obłąkańczym śmiechem.

- Chiiiii !!!! Chiiiii ! - tuż obok niego stała persokonka, waląca w elfy z M 16. Gdy tych dwoje znalazło się już na zewnątrz, z brzucha statku w równym szyku wyfrunęło dwoje wampirów. Piła spalinowa Bosh i dwa krótkie ostrza zamieniły wioskę w rzeźnię. Kawałki elfów latały w powietrzu, a gdy opadały zazwyczaj w niczym nie przypominały już tego czym pierwotnie były. Wszystko to w rytm wygrywanego przez głośniki marszu Wagnera. W końcu statek opuścił przywódca, poruszając się w asyście Kei i Yuri. Pojedynczymi strzałami z Deser Eagle'a dobijał to, co miało jeszcze okazję się ruszać. Dziewczyny zaś schylały się co jakiś czas i wprawnymi ruchami pozbawiały elfy ich klejnotów, czyli uszu.

- Kawaii ! - krzyknęła ze śmiechem rudowłosa, pokazując zawieszony na szyi naszyjnik z elfich uszu.

- Dobra robota, maleńka - pochwalił ją szef, butem łamiąc kark ostatniego z żywych w wiosce elfów.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.