Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Psychoza Bogów

6.

Autor:Clemerina
Korekta:Dida
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Dramat, Mroczne
Uwagi:Alternatywna rzeczywistość
Dodany:2011-01-14 22:54:40
Aktualizowany:2011-01-14 22:54:40


Poprzedni rozdział

Proszę nie kopiować.


- Luce! - Znajomy, dobiegający z oddali kobiecy głos, powoli wybudzał ją ze stanu, w którym tak długo trwała. Otworzyła powoli oczy, mrugając nimi kilka razy i próbując przyzwyczaić się do dziwnej, nietypowej bieli sufitu. Dziwne, pomyślała. Mój sufit jest zielony. - Lucy, nareszcie się obudziłaś! - Głos matki, który dopiero teraz dopasowała do odpowiedniej osoby, poprzedził dotknięcie jej ciepłych dłoni. Spróbowała się oprzeć na łokciach, nie do końca rozumiejąc sytuację w jakiej się znalazła. Czemu nie spała w swoim zalanym słońcem pokoju, w ciepłym, wygodnym łóżku, stojącym obok okna? To zbyt dziwne. Zakręciło jej się w głowie i przymknęła oczy, przykładając dłoń do czoła. - Wiesz jak nas wystraszyłaś? Myśleliśmy, że już nigdy się nie obudzisz! Czekaj, pomogę ci usiąść.

Wesołe trajkotanie mamy było dziwnie otępiające. Przywykła do tego głosu i szybkiej wymowy, gdy emocje brały nad nią górę. Wzięła głęboki oddech, nie wiedząc, czy da radę wydobyć z siebie chociażby słowo. Przebicie się przez atakujący ją słowotok było czymś wykraczającym poza jej możliwości.

Wreszcie znalazła dość siły, by rozejrzeć się dookoła i umiejscowić źródło intensywnego zapachu. Olbrzymi, stojący obok jej łóżka, bukiet czerwonych goździków obejmował ją swoją intensywnością, oczyszczając umysł z natłoku myśli. Czerwone, pomyślała. Dlaczego akurat czerwone?

- Dominic siedział przy tobie dzień i noc, codziennie przynosząc ci świeży bukiet goździków. - Usłyszała, jak matka cicho pociąga nosem, przyglądając się jej. - Mówił, że podobno ten zapach uspokaja i koi nerwy. Zaraz przyjdzie do ciebie, pielęgniarka pobiegła go szukać, jak tylko usłyszeliśmy, że...

- Luce.

Cichy, znajomy głos rozniósł się po pomieszczeniu, swoją delikatnością przerywając słowotok, który zniknął gdzieś w próżni. Spojrzała w stronę drzwi, łapiąc urywany oddech. On. Przyjrzała się tym samym jasnym włosom, szarym tęczówkom i delikatnemu uśmiechowi. Nie, to nie On. To jest Dominic, jej Dominic.

- Tak się cieszę, że się obudziłaś - powiedział cicho, siadając na skraju łóżka i dotykając jej policzka. Drgnęła lekko, ale młody mężczyzna zdawał się tego nie zauważać. Pocałował ją czule w czoło, powoli przytulając. - Teraz już nic nas nie rozdzieli.

Mimowolnie przytuliła się do niego, martwym wzrokiem wpatrując w beznadziejnie namalowaną reprodukcję obrazu Moneta. Wreszcie czuła, że znalazła się w odpowiednim miejscu, gdzieś gdzie czuła się bezpiecznie. Dłoń głaskająca włosy miała w sobie coś z zaborczości, bawiąc się końcówkami jej ciemnych włosów. Wciągnęła powietrze przymykając oczy.

Zapach kwiatów znów ją otoczył, przytłaczając intensywną wonią. Goździki, przeszło jej przez myśl. Dlaczego akurat czerwone goździki?

Poprzedni rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.