Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Asasino

Fortepian i skrzypce

Autor:Solka
Serie:Shingeki no Kyojin
Gatunki:Dramat, Komedia, Przygodowe
Uwagi:Utwór niedokończony
Dodany:2015-07-24 08:00:49
Aktualizowany:2015-07-14 12:54:49


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Nie wyrażam zgody na kopiowanie całości opowiadania lub fragmentów tekstu.


Deszcz zacinał w szyby okien. Listopad był paskudnym, ponurym miesiącem, który wpędzał w złe samopoczucie nawet największego wesołka. Eren siedział przy oknie, opierając się łokciem o parapet. Wpatrywał się w strugi deszczu, które spływały po szybie i co jakiś czas ciężko wzdychał. Nie lubił tej pory roku. Drażniła go ponura aura, wilgotne powietrze i kałuże, w które często wchodził, bo, zamyślony, nie patrzył, gdzie idzie. W zasadzie wolał śnieżne, mroźne zimy. Przynajmniej nie było tak obrzydliwie mokro i ponuro. Gdy panował mróz, śnieg skrzypiał pod nogami. Drzewa, otulone białym puchem, były jednym z najpiękniejszych widoków. Uśmiechnął się na samą myśl o tym, że niedługo nadejdzie grudzień, a z nim, miał nadzieję, piękna i nieco mroźna zima. Czekał na święta. Lubił je. Ludzie na kilka dni przestawali się spieszyć. W tym czasie nawet Oddział Zwiadowców, zapominał o tytanach. Głównie sprzątali pod czujnym spojrzeniem kaprala Leviego, stroili drzewko świąteczne. Na myśl o swoim opiekunie otrząsnął się z przyjemnych marzeń o świętach. Levi pojechał gdzieś dwa dni temu, ale nie powiedział, dokąd się wybiera. Miał wrażenie, że tylko on nie wie, gdzie wyjechał kapral, ale kogokolwiek by nie spytał, zostawał subtelnie ignorowany zmianą tematu. Denerwowały go te tajemnice, ale nie mógł nic na to poradzić. Pozostawało mu czekać na powrót najsilniejszego żołnierza ludzkości. Chciałby dowiedzieć się wszystkiego.

Z zamyślenia wyrwały go pukanie do drzwi i szarpanie za klamkę.

- Eren, otwórz. - Głos Mikasy, jego przyszywanej siostry, był zniecierpliwiony. Chłopak westchnął i wstał. Podszedł do drzwi, otworzył je. Mikasa stała z założonymi rękami

i mierzyła go stalowym spojrzeniem. Eren przeczesał włosy palcami i spytał:

- Coś się stało? Chcesz czegoś?

- Przyjechał Levi. W dodatku nie sam. Kazał cię zawołać, więc nie stój tak, tylko się rusz.

- Dobra, dobra, już idę - mruknął pod nosem. - Tylko się tak nie irytuj, złość piękności szkodzi - dodał z przekąsem i schylił się, by uniknąć trzepnięcia w głowę. Naprawdę czasami miał dość tej dziewczyny. Nie łączyły ich żadne więzy krwi, a ona zachowywała się niczym jego matka, która musiała go podnosić za każdym razem, gdy upadł. Mimo tego nie wyobrażał sobie, by nagle miało jej zabraknąć. Za bardzo przyzwyczaił się do jej obecności i męczącej nadopiekuńczości. Wziął sweter, który wisiał przerzucony byle jak o oparcie krzesła i wyszedł z pokoju, zamykając drzwi. Zarzucił okrycie na ramiona. W dolnych pomieszczeniach zamku było chłodniej niż w prywatnych pokojach zwiadowców. Każdy z nich zajmował alkierz z kominkiem. Natomiast w paleniskach na dole, poza kuchnią, rzadko kiedy palili, by ogrzewać pokoje.

Eren zadrżał lekko. Było mu chłodno. Najchętniej wróciłby z powrotem do swojej ciepłej komnaty, którą zamieszkiwał od niedawna. Przez dłuższy czas jego lokum stanowiły podziemne lochy zamku, ale w końcu kapral przekonał się do chłopaka i zezwolił, by zajął jeden z pokoi na piętrze, oczywiście pod przysięgą, że nie zamieni się w tytana. Obyło się nawet bez grożenia niechybną śmiercią.

- Eren. - Nim dotarło do niego, że Mikasa się zatrzymała, zdążył na nią wpaść. Złapała go za ramiona i potrząsnęła nim. - Ogarnij się i bądź miły, mamy gościa.

- Ja zawsze jestem miły - odpowiedział oburzony i otworzył drzwi od głównego salonu.

W środku, przy stole, siedział Levi, a obok niego jakaś obca dziewczyna. Eren zauważył, że koło jej krzesła stała nie najnowsza walizka na zatrzaski z mocno sfatygowanym uchwytem i czarny, podłużny futerał. Domyślił się, że to ona jest tym gościem, o którym wspominała Mikasa. Rozejrzał się po całym pomieszczeniu i ze zdziwieniem stwierdził, że nikogo innego poza nimi nie ma. Zastanowiło go to, ponieważ zawsze, gdy było coś do omówienia, w salonie zbierali się wszyscy.

- Kapralu - zaczął - czy coś się stało, że kazał mnie pan zawołać? - Levi podniósł wzrok na chłopaka-tytana. Skinieniem głowy nakazał, by usiadł obok niego, natomiast do Mikasy powiedział:

- Możesz wracać do siebie, jutro o wszystkim się dowiecie. - Dziewczyna pokiwała tylko głową na znak, że rozumie i wyszła, zamykając za sobą drzwi. Zostali w trójkę. Eren siedział z niepewną miną i wpatrywał się w rysy na drewnianym blacie stołu. Czuł na sobie baczne spojrzenie nieznajomej. Krępującą ciszę przerwał kapral.

- Uznałem, że potrzebujesz kogoś, kto będzie obok ciebie przez cały czas.

- Ale - zająknął się Eren - jak przez cały czas? Nie rozumiem.

- Rusz tym swoim ptasim móżdżkiem, bachorze. - Piorunujące spojrzenie kaprala nie wróżyło nic dobrego. Eren przełknął ślinę i splótł palce dłoni ze sobą. - Nie potrafisz na siebie uważać, a ja mam masę innych obowiązków poza pilnowaniem ciebie. Reszta tak samo, a kolejnego porwania nie będziemy ryzykować.

- Ale przecież ja uważam - mruknął. - Nie moja wina, że kłopoty same mnie znajdują.

Z tego powodu mam mieć niańkę?

- Nazywaj to jak chcesz, ale ona - Levi wskazał na siedzącą obok dziewczynę - zajmie się ochranianiem ciebie. Pokój obok twojego jest pusty. Tam zamieszka. - Kapral wstał

i poprawił żabot. - Poznajcie się, ja idę do siebie. - Mężczyzna wyszedł, zostawiając dwójkę nastolatków samych. Eren rozdziawił usta. Ten człowiek był okropny. Po prostu wstał, poprawił tę swoją firankę i wyszedł, zostawiając go z obcą dziewczyną bez konkretnych wyjaśnień.

- Ja nie gryzę, serio. - Drgnął, słysząc jej głos. Był niski i lekko wibrujący, kompletnie nie pasował do kobiety. Odwrócił się w jej stronę i zmierzył spojrzeniem. Uwagę przyciągała blizna na twarzy i śniada skóra. - Kay de Anda. - Wstała i wyciągnęła do niego rękę. - Rewolwerowiec z zawodu, muzyk i rysownik z zamiłowania, a ty?

- E-Eren Jaeger. - Uścisnął jej dłoń na przywitanie. - Z zawodu żołnierz-tytan, też czasami rysuję. - Uśmiechnął się lekko, a Kay powiedziała:

- Zostałam poinformowana o twoich… wyjątkowych zdolnościach. Mam obowiązek cię ochraniać, ale nie martw się, nie zamęczę opieką. - Eren odetchnął z ulgą i roześmiał się.

- Uprzedzam, że kłopoty to moja specjalność - powiedział po chwili. Kay uniosła prawą brew do góry i odpowiedziała:

- To coś nas łączy, Eren. Liczę na ciekawą współpracę. - Odgarnęła z policzka kosmyk włosów i schyliła się, by podnieść swoje rzeczy. - Czy możesz zaprowadzić mnie do mojego pokoju? - Pokiwał głową i zabrał jej z ręki walizkę. Przynajmniej na tyle mógł się przydać. Kay popatrzyła na niego uważnie, ale nie skomentowała tego gestu. Poszła za chłopakiem na piętro. Jej alkierz mieścił się obok pokoju Erena na końcu długiego, ciemnego korytarza. Gdy stanęli przed drzwiami, chłopak nacisnął klamkę i otworzył je. Gestem zaprosił ją do środka. W pokoju było ciemno i chłodno. Postawił walizkę Kay na drewnianej podłodze i po omacku podszedł do stołu. Stała na nim lampa naftowa. Nauczył się, żeby zawsze mieć w kieszeni zapałki, więc wyciągnął je i zapalił knot. Pomieszczenie rozświetliło mdłe światło. Chwycił lampę za uchwyt i odwrócił się w stronę dziewczyny.

- Na razie nie ma nic innego - powiedział i przygryzł dolną wargę. Kay uśmiechnęła się i podeszła do niego.

- Lepsze to niż egipskie ciemności. - Rozejrzała się po pokoju. Po prawej stronie od okna stało łóżko nakryte zieloną narzutą. Obok niego znajdowała się szafka nocna z szufladą. Duża szafa i regał z półkami stały po przeciwnej stronie łóżka, zasłaniając sporą część ściany.

W centralnym punkcie alkierza znajdował się niezbyt duży okrągły stół, koło którego właśnie stali, i dwa krzesła. W lewym rogu pokoju, od strony drzwi umiejscowiony był kamienny kominek. Obok niego leżały powiązane szczapki drewna, stare gazety i trochę węgla w blaszanym wiaderku.

- Rozgość się. Ja wracam do siebie. Zobaczymy się rano, tak sądzę. - Chłopak-tytan chciał wyjść, ale Kay go zatrzymała, chwytając za ramię. Spojrzał na nią nie wiedząc o co chodzi.

- Łazienka - zaczęła - czy możesz mi powiedzieć, gdzie jest łazienka? Z resztą sobie poradzę.

- Naprzeciwko mojego pokoju, a ten jest obok twojego - odpowiedział i opuścił jej pokój. Została sama. Eren nie zamknął drzwi, więc to zrobiła. Potem podniosła walizkę i położyła ją na łóżku. Odpięła metalowe zatrzaski i otworzyła wieko. Wyjęła swoje rzeczy. Nie było ich dużo. Zdecydowanie za mało, by zapełnić półki czy wieszaki w szafie, nie wspominając o tym, że nie miała zbytnio czego postawić na regale. Szkicownik, ołówki, jedna książka - prezent od Ravena na piętnaste urodziny - i porcelanowa figurka anioła - od Xaviera. Westchnęła i przeniosła poskładane bluzki do szafy. Potem spodnie, bieliznę i kilka innych rzeczy, a na koniec dodatkową parę butów, które postawiła na dolnej półce. Książkę i szkicownik odłożyła na regał, a aniołka postawiła na szafce nocnej razem z lampą naftową. Ołówki schowała do szuflady. Gdy skończyła, usiadła na łóżku. Materac był miękki, kołdra i poduszka - niepowleczone. Wywróciła oczami. Uznała, że zrobi to potem. Najpierw musiała rozpalić ogień w kominku, bo zaczynało być jej zimno. Podeszła do paleniska i ukucnęła. Chwyciła kilka szczapek drewna, dołożyła papieru i kilka sztuk węgla. Rozejrzała się uważnie w poszukiwaniu zapałek. Leżały na kamiennej półce, która stanowiła górną część kominka. Wzięła je, wyciągnęła jedną i zapaliła, wrzucając do kominka. Po niedługim czasie ogień wesoło buzował. Kay wzięła swój ręcznik, piżamę i wszystko, czego potrzebowała w łazience. Na całe szczęście nie była zajęta. Ciekawiło ją, czy ktoś jeszcze, oprócz niej i Erena, mieszka na tym piętrze. Rozmyślała nad tym siedząc w wannie. Woda była przyjemnie ciepła i rozgrzewała jej ciało. Wzięła mydło i zaczęła się powoli myć. Potem spłukała z siebie pianę i wyszła z wanny. Chwyciła ręcznik i już się miała nim owinąć, gdy nagle ktoś gwałtownie otworzył drzwi. Drgnęła przestraszona i spojrzała na intruza, nie myśląc o tym, że stoi całkiem naga. Jej spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem… Erena. Jego turkusowe oczy wyglądem przypominały spodki.

- E..em… ja - zająknął się i zakrył oczy dłonią - przepraszam, rany… przepraszam, ale nie zamknęłaś drzwi na zasuwkę. - Przełknął ślinę i lekko rozchylił palce dłoni, spoglądając na dziewczynę. Zdążyła się owinąć ręcznikiem. Jej klatka piersiowa unosiła się rytmicznie, policzki oblał delikatny rumieniec. Nie mogła się spodziewać, że wlezie do łazienki nieproszony, ale, na Boga, skąd mógł wiedzieć, że ona tu jest? Usłyszał, że podchodzi do niego. Odsunął rękę z twarzy i popatrzył na nią, oczekując ciosu w zęby, ale nic takiego nie nastąpiło. Zamiast tego spokojnie spytała:

- Dlaczego jeszcze tu jesteś?

- Ja… ja, nie wiem. - Zarumienił się niczym dorodna piwonia i odwrócił w stronę wyjścia. Wyszedł z łazienki, zamykając drzwi za sobą. Oparł się o ścianę i powoli osunął na podłogę. Odchylił głowę do tyłu i zamknął powieki. Nadal miał w głowie widok nagiego i mokrego ciała Kay. Niby czuł się zażenowany tą sytuacją, ale w głębi duszy wcale tego nie żałował. Pierwszy raz w swoim piętnastoletnim życiu widział nagą kobietę i musiał przyznać, że cholernie mu się to spodobało tym bardziej, że ona była całkiem ładna i nieźle zbudowana. Jednak osobiste odczucia nie zmieniały faktu, iż musiał ją przeprosić, pokajać się i przyjąć ewentualne cięgi. Nie wiedział ile tak siedział i dumał, ale w końcu Kay wyszła z łazienki. Stanęła nad nim w piżamie z ubraniami przewieszonymi przez ramię, ręce skrzyżowała na piersi. Jej spojrzenie było figlarne, zupełnie nie wydawała się być wściekła. Chłopak podniósł się i nieznacznie uśmiechnął.

- Głupio wyszło... - zaczął, ale Kay weszła mu w słowo.

- Wcale tak nie uważasz.

- Co… co ty mi tu imputujesz!?

- Och, tylko to, że wcale nie uważasz, by głupio wyszło. Ba, ty nawet tego nie żałujesz, Eren.

- Ja… no dobra, ok, nie żałuję - wypalił na jednym tchu. - Ale jaki facet, który znalazłby się na moim miejscu, żałowałby takiego widoku?

- Zapewne gej. - Kay wzruszyła ramionami i nawinęła kosmyk włosów na palec. - Daruję ci, bo czasami kobieca próżność zwycięża, ale zachowaj to dla siebie, bo inaczej… - przejechała palcem po szyi - dobranoc, Eren - dorzuciła i poszła do swojego pokoju, zostawiając osłupiałego chłopaka na korytarzu.

***

Było jeszcze ciemno, gdy się obudził. Bolał go kark. Znowu zasnął na krześle w ubraniu. Cierpiał na bezsenność, a jeśli już spał, to prawie nigdy w łóżku. Po prostu drzemał, siedząc przy biurku nad papierkową robotą. Nie pamiętał kiedy ostatnimi czasy porządnie wypoczął. Potarł zmęczone oczy i wstał. Przeciągnął się, rozmasował kark i spojrzał na zegar, który wisiał na ścianie nad łóżkiem. Była czwarta rano. Skrzywił się niezadowolony. Spał około dwóch godzin, na więcej nie było szans. Westchnął, zrezygnowany, i rozwiązał żabot, stały element jego stroju. Rzucił go niedbale na łóżko, po czym zdjął resztę ubrań, które cisnął na oparcie krzesła. Został w samej bieliźnie. Podszedł do szafy i wyciągnął z niej szlafrok, który narzucił na siebie, czystą bieliznę, proste lniane spodnie i bawełnianą koszulkę. Z tymi rzeczami poszedł do łazienki. Nie zwykł brać długich kąpieli. Całkowicie wystarczał mu krótki kilkuminutowy prysznic. Po dziesięciu minutach wrócił do swojego pokoju. Poskładał rzucone byle jak ubrania i odłożył na półkę. Potem wyszedł z pokoju i udał się na dół, do kuchni. Miał chęć na czarną herbatę i chleb z dżemem. Był nieznośnie głodny, a doskonale pamiętał, że dziewczęta ostatnio smażyły dżem z jabłek. Jeśli się nie mylił, to jeden wielki słoik stał w kuchni na blacie szafki. Na dole natknął się na Kay.

- Co tu robisz? - zapytał.

- Nie mogłam spać - wyjaśniła. - Nowe miejsce, nie przyzwyczaiłam się jeszcze. Poza tym… chciałam się czegoś napić.

Stała przed nim w piżamie. Na ramiona zarzuciła zielony, wełniany sweter. W ręku trzymała kubek z wodą. Kapral westchnął i gestem nakazał jej, by usiadła. Nie dziwił się, że nie mogła spać. W końcu niecodziennie zmienia się miejsce zamieszkania. Nim nastawił wodę na herbatę, rozpalił w piecu kaflowym. Kiedy ogień już huczał, otworzył małe, żelazne drzwiczki i dorzucił drewna. Potem postawił czajnik na płycie.

Kay uważnie go obserwowała. Trochę dziwnie się czuła, będąc z tym człowiekiem sam na sam. Był apodyktyczny i niezbyt uprzejmy. Przekonała się o tym podczas wspólnej podróży do starego zamku, który zajmowali Zwiadowcy. Ale mimo wszystko miała do niego szacunek. W jej mniemaniu nie był złym człowiekiem, wręcz przeciwnie. Gdyby twierdził inaczej, nie przejmowałby się Erenem i faktem, że grozi mu śmierć. Oczywiście głośno tego nie powiedział. Twardo uważał, że chłopak stwarza same problemy. Jego zdaniem był nieogarnięty i niebezpieczny. W dodatku miał niewyparzony język i nie starał się dokładnie sprzątać. Na samą myśl o tym, lekko się uśmiechnęła. Rozmyślania tak ją pochłonęły, że nie zauważyła, kiedy kapral stanął obok niej. Otrząsnęła się dopiero, gdy poczuła jego rękę na ramieniu. Popatrzyła na niego pytająco.

- Głucha jesteś? - ton jego głosu zdradzał zirytowanie. - Pytałem, czy chcesz coś do jedzenia.

- Tak, chętnie - odpowiedziała i wstała z krzesła. - Może coś przygotuję?

- W zasadzie - ochota na dżem mu przeszła i tak nie mógł go znaleźć, a za przyrządzaniem posiłków nie przepadał - skoro chcesz, to rób. Tam masz spiżarnię. - Wskazał na drzwi, które znajdowały się blisko okna. Kay wzięła lampę naftową i poszła do pomieszczenia, gdzie przechowywali żywność. Gdy wróciła, trzymała w rękach kosz z chlebem, masłem, jajkami, cebulą i rozmarynem. Postawiła to wszystko na blacie kuchennym i w szafkach poszukała patelni. Nałożyła na nią trochę masła, posiekała i dorzuciła cebulę, a następnie postawiła na płycie pieca. W tej samej chwili woda w czajniku zaczęła wrzeć. Zdjęła go i zalała wodą herbatę, która była przygotowana w kubkach na stole, po czym wróciła do przyrządzania śniadania. Drobno skroiła rozmaryn i dorzuciła go do zeszklonej cebulki. Na sam koniec wbiła sześć jajek, odczekała chwilę i zaczęła lekko mieszać. W czasie, gdy ona smażyła jajecznicę, Levi pokroił chleb i posmarował masłem, a nawet rozłożył talerze i sztućce. Po pięciu minutach potrawa była gotowa. Zdjęła patelnię z płyty żeliwnej i podeszła do stołu. Nałożyła jedzenie na talerze i odniosła ją do zlewu, zalewając wodą, by resztki nie pozasychały. Potem wspólnie z młodszym kapralem Levim usiadła do stołu. Życzyła mu smacznego i zabrała się do jedzenia. Mężczyzna odpowiedział tym samym i nabrał jajecznicę na widelec. Spróbował trochę i… uznał, że dawno nie jadł tak dobrego śniadania. Rozmaryn zupełnie rekompensował brak soli. Dziewucha znała się na rzeczy.

- Dziękuję - powiedział, gdy skończył jeść. - Było… bardzo dobre. Potrafisz gotować.

- Siłą rzeczy, musiałam się nauczyć. - Wstała od stołu, by pozbierać talerze. - W Empty Darkness jestem… byłam jedyną dziewczyną. Dwunastu facetów nie nakarmi się byle czym. Teraz będą musieli radzić sobie sami.

- Przeżyją, a my skorzystamy. Twój talent do gotowania tu też się przyda, Eren kompletnie się do tego nie nadaje. - Napił się herbaty, trzymając filiżankę w charakterystyczny dla siebie sposób.

- Pan serio kazał mu gotować? - spytała z niedowierzaniem i odłożyła brudne talerze

i sztućce do zlewu.

- Co w tym dziwnego?

- Nie no, nic… chyba - mruknęła pod nosem i pokręciła głową. Eren i gotowanie. Zupełnie tego nie ogarniała. W ogóle mężczyzna w kuchni, przy garach, zwiastował najczęściej Armagedon, pobojowisko i przypaloną wodę w czajniku. Wzięła się za zmywanie, by nie stać bezczynnie. Levi bacznie się jej przyglądał. Jeszcze trzy dni temu celowała do niego z rewolweru, a dziś robiła śniadanie i zachowywała się bardzo przyzwoicie. Oficjalnie - młodsza siostra Oliviera de Andy, ale tylko on i Xavier wiedzieli, że tak naprawdę była jego córką, którą wychowywała matka Oliviera, póki żyła. Matka Kay, dziewczyna młodego de Andy, zmarła podczas porodu. Miała tylko dziewiętnaście lat. Po tym wszystkim Olivier nie był w stanie wychowywać własnego dziecka.

Otrząsnął się z rozmyślań. Nie powinien wracać do przeszłości, która w ogóle go nie dotyczyła. Dziewczyna nie znała prawdy i tak miało zostać, przynajmniej na razie. Zerknął na kuchenny zegarek, który stał na szafce ze sztućcami. Było kilka minut po piątej. Reszta zazwyczaj wstawała przed siódmą. Miał zatem trochę czasu na relaks przy fortepianie, który znajdował się w głównym salonie. Wstał od stołu i wyszedł, nie mówiąc ani słowa. Kay została sama. Gdy skończyła zmywać, powycierała mokre talerze i sztućce i schowała na miejsce. Nie bardzo wiedziała co ma ze sobą zrobić. Eren pewnie jeszcze spał, inni tak samo, a kapral nie był człowiekiem skorym do dłuższej rozmowy. Westchnęła. Brakowało jej Ravena i ulubionego kruka - Shadowa. Wyjechała z Kruczego Pustkowia zaledwie trzy dni temu, a już tęskniła. Miała nadzieję, że niedługo to uczucie minie, bo już nawiązała z Erenem nić porozumienia, polubiła go. Był uprzejmy i całkiem zabawny. Poza tym, łączył ich mały sekret. Zachciało jej się śmiać na samo wspomnienie wczorajszej sytuacji w łazience, ale zdusiła to w sobie. Nagle usłyszała ciche dźwięki muzyki. Zaciekawiona, wyszła z kuchni i udała się w stronę, z której dobiegała melodia. Zatrzymała się przed salonem. Drzwi były lekko uchylone. Zajrzała przez szparę. Przy czarnym fortepianie, na który wczoraj nie zwróciła uwagi, siedział kapral Levi.

Mężczyzna był całkiem pochłonięty muzyką. Na jego twarzy malował się spokój i błąkał lekki uśmiech. Granie najwyraźniej sprawiało mu przyjemność. Kay chwilę tak stała i słuchała, ale ostatecznie postanowiła pójść do swojego pokoju, by wziąć instrument, który spoczywał w czarnym futerale. Gdy wróciła, cichutko pchnęła drzwi i weszła do salonu. Levi nie zwrócił na nią uwagi, całkiem zatopiony w dźwiękach skocznej celtyckiej melodii.* Dziewczyna uniosła do góry czarne, lśniące skrzypce - instrument, który kochała nade wszystko i uwielbiała na nim grać. Znalazła je w domu na wrzosowiskach. Były w bardzo dobrym stanie, choć nie najnowsze. Dopiero po przeszukaniu całego strychu znalazła kilka książek o skrzypcach i ich twórcy, który żył w czasach przed erą tytanów. Niesamowite jak tak wspaniały instrument przetrwał i trafił w jej ręce. Oparła je na ramieniu, przechyliła głowę i uniosła smyczek. Dotknęła nim strun i uważnie wsłuchując się w melodię, graną przez Leviego, dołączyła do tego kameralnego koncertu, którego świadkami byli tylko oni. Muzyka powodowała, że traciła poczucie czasu. Dopiero gdy ustały dźwięki fortepianu, przestała grać. Otworzyła powieki i spojrzała wprost w kobaltowe oczy najsilniejszego żołnierza ludzkości.

- Idź się ubrać - powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu. - Musisz pójść z Erenem do miasta.

Muzyczny czar prysnął jak bańka mydlana. Wróciła listopadowa rzeczywistość.

* Celtic Spirits - „Lord of the Dance”

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.