Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Rezonans

Łza rozstania

Autor:Rinsey
Serie:Slayers
Gatunki:Akcja, Dramat, Fantasy, Przygodowe, Romans
Uwagi:Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość
Dodany:2020-12-22 17:26:34
Aktualizowany:2020-12-22 17:26:34


Poprzedni rozdział

Kopiowanie całości lub fragmentów przez osoby trzecie bez zgody autorki jest zakazane.


Rozdział 14

Łza rozstania

Śniła kolejny sen. To był jeden z tych snów z tych najlepszych czasów. Kiedy wszyscy byli razem. Kiedy stół przy śniadaniu był zajęty przez cztery osoby, a nie przez dwie. Jej mama zawsze śmiała się serdecznie, gdy przypalała kolejnego tosta. Tata zawsze wtórował swojej żonie, tkając kolejne opowieści o sprawiedliwości i miłości w Eques, w rezultacie czego stół kuchenny kończył swój żywot przynajmniej w dwóch kawałkach. Naaga, jej najfajniejsza i najdziwniejsza siostra zarazem, parskała wtedy ostentacyjnym śmiechem i zawsze komentowała, że jest już zbyt dojrzała, aby jeść śniadanie z rodzicami i kilkuletnią młodszą siostrą. Philionel się na to oburzał i pouczał córkę, aby doceniała każdą chwilę, kiedy może spożywać posiłek w gronie rodzinnym.

Okazało się być to jedną z najważniejszych nauk, jakie wyniosła od ojca. Kraina Równowagi, a przede wszystkich Rejon Varney, była miejscem bezpiecznym, chronionym przez wiele warstw starożytnych runów, przez niezliczonych Strażników, przez ten podstawowy fakt, że byli dobrymi ludźmi i nikogo nie krzywdzili.

Jednak pomimo całej dobroci świata najpierw w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęła Naaga.

Potem mama.

Został jej tylko tata, który stał się jej całym światem. Swoją miłością, ciepłem i dobrocią wypełnił jej istnienie poczuciem bezpieczeństwa. Czuła się kochana i wspierana, otrzymując najważniejsze dary od swojego rodziciela.

Nie wyobrażała sobie życia bez niego obserwującego stawianie jej kolejnych kroków w Krainie Równowagi.

- Panienko Amelio, musimy przekazać panience złą nowinę… - Drżąc na całym ciele, obserwowała przybysza z Seyrun, Smoka, którego znała od dziecka, bliskiego współpracownika Milgazii.

- Co ma pan na myśli, panie Fyndel? - rzekła, niemal szeptając.

- Panienki tata nie jest w dobrym stanie. Nie wiemy, jak do tego doszło.

Świat w jednej chwil się zatrzymał. Jej umysł błyskawicznie przywołał odczucia towarzyszące rozmowie, która brzmiała boleśnie podobnie do tej sprzed kilku lat wcześniej. Jej serce zaczęło bić przeraźliwie szybko, dłonie pokryły się zimnymi, lepkimi kroplami potu, na jej gardle, zacisnął się bolesny supeł.

- Co ttto znaczy w złym stttanie? - Nie była w stanie opanować drżenia głosu.

- On… przestał oddziaływać na nurty, panienko.

Ból w jej wnętrzu eksplodował i rozlał się po jej duszy i ciele. Zatrzymany w jej oczach świat zaczął się rozsypywać kawałek po kawałku. Tak jak jej wewnętrzny nurt.


***


Sylphiel zareagowała błyskawicznie. Złapała Amelię za rękę tak szybko, jak wyczuła silnie niepokojący wstrząs z wnętrza jej istnienia. Mocno przytuliła dziewczynę i bez wahania zanurkowała w jej wewnętrzny nurt. Ogarnęło ją czyste przerażenie, gdy w pełni zrozumiała, co się dzieje tuż przed je oczami.

Jak wewnętrzny nurt mógł zostać tak uszkodzony w tak krótkim czasie?

- Amelio!

Skupiła całą swoją moc na wspomnieniach związanych z młodą Shyllien, tworząc podwaliny energetycznego mostu pomiędzy dwiema duszami.

- Amelio!!!

Jednak przy tak poważnych ranach mentalnych nie mogła ustanowić tego połączenia sama. Musiała uzyskać najmniejszy sygnał zwrotny, aby móc stworzyć tymczasowy kanał mocy.

- AMELIO!!!

To było nie wiele więcej od ładunku energetycznego pojedynczej myśli, ale wystarczyło. Skierowała mentalną strugę mocy w stronę ledwie dostrzegalnego energetycznego pulsu dziewczyny. Po jej ciele zaczęły się rozchodzić delikatne obce fale emocjonalne. Część uczuć Amelii zaczęło przepływać do jej wnętrza. Ten nadmiar, z którym nie mogła sobie poradzić, znajdując nowe ujście, dał początek jedynej szansie na to, że Amelia, kiedykolwiek do nich wróci.

Otworzyła oczy, wciąż mocno obejmując nieprzytomne ciało użytkowniczki białej magii, i spojrzała ze złością na przybyszów z Seyrun. Od kiedy zamieszkała w Eques nie była częstym gościem w stolicy Rejonu Varney, jednak doskonale znała pięciu przybocznych Milgazii. Doskonale wyszkolonych smoczych wojowników pod bezpośrednią kontrolą Xullan.

- Co wy sobie myśleliście?! Prawie przerwaliście jej wewnętrzny nurt!

- Bardzo nam przykro, panienko Sylphiel. Trudno było przewidzieć, że panienka Amelia ma tak słabą psychikę. - W czerwonych oczach tak zbliżonych do oczu Milgazii było widoczne prawdziwe współczucie. Odczucie to lekko złagodziło gniew Sylphiel.

- To dziecko ostatnio zobaczyło zbyt wiele… lecz… jak to się stało? Jak ktoś taki jak Philionel mógł…? - Nie była w stanie dokończyć zdania.

- To nasz drugi powód naszego przybycia tutaj. - Fyndel rozejrzał się po pomieszczeniu, skinąwszy na czwórkę towarzyszów stojących jego cieniu w niemalże idealnie równym szeregu. - Kiedy po raz ostatni widzieliście Zelgadisa Greywordsa?

- Pan Zelgadis? Jest na tajnej misji. Nie ma go obecnie w dworku. Dlaczego pytasz?

- Pan Philionel został znaleziony z przerwanym wewnętrznym nurtem. W miejscu zbrodni zostało odnalezione silne echo magiczne Zelgadisa Greywordsa.

Sylphiel poczuła, ze robi jej się słabo.

- Że co? Chcecie powiedzieć… ze pan Zelgadis… jest oskarżony o… zabicie Philionela?

- Nie do końca rozumiemy, co się stało. Ciało Filara wciąż żyje, pomimo przerwania wewnętrznego nurtu i utraty wpływu Shyllien. Na chwilę obecną musimy zapewnić Seyrun bezpieczeństwo w postaci sprowadzenia nowego Filara i znalezienia Zelgadisa Greywordsa w celu wyjaśnienia sprawy.

- Nowego… Filara? - Oczy Sylphiel rozszerzyły się w szoku. - Chcecie to dziecko zmusić do utrzymywania Równowagi w Varney?

- Panienko Sylphiel, zrozum proszę. Nie jesteśmy potworami. Mamy stan wojny. Varney pozbawione Shyllien staje się niemal bezbronne. Wystarczy sama obecność panienki Amelii w Seyrun w Sali Medytacji…

- Nie wierzę, po prostu nie wierzę… Chcecie ją traktować jak baterię?! I do tego oskarżacie Zelgadisa na podstawie samego echa magicznego?!

Pod wpływem tych słów smoczy wojownik zaczął tracić cierpliwość.

- Robimy jedynie to, co pozwoli na uratowanie Równowagi. Jeśli nie jesteś w stanie tego dostrzec, oznacza to, że nie jesteś godna miana Strażniczki.

Sylphiel uśmiechnęła się smutno i wbiła wzrok w podłogę.

- Pan Zalgadis miał rację… Milgasia się go boi, bo nie jest w stanie nad nim zapanować. I wystarczy jeden trop, aby uznać go winnym pomimo wielu lat oddanej służby Eques. I co z tego, że to echo magiczne Szarego Wilka? Nasz wróg dysponuje nową magią, to równie dobrze może być zwyczajny fortel, aby pozbawić Varney jego najsilniejszego obrońcy. Jak możecie tego nie widzieć? Czy chęć władzy tak bardzo was zaślepiła? Bez Philionela i Zelgadisa to Milgazia przejmuje kontrolę nad Varney. To chcecie osiągnąć, prawda?

- Myślę, ze nadszedł koniec tej rozmowy. Jeszcze moment i zostaniesz uznana za zdrajczynię Krainy Równowagi. Idziecie z nami do Seyrun.

- Nie wydaje mi się, aby obie panie miały ochotę gdzieś iść.

Zupełnie niespodziewanie nad Fyndelem zawisła świetlista klinga.

Gourry pozornie wydawał się być spokojnym jak zawsze. Jednak Sylphiel znała ten wzrok i wzorzec mocy. Miraż spokojnej toni morskiej skrywał pod sobą sztorm, który czekał na jeden gest właściciela, by się wyzwolić i szerzyć destrukcję.

W jednej chwili pomieszczenie wypełniło się potężnymi energiami. Cała piątka smoczych wojowników zaczęła się szykować do kontrataku. Gdyby doszło do konfrontacji…

- Gourry, nie!

Wykorzystała resztkę swoich sił, których nie skupiała na podtrzymywaniu nurtu Amelii, by przywołać potężną barierę pomiędzy oponentami a nią i mistrzem miecza. W jednej chwili otoczyła ich bańka czystej, surowej mocy.

Zdezorientowany Gourry odwrócił się w jej stronę.

- Sylphiel, co ty wyprawiasz?

Kobieta jedną ręką wciąż obejmowała nieprzytomną dziewczynę, drugą wyciągnęła w stronę szermierza. Mężczyzna bez wahania złapał jej dłoń i mocno uścisnął.

- Gourry, my musimy pójść z nimi.

- Nie pozwolę na to.

- Ktoś musi przekazać informację o tym, co się tutaj wydarzyło, panu Zelgadisowi i pannie Linie. Jeśli wejdziemy w tę potyczkę, nie przetrwamy tego, nie z Amelia w takim stanie. Jeszcze nic się nie stało, jeszcze nie zostaliśmy uznani za przeciwników systemu, a żeby do nich dotrzeć, nie możesz być ścigany przez całe Eques.

Nie odpowiedział od razu. Wpatrywał się w nią intensywnie, rozważając w ciszy jej słowa. Po chwili podniósł drugą dłoń i delikatnie pogłaskał ją po policzku.

- Możesz mi obiecać, że nic wam się nie stanie?

Strach ścisnął jej gardło tak mocno, że ledwo była w stanie wypowiedzieć cokolwiek. Wiedziała, że podejmuje jedyną słuszną decyzję, jednak nie była w stanie powtrzymać rozchodzącego się po jej ciele drżenia.

- Obiecuję.

Wydawało się to trwać cale wieki, lecz mężczyzna powoli skinął głową.

Na barierze pojawiły się pierwsze rysy. Pozostało im już nie wiele czasu.

- Masz dotrzymać obietnicy, Sylphiel - powiedział mężczyzna, po czym lekko pocałował kobietę w usta. Pocałunek był delikatny i słodki i na moment wprawił ją w stan całkowitego osłupienia.

- Dobrze… - wyjąkała.

Chwilę później na raz wydarzyło się bardzo wiele rzeczy. Gdy bariera pękła, po Gourry’m nie zostało nawet śladu. Rozjuszony Fyndel utkwił wściekłe spojrzenie w uzdrowicielce.

- Dobrze, pójdziemy z tobą dobrowolnie, Fyndelu.

- To obecnie twój jedyny wybór, Sylphiel - rzekł Smok, nim całe pomieszczenie skąpało się w jego potężnej mocy.


***


Minęły 24 godziny, od kiedy Xellos zniknął i zostawił ją samą z decyzją, od której miała zależeć jej przyszłość. Za nic nie mogła pozwolić, aby Przymierze Równowagi zdołało zastawić pułapkę na Zelgadisa. Ale nie wyobrażała sobie jednocześnie zdradzić Krainy Równowagi. Musiała porozmawiać z Milgazią. Nawet, jeśli miałby być to ostatni raz. Musiała to wszystko usłyszeć od niego…

Złożyła ręce jak do modlitwy i skupiła swoje myśli, nadzieje i emocje. Zaczęła szybko, lecz z niesamowitą precyzją tkać czar, który był jej odpowiedzią na otaczającą ją rzeczywistość.

Dzisiaj podejmie decyzję, jak będzie wyglądać jej Równowaga.


***


Nurty… płynęły inaczej. Strumień czasu pochowany pod warstwą pieczęci zdawał się przenikać płaszczyznę teraźniejszości. Najpierw powoli, nieśpiesznie zwiększając tempo, tylko po to by bez żadnego ostrzeżenia złączyć się z wiązkami rzeczywistości, w jednej chwili wnikając w szczeliny bytu by stać się z nimi jednością. Na jej oczach powstawał nowy świat. Nie.. on nie był nowy. On był jedynym słusznym i prawdziwym. Jedynym, który powinien istnieć. Zupełnie jakby dotychczas oddychała pod wodą, a na tę jedną chwilę dano jej wziąć wdech atmosferycznego tlenu. W tym momencie jej energetyczne skrzela zmieniły się w płuca. Nie była już w stanie wrócić pod wodę. I dobrze wiedziała, że to był właśnie właściwy kierunek, w którym powinna zmierzać Kraina Równowagi.

Wiedziała, że Zelgadis również zaczął widzieć Eques w ten sam sposób. Na mocy ich Rezonansu również poczuł Jej obecność.

Z Zelgadisem jednak działo się coś dziwnego…

Jak tylko sylwetka Rezo rozpłynęła się w powietrzu, dusząca aura żywiołu ziemi wciąż bezlitośnie wypełniała całe pomieszczenie.

- Zel?

Nie widziała jego oczu, skrywanych pod długimi kosmykami grzywki. Czuła jedynie coraz bardziej gęstniejącą moc. Zupełnie… jakby opanowywał go szał magii? Nie - szybko, poprawiła się w myślach, to nie był szał magii. Po prostu Zelgadis przestał tłumić swój gniew.

Czuła to w swoim wnętrzu. Jej ogień reagował na wściekłe drgania jego żywiołu.

Gdzieś w tle usłyszała dźwięk trzęsącej się ziemi. Gdy rozejrzała się dookoła, widziała, jak materia w niemagicznym Rejonie zaczyna nasycać się magią.

Dopiero w tym momencie zrozumiała, jak potężną mocą dysponował Zelgadis.

I skoro jej magia rezonuje z czymś takim…

Nie pozwoliła sobie dokończyć tej myśli.

Bez wahania wykonała krok naprzód. Wiedziała, że jego moc nie zrobi jej krzywdy. Zbyt dobrze ją znała. Rezonans tylko wzmocnił istniejące od samego początku połączenie. Nigdy nie była dla niej czymś przerażającym. Było to coś, czego z początku nie rozumiała, ale podświadomie wiedziała, że jest jej bliskie.

Kiedy znalazła się przed nim, starała się nie patrzeć na jego twarz. Bez słowa chwyciła go za dłoń i mocną ją uścisnęła. Czekała w milczeniu, aż jego ból i gniew znajdą chociaż chwilowe ukojenie.

Po bardzo długiej chwili mężczyzna odwzajemnił uścisk. Był to pierwszy znak, że odzyskuje nad sobą panowanie.

Wiry szalejącej magii lekko osłabły.

- Czuję Ją - powiedział cicho. - Naprawdę Ją czuję.

- Wiem.

- Ale ona nie może powrócić na jego warunkach.

- Wiem.

- Przymierze Równowagi uzna nas za wrogów systemu.

- Wiem.

- Mogę nie być w stanie cię ochronić, Lina.

- Będziemy się chronić nawzajem, Zel. Nie jesteś sam.

Pomiędzy gwałtownymi ziemnymi nurtami zaczęły krążyć delikatne ogniste nici. Płomień był znacząco słabszy, lecz odpowiadał na każdy gest ziemi. Dwa rodzaje nurtów płynęły swobodnie, z gracją przeplatając się w dzikim tańcu.

Jego druga dłoń splotła się z jej dłonią.

Tym razem Lina spojrzała mu w oczy.

Ponownie zobaczyła w nich całe morze emocji.

Ich twarze nie wiedzieć kiedy, znalazły się obok siebie.

Moc płynęła w dzikim tańcu, popychając ku sobie dwa bieguny powstałej łączności.

Ich usta się spotkały, a energia nie przestawała płynąć.

***


Szła korytarzem, który znała od lat. Uśmiechnęła się do siebie, gdy pod wielką podobizną Ceiphieda na piątym kafelku od ściany zauważyła spore wyżłobienie. Nigdy się do tego nie przyznali swoim przełożonym, ale był to wynik jednej z mniej bezpiecznych zabaw jej i Vaala. Próbowali zmodyfikować magiczną materię tworzącą Świątynię Ceiphieda w Seyrun, co z definicji nie było dobrym pomysłem. Zaklęcia defensywne zadziałały natychmiast i tylko jej błyskawiczny refleks uchronił Valgaarva przed poważniejszym uszczerbkiem. Dwa młode Smoki widząc, że po ich samowolnej akcji, w podłodze pozostał stały ślad, natychmiast uciekły i nigdy się nie przyznały do tego swoim opiekunom.

Kobieta zaśmiała się w duchu, jacy oni byli wtedy nieodpowiedzialni! Z drugiej jednak strony, wiele by oddała, aby móc powrócić do tamtejszej beztroski.

Teraz nie miała już wyjścia.

Nacisnęła klamkę potężnych mosiężnych drzwi wykończonych złotymi ornamentami, mając całkowitą świadomość, że robi to być może po raz ostatni.

Milgazia siedział jak zawsze w tym samym fotelu. Jak tylko ją ujrzał, natychmiast się podniósł i ruszył w jej kierunku.

- Filia… Jak dobrze cię widzieć, dziecko. - Potężny Smok podszedł do swojej podopiecznej i objął ją po ojcowsku.

Nic nie odpowiedziała. Cierpliwie czekała na dalszy ciąg jego wypowiedzi.

- Filio, powiedz mi, co się stało?

Odsunęła się nieco od niego, po czym podniosła głowę i spojrzała mu w oczy.

- O co dokładnie mnie pytasz, mistrzu? - spytała głosem pełnym wyczekiwania.

- Gdzie się podziewałaś? Miałaś przyjść na posiedzenie Przymierza Równowagi. I… - Jego czerwone oczy zlustrowały ją z uwagą. - Czemu w wyczuwam w twojej aurze resztki aury Valggarva?

- Byłam… w domu rodzinnym. Wyobrażasz sobie, mistrzu, że tam wciąż są ślady jego magicznego echa? Gdy tęsknota robi się nieznośna, czasem się tam wybieram.

- Po tylu latach wciąż tak tęsknisz za bratem?

- Był moim jedynym bratem, mistrzu. Czasem się zastanawiam…

- Nad czym?

- A co jeśli Valgaarv był niewinny? Co jeśli to pan Armace pogwałcił drogę Równowagi? Zastanawiałeś kiedyś nad tym, mistrzu?

Zapadła ciężka cisza.

- Spotkałaś się z Valgaarvem, prawda?

Tych pięć słów wystarczyło. Filia wbiła wzrok w podłogę i wypowiedziała słowa, których można by się od niej spodziewać w tej sytuacji.

- Przecież to jest niemożliwe. Valgaarv został skazany na Ruelzaar. Tam przecież czeka tylko śmierć. Tak zawsze mówiłeś, mistrzu.

Podniosła głowę w wbiła wzrok w ostatnią nadzieję na to, że świat, jaki znała dotąd, pozostanie w niezmienionym kształcie.

- I taka jest prawda. Tam czeka tylko śmierć. Osoby zesłane do Ruelzaar czeka nieuchronna śmierć bądź z wyczerpania mocy bądź z rąk Przymierza Równowagi.

- …bądź z rąk Przymierza Równowagi. To się różni od tego, co mi mówiłeś od początku… mistrzu.

- Co chcesz ode mnie, usłyszeć, Filio?

Słowa zaczęły płynąć zupełnie same.

- Czy to prawda, że niesłusznie skazano Smoka Chaosu Gaava? Czy to jemu przypisano zamordowanie części istot więzionych w kompleksie w wymiarze Overworld? Czy nie skazano Vaala tylko dlatego, bo odkrył niewygodną prawdę? Czy nie dlatego Armace zaczął szkalować Vaala w oczach całego Przymierza?

Cisza, która zapadła po tym wybuchu, zdawała się trwać całą wieczność, zanim jej mistrz wypowiedział kolejne zdanie.

- Chyba już sama znasz odpowiedź na to pytanie.

- Jedyne pytanie, na jakie chcę znać odpowiedź, brzmi „dlaczego”.

- Odpowiedź jest bardzo prosta, Filio. Gdy Ona powróci, czeka nas zagłada.

Na jeden moment w jego oczach pojawiło się przerażenie. Mogło być to tylko jej wrażenie, jednak nie zwracając większej uwagi na ten gest Filia w jednej chwili skupiła energię. Wystarczyła jedynie chwila, aby wcześniej utworzony czar został aktywowany.

- Czy wiesz może, gdzie przebywa obecnie Zelgadis?

Z satysfakcją stwierdziła, że jej zaklęcie zostało przyjęte przez otaczające ich nurty.

- Nie… mistrzu.


***


Gdy moc opadła, powoli wróciła klarowność umysłu. Lina dotknęła swoich ust. Wciąż jeszcze czuła na sobie jego zapach. Pulsacje mocy wciąż rozgrywały się w jej wnętrzu, lecz czuła, że ich wpływ powoli ucicha. Przerażające pytanie zamarło jej na ustach.

- Zel…

Mężczyzna wyglądał na równie zszokowanego jak ona.

- Lina… Ja.. przepraszam.

- Czy… to jest działanie Rezonansu?

- Nie u mnie - odpowiedział cicho.

- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytała równie cicho. Bała się tego, co zaraz usłyszy.

Przez moment panowała pełna wyczekiwania cisza.

- Jesteś dla mnie bardzo ważna, Lina. Jak… prawie zginęłaś, mimowolnie się przekonałem, że jesteś dla mnie dużo… ważniejsza niż mi się wydawało na początku.

- Zel… ja…

- Lina, nic nie musisz mówić. - Jego spojrzenie stało się chłodniejsze, zdystansowane. - Nie chcę cię obarczać moimi uczuciami, zwłaszcza jak świat staje na głowie. Po prostu… w zaistniałej sytuacji, nie widzę sensu ich ukrywania. To wszystko. - Po czym odwrócił głowę w przeciwną stronę i ruszył w stronę wejścia do siedziby Episti.

Czuła mrowienie w dłoniach i przyśpieszone bicie serca. Dobrze wiedziała, że jeśli teraz nic nie powie, może nigdy więcej nie mieć takiej okazji.

- Zel, zaczekaj! - zawołała i pobiegła za nim. Chwyciła jego dłoń i gestem poprosiła, aby na nią spojrzał. Mężczyzna posłusznie odwrócił się, lecz jego wzrok utkwiony był gdzieś w otaczającym ich horyzoncie. - Zel… Ja… przez wszystko, co się stało, czuję taki mętlik… Od początku… czułam między nami… więź. - Mimowolnie oblała się rumieńcem. - Ale ja jestem bardzo kiepska w tych tematach… Nie wiem, czy to, co czuję to nasza moc, czy to moje uczucia… Potrzebuję czasu…

Ponowna cisza, która zapadła, wydawała się mieć dużo mniejszy ciężar.

- Czy mogę cię przytulić?

Lina zastygła na moment w bezruchu.

- Chyba… tak…

Mężczyzna objął ją w lekkim uścisku.

Jej serce biło jak oszalałe, jednak jego bliskość zdawała się mieć efekt wręcz kojący. Powoli oparła głowę o jego klatkę piersiową i wsłuchała się w bicie jego serca.

- Mam cię puścić?

- Nie…

- Lina, mamy czas. Nie wiem ile, ale mamy. Nie zrobię nic, na co mi nie pozwolisz. Postaramy się przeżyć obecną wojnę i potem pomyślimy nad tym wszystkim, dobrze?

- Dobrze…

Mężczyzna puścił ją po chwili, może nawet za szybo, jak na jej gust.

- Idziemy?

- Uhm...

Ruszyła za nim, jak zawsze, od kiedy go poznała. Pomimo pozornego spokoju, jej myśli pędziły, jak oszalałe.

Co teraz będzie z nią i Zelgadisem? Czemu doszło do tego wszystkiego? Czy to było jej uczucia? Czy efekt upajania się nawzajem swoją mocą?

Cholera, cholera, cholera! Właśnie stawała się czynnym uczestnikiem zmiany postaci Równowagi, a właśnie wydarzyło się coś, co całkowicie rozbiło jej wewnętrzny spokój. Zasze unikała relacji. Niezwykle trudno było jej się do tego przyznać, ale się ich bała… A potem nagle została wessana do nowego świata, gdzie pojawił się on. Z tym swoim chłodem, powagą i groźną potęgą. A jednocześnie fascynującym umysłem…

Uspokój się, powiedziała sobie w duchu, przywołując raz jeszcze, co jej powiedział Zelgadis. Nie mogła mieć pewności, czy obydwoje przeżyją to wszystko, co za chwilę miało nastać…

Jednak jej emocje miały też i drugą stronę. Gdzieś w głębi czuła też radość. Uśmiechnęła się mimowolnie, zanim naszła ją kolejna myśl.

Rezo… wiedział o jej koszmarze. Nie miała pojęcia, czy był to jakiś rodzaj magii bądź intuicji magicznej. Być może… wiedział, co się wydarzyło tamtej nocy. A może… on sam w tym uczestniczył? Nie, to akurat było niemożliwe. Przecież zanim wniknęła w nią moc Ayneres była zwyczajną śmiertelniczką. Czemu ktoś taki, jak Czerwony Kapłan miałby jakkolwiek uczestniczyć w koszmarze zwyczajnej dziewczyny…

Jej strumień świadomości zakończył się, gdy ujrzała, jak przed Zelgadisem pojawił się symbol Złotego Smoka. Głos, który usłyszała musiał należeć do Filii.

- Zelgadisie, Philionel został zaatakowany, odnaleziono obok niego twoje echo magiczne. Miej się…

W jednym momencie wszystko skończyło się tak nagle, jak się zaczęło.

Źródło mocy zasilające zaklęcie komunikacji utraciło kontakt z nurtami.


***


Zapadał już zmrok, gdy z pięknego, lecz ascetycznie urządzonego kościoła, wyszła ostatnia wierna, która zanim opuściła świątynię przeżegnała się co najmniej trzykrotnie. Starsza kobieta otarła łzy i zamknęła za sobą ciężkie, drewniane wrota. Miejscową społeczność niezwykle dotknęła wieść o niespodziewanej śmierci ich kapłana. Wielebny Guesh cieszył się powszechnym szacunkiem i sympatią, a w obecnych czasach trudno było ustalić, kiedy można było się spodziewać następnego przydziału kapłana. Świątynia jednak nie stała pusta. Wierni przychodzili codziennie by zapalić znicze i znaleźć ukojnie w modlitwie.

Jak tylko drzwi zamknęły się za starsza kobietą, w całej świątyni rozbłysły setki świec, a budynek wypełnił się tysiącem zakapturzonych postaci.

Po kościele rozległ się stukot obcasów, po czym w słabym świetle ukazała się sylwetka niezwykle pięknej kobiety. Krągłe kształty podkreśliła długą czarną suknią z dwoma wcięciami na wysokości ud. Długi brązowy warkocz snuł się za właścicielką, gdy ta pokonywała odległość dzielącą ją od ołtarza. Gdy doszła do celu, odwróciła się i ze smutnym uśmiechem zwróciła się do zebranych.

- Witajcie. Cieszę się, że was widzę w tak licznym gronie. Choć niestety już nie taki licznym, jak poprzednio. Jak zapewne wiecie, jeden z pięciu generałów Czerwonego Kapłana, nasz Guesh, poległ w walce z Szarym Wilkiem. Tak jak i dziesiątki tych, którzy mu towarzyszyli.

Zrobiła efektowną pauzę, jednak nikt nie śmiał jej przerwać.

Gdzieś z przodu rozległ się cichy, stłumiony płacz.

Dwie siostry Ashley, ulubienice poległego Generała, siedziały w pierwszej ławce. Starsza z sióstr obejmowała młodszą. Ciemne oczy Seryi, czerwone od łez, spoglądały z uwagą na przemawiająca kobietę. Zwykle roześmiana Frena z powagą głaskała długie kosmyki siostry, lecz jej wzrok zdawał się być utkwiony gdzieś daleko od wypełnionej potężną mocą świątyni.

Elsevien kontynuowała swoje przemówienie.

- To, co się wydarzyło, jest potworne. Jednak ci, którzy tu byli kilka miesięcy temu, słyszeli, jak ostrzegałam waszego Generała. Szary Wilk jest on o wiele bardziej niebezpieczny niż można sobie wyobrazić nie spotkawszy go. Mówiłam, że nieostrożność będzie go kosztować życie. I tak też się stało. Zapamiętajcie to proszę. Nie chcę, aby ktokolwiek z nas niepotrzebnie stracił życie. - Ponownie zrobiła przerwę, aby wziąć oddech. - A gdyby tylko Guesh poczekał, chociaż kilka dni, nie wydarzyłaby się ta tragedia…

- Chciałam was dzisiaj poinformować o dwóch radosnych rzeczach. Jedna radosna jest dla mnie, ale mam nadzieję, że będziecie mi towarzyszyć w mojej radości. Po pierwsze, udało nam się unieszkodliwić na zawsze Philionela El Di Seyrun. Wiecie, co to oznacza, Seyrun ogarnie chaos. Następczynią Filara jest małe, niedojrzałe dziecko. Po drugie, to Zelgadis Greywords pozostał oskarżony o ten czyn. Stracił więc swoją pozycję Strażnika. Stał się takim samym uciekinierem jak my. Nie będzie już mógł więc działać tak skutecznie. Drugą moją dobrą wiadomością jest, że zostałam mianowana Generałem Czerwonego Kapłana w miejsce Guesha.

W całej świątyni rozległy się wiwaty. Powszechny smutek przerodził się w radość i ekscytację.

- Elsevien! Elsevien! Elsevien!

- Dziękuję! - krzyknęła, uśmiechając się pięknie do skandującego tłumu. - Śpijcie dzisiaj spokojnie i świętujcie. Od jutra zajmiemy się drugą częścią planu.

- Elsevien! Elsevien! Elsevien!

Jeszcze długo radosne okrzyki odbijały się od kamiennych ścian świątyni.


***


Już miała udać się na spoczynek, kiedy zatrzymała ją starsza z sióstr Ashley.

- Gratuluję pani generał.

Kobieta odwróciła się i obdarzyła dziewczynkę zaskoczonym spojrzeniem.

- Dziękuję Freno, ale co ty tutaj jeszcze robisz?

- Chciałam z tobą chwilkę porozmawiać, czy możemy, pani Generał?

Nieco zaskoczona kobieta szybko się opanowała i obdarzyła dziewczynkę ciepłym uśmiechem.

- Oczywiście, Freno.

Oczy tego dziecka były… dziwne. Zdecydowanie zbyt dojrzałe jak na swój wiek.

- Chciałam się spytać, wprost, jaki rodzaj misji przewidujesz od teraz?

Uśmiechnęła się szerzej w odpowiedzi.

- Freno, dzisiaj macie odpocząć. Dzisiaj odpoczynek jest twoją misją.

Wzrok Freny pozostawał tak samo zimny i niewruszony.

- Nie zrozumiała mnie pani. Chciałam powiedzieć, że moja siostra, chociaż sama się do tego nie przyzna, jest wyczerpana fizycznie i emocjonalnie. Chciałabym, aby nie przydzielała jej pani zbyt ciężkich zadań.

Usta Elsevien zwęziły się. Nie tego oczekiwała po tej rozmowie.

- Freno… Tobie chyba się coś pomyliło. To nie jest praca w niemagicznej korporacji. Wszyscy tutaj przysięgali walczyć w naszej sprawie. Jesteśmy żołnierzami, nasze zwyczajne życie już dawno odeszło w niepamięć.

Jasne tęczówki dziewczynki na moment przybrały złotą barwę. Nie, chyba jej się przywidziało. Może była po prostu zbyt zmęczona?

- Ona już nadchodzi. Czasem słyszę Jej szept, wiesz? Już wykonaliśmy swoje zadanie.

Brązowe oczy rozszerzyły się w szoku, jednak po chwili kobieta się opanowała i ponownie się uśmiechnęła.

- Przypomnę raz jeszcze. Jesteś żołnierzem, Freno. Twoja siostra również. Za bunt czeka was śmierć.

Jasne, ciepłe oczy spotkały się nieodgadnionym brązem.

- Proszę mi wybaczyć, pani generał.

- Freeeena, co ty tu jeszcze robisz?! Wszędzie cię szukałam. O dobry wieczór, pani generał.

Coraz mniej przyjemną rozmowę przerwało pojawienie się młodszej z sióstr.

- Witaj, Seryo.

Ciemnowłosa dziewczynka wbiła w nią intensywny wzrok.

- Tak się właśnie zastanawiałam, pani bohater. Jak się pani udało załatwić starszego filarka? I do tego wrobić Szarego Wilka? Mogę się spytać?

Elsevien zaczęła czuć coraz większą irytację. Te siostry były po prostu bezczelne!

- Powinna ci wystarczy informacja, że jego wewnętrzny nurt został roztrzaskany, a echo magiczne sprawcy jest echem magicznym Szarego Wilka.

Czarne oczy zwęziły się w zamyśleniu.

- Łaaaał. Pani Generał musiała w takim razie być w posiadaniu echa magicznego Szarego Wilka. Hm… czyżbyście się kiedyś znali? Zdobycie śladu magicznego wymaga bardzo bliskiej relacji.

Wyraz gwałtownej złości w jednej chwili wyparł jakąkolwiek kontrolę, która odmalowywała się na twarzy Elsevien chwilę wcześniej.

- Myślę, że to nie jest twoja sprawa, Seryo.

Dziewczynka również przestała się uśmiechać. W jej spojrzeniu pojawił się ból i gniew.

- Ach, dobrze, ja chciałam tylko docenić kunszt dobrego magicznego rzemiosła. Mam jeszcze tylko jedno pytanie, jeśli jesteś taka mądrala, czemu pozwoliłaś Gueshowi umrzeć?

- Ostrzegałam go, Seryo. Nie posłuchał mnie. - Jej głos był jak bicz. Pozbawiony wszelkiego współczucia i emocji.

W ciemnych oczach dziewczynki ponownie zalśniły łzy.

- Myślę, że jesteś zwyczajną zimną suczą, pani generał. Będę wykonywać twoje rozkazy, ale nigdy nie zastąpisz Guesha, pani generał. Frena, chodźmy stąd.

Starsza dziewczynka obdarzyła ją pogardliwym spojrzeniem.

- Dobranoc, pani generał.

Po chwili obie siostry zniknęły, zostawiając nowego generała Czerwonego Kapłana w samotności niespokojnej nocy.

***


Sala Medytacji była jednym z największych osiągnięć magicznej techniki w Eques. Została stworzona specjalnie z myślą o niedojrzałych Shyllien i Xullan, którzy nie potrafili jeszcze w pełni korzystać ze swojej mocy.

Urządzenie działało jak wzmacniacz zarówno zdolności wyciszania, jak i wzbudzania nurtów. Było to wspaniałe zabezpieczenie w sytuacjach braku odpowiednio przygotowanego następcy. W Eques nic nie było ważniejsze od utrzymania Równowagi.

Jednakże wszystko miało swoją cenę.

Sylphiel drżała na całym ciele, gdy obserwowała magiczny płyn wypełniający całe pomieszczenie znajdujące się dokładnie w środku kompleksu pałacowego Seyrun. Niewielka komnata pozbawiona okien i drzwi o pięknych zdobieniach w postaci runów, podobizn Ceiphieda, Shabranigdo oraz licznych spirali, wzmacniała poczucie duszności i lęku. Dobrze wiedziała, że gdy płyn wypełni jej płuca i leżącej tuż obok niej Amelii, straci świadomość i obie staną się zwykłymi bateriami dla starożytnego urządzenia. A dokładnie Amelia stanie się baterią, ona zaś będzie tylko bezpiecznikiem zapewniającym sprawne działanie zasilania.

Jednak się nie poddawała, wciąż miała nadzieję. Nawet w stanie utraty świadomości będzie mogła leczyć wewnętrzny nurt Amelii. Gdyby dziewczyna się przebudziła jako prawdziwy Filar, będzie w stanie przełamać otaczającą ich barierę.

Do tego momentu mogło minąć bardzo dużo czasu.

Jej umysł stawał się coraz mniej przytomny.

Resztką sił uniosła wolną dłoń do ust.

- Gourry…

Jego twarz była ostatnią rzeczą, jaką ujrzała, nim świat zawirował i pochłonęła ją ciemność.

Poprzedni rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.