Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Wyspa Zamkniętej Przestrzeni.

I.

Autor:Wakasu
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Fikcja, Mistyka, Przygodowe
Uwagi:Utwór niedokończony
Dodany:2013-04-10 20:12:47
Aktualizowany:2013-04-10 20:12:47



Inspirowane mapką Archipelag Bremus An z gry MMORPG 'Margonem' (ta sama lokacja)


Spacerując po Archipelagu Bremus An, zabijając ośmiornice w podróży między czasem.

Poczuwszy szarpnięcie, leniwie uniosłem się do pozycji siedzącej. Moja prowizoryczna wędka wprawiona w ruch przez rybę złapaną w pułapkę drgała, wykonując specyficzny rodzaj tańca. Przyjrzawszy się, westchnąłem głęboko i zanurzyłem rękę w wodzie.

- Niedobra - powiedziałem do siebie, zdejmując stworzenie z haczyka. Pomrukując pod nosem, rzuciłem się na złocisty piasek, a wzrok wbiłem w niebo. Ile dni mogłem tu już siedzieć? W miejscu, gdzie nie zachodzi słońce. Miejscu całkowicie odludnym, jedynie z małą tabliczką postawioną zapewne wieki temu. Nikt tu nie zaglądał i zaglądać nie będzie. Wiem to. Identycznie, jak z rybami. Biorąc pod uwagę umiejętność rozpoznania rodzaju ryby poprzez jej sposób poruszania wędką, musiałem spędzić w tych morzach sporą ilość czasu. Chyba tego nie odczułem. Jak masy innych uczuć.

Nie wyczuwałem szarpnięcia przez długi czas, aż w końcu postanowiłem, że dam sobie z tym spokój. Nie byłem głodny, więc bez problemów mogłem odpuścić dzisiejsze łowy. Jeżeli można użyć określenia 'dzisiejsze' w miejscu bez nocy i bez dnia. Machnąłem na to ręką i ruszyłem w kierunku mojego legowiska. Na liściach palmowych ukrytych w cieniu ów drzewa leżał cały ekwipunek, który trafił tutaj razem ze mną. Lekka, wzmacniana magicznie zbroja, tarcza, hełm, chronione przed nagrzaniem przez słońce. Obok miecz, świecący, zniszczony przez piasek, słoną wodę, mięso, drzewo, skały i krew. Buty, sygnet, magiczny naszyjnik, masa bibelotów, niegdyś cennych. Tym razem darowałem sobie zastanawianie się nad tym, jakim cudem nie zgubiłem niczego, przybywając tutaj, ogólnie jakim cudem znalazłem się w tym miejscu. Obojętny wszystkiemu, położyłem się bokiem na liściach i zasnąłem. A słońce nadal świeciło.

*

- Nie hałasuj - burknąłem do mewy, która przysiadła sobie na mojej palmie. Muszę przyznać, odważna jest. To MOJA palma. - Zamknij się, chcę dalej spać.

Ale ona się nie zamknęła, a ja nie zasnąłem. Obróciwszy się na plecy, zacząłem się zastanawiać, czy sen to jedyne, co mi pozostało. Jedyny środek komunikacji z ludźmi, jedyny środek transportu. W miejscu takim, jak to, nawet kamienie teleportujące są bezużyteczne. Nie ucieknę. Ale czy muszę? Czy chcę?

Byłem dzisiaj w domu. Heh, w domu, w moim świecie. A może nadal w nim jestem? Ujmę to inaczej, w miejscu, w którym żyłem przez tyle lat. W miejscu, w którym uczyłem się i zdobywałem doświadczenie. Widać niezbyt duże. Odwróciłem głowę w bok, patrząc na stos białych, pustych i otwartych muszli.

- Przyszedłem tu po nie - stwierdziłem głosem bez emocji. - Co mi to dało? Nic.

Ruszyłem się z miejsca, przybrałem miecz do ręki i wyszedłem z zacienionego legowiska na słońce. Piasek delikatnie ogrzewał mi stopy. Być może parzył, nie wiem, nie czułem już tego tak, jak kiedyś. Białe, zamknięte muszle leżały gdzieniegdzie. Jakby co pewien czas pojawiały się znikąd. Chwyciłem jedną z nich, wbiłem miecz i otworzyłem. To coś znowu rzuciło się na mnie.

Chyba umarłem.


cdn. inspiracja - Margonem.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Nanashi : 2015-02-04 22:25:54
    Przyjemne

    Powiedzmy sobie szczerze, nie grałem w Margonem i nie mam pojęcia, jak Archipelag Bremus An wygląda. I, szczerze mówiąc, ani przez chwilę nie poczułem, że cokolwiek tracę, nie będąc z grą zaznajomiony. Opisy, dominujące w tym tekście, były wyczerpujące i naprawdę dobrze oddały uczucia postaci. Znudzony, zrezygnowany, świadomy beznadziejnej sytuacji - na pierwszy rzut oka te cechy bohatera powinny odrzucać od czytania (co może być interesującego w takim tekście?), aczkolwiek ten tekst zaciekawił mnie i było w nim coś, co kazało kontynuować lekturę. I nie żałuję.

    Co do samej treści, w większości zgadzam się z Videlec. Sympatycznie i krótko, alegoryjnie i leniwie - tak można opisać akcję. Następnie, nie wiedzieć jak i kiedy, wydarzenia zbliżają się ku końcówce, która jest dość chaotyczna. I o to chodzi! Jak najbardziej na plus.

    Podsumowując, 7/10. Szczerze mówiąc, ta długość jest zarówno zaletą jak i wadą. Tekst jest wystarczająco krótki, by zachęcić do czytania i nie zanudzić czytelnika; jak również za krótki, zostawiając dużo - nawet bardzo dużo - miejsca na popis. Mogłaś pokusić się o rozszerzenie tej historii o powód pobytu na archipelagu lub inne elementy, lecz nie zrobienie tego nie jest całkowitym minusem.

    Niezależnie od wszystkiego... trzymaj ten poziom. Tylko tak dalej!

  • : 2013-04-11 19:08:56
    Interesujące, naprawdę!

    Nie lubię tekstów bez oceny i żadnego komentarza. Może przygnębia mnie myśl o smutku autora, który wchodzi i podziwia swój twór, a tam cisza i hulanie wiatru. Dlatego przeczytałam to ,,opowiadanie'' - w cudzysłowie, bo jest straszliwie króciutkie i nie wiem, jak to nazwać. ,,Miniaturką''?

    Długość jednak nie jest jedyną zaletą. Powiem tak - tekst mi się podobał. Sympatyczny, chociaż opowiada o nieszczęściu. Jednak sposób, w jaki główny bohater przyjmuje owe nieszczęście, jakoś przypadł mi do gustu. Krótko i treściwie o materialności ludzkiej i bogactwach, które do niczego nam się nie przydadzą, kiedy znajdziemy się w sytuacji zagrożenia życia. I koniec - zupełnie nie wiem o co chodzi i właśnie dlatego jest na plus. Chętnie przeczytałabym coś jeszcze Twojego autorstwa, o ile byłoby dłuższe, bo jednak krótkich tekstów nie oceniam. Gdybym jednak miała, wahałabym się między 7 a 8.

    Pozdrawiam!

  • Skomentuj