Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Wampirzyca Edyta

Rozdział 6: Siedem lat nieszczęść

Autor:manna
Korekta:Dida
Serie:Zmierzch
Gatunki:Fantasy, Komedia, Romans
Dodany:2011-12-03 00:40:57
Aktualizowany:2011-12-03 00:40:57


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Nareszcie Edyta i Izydor zostali sami. Wampirzyca zignorowała jego pokój od chwili, w której znalazła łóżko. Pchnęła na nie chłopaka i usiadła obok.

- To co, słoneczko? - zapytała. - Nadrabiamy czas samotności?

- Dlaczego nie? - Roześmiał się Izydor. - O rany, gdyby tata nas zobaczył!

Edyta odwzajemniła uśmiech i objęła chłopaka. Chwilę potem wbiła kły w jego szyję. Powoli zaczęli się kłaść, ona na nim, on na dole. Dziesięć minut później Edyta odsunęła się nieco i oblizała wargi. Westchnęła z rozkoszy.

- Jesteś boski, słoneczko - zamruczała. - Stuprocentowy napój bogów. A do tego taki śliczny.

Gdyby rodzeństwo Izydora usłyszało ten komplement, nie mogliby się nadziwić jak ten wyjątkowo niski na swój wiek Izydor może być śliczny.

- Jesteś taka piękna, Edytko. - Westchnął Izydor. - Moja bogini. Rób ze mną co chcesz.

- Oj, ty masochisto! - Roześmiała się Edyta. - Dla ciebie to też frajda, prawda?

- Tylko jeśli to ty.

Objął Edytę za szyję i przyciągnął do siebie. Zaczęli się całować, gdy ktoś uchylił drzwi.

- Przyszedł pan Schullen... - zaczęła Alina, ale Edyta już wbiła w nią mordercze spojrzenie. - Okej, nie przeszkadzajcie sobie.

- I co? I co? - Usłyszeli jeszcze głos Toma, zanim zamknęła drzwi. - Byli nadzy?

- Tom, właśnie straciłeś szczoteczkę do zębów! - krzyknął Izydor.

Rodzeństwo szybko wyniosło się gdzieś indziej.

- Szczoteczkę do zębów? - powtórzyła zaskoczona Edyta. - Możesz im zatruć obiad, schować podręczniki, przeczytać pamiętnik i zagrozić, że powiesz rodzicom, a ty... co ty właściwie robisz z tymi szczoteczkami? Chyba nie używasz?

- Coś ty! Namydlam.

Edyta wytrzeszczyła na niego oczy.

- Namydlasz - powtórzyła. - Namydlasz. Zero wyobraźni. Myślałam, że zbierasz nimi pajęczyny i odkładasz na miejsce.

- Skąd wziąć pajęczynę? Ciocia Erin strasznie pilnuje porządku.

- Masz siedemnaście lat! - przypomniała Edyta. - Jeśli nie masz pajęczyny, zrób sobie własną!

Izydor próbował znaleźć jakiś sens w jej słowach, ale nie udało mu się. Zamiast tego zaczął się śmiać. Edyta prychnęła. Już mieli wrócić do obściskiwania się, kiedy po raz kolejny brutalnie im przerwano.

-Pan Schullen przyszedł! - Do pokoju wpadła Róża. - Chodźcie do salonu.

Edyta wstała, wyprowadziła Różę z pokoju i zamknęła drzwi. Odwróciła się do Izydora, który usiadł. Ledwie wskoczyła mu na kolana, kiedy...

- Zamorduję - wysyczała Edyta, gdy ktoś uchylił drzwi. - Czego znowu?! - wrzasnęła.

- Co, Edytko, nie przywitasz się z ojcem?

Edyta pobladła.

- My nic nie robimy! - zawołała szybko. - Naprawdę! Jak Boga kocham!

- Jesteś ateistką - przypomniał jej Walenty. - Za mną stoi pan Swamp.

Izydor jęknął.

- Jesteśmy ubrani! - krzyknął. - Przysięgam! Nie wiem, co Tom naopowiadał, ale...

Edyta uciszyła go ruchem ręki. Otworzyła drzwi i wyszła z pokoju, starając się robić minę mówiącą „wcale się nie boję”. Izydor wybiegł za nią, ale powstrzymał go ojciec. Za Edytą poszedł Walenty i zostali sami.

- Synu - powiedział poważnie pan Swamp. - Mam nadzieję, że miałeś prezerwatywy.

Izydorowi opadła szczęka. Nie mógł znaleźć słów, by odpowiedzieć, więc rzucił krótkie „um” i pobiegł za ukochaną.


- Ty nierządnico! Zakało wampirzej rasy! Potępiona! Gdzie ty masz serce?! Gdzie ty masz rozum?!

Edyta milczała, cierpliwie wysłuchując reprymendy.

- Masz pojęcie co by było, gdyby ktoś wszedł tam chwilę wcześniej?! - pieklił się Walenty. - Mogli zawiadomić policję lub, co gorsza, OWZ!

- Co? Oni? - Edyta spróbowała się bronić. - Skąd mieliby mieć numer?

- Wyszłaś godzinę przed czasem! - kontynuował Walenty. - Zero dyscypliny! Jesteśmy poszukiwani, a ty...

- Ona nic nie zrobiła!

Zdyszany Izydor stanął przed Edytą.

- Niech pan jej odpuści! - poprosił. - Nic się przecież nie stało! A swoją drogą, za co jesteście poszukiwani?

- Masz pojęcie co by było, gdyby ktoś inny cię usłyszał? - zapytała drwiąco Edyta, odzyskując dobry humor, ale umilkła pod surowym spojrzeniem mistrza.


Nie mieli pojęcia, że rzeczywiście usłyszał ich ktoś jeszcze. Róża szybko wycofała się z korytarza, mając w głowie tylko jedno słowo: OWZ.

Już kiedyś słyszała tą nazwę. Organizacja Wampirów Zjednoczonych. Mieszanka wampirzej odmiany FBI i rządu współpracująca z łowcami wampirów. Co Schullen i jej ojciec mieli z nimi wspólnego?


Nowy Rok powitano w miarę radosnej atmosferze.

Edyta ostentacyjnie obściskiwała się z Izydorem, co doprowadziło Różę do takiej wściekłości, że stłukła dwa kolejne kieliszki szampana. Alina nuciła pod nosem piosenkę, co brzmiało jakby przywoływała demony. Tom próbował dostać się do kuchni, skąd wyganiała go Erin, bo próbował solić ciasto. Pan Swamp rozsiadł się w fotelu i słuchał telewizora, gdzie odliczano ostatnie sekundy. Walenty siedział gdzieś z boku z grobową miną, a jeśli się czasem uśmiechnął to w taki sposób, że gospodarze obchodzili go z odległości kilku metrów.

Po północy powitanej owacjami, Edyta opuściła z Izydorem salon, chcąc zaciągnąć go do sypialni. Jednak po drodze widowiskowo poślizgnęła się na parkiecie i zahaczyła o stolik. Na szczęście było na nim tylko lusterko.

- Ups - skomentowała Edyta.

- Ups - zgodził się Izydor.

- Ups - dodała Alina, mijając ich ze zmiotką i łopatką. - Siedem lat nieszczęść.

Sprawnie zmiotła szkło i ustawiła stolik na miejsce, zanim pozostała dwójka zdążyła choćby drgnąć. Potem spojrzała na Edytę i wygrzebała z kieszeni wisiorek z jakimś symbolem, zapewne szatana.

- Masz - powiedziała. - Na szczęście.

Edyta podziękowała, chwytając wisiorek w dwa palce. Bardziej prawdopodobne wydawało jej się, że koleżanka rzuca na nią klątwę niż błogosławieństwo.

- Przepraszam za lusterko - dodała jeszcze Edyta.

Alina wzruszyła ramionami.

- Masz siedem lat na pokutowanie - odparła poważnie i odeszła.

- Ona tak zawsze? - zapytała zaniepokojona Edyta.

- Często - odparł Izydor. - Nie przejmuj się, to tylko lusterko.

Podał Edycie rękę, ale ta już wstawała sama.

- Tym razem pamiętajmy o kluczu - powiedziała.

Pamiętali o kluczu.


Na Walentego spadł obowiązek pożegnania gospodarzy o drugiej w nocy.

- Dziękujemy za miłą noc - powiedział po prostu.

- Nam też było miło. - Uśmiechnęła się Erin. - Odwiedźcie nas jeszcze kiedyś.

- Na pewno - odezwała się Edyta zza pleców Walentego.

- Do zobaczenia! - Pomachał im Izydor zza pleców Erin.

- To może jeszcze całusa na pożegnanie? - zasugerowała Edyta.

Erin zastąpiła drogę Izydorowi, a Walenty odszedł ciągnąc za sobą podopieczną i machając Swampom.

Róża patrzyła za nimi, dopóki Erin nie kazała jej wracać do domu.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.