Opowiadanie
Korpo-Slayers
Korpo-Slayers - Awanse- Dysonanse
| Autor: | Rinsey |
|---|---|
| Serie: | Slayers |
| Gatunki: | Komedia, Romans |
| Uwagi: | Alternatywna rzeczywistość |
| Dodany: | 2026-07-19 12:15:33 |
| Aktualizowany: | 2026-07-19 12:15:33 |
Poprzedni rozdział
Kopiowanie całości lub fragmentów bez zgody autorki zabronione.
Zelgadis nerwowo przeczesał rozczochrane włosy i poprawił zwisający nierówno krawat. Kątem oka spojrzał na zapinającą w pośpiechu guziki bluzkę Linę, której burza rudych włosów tkwiła w ogromnym nieładzie.
Po kilku minutach nerwowego usiłowania doprowadzenia się do względnego porządku, nacisnął klamkę ciasnego pokoiku zaopatrzeniowego, jednak zanim otworzył drzwi, Lina złapała go za świeżo wyprostowany krawat i przyciągnęła go do siebie, łapiąc jego usta w kolejnym pocałunku. Jego dłonie automatycznie objęły jej szczupłą talię i przycisnęły ją mocno do siebie.
- Lina... - próbował coś powiedzieć w chwilach niezbędnych do zaczerpnięcia oddechu. - Następne spotkanie.... Mamy... Za chwilę...
- Jeszcze 15 minut, Zel.
- To nie jest dużo.
Puściła jego krawat i wyswobodziła się z jego objęć.
- Cykor - rzuciła łobuzersko.
Niemalże natychmiast ponownie złapał ją wpół, pocałował raz jeszcze, po czym wyszeptał jej do ucha:
- Jesteś po prostu niemożliwa.
Lina uśmiechnęła się tylko zalotnie, poprawiła mu krawat i sięgnęła za klamkę.
Zelgadis puścił ją i ostrożnie ruszył za nią. W tej części biura był dużo mniejszy ruch, ale nie zmieniało to faktu, że wciąż mogli kogoś spotkać...
- Och, kogo my tu mamy? Nasze firmowe znakomitości. - Nagle rozległ się znajomy, irytujący głos.
Mimowolnie poczuł, że coś mu się przekręca w żołądku.
Xelloss Metallium, wiceprezes Shabranigdo Corp. we własnej osobie, spoglądał na nich lekko uchylonymi fioletowymi oczami. Jego wzrok padł na dłoń Zelgadisa zamykającego drzwi pokoiku zaopatrzeniowego, po czym na jego drugą rękę nerwowo poprawiającą kołnierz koszuli. Jego twarz rozpromieniła się w szerokim uśmiechu.
- Czy zechcecie mi towarzyszyć do mojego gabinetu?
- Xelloss, mamy za moment spotkanie - odparła szybko Lina.
- A więc śpieszycie się na spotkanie. Ciekawe... - Xelloss uśmiechnął się złośliwie. - Nie wyglądacie na takich. - Oboje pokryli się lekkim rumieńcem. - Ale nie martwcie się, poprosiłem Amelię, aby zajęła się panią Zoaną. Możecie więc spokojnie mi towarzyszyć.
- Ale Amelia...
- Została wyszkolona przez ciebie i da sobie radę. Zapraszam za mną - powiedział oficjalnym tonem, któremu nawet Lina nie odważyła się sprzeciwić. Nawet jeśli był to Xelloss, wciąż pełnił funkcję wiceprezesa.
Zelgadis zaczął nerwowo analizować sytuację. Od wcale nie tak nieszczęsnego, jak się na początku spodziewał, karaoke minęły dwa miesiące. Od tego czasu jego relacja z Liną była... delikatnie to ujmując... bardzo żywiołowa. I w trakcie spotkań prywatnych... i tych w pracy. Czyżby pomimo całej ich ostrożności, pomijając dzisiejsze niezręczne spotkanie z Xellossem, ktoś ich zauważył i na nich doniósł?
Nie miał zbyt wiele czasu do dalszych przemyśleń, gdyż gabinet przełożonego był tuż za rogiem.
Xelloss otworzył drzwi i zaprosił ich gestem do środka. Minutę później, gdy oboje z Liną zajmowali miejsca naprzeciwko wiceprezesa patrzącego na nich z trudnym do nazwania wyrazem twarzy, Zelgadis zaczął się poważnie zastanawiać, co ich naprawdę czeka…
Jakaś pogadanka umoralniająca?
Degradacja?
Po chwili przeszedł go zimny, nieprzyjemny dreszcz.
Chyba nie… zwolnienie?
Nie, to było niemożliwe. Firma zbyt wiele zawdzięczała mu i Linie.
Spojrzał kątem oka na rudowłosą.
Nawet ona, pomimo całej swojej buty i pewności siebie, wyglądała na podenerwowaną obecną sytuacją.
A Xelloss wydawał się wręcz chłonąć ich niepokój, rozkoszując się chwilą obecną niczym jakiś złośliwy demon żywiący się ludzkimi emocjami.
- A więc, moi drodzy. - Wreszcie zabrał głos. - Zastanawiacie się zapewne czemu was tutaj zebrałem.
- Xelloss, przysięgam. Jeżeli natychmiast nie przejdziesz do sedna... - Lina wycedziła przez zęby, mierząc go mocno poirytowanym spojrzeniem.
Mężczyzna nawet odrobinę się nie przejął wisząca w powietrzu groźbą.
- Czyżby Lina Inverse była zdenerwowana? Zupełnie jakbyś miała coś na sumieniu, Lino...
- Xelloss, mów, co masz powiedzieć i skończ z tym cyrkiem - warknął Zelgadis.
- Albo?
- Albo stąd wyjdziemy. I zmarnujesz nie tylko nasz, ale i swój czas.
- A więc dobrze. - Otworzył szeroko swoje fioletowe oczy, za którymi kryła się czysta groza. - W imieniu Shabranigdo Corp. chciałem was poinformować, że...
Zarówno Lina jak i Zelgadis wstrzymali oddech.
- Dostaliście awans! Gratulacje! - Z powrotem zamknął powieki i uśmiechnął się szeroko. - Od początku następnego miesiąca oboje będziecie pełnić funkcję Liderów Zespołu. Każde z was otrzyma swój zespół. I tak... To oznacza, że wasze zawodowe partnerstwo dobiega właśnie końca. Ale wiem z doświadczenia, że przy takim układzie, wasze przypadkowe spotkania staną się jeszcze bardziej... Ekscytujące! - zakończył, śmiejąc się serdecznie, popijając herbatkę, którą Zelgadis kojarzył, że ostatnio widział w Dziale Zapewnienia Jakości. - Gratuluję raz jeszcze i przekazuję od całego zarządu, że spodziewamy się po was takich samych sukcesów jak dotychczas!
Szok i niedowierzanie szybko zmieniły się w satysfakcję, dreszcz emocji przed nowym doświadczeniem oraz ogrom pracy. Zanim się obejrzała, powoli zbliżał się koniec jej pierwszego miesiąca jako Lidera. Ogromnym wsparciem okazała się być Amelia, jedyny członek jej zespołu, z którym współpracowała wcześniej. Udało jej się zatrudnić grupę naprawdę zdolnych i obiecujących ludzi. Praca nad pierwszym, tak ogromnym, kontraktem z Zoanami ruszyła pełną parą. Jak na zaledwie cztery tygodnie był to niesamowicie satysfakcjonujący postęp, świetnie prezentujący się w korporacyjnych tabelach.
Tylko że…
Bardzo brakowało jej Zelgadisa.
On również pochłonięty nowym wyzwaniem miał coraz mniej czasu.
Skończyły się wspólnie spędzane całe dnie razem, zastąpione przez pojedyncze lunche i nieliczne wspólne wieczory.
Nie mogła być na niego zła. Robiła przecież to samo, co on.
Jednak ogarniało ją uczucie frustracji i niemocy. A to prowadziło do pierwszych wątpliwości…
Czy para ambitnych pracoholików naprawdę mogła stworzyć stabilny związek?
Głęboko pochłonięta przez intensywne rozmyślania, dopiero w ostatniej chwili zauważyła, że drzwi tuż przed nią otwierają się z ogromnym impetem. Z ledwością uskoczyła, zanim chłodne drewno spotkało się z jej nosem.
- Uważaj, jak chodzisz! - warknęła z irytacją.
- O, Lina. Sorki - odparła bez wyrzutów sumienia Filia, sama wyglądając na pogrążoną w głębokiej zadumie.
Widząc ewidentne worki pod oczami u pracowniczki Działu Zapewnienia Jakości, szybko zapomniała o gniewie.
- Filia… Czy coś się stało?
- Ech… to, co zwykle…
- Znowu cię prześladuje Xelloss?! Filia, to już chyba przechodzi pewne granice. Zgłoszę to do HRów!
- Lina, nie! To nie tak… W sensie chodzi o niego… Ale…
- Ale?
- Ja…
W niebieskich oczach pojawił się dziwny wyraz. To nie była irytacja. Ani złość. A jeśli już to chyba złość na samą siebie.
Przypomniała sobie herbatę, jaką widziała u Xellossa półtora miesiąca temu…
I coś kliknęło w jej mózgu.
- Filia…
Kobieta nic nie powiedziała i odwróciła wzrok.
- Nie mów mi, że ty chcesz się zadawać z tym manipulantem…?
- On jest manipulantem… - odparła, wciąż nie patrząc Linie w oczy, miętoląc nerwowo brzeg różowej sukienki. - Ale potrafi też być doskonałym słuchaczem… I…
- Inicjuje „ekscytujące” spotkania w składzikach? - dokończyła tonem wypranym z emocji Lina.
Filia w jednej chwili oblała się szkarłatnym rumieńcem.
- Nie mów tego na głos!
- Jednym słowem: wpadłaś po uszy.
- Lina, co ja mam zrobić?
- Jeśli chcesz usłyszeć pełną ciepła i współczucia poradę, źle trafiłaś, Filia. Nie trawię Xellossa, chociaż szanuję go jako pracownika. Zaszedł tam, gdzie zaszedł, bo jest piekielnie zdolny. Jednocześnie jest irytującym manipulantem niewartym czasu kogoś takiego jak ty… Ale jak wpadłaś, to wpadłaś. Z uczuciami nie wygrasz, Filia. Przestań się martwić i wyciągnij z tej relacji wszystko, co się da i zobaczysz, gdzie cię to dowiezie. Aż takim palantem, aby cię skrzywdzić, myślę, że nie jest.
- Tak po prostu?
- Tak po prostu. A po bardziej empatyczną radę idź do Sylphiel.
Filia przez dłuższą chwilę rozważała jej słowa.
- Chyba nie trzeba… Dzięki, Lina. - Uśmiechnęła się lekko, wreszcie patrząc jej w oczy.
- Naprawdę nie ma za co - odparła sceptycznie Lina. - A swoją drogą jadłaś już lunch?
- A już tak. Zelgadis do mnie wpadł porozmawiać o nowym procesie audytowym i tak jakoś wyszło.
Lina poczuła, jak w jednej chwili coś nieprzyjemnego rozlewa jej się po żołądku.
Pytała go, czy zje z nią lunch.
Odparł, że dzisiaj nie da rady. Unikając jej spojrzenia.
Natychmiast przywołała fałszywy uśmiech.
- Dobra, trudno, może z Sylphiel mi się uda. Do zobaczenia, Filia! - pożegnała się, po czym odeszła, nie czekając na odpowiedź.
- Hej, Sylphiel! - Lina uśmiechnęła się szeroko, jak tylko ujrzała na korytarzu przyjaciółkę z Działu Zarządzania Zasobami Ludzkimi, rozmawiającą z naczelnym fizjoterapeutą firmy.
- Lina, naprawdę nie ma możliwości załatwienia darmowych lunchów w piątki - jęknęła na przywitanie Sylphiel z udręczonym wyrazem twarzy.
- Na pewno, Sylph? - wtrącił z uśmiechem Gourry. - Tutaj, akurat muszę zgodzić się z Liną. To bardzo dobry pomysł.
- Widzisz, Sylphiel? - dodała radośnie Lina. - To już nie tylko jest prośba od Działu Zarządzania Projektami, ale i od Działu Fizjoterapeutów.
- Fizjoterapeuci nie mają swojego działu… - wybąkała cicho Sylphiel.
- Ale akurat dzisiaj nie chciałam o tym… Jedliście już lunch?
- Tak! - odparł bez namysłu Gourry. - Byliśmy w tym miejscu na dole, gdzie nas wczoraj zaprowadził Zel. Dają tam wspaniały ramen! Próbowałaś już go Lina?
Rudowłosa nie odpowiedziała od razu. Ponownie jej wnętrze wypełniło mało przyjemne uczucie.
Zelgadis jadł lunch z Sylphiel i Gourry’m?
No tak… Wczoraj miała kalendarz wypełniony spotkaniami do późnego popołudnia. Lunch jadła przy komputerze. Dlatego pewnie jej nawet nie zaproponował…
- Lina… - Sylphiel lekko dotknęła jej ramienia. - Ostatnio jesteś strasznie zalatana, dlatego nawet nie próbowaliśmy cię łapać. Czy jutro miałabyś czas?
- Jutro nie… Mam znowu dzień pełen spotkań. Po prostu jestem chyba zaskoczona, jak od czasu karaoke zdolności socjalne tego odludka ewidentnie się rozwinęły. - Tak to właśnie o to jej chodziło. Była zaskoczona. Nie zawiedziona, że Zelgadis nauczył się spędzać czas z kimś więcej niż ona. Sama wiedziała najlepiej, jakim był samotnikiem. I jak nie było to zdrowe na dłuższą metę dla niczyjej psychiki. To był przecież ogromny postęp…
Tylko czemu czuła ukłucie zazdrości zamiast zadowolenia, że jej facet zaczął się otwierać na świat?
Była przekonana, że doskonale zamaskowała swoje odczucia, jednak w oczach Sylphiel natychmiast pojawiło się współczucie.
- Lina, on spotkał się z nami, bo myślał o tobie… Nie mogę ci nic więcej powiedzieć, ale… zaufaj mu.
Młoda kobieta mrugnęła kilka razy, patrząc się z konsternacją na HRkę. Jak ona to robiła? Czy wszyscy z Działu Zarządzania Zasobami Ludzkimi potrafili czytać w myślach?
- Nie wiem, o czym mówisz Sylphiel - odparła szybko, przywdziewając prawie szczery uśmiech. - Przecież ma prawo iść z wami na lunch beze mnie. Po to między innymi wyciągnęłam go na to karaoke te kilka miesięcy temu. - Spojrzała ostentacyjnie na zegarek. - Aj! Muszę już iść. Do jutra!
Nareszcie. Ostatnie spotkanie tego dnia wreszcie dobiegło końca. Zamknęła laptopa i zaczęła zbierać wszystkie porozwalane po całym stoliku notatki. Zelgadis miał trochę racji. Mogłaby mieć nieco mniejszy bałagan w swoich materiałach. Oczywiście, nigdy nie zamierzała mu dać satysfakcji w postaci przyznania mu racji.
Nagle za oknem salki konferencyjnej mignęła jej kątem znajoma męska sylwetka o lawendowych włosach.
Zelgadis? Przecież mówiła mu, aby na nią nie czekał, bo kończy dzisiaj późno…
Jednak mężczyzna nie był sam.
Tuż obok niego stała jej nowo mianowana asystentka.
Oczy Amelii błyszczały się z entuzjazmem, gdy dziewczyna gestykulowała energicznie, opowiadając Zelgadisowi o czymś z wielkim zaangażowaniem.
Ku jej zdziwieniu Zelgadis nie miał swojego znudzonego wyrazu twarzy jak zazwyczaj. Słuchał dziewczyny z uwagą, po czym uśmiechnął się lekko i pomachał jej na pożegnanie.
Lina po raz kolejny poczuła bolesne ukłucie w swoim wnętrzu. W jednej chwili stare lęki odżyły. Czyżby Zelgadis i Amelia…
Zanim skończyła formułować myśl, jej telefon zawibrował.
Wiadomość od niego. Krótka i konkretna jak zawsze.
Znajdziesz chwilę jutro po 17?
Sięgnęła po telefon i natychmiast odpisała trochę sucho, ale zgodnie z prawdą.
Jutro pracuję z domu. Spotkania kończę o 17, ale mam kolację firmową z Zoanami o 19.
Odpowiedź przyszła dosłownie po 5 sekundach.
To widzimy się jutro o 17. Wpadnę do ciebie.
Mimowolnie uśmiechnęła się do siebie, po czym schowała telefon i zebrała się do wyjścia.
Gdy następnego dnia zamknęła laptopa, nie mogła powstrzymać niepokoju. Była 17. Co oznaczało, że lada moment pojawi się Zelgadis.
Nie była do końca pewna, jak się powinna zachować. Wiedziała, że powinna mu powiedzieć o swoich ostatnich uczuciach i obawach, a jednocześnie miała świadomość, że po części są irracjonalne, a na dodatek głównie spowodowane przez jej brak czasu.
Dokładnie o 17:01 rozległ się dzwonek do drzwi.
W popłochu zerwała się z fotela, przeczesała nerwowo grzywkę i otworzyła drzwi.
Pierwszym, co zobaczyła, był ogromny bukiet czerwonych róż. Dopiero za nim pojawił się uśmiechnięty Zelgadis ubrany w prosty T-shirt z marynarką dopasowany do casualowych jeansów.
- Wszystkiego najlepszego, Lina. - Wszedł do środka i wręczył jej przepiękną wiązankę.
W jednej chwili poczuła pustkę w głowie, automatycznie przyjmując od niego pęk kwiatów.
- Ale…
- Zapomniałaś, że masz dzisiaj urodziny, prawda? - spytał z ewidentną satysfakcją w głosie. - Tak myślałem. Zaraz zmykam, ale otwórz jeszcze to. - W drugiej dłoni dzierżył małe srebrne pudełko, które wyciągnął ku niej.
Oniemiała dziewczyna odstawiła kwiaty na pobliski stolik, niepewnie ujęła w dłonie pudełko i powoli je otworzyła.
W środku znajdował się piękny niewielki, owalny kamień, dokładnie w kolorze jej oczu - rubin, nawleczony na drobny, srebrny łańcuszek.
- Nie miałem pojęcia co ci kupić. Pytałem się zarówno Filii jak i Sylphiel. Ale dopiero Amelia mnie nakierowała na to… Podoba ci się? - ostanie pytanie zadał z niepewnością w głosie.
Młoda kobieta nic nie odpowiedziała. To była jedna z tych nielicznych sytuacji, kiedy słowa odmówiły posłuszeństwa Linie Inverse. Ściskając wisiorek mocno w dłoni, rzuciła mu się na szyję i pocałowała go w usta.
Natychmiast odwzajemnił pocałunek, objął ją w pasie i mocno do siebie przytulił.
Gdy musieli zrobić przerwę dla zaczerpnięcia oddechu, żadne z nich nie wypuściło się z objęć. Zastygli tak po prostu, spragnieni bliskości w promieniach wzajemnego ciepła.
- Czy to odpowiada na twoje pytanie?
- Tęskniłem za tym.
- Ja też. Brakuje mi cię, Zel.
- O której kończysz tę głupią kolację z Zoanami?
- Ech, pojęcia nie mam. 22? 23?
- Dobra, plan jest taki. Dasz mi znać, jak tylko kolacja się skończy. Wyjdę po ciebie, a potem idziemy do mnie, aby odpowiednio do rangi okazji uczcić dzisiejszy dzień.
- Brzmi to absolutnie wspaniale, ale jutro jest piątek…
- To żaden problem. Weźmiemy dzień na żądanie.
- Ale…
- Przejrzałem twój kalendarz, nie masz nic, z czym Amelia by sobie nie poradziła. Poza uprawianiem mikromanagmentu nie masz żadnego argumentu, Lina. Te wszystkie lunche, w trakcie których mnie zostawiłaś samego, aby ją szkolić, powinny mi się kiedyś zwrócić, nie uważasz?
W jego głosie pojawił się udawany wyrzut, ale mocno to zarezonowało z ostatnimi wątpliwościami młodej kobiety.
- Ja cię zostawiałam? - Uniosła głowę do góry, aby zaczepnie spojrzeć mu w oczy. - A kto się ostatnio wozi po knajpach z Filią, Gourry’m i Sylphiel?
- Och, jaka jesteś zorientowana. Masz tyle spotkań, że nawet nie próbowałem cię gdziekolwiek wyciągać, a miałaś czas się zorientować, z kim chodzę na lunch?
- Akurat tak się złożyło, że miałam wczoraj wolne popołudnie. Ale na serio, cieszę się, że zacząłeś się otwierać na inne znajomości.
- Serio? Nie do końca brzmisz na „cieszącą się”, jak mi to wytykasz jako „zostawianie cię”.
- Nie wytykam! Po prostu… chyba trochę żałuję, że mnie przy tym nie było… Widziałam też przypadkiem, że z Amelią też udało ci się nawiązać kontakt. - Mimowolnie zerwała kontakt wzrokowy, a jej dłonie lekko zacisnęły się w pięści. - Musisz przyznać, że to dobra dziewczyna, co nie?
Zelgadisa przyjrzał się jej badawczym spojrzeniem, natychmiast wyłapując subtelną zmianę w jej zachowaniu.
- Lina…
- Co?
- Znam ten ton. Co ty sobie znowu wymyśliłaś?
- Nic sobie nie wymyśliłam! Stwierdzam tylko, że…
Przyciągnął ją do siebie jeszcze bliżej. Ujął lekko jej podbródek, aby spojrzała mu w oczy.
- Jak widać, dawanie ci przestrzeni na zajęcie się pracą prowadzi cię ponownie do jakichś głupich myśli. Teraz widzę, że był to błąd. - Przejechał jej delikatnie palcem po policzku. - Lina, przypominam, że pragnę ciebie i tylko ciebie. Czy to jest wciąż jasne? Czy mam to ponownie udowodnić? - Uśmiechnął się złośliwie.
Gdy wypowiadał te słowa, poczuła, jak niepokój w jej wnętrzu znika w odmętach czegoś obezwładniającego i cudownie ciepłego.
I wtedy spojrzała katem oka na zegarek.
Przywołana do rzeczywistości odepchnęła go lekko, rumieniąc się mocno.
- Zel, nie gadaj głupot. Puść mnie, muszę zacząć się szykować.
- Za chwilę. Lina… mam propozycję. Może uznasz, że to trochę za wcześnie… Ale nie chciałabyś zacząć razem… pomieszkiwać? Mój przyszły tydzień z Vrugumunami będzie podobny do twojego obecnego tygodnia z Zoanami. A chyba nam obojgu brakuje wspólnego czasu…
Lina patrzyła na niego oniemiała. Chwyt Zelgadisa stracił na sile.
- Ale oczywiście, zastanów się nad tym na spokojnie… Zrozumiem, jeśli…
- Zgoda.
- Tak… po prostu?
- Spodziewałeś się, że odmówię? To po co pytałeś? - spytała zadziornie.
Uśmiechnął się, po raz kolejny ją do siebie przyciągnął i pocałował ją raz jeszcze.
- To wystarczy jako odpowiedź?
- Tak - odwzajemniła uśmiech, po czym ponownie go odepchnęła. - A teraz zmykaj, bo nie mogę się skupić! Jeszcze mnie czeka dzisiaj praca.
Zelgadis zaczął się głośno śmiać, ale posłusznie ją puścił.
- To czekam na twój telefon po kolacji. Cześć, Lina.
- Cześć! - zawołała za nim, gdy drzwi się za nim zamknęły.
Przez chwilę wpatrywała się z niedowierzaniem w przepiękny rubinowy naszyjnik.
Jak mogła być tak głupia i jakkolwiek w niego wątpić?
Przepełniona dziką radością zapięła łańcuszek na szyi i rzuciła się w wir przygotowań do kolacji biznesowej.
Ostatnie 5 Komentarzy
Brak komentarzy.
















