Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Men in Magenta

Rozdział 23.

Autor:Mefisto, M3n747
Korekta:IKa
Serie:Neon Genesis Evangelion
Gatunki:Dramat, Obyczajowy
Uwagi:Alternatywna rzeczywistość, Erotyka, Wulgaryzmy
Dodany:2007-05-16 19:26:22
Aktualizowany:2008-02-21 20:22:04


Poprzedni rozdział

Młoda, niebieskowłosa kobieta sortowała leki w magazynie. Zbliżała się kwartalna kontrola asortymentu i Kimiko Tanaka potrzebowała informacji o medykamentach przeterminowanych, zużytych, bądź brakujących, a niefigurujących w wykazach rozchodów. Zdarzało się od czasu do czasu, że któryś z pacjentów albo ktoś z personelu dobrał się do psychotropów i lepiej było wykryć ewentualne manko zawczasu, by móc w porę je pokryć i wytłumaczyć, unikając długiego i bardzo nieprzyjemnego, wewnętrznego dochodzenia. Kimiko uzyskała pracę w ?Zaciszu? właśnie dzięki roszadom personalnym wynikłym z takiej sprawy. Nie tak znowu dawno wykryto przypadek podbierania co bardziej popularnych środków uspokajających i sprzedawania ich na lewo. W wyniku afery zwolniło się kilka etatów, co pozwoliło Tanace na otrzymanie zatrudnienia na całkiem niezłym stanowisku, połączonym z wysoką pensją. I cholerną odpowiedzialnością.

Odcięcie od świata źle wpływało na personel i rotacja na stanowiskach była spora. Kimiko na szczęście ułożyła sobie całkiem znośnie stosunki z kolegami i koleżankami, kryjąc ich w razie potrzeby, zaś szefowa placówki była zadowolona, że odpadają jej kłopoty z sankcjami dyscyplinarnymi wobec nieco przemęczonych, tracących okresowo zdolność do racjonalnego działania lekarzy. Kimiko miała zbyt mały staż i doświadczenie zawodowe, by awansować wyżej, zresztą sama wcale tego nie chciała, bo utraciłaby kontakt z pacjentami. Za swoją pracę nagradzana była dyskretnie - okolicznościowymi premiami czy przywilejami w kontaktach ze światem zewnętrznym. Niemniej młoda pielęgniarka zżymała się czasami, że jest w ?Zaciszu? chyba jedyną odpowiedzialną osobą. I, choć niechętnie, przed samą sobą się przyznawała, że potrzebuje pomocy.

Tym razem na szczęście pobieżna kontrola nie wykryła nic podejrzanego. Jedyne braki w zaopatrzeniu, wykryte w ciągu ostatnich dwóch lat, wiązały się z niefortunną próbą samobójczą Langley. Wtedy solidnie oberwało się Katsuragi, która miała wówczas dyżur. Nie od wczoraj wiadomo było, że pacjenci, choćby nie wiadomo jak autystyczni, zawsze zauważą zagubioną, albo choćby na chwilę gdzieś pozostawioną bez dozoru kartę magnetyczną. Gdyby któryś chciał zwyczajnie zwiać, nie byłoby większego problemu: w piżamie, na odludziu, zostałby namierzony w trymiga. Problem polegał na tym, że tutejsi idioci mieli silny instynkt samozachowawczy i na wycieczki po dzikich górach zwyczajnie się nie pisali, zaś ewentualni desperaci byli wystarczająco inteligentni, by uderzać tam, gdzie mogliby narobić najwięcej szkód. To znaczy do magazynów środków farmakologicznych i do sal zabiegowych ze sprzętem do obrazowania jaźni. Z dwojga złego mniej niebezpieczny był nieuczciwy lekarz niż pacjent na wylocie.

Kimiko westchnęła z ulgą, zamknęła starannie magazyn, sprawdziła, czy zamki funkcjonują jak należy, a następnie rozpoczęła pielgrzymkę po prywatnych pokojach i gabinetach lekarzy, by przekonać się, kto ewentualnie tym razem zgubił kartę magnetyczną. Misato od tamtej wpadki bardzo się pilnowała, Hyuuga i Aoba jak zawsze byli na bieżąco zorientowani w swoich sprawach, natomiast dwie nowe koleżanki Kimiko, popularnie zwane ?Króliczkami?, wykazywały niepokojące objawy rozkojarzenia. Maria swoją kartę miała przy sobie, ale Michi nie mogła znaleźć swojej.

Kimiko zaklęła w duchu. Znowu czekało ich przetrząsanie pokojów pacjentów.

- Shigeru, mógłbyś stanąć na warcie przy magazynie? A my we dwójkę z Motoko zrobimy kipisz... - objęła drugiego pielęgniarza.

Obaj co prawda mieli znacznie dłuższy staż niż ich koleżanka, ale podporządkowali się Kimiko bez słowa protestu. Ich koleżanka dawno już utraciła miano Króliczka i była traktowana z szacunkiem prawie takim jak Maya Ibuki.

- To ta? - młody głos rozległ się u drzwi pokoju Michi.

- Co ty tu robisz? - zdziwiła się Kimiko.

Do pokoju wszedł Shinji Ikari, przystojny chłopak, niegdyś ulubiony pacjent żeńskiej części personelu szpitala. Podał plastikową płytkę zarumienionej Michi. Przywitał się ze wszystkimi osobami obecnymi w pokoju i wyjaśnił:

- Dostałem tu pracę. Wolontariat.

- Chciało ci się wracać do wariatkowa? - mruknął Hyuuga.

Shinji kiwnął głową.

- W szkole i tak mnie wszyscy znają jako świra. Mam w papierach, że się leczyłam, a takie informacje im bardziej są tajne, tym szybciej się rozchodzą. Zresztą, przez te parę lat potraciłem dawnych kumpli. Tu mam więcej znajomych. Pomyślałem sobie, że szkoda, by te lata, co je tu spędziłem, poszły na zmarnowanie. Wiem więcej o chorobach psychicznych i ich leczeniu niż niejeden student czwartego roku psychiatrii. Dlaczego nie miałbym się kształcić w tym kierunku? Więc wziąłem indywidualny tok nauczania i przyjechałem tu, żeby robić specjalizację.

- Doktor Akagi się zgodziła?

Chłopak uśmiechnął się z przekąsem.

- Chyba przemówił do niej argument, że ja doskonale wiem, co to znaczy być chorym, a jednocześnie jest pewne, że jestem zdrowy. No i znam tutejsze klimaty, wiem, co komu jest potrzebne. Na przykład tobie - kiwnął w stronę Kimiko - pomoc. Zostałem przydzielony do ciebie.

Michi i Maria zachichotały. Shigeru i Mokoto znacząco popatrzyli na siebie.

- No, dobra - Kimiko zdecydowanie zagarnęła nowego podopiecznego. - Pokażę ci, co będzie do ciebie należało. A wy wracajcie do swoich obowiązków.

Robiąc obchód pokojów pacjentów i sal zabiegowych, Kimiko i Shinji ograniczali się wyłącznie do rzeczowej wymiany informacji na temat tego, jak dbać o starych i nowo przybyłych. Shinji uśmiechnął się na widok Entry Pluga i dołączonej do niego konsolety, za którą stał Nagisa. Nic jednak nie powiedział.

Pod koniec dnia klapnęli sobie w pokoju Kimiko.

- Nie ma Langley - stwierdził Shinji.

- U niej skończyło się mniej więcej wtedy, co u ciebie.

- I też nikt nie wie, dlaczego?

- Tak - skrzywiła się Kimiko. - Oficjalnie to nowy sprzęt załatwił sprawę, ale tak naprawdę nikt w to nie wierzy. Szefowa jest zadowolona, bo dostała dzięki temu dofinansowanie na pomoce techniczne. Teraz już całkiem utoniemy w kablach.

Pomyślała chwilę.

- Plotki głoszą, że na podstawie tych waszych majaków ma powstać scenariusz filmu. Ale ja ci tego nie mówiłam.

- I c,o - zainteresował się Shinji - te nasze rojenia były identyczne, czy tylko podobne?

Kimiko objęła rękoma kolano.

- Wiesz, Shinji, - zaczęła powoli - ja nie powinnam tego wiedzieć, a cóż dopiero mówić o tym. Były identyczne. To znaczy może nie identyczne, ale tak jakby ta sama historia, opowiadana z dwóch różnych punktów widzenia. A raczej te same historie. Albo urywki tej samej historii. Ale oficjalnie to dlatego, żeście jako dzieciaki oglądali te same filmy, a tutaj żyliście obok siebie...

- ... i inspirowaliśmy się nawzajem, co? Ale przecież ona praktycznie cały czas była jak nie na prochach, to w stanie prawie katatonii. Jaka inspiracja? Zresztą ja nie znam niemieckiego. Trochę słówek i zwrotów; tyle, co tu podchwyciłem.

- Przecież wiem.

- I nie zwóciło to niczyjej uwagi?

- Zwróciło. Pewnie, że zwróciło. Co prawda tutaj już niektórzy dostają amoku seksualnego, ale w przerwach pomiędzy okresami rui potrafią myśleć i kojarzyć fakty.

- No i...? - spojrzenie chłopaka zawisło w powietrzu.

- No i nic. Ty wyszedłeś, ona wyszła, nie ma problemu. Były nawroty tych... wizji?

- Nie - mruknął Shinji.

- No właśnie. Pełny sukces terapii, nawet dwa. Wygodnie dla wszystkich. Dla ciebie również, Shinji.

Ikari siorbnął trochę herbaty z czarki.

- Teraz to mnie to nie urządza - stwierdził cicho. - Moi dawni kumple są obrażeni, że się wściekam, jak do mnie mówią wooolnoo i wyraaaaźnie. Ostatnio w szkole jeden nauczyciel wyżywał się na takim jednym niedojdzie, a jak powiedziałem słowo w jego obronie, to mnie zaczął wyzywać od świrów. Spytałem go publicznie, czy może przedstawić legalne zaświadczenie, że sam jest zdrowy psychicznie.

Kimiko zachichotała.

- Taaa, ja wiem - westchnął Shinji. - Mogę sobie pyskować ile zechcę, ale nikt się ze mną nie liczy, bo przecież jestem nienormalny. Jakby tamten palant pomyślał chwilę, to by mnie mógł uziemić prostym pytaniem, czy mam gwarancję, że mi tamto nie wróci. Przecież nie mam. A wolałbym wiedzieć. Strasznie mi to porozwalało życie i nawet nie wiem, co to było.

- Mówiłeś, że wziąłeś indywidualny tok nauczania.

- Nie miałem wyjścia. W szkole za bardzo odstaję od szarej masy.

Pielęgniarka zajęła się piciem swojej herbaty i przez kilka minut się nie odzywała.

Shinji rozłożył się na jej wersalce i zagapił się w sufit.

- Kolejny nieznajomy sufit - powiedział melancholijnie. - W twoim poprzednim pokoiku był ładniejszy. Zdaje się, że ja go dostanę, jak tylko załatwione zostaną sprawy zakwaterowania.

Kimiko uniosła brwi.

- Będziesz tu mieszkał?

- A jak sobie wyobrażasz dojazdy z Kobe? - uśmiechnął się Shinji. - Mojego tutora będę widywał dwa razy w tygodniu, stąd nawet łatwiej będzie mi dojeżdżać do niego.

- Będziesz musiał płacić za mieszkanie tutaj - powiedziała miękko Kimiko.

- Wszędzie bym musiał płacić.

- Nie zamieszkasz z ojcem?

Shinji tylko na nią spojrzał ironicznie.

- No, tak, głupie pytanie - zreflektowała się Kimiko.

Chłopak podniósł się niespodziewanie.

- Coś ci powiem - szepnął, podchodząc do przyjaciółki. - Ja nie znoszę tego miejsca.

- To czemu tu wróciłeś? - spytała zaskoczona.

- Bo mimo wszystko rozwiązało mój problem. Cholernie istotny problem. Coś ci pokażę.

Shinji pogrzebał w kieszeni wyciągnął staroświecki pugilares, w którym jeszcze były przegródki na banknoty i bilon. Z bocznej kieszonki wyjął zdjęcie młodziutkiej dziewczyny; sądząc po papierze i technologii wykonania, pochodzące chyba z lat dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku.

- Sukinkot myślał, że zniszczył wszystkie zdjęcia mamy. Ale ja spotkałem się z wujkiem Yoshinaką...

Kimiko drgnęła.

- Tak, z nim. Wiele nie mieliśmy sobie do powiedzenia. Ale dał mi zdjęcie. To mama, jak miała czternaście lat.

Z fotografii patrzyła na Kimiko twarz niezwykle podobna do jej twarzy.

- Podobno chłopcy zakochują się w dziewczynach podobnych do ich matek - powiedział Shinji. - Wróciłem, bo chciałem sprawdzić, czy to nie dlatego tak do ciebie przylgnąłem. Zawsze wiedziałem, że jesteście podobne do siebie, ale nie miałem jak porównać.

- No i...?

- Bo ja wiem? - Shinji z powrotem klapnął na wersalce. - Mamą to ty nigdy dla mnie nie byłaś. Nigdy w ten sposób nie myślałem o tobie. No, fakt, jesteś w moim typie. Peszę cię?

- Trochę.

- Już kończę. Jesteś w moim typie, podobasz mi się, ale jakoś nie dostałem kota na twoim punkcie. Trochę mi brakuje do Misato.

Roześmiali się oboje.

- Przyjechałem tu głównie, bo chciałem ci powiedzieć, jak bardzo... jak bardzo ceniłem to, że traktowałaś mnie jak człowieka, a nie jak obiekt. Nie wiem, jeśli miałbym kogoś nazwać przyjacielem, to chyba tylko ciebie, Kimiko-san. Mam wobec ciebie dług. Przyjechałem ci pomóc. Potrzebujesz pomocy, prawda? Nie wyrabiasz się sama.

Kimiko pokiwała głową.

- Więc dobrze zrobiłem.

Młoda kobieta ważyła coś sobie w myślach.

- Na jak długo?

- Ba! - chłopak rozłożył ramiona - Zależy jak długo ze sobą wytrzymamy. Ale z tym nie powinno być problemu. Tyle czasu już się znamy... Wiemy, na co nas stać.

Kimiko roześmiała się i przybiła z Shinjim piątkę.

Po wyjściu chłopaka Kimiko otworzyła szeroko okno i zapatrzyła się na krzewy różaneczników. Zapadał zmierzch. Powietrze było ciepłe i wilgotne, przesycone kwiatowymi woniami. Cykady skandowały coś rytmicznie w ich cykadzim języku. Przyszłość zapowiadała się całkiem interesująco.

Koniec

Mefisto & M3n747

Poprzedni rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Asuka-chan : 2009-05-13 17:06:50
    brawo :)

    świetnie napisane ale w niektórych momentach zaplątane tak że nie wiadomo o co chodzi. ogólnie jest fajne a zwlaszcza opisy między bohaterami xD sama opowieść tak mnie zajęła że wszędzie gdzie mogłem i kiedy miałem czas to wchodziłem na nią i cczytałem pozdro i gratulacje.

  • Crystal Storm : 2007-08-31 15:43:25
    ???

    Czyli wyglada na to, ze cala ta historia to byly tylko wymysly chorego psychicznie Shinjiego, tak przynajmniej wywnioskowalam. Ale co ze swiatem Evangeliona? Czy wogóle tu istnial, czy i jego Shinji sobie wymyslil? Tak czy siak bardzo dobre opowiadanie. Tylko pogratulowac talentu.

  • M3n747 : 2007-08-11 21:42:39
    @zdzichuz

    Szczerze mówiąc, to cholera wie o co w tym fiku chodzi. :D Serio. Mieliśmy w trakcie pisania duże problemy z wymyśleniem dobrego zakończenia, a żeby napisać dobre zakończenie, musieliśmy najpierw wymyślić o co tak naprawdę tutaj chodzi i co jest prawdą a co majakiem. W tej materii mieliśmy z Mefistem rozbieżne zdania i koncepcje, a do tego pisaliśmy fika we fragmentach i nie po kolei, więc... ^^

    Powiedzmy, że w MiMie chodzi o to samo co w NGE i będzie spokój. XD A ja po dalsze wyjaśnienia ponownie pozwolę sobie odesłać do Making Of. :)

  • zdzichuz : 2007-07-05 00:37:27
    o co chodzi ?

    ja nic juz z tej calej historii nie rozumie

    powiem szczerze , moze mi ktos wyjasnic , o co chodziło autorowi bo ta historia nie ma zadnego sensu

  • Henry Springer : 2007-05-16 20:02:29
    Schiza...

    I co teraz? Kuniec dymbiec, jak mawiamy w Poznaniu... A ja nie wiem - czyżby cała ta historia była urojeniem Shina, czy może w realnym "evangelionowym" świecie uległ jakiemuś mechanizmowi obronnemu i to tam zwariował? Tak czy wspak - prawie tak dobre i niejasne jak oryginalna EVA, może płytsze i mniej wielowątkowe, ale naprawdę w porządku stylistycznie i fabularnie!

    Gratulacje dla obydwu autorów!

    P.S. Jakby ktoś pytał, Henry Springer to Henry-kun po zalogowaniu...

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu