Opowiadanie
"Kiedy zaciera się granica między niebem a piekłem"
część XVIII "...tomorrow, at this time, where will you be?..."
Autor: | Aurorka |
---|---|
Serie: | Slayers, Twórczość własna |
Gatunki: | Dramat, Obyczajowy |
Uwagi: | Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość, Songfik |
Dodany: | 2010-04-12 08:00:00 |
Aktualizowany: | 2010-03-21 18:22:00 |
Poprzedni rozdziałNastępny rozdział
"Kiedy zaciera się granica między niebem a piekłem"
część XVIII "...tomorrow, at this time, where will you be?..."
Wzrok Johna przykuła niezasunięta do końca szuflada. Zawahał się przed przekroczeniem progu. Jak dawno tu nie był? Rok? Dwa? Za dużo wspomnień, które zadręczają duszę. Za dużo rzeczy, na widok których kraja mu się serce.
Nawet nie zauważył, kiedy wszedł do pokoju i zasunął szufladę. Patrzył ze zdziwieniem na własną dłoń na uchwycie. Więc było to prostsze niż sądził. Wystarczyło zrobić krok. Wyprostował się i rozejrzał, jakby był tu po raz pierwszy. Pokój wyglądał na nieruszony, za wyjątkiem szuflady. Białe firanki lekko zafalowały. John wyszedł na balkon. Nocny wiatr rozwiał mu włosy i przyniósł zapach róż.
- Róż?
Ciche pochrapywanie nie przeszkadzało jej w pogrążeniu się w myślach. Filia okryła się szczelniej kołdrą. Chłodna noc zapowiadała nadejście deszczu. Zza uchylonego okna dobiegały ją nocne odgłosy życia pędzonego w tej dzielnicy. Krzyk pijaczka i śmiech jakieś kobiety. Westchnęła i ponownie zmieniła pozycję. Mimo zmęczenia nie potrafiła zasnąć... nie potrafiła zapomnieć bólu, jaki dojrzała w oczach Xellosa przez tamtą jedną sekundę... i nienawiść... Jak ma się przedostać przez mur, który wzniósł wokół siebie? I czy powinna...
Zaciągnęła kołdrę na głowę i mocno zacisnęła powieki.
- Och, otou-san... - jęk zagłuszyła pościel.
- Odchodzę...
Siedzieli na ławeczce koło fontanny.
- Nie rozumiem - Anna pochyliła się by dojrzeć twarz Xellosa zasłoniętą przez opadające włosy.
- Już mnie tu nic nie trzyma...
- A ja? Jestem niczym? - jej głos brzmiał łagodnie.
- Nie! Skąd! Nie oto mi chodziło! - zaprotestował Xellos.
- Więc o co? - uśmiechała się.
- Za dwa dni są Twoje urodziny i...
- Tak? - jej głos był lżejszy od wiatru.
- ...i odchodzisz! - zdziwił się łzom płynącym po policzkach.
Roześmiała się.
- Co Cię bawi?! - otarł twarz rękawem.
- Mówisz tak, jakbym wyprowadzała się na drugi koniec kraju - nie przestała się śmiać. - Przecież będę nadal mieszkać w swoim pokoju - poklepała go po ramieniu.
Ale z niego głupiec! Przecież ona nie wie, ze kupił jej domek nad morzem i ma zamiar dać jej w prezencie na urodziny.
- Chyba, że Twój ojciec ma zamiar mnie wyrzucić? - zapytała konspiracyjnym szeptem.
- Nie! Skąd! On... - urwał widząc, jak Anna powstrzymuje się ostatkiem sił przed wybuchnięciem śmiechem.
Widząc jego zakłopotanie nie wytrzymała i roześmiała się serdecznie.
Po chwili jej zawtórował.
Jego syn się śmiał. Był to szczery śmiech, którego nie słyszał tyle lat i za którym tak tęsknił.
John ukryty za drzewem bał się ruszyć, by nie zdradzić swojej obecności. Przeczuwał, że wówczas śmiech Xellosa urwałby się jak ucięty nożem. Bardzo ostrym nożem. Zamknął oczy i oparł czoło o chropowatą korę drzewa.
- Och, Zellas...
Padające na jej twarz promienie słońca podkreślały jej podkrążone oczy, ale nie zdołały jej obudzić. Monic w ciszy wpatrywała się w twarz córki od kilku minut zastanawiając się czy ją obudzić. Wreszcie z cichym westchnieniem opuściła pokój.
Jakaś zabłąkana mucha wpadła przez uchylone okno i teraz z głośnym brzęczeniem nie potrafiła się wydostać. Zaplątała się w firankę i na chwilę zamarła. Po chwili znowu zaczęła wściekle walczyć z przeszkodą. Miała szczęście i pomógł jej wiatr.
Podmuch wiatru obiegł niewielki pokoik i na chwilę zatrzymał się na grzywce Filii lekko ją unosząc i ochładzając gorące czoło. Jeszcze przez chwilę zamarudził bawiąc się firanką i ucichł.
Ktoś uznałby, że za oknem panuje cisza, ale chwila skupienia, a usłyszałby mnóstwo dźwięków, które zazwyczaj rozlegają się wczesnym rankiem, a na które nie zwracamy uwagi biegnąc do pracy lub szkoły, lub po prostu, jak Filia, przesypiając.
/\/\/\/\/\
- Tato, a dlaczego nikt nie podziwia śpiewu ptaków o poranku?
- A kto Ci to powiedział? - zdziwił się.
- Mama powiedziała, że ludzie w mieście nie mają czasu na takie "bzdety".
- A Ty jak uważasz?
- Ja myślę, że się mylą - odpowiedziała poważnie.
- Wiesz, jak też tak myślę - uśmiechnął się.
\/\/\/\/\/
Saigo no kisu wa
Tabako no flavor ga shita
Nigakute setsunai kaori
Ashita no imagoro ni wa
Anata wa doko ni iru n' darou
Dare wo omotte 'ru n' darou
You are always gonna be my love
Itsu ka dare ka to mata koi ni ochite mo
I'll remember to love
You taught me how
You are always gonna be the one
Ima wa mada kanashii love song
Atarashii uta utaeru made
Tachidomaru jikan ga
Ugoki-dasou to shite 'ru
Wasuretaku nai koto bakari
Ashita no imagoro ni wa
Watashi wa kitto naite 'ru
Anata wo omotte 'ru n' darou
You will always be inside my heart
Itsu mo anata dake no basho ga aru kara
I hope that I have a place in your heart too
Now and forever you are still the one
Ima wa mada kanashii love song
Atarashii uta utaeru made
You are always gonna be my love
Itsu ka dare ka to mata koi ni ochite mo
I'll remember to love
You taught me how
You are always gonna be the one
Mada kanashii love song
Now and forever...
..........
- Kocham Cię - łagodny głos.
- Ja też, paniczu, ja też...
koniec części XVIII...
"First Love" Utada Hikaru
story write by Aurorka (21.7.2004) (titonosek@interia.pl)
Ostatnie 5 Komentarzy
Brak komentarzy.