Opowiadanie
Rezonans
Na rozdrożu
| Autor: | Rinsey |
|---|---|
| Serie: | Slayers |
| Gatunki: | Akcja, Dramat, Fantasy, Przygodowe, Romans |
| Uwagi: | Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość |
| Dodany: | 2026-07-19 12:12:44 |
| Aktualizowany: | 2026-07-19 12:12:44 |
Poprzedni rozdziałNastępny rozdział
Kopiowanie całości lub fragmentów przez osoby trzecie bez zgody autorki jest zakazane.
Rozdział 24
Na rozdrożu
Tysiące energetycznych motyli wypełniło całą przestrzeń dokoła niej. Trzepot ich delikatnych skrzydeł mieniących się tysiącem barw delikatnie kołysał jej duszę. Instynktownie poddała się temu nurtowi, rozpoczynając powolną wędrówkę ku wolności.
Zaklęcie magii tożsamości Elsevien zostało złamane.
Udało im się! Udało!
Stopniowo strumień energetyczny prowadził ją ku górze. Uplecione z nurtów przestworza wydawały się być granicą koszmaru i jawy.
Czuła to całą sobą. Jej świadomość powoli wracała do ciała. Do niego.
Nagle doszedł do jej uszu cichy świst.
Patrzyła, jak w zwolnionym tempie wielobarwne skrzydełka rozpadają się na pół.
Coś złapało ją za przeguby dłoni i zaczęło ponownie ciągnąć w dół.
Nie miała już siły na nic. A tym bardziej na obronę przed kolejnym wrogim atakiem.
Przecież złamali zaklęcie!
O co tutaj chodziło?
Po kilkunastu sekundach tajemnicza siła osłabła i rzuciła nią o zimną, kamienną podłogę. Przez chwilę tkwiła w bezruchu, po czym powoli wstała i rozejrzała się dookoła. Znajdywała się w jakiejś jaskini oświetlanej jedynie przy pomocy świec przymocowanych do kamiennej ściany. Kątem oka dojrzała kobiecy cień. Nawet w tej słabej iluminacji rozpoznała jej sylwetkę.
- Elsevien?
Długa granatowa suknia zaszeleściła lekko, gdy kobieta wykonała pojedynczy krok w stronę czarodziejki.
- Witaj, Lino Inverse. Od bardzo dawna chciałam cię poznać. Gratuluję złamania mojego zaklęcia. - Jej głos był suchy, pełen ironii. Trudno było się doszukiwać emocji osoby, której wielce misterny plan właśnie został obrócony w proch. - Powiem szczerze, byłam przekonana, że to niemożliwe.
Czarodziejka wyprostowała się dumnie, patrząc przeciwniczce prosto w oczy.
- To Sylphiel. Przegrałaś z Sylphiel. To jej nie doceniłaś - powiedziała stanowczo Lina.
Brązowowłosa przyglądała jej się z uwagą. Wyglądała w zasadzie identycznie jak Neive z jej snu. I tak samo działała jej na nerwy.
- Nie tylko jej nie doceniłam… Powiedz mi, jak to wszystko zrobiłaś? Sylphiel nigdy nie była osobą silną psychicznie. Nie miała w sobie siły unieść magii tożsamości.
Lina zaśmiała się krótko.
- W swoim mniemaniu doskonale znasz się na ludziach, czyż nie? - spytała, nawiązując do ich licznych wymian we własnym „koszmarze”. - Prawda jest jednak prosta. Sylphiel zawsze była silna. Musiała po prostu w siebie uwierzyć. A jeśli nie widziałaś w niej tej siły, oznacza to, że nie rozumiesz ludzi tak dobrze, jak ci się wydaje. Od razu zakładasz, że jesteś nieomylna. To był błąd, który doprowadził do twojej porażki.
Usta Elsevien wykrzywiły się w brzydkim uśmiechu. Dwa palce w ułamku sekundy uniosły się ku górze. Długi łańcuch zakończony ostrzem zawrotną prędkością poleciał w stronę Liny. Czarodziejka zdołała dojrzeć ten atak kątem oka. Jej ciało jednak było zbyt zmęczone, aby wykonać unik.
Usłyszała ciche brzęknięcie towarzyszące uderzeniu jednego metalowego kółka o drugie i już szykowała się na uderzenie…
Zanim zdążyła nastawić się na nadchodzący ból, tuż przed jej oczami rozpostarła się potężna zielona bariera ochronna.
- Niesamowite. Nawet tutaj chroni cię ten jebany Rezonans. - Brązowe oczy pozostawały chłodne, pozbawione jakiejkolwiek emocji. - Szkoda. Miałam nadzieję, że uda mi się roztrzaskać również twój nurt wewnętrzny. Cóż, mówi się trudno.
- Również? - Linę przeszedł nieprzyjemny dreszcz, gdy usłyszała przedostanie wypowiadane przez nią zdanie.
- Widzę, że trafiłam na prawdziwą znawczynię ludzkich serc. - Sarkazm wręcz wylewał się z jej głosu. - Chociaż wciąż wydaje mi się, że istnieje przynajmniej jedna osoba, którą rozumiem lepiej od ciebie. Jeżeli ci się wydaje, że dobrze znasz Zelgadisa, mylisz się. - Przechyliła głowę na bok, wbijając w nią przenikliwe spojrzenie. - Taplałaś się w moich wspomnieniach, prawda?
Coś nieprzyjemnie skręciło jej się w żołądku. Nie chciała słuchać dalszych słów.
- Powiem ci więc, że Zelgadis na początku był względem mnie tak opiekuńczy jak teraz względem ciebie. Wydawało mi się, że łączy nas niesamowita więź. Wyjątkowe porozumienie. Myślałam, że znaczę dla niego naprawdę wiele… On nigdy nie mówił o swoich uczuciach. Ale zapewniał mnie o swoich uczuciach czynami… W trakcie misji, w trakcie wolnego czasu… W łóżku był tak niesamowicie czuły…
Elsevien natomiast bezlitośnie wypowiadała kolejne zdania, których cel Lina dobrze rozumiała.
- Natomiast widziałaś na własne oczy sytuację, kiedy naprawdę potrzebowałam jego pomocy. Właśnie wtedy zostawił mnie zupełnie samą. Wybrał fałszywą Równowagę zamiast mnie, a już wtedy dobrze widział, jak bardzo jest ona wypaczona. Postanowił patrzeć w inną stronę. A ja… zostałam zupełnie sama… - Jej oczy zalśniły na moment w blasku świec. - Ty zaś jesteś w takiej samej sytuacji. Po prostu masz więcej do stracenia niż ja.
Miały ją zranić. Głęboko. To miała być zemsta za splądrowanie wspomnień i zniszczenie zaklęcia mistrzyni magii tożsamości.
- Nigdy nie będziesz dla niego ważniejsza niż porządek świata. - Ukucnęła tuż przed dzielącą je barierą. - Chcesz ocalić swoją siostrę, prawda? A jedyna szansa na to, to zawrzeć pakt z Rezo. Bardzo łatwo będziesz mogła się przekonać, czy naprawdę udzieli ci pomocy, poprzez zdradę Przymierza Równowagi. A pomimo ciętego języka, bardzo ci zależy na bliskich ci ludziach, prawda? Ale masz szczęście. Mocno z tobą sympatyzuję. Ja już nie uratuję ojca. Ty jeszcze masz szansę uratować swoją siostrę. Posłuchaj mnie bardzo uważnie. Zostawię w twoim umyśle dane teleportacyjne do miejsca, w którym się ukrywam. Jeżeli się stawisz przede mną osobiście, przekażę ci informacje o, jak ona ma na imię? Lunie? Nie masz jednak zbyt dużo czasu do namysłu. Rezo mi nie daruje tego, co zrobiłam. Nie jestem w stanie się stąd ruszyć… Myślę, że masz około doby, zanim mnie znajdzie. To wszystko co, póki co mam ci do powiedzenia. - Wyprostowała się dumnie i uśmiechnęła się cynicznie. - Do zobaczenia, Lino Inverse.
***
Podniosła się błyskawicznie, biorąc głęboki, gwałtowny wdech. Chwilę później poczuła, jak obejmują ją dwie mocne ręce.
- Lina, już jesteś bezpieczna. Oddychaj głęboko.
Znała ten głos. To ciepło. To uczucie bezpieczeństwa. Tętniące w niej połączenie magii ziemi i ognia.
Zelgadis.
Odetchnęła spokojniej i wtuliła się w niego. Czuła, jak jego ciało również rozluźnia się pod wpływem tego dotyku.
Chłonęła jego zapach. Mieszankę ziemi i przyjemnych męskich perfum.
Wręcz absorbowała psychicznie jego magiczną aurę. Potężną. Niewzruszoną. Dla niektórych zbyt przytłaczającą. Jej zaś kojarzącą się z bliskością, z bezpieczeństwem.
Rozszalałe serce stopniowo zaczęło bić spokojniej.
Powoli, bardzo powoli umysł zaczął obejmować swoje otoczenie, chociaż obrazy z odbytej podróży mentalnej wciąż przedzierały się fragmentarycznie na powierzchnię jej świadomości. Byli w sypialni Zelgadisa? Ach, no tak, sama do niego przyszła, aby zasnąć…
A potem zalała ją fala urywków wspomnień.
- Zel, zaklęcie… Co się z nim stało? Co się stało ze wszystkimi? Co z… Seyrun? Całym Varney?
- Lina, powoli. Dopiero się wybudziłaś. Powiem ci wszystko, ale jak do siebie dojdziesz. Jesteś w stanie coś zjeść?
Dopiero teraz zorientowała się, że w zasadzie siedziała na jego kolanach. Zelgadis zaś siedział na skraju łóżka.
- Nie, dopóki mi nie powiesz, jaki jest status wszystkiego - odparła uparcie.
Mag mierzył ją uważnym spojrzeniem przez dłuższy czas. Dopiero teraz przyjrzała mu się dokładniej. Miał worki pod oczami, bledszą niż zazwyczaj cerę. Jego szafirowe oczy zdawały się wręcz uginać pod natłokiem trosk. Był wyczerpany.
- A ty, kiedy jadłeś? - spytała cicho, podnosząc dłoń i dotykając lekko jego policzka.
Zelgadis uśmiechnął się, ujął jej dłoń w swoją i delikatnie położył ich złączone ręce na jej kolanach.
- Mnie nie pochłonęło to zaklęcie. Jestem obecnie ostatnim, o którego powinnaś się martwić.
- A więc powiedz mi, co z tą resztą, o którą powinnam się martwić?
- Na pewno nie zjesz nic teraz?
- Zjem, jak tylko usłyszę informacje, o jakie cię proszę, Zel.
Mierzyli się nieugiętym spojrzeniem kolejną dłuższą chwilę, po czym Zelgadis westchnął ciężko, co Lina odebrała jako znak swojego triumfu.
- Zaklęcie pochłonęło was jakieś dwa dni temu. Na terenie całego Varney każdy poza mną i członkami Rady Seyrun pogrążył się w koszmarze. Większość z was obudziła się kilka godzin temu. Tylko ty i jeszcze jedna osoba nie obudziłyście się w tym czasie.
Lina poczuła, jak przechodzi ją zimny, nieprzyjemny dreszcz.
- Sylphiel?
- Lina…
- Zel, co się stało z Sylphiel?
- Nie wiemy dokładnie. Nie obudziła się.
- Ty czegoś nie wiesz?
- Nie jestem uzdrowicielem, Lina. Obecnie badają ją uzdrowiciele z Seyrun. Niedługo mam nadzieję, podzielą się swoją diagnozą. - Spojrzał jej prosto w oczy. - Natomiast, gdzie była twoja świadomość przez tych kilka godzin?
Właśnie wtedy wszystkie rozsiane fragmenty wspomnień złączyły się w jeden obraz. Imię dotąd podświadomie lub świadomie pomijane przez ich obojga pojawiło się w jej umyśle.
Nigdy nie będziesz dla niego ważniejsza niż porządek świata.
Czuła jak w jednej chwili wyrasta między nimi emocjonalna ściana.
Zerwała kontakt wzrokowy i wbiła spojrzenie w ścianę za łóżkiem. Jej wnętrze w okamgnieniu wypełniło się ciężkimi, mrocznymi emocjami.
- Lina… Czy widziałaś się z Elsevien? - Chyba po raz pierwszy usłyszała w jego głosie cień lęku.
Dobrze wiedziała, że to pytanie zadał jedynie kurtuazyjnie. Był obok niej prze ten cały czas, chroniąc ją dzięki mocy Rezonansu. Musiał wyczuwać energię tych, z którymi miała styczność.
- Tak - odparła krótko, dosyć chłodnym tonem.
- Co ona…
- Zel - przerwała mu. - Nie jestem gotowa do tej rozmowy.
- Lina… Ona jest niebezpieczna. To, co ci powiedziała, jest niebezpieczne...
Podniosła się i wstała z jego kolan. Nie kręciło jej się w głowie. Nie było doskonale, ale nie było źle.
- Nie przygotowałeś mnie na spotkanie z nią. A jej imię pojawia się, od kiedy przybyłam do Eques. Uszanuj to proszę, że muszę to sobie najpierw sama poukładać w głowie, dobrze?
Nie powtrzymał jej, gdy wyciągnęła swoją dłoń z jego uścisku.
Gdy ruszyła w stronę drzwi jego ręka zacisnęła się w pięść, po czym rozluźniła się i zwisła bezwładnie.
- Dobrze - odparł po dłuższej chwili, obserwując w milczeniu, jak czarodziejka wychodzi i znika za zamykającymi się drzwiami.
Cholera! Zachowała się dokładnie tak, jak pewnie chciała ta sucz. Widziała ból w jego oczach, zanim wyszła. A przecież gdyby nie on, nie dałaby rady powrócić z zaklęcia koszmaru…
Tylko że nie miała siły dbać o uczucia innych w tej chwili. Ledwo radziła sobie z własnymi emocjami…
Nagle zatrzymała się raptownie i oparła się o ścianę.
Radziła sobie?
Dobre sobie.
Odczuwała wręcz pogardę do samej siebie, gdy jej umysł rozgrywał przed jej oczami wyobraźni kolejne słowa Elsevien.
Jeżeli ci się wydaje, że dobrze znasz Zelgadisa, mylisz się.
Sama się mylisz, głupia krowo - warknęła w myślach.
Od początku przeczuwała, że łączy ich głębsza historia. Ale nie było czasu analizować tej relacji. Było tyle ważniejszych rzeczy… Wrobienie Zelgadisa w atak na Phila, atak Rezo na Zefilię, ratowanie Filii, to popierdolone zaklęcie koszmaru…
Gdzieś w głębi wiedziała. Przecież, wiedziała do cholery.
Zelgadis na początku był względem mnie tak opiekuńczy jak teraz względem ciebie. Wydawało mi się, że łączy nas niesamowita więź. Wyjątkowe porozumienie. Myślałam, że znaczę dla niego naprawdę wiele… On nigdy nie mówił o swoich uczuciach. Ale zapewniał mnie o swoich uczuciach czynami… W trakcie misji, w trakcie wolnego czasu… W łóżku był tak niesamowicie czuły…
A jednak bolało. Cholernie głęboko. Tak głęboko, jakby nigdy dotąd by nie podejrzewała.
Ze złością walnęła ręką o ścianę.
Przecież był od niej starszy. Miał prawo być w innym związku, zanim się poznali.
Ale dlaczego akurat z taką suczą?
I czemu teraz wybrał ją samą?
Nie! Przestań - pouczyła samą siebie. Robiła dokładnie to, czego Elsevien pragnęła. Zaczynała kwestionować uczucia człowieka, który robił wszystko, aby ją ochronić, od kiedy pojawiła się w Eques.
Wiedziała, co Zelgadis do niej czuje. Może o tym, nie mówił. Ale czuła przecież jego uczucie całą sobą.
To ona się bała.
I dopuszczała do siebie tak niesamowicie powoli.
Wykorzystywała go zgodnie ze swoimi potrzebami.
A co dawała mu w zamian?
Wybuch zimnej zazdrości.
Zazdrości?
Cała oniemiała, gdy jej umysł nazwał to uczucie.
To ohydne, gęste uczucie o mrocznej barwie zdające się oklejać jej serce i płuca… to była zazdrość?
Od kiedy stał jej się tak bliski, że wyzwalał w niej tak skrajne emocje?
Jak ludzie mogą sobie nie zdawać sprawy, kiedy więź przeistacza się w coś tak nieokiełznanego?
Czy właśnie to ludzie nazywają miłością?
Najprawdopodobniej tak - odpowiedział jej cichy głosik w jej głowie.
Ty zaś jesteś w takiej samej sytuacji. Po prostu masz więcej do stracenia niż ja. Nigdy nie będziesz dla niego ważniejsza niż porządek świata.
Wraz z kolejnymi przebłyskami pamięci zalał ją strach.
Nawet jeśli głęboko w swoim wnętrzu poczuła pragnienie bycia dla niego najważniejszą…
Nie mogła tego od niego wymagać.
I nie wiedziała, jakby to zniosła, gdyby faktycznie nie wybrał jej…
A musiała działać.
Luna czekała.
Zostawię w twoim umyśle dane teleportacyjne do miejsca, w którym się ukrywam. Jeżeli się stawisz przede mną osobiście, przekażę ci informacje o Lunie. Nie masz jednak zbyt dużo czasu do namysłu. Rezo mi nie daruje tego, co zrobiłam. Nie jestem w stanie się ruszyć…
Nie wierzyła, że Elsevien da jej jakiekolwiek informacje. Ale mogła wykorzystać całą tę sytuację, aby osiągnąć swój cel.
Myślę, że masz około doby, zanim mnie znajdzie.
Poradzi sobie sama. Przebywanie w zaklęciu tożsamości poszerzyło jej świadomość magiczną. Miała za sobą kilka eksperymentów magicznych. Tam, gdzie wcześniej odnosiła niepowodzenia, teraz była przekonana, że magia zachował się zgodnie z jej wolą. Nie musiała korzystać z pomocy Zelgadisa. Luna to była jej rodzina. Jej sprawa. Zelgadis niósł na swoich barkach całe Eques. To wystarczająco dużo.
Doba. 24 godziny.
Musiała chociaż trochę odzyskać siły.
Jak coś zje, siły szybko wrócą.
I Sylphiel. Zanim wyruszy, musiała usłyszeć, że z Sylphiel będzie wszystko w porządku.
Tak. To brzmiało jak jakiś plan.
Jakiś.
Pod drzwiami uzdrowicielki panowała absolutna cisza. Napięcie było wręcz namacalne w niewielkim pomieszczeniu, będącym zwykle poczekalnią do lecznicy Sylphiel.
Jak dziwna była świadomość, że tym razem to Sylphiel jest pacjentką, a nie lekarzem.
Amelia, jak tylko zobaczyła Linę, zaczęła niekontrolowanie płakać i wtuliła się w przyjaciółkę. Czarodziejka pogodziwszy się z faktem, że nie da rady odtrącić młodej Shyllien, skierowała je na pobliską kanapę. Amelia bez oporu dała się usadowić, lecz wciąż pozostała przyklejona do rudowłosej.
- To dzięki pannie Sylphiel, udało się pokonać Elsevien. Dlaczego ona jedna się nie obudziła? To niesprawiedliwe.
- Obudzi się, Amelio - wtrąciła cicho Filia, siedząca na jednym z aksamitnych foteli, wpatrując się w złoto białe ściany dworku.
- Wróci. Obiecała, że wróci - odezwał się cicho Gourry, zajmujący strategiczne miejsce najbliżej drzwi. Szermierz wyglądał, jakby postarzał się o co najmniej 10 lat. Worki pod oczami, ziemista cera, oczy zmęczone, jednak wciąż pełne nadziei, bez ustanku wpatrywały się w wrota lecznicy.
Wreszcie po kolejnej godzinie w drzwiach stanęło dwóch uzdrowicieli z Seyrun: starzec o długiej siwej brodzie i Smok wyglądający jak mężczyzna w średnim wieku.
- Co z Sylphiel? - spytał błyskawicznie blondyn.
- Przykro mi, ale nie wiemy, panie Gabriev.
Mężczyzna stał w bezruchu oniemiały, jakby nie zrozumiał wypowiedzianych przed chwilą słów.
- Jak to… nie wiecie?
- Użyła tak wiele mocy, że… jej nurt wewnętrzny został przerwany.
Amelia wzięła paniczny wdech, po czym zaczęła głośno szlochać.
- Nie. Nie. Nie…
Filia pobladła jeszcze bardziej i nie wiedząc, co ma powiedzieć, zakryła usta rękami.
- Ale… - kontynuował drugi uzdrowiciel. Oczy wszystkich zebranych skupiły się na specjaliście, spijając z jego ust każde słowo. - Jej ciało biologicznie wciąż żyje. Nie wiemy, jak do tego mogło dojść. Zwykle przerwanie nurtu wewnętrznego skutkuje natychmiastową śmiercią. Tak też się nie stało. Jedynym logicznym wyjaśnieniem jest, że jej nurt wewnętrzny wciąż jakimś cudem funkcjonuje, chociaż wszelkie znane nam zaklęcia nie potrafią ani tego wykryć, ani tego naprawić. Użyliśmy wszelkich znanych nam zaklęć, aby podtrzymać jej funkcje biologiczne i wzmocnić regenerację nurtu wewnętrznego, jeśli faktycznie tam zachodzi.
- Czcczyli, cco to ooooznaaaacza? - spytała Amelia, pochlipując.
- Panienka Nels Rahda pozostanie w śpiączce, dopóki nie odkryjemy nic więcej.
Brutalność tych słów ponownie wywołała ciężką ciszę, potrzebną, aby ich okrutna rzeczywistość mogła wsiąknąć w świadomość obecnych.
Lina czuła, że coś w niej pęka. To był jej plan. Udoskonalony przez Sylphiel. Ale to ona podjęła decyzję, aby obudzić uzdrowicielkę jako pierwszą i na jej ramiona złożyć to brzemię.
I to Sylphiel, nie ona, zapłaciła prawie najwyższą cenę.
- Czy… mogę do niej wejść? - odezwał się cicho Gourry.
- Tak, panie Gabriev, oczywiście.
Obraz martwej sylwetki babci ponownie przeplótł się z rzeczywistością z ostrym, bolesnym pchnięciem.
Musiała to naprawić. Nie pozwoli, aby znowu ktoś ponosił konsekwencje jej decyzji.
Lina pogłaskała lekko Amelię po głowie, po czym wyzwoliła się z jej uścisku i ruszyła za szermierzem.
Gourry wszedł bardzo powoli, po czym usiadł w pobliskim fotelu i delikatnie chwycił bladą, leżącą bezwładnie dłoń.
Sylphiel poza większą bladością niż zazwyczaj wyglądała bardzo spokojnie. Jakby śniła długi, przyjemny sen.
Czarodziejka zatrzymała się tuż za siedziskiem i położyła dłoń na ramieniu Gourry’ego.
W jej oczach pojawiła się nowa determinacja.
- Ona wróci. Dlatego jej serce wciąż bije.
- Wiem. Obiecała, że wróci. - Mężczyzna powtórzył to zdanie niczym mantrę.
- Bądź z nią. Mów do niej. Nawet jak nie jest w stanie odpowiedzieć, ona cię usłyszy. Jak wtedy usłyszała tylko ciebie.
Dopiero wtedy blondyn odwrócił się w jej stronę.
- Dziękuję, Lina. - Uśmiechnął się lekko.
Odwzajemniła uśmiech, po czym opuściła pomieszczenie i zacisnęła mocno pięści.
Miała dodatkowy cel w swojej nowej misji. Wyciągnie z tego babsztyla, jak obudzić Sylphiel, nawet jakby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobi.
Zaczęła iść długim korytarzem, prowadzącym do centralnej części dworku, gdy nagle usłyszała głośne wołanie.
- Panno Lino, poczekaj chwilę.
Bez słowa odwróciła się do Smoczycy, czekając aż powie, co ma powiedzieć i da jej spokój.
- Pan Zelgadis nie proponował ci wzięcia udziału w spotkaniu Najwyższej Rady Seyrun za pół godziny?
- Nie.
- Ale przecież obecnie wasz Rezonans może być kluczowy.
Słysząc to, Linę przeszedł kolejny nieprzyjemny dreszcz.
Od pewnego czasu ognisto-ziemne pulsacje zupełnie zniknęły w jej wnętrzu.
Nie znała przyczyny.
Ale wiedziała, że w obecnym stanie, nie da rady uzyskać z Zelgadisem Rezonansu.
On też to musiał czuć.
- Może Zelgadis jest najpotężniejszym wojownikiem tego wymiaru, ale ja obecnie nie dam rady wykrzesać z siebie czegokolwiek. Pewnie dlatego nie zostałam uznana za przydatną przynajmniej w najbliższym posiedzeniu.
Filia mierzyła ją badawczym spojrzeniem.
- Rozmawialiście o Elsevien. A przynajmniej Zelgadis próbował z tobą o niej porozmawiać. - To nie było pytanie, tylko stwierdzenie faktu. - Panno Lino… Wiem, że to nie jest moja sprawa… Ale Zelgadis nigdy nie chciał się skrzywdzić…
W jednej chwili poczuła, jak coś w niej zaczyna płonąć gorącym ogniem zupełnie niezwiązanym z jej magią.
- Masz rację, to nie jest twoja sprawa, Filia - powiedziała szybko, po czym błyskawicznie odwróciła się od Smoczycy i z powrotem ruszyła w stronę centralnej części dworku.
Wciąż nieco drżała ze złości po tej krótkiej wymianie z Filią.
Wiedziała, że Smoczyca ma rację.
Ale nagle bardzo zakłuł ją w oczy fakt, że wszyscy wydawali się wiedzieć o Elsevien i Zelgadisie, tylko nie ona. I nikt, absolutnie nikt, nie raczył jej o tym powiedzieć.
Oczywiście, że powinien to zrobić Zelgadis osobiście. Ale nikt nie miał prawa teraz się odzywać i mądrzyć, jak to biedny Zeluś nie zrobił nic złego.
Doskonale znała i rozumiała relację Zelgadisa i Filii. Byli jak rodzeństwo. Może i potrafili być dla siebie wredni i bezwzględni, jak wymagała tego chwila, ale w sytuacjach kryzysowych zawsze stawali za sobą murem.
Trochę jak ona i Luna.
Jednak z tej rozmowy wynikała jedna ważna rzecz.
Za pół godziny Zelgadis i Filia opuszczą dworek.
Jeżeli miała się teleportować w miejsce pobytu Elsevien, musiała zrobić to właśnie wtedy.
Na moment się zatrzymała. Sala teleportacji była oddalona jedynie o kilka kroków.
Czy na pewno dobrze robiła?
Nie miała pewności, co Elsevien chciała osiągnąć.
Jej myśli zaczęły krążyć dookoła Sylphiel i Luny.
Nie miała siły na kolejne dyskusje.
To nie było mądre. Ale już dawno minął czas, kiedy można było cokolwiek zyskać tylko dzięki rozsądkowi.
Musiała działać.
Nie była bezbronna. Miała swój własny plan, który miał pewne szanse powodzenia.
A żeby miał szansę się udać, musiała wskoczyć w otchłań.
Wszystko ma swoją cenę…
Spojrzała na zegar zawieszony na pobliskiej ścianie. Spotkanie Rady właśnie się rozpoczęło.
Wzięła głęboki wdech. Jej wzrok wypełnił się dodatkową determinacją.
Panel magiczny w sali teleportacji lekko drgnął pod jej palcami, po czym jej wnętrze wypełniło znajome szarpnięcie.
Luo Graon, jak zawsze odziany w elegancki zielony mundur, spoglądał w milczeniu na pięknie zdobione ściany sali zgromadzeń w Pałacu Seyrun, który postawił osobiście kilkaset lat wcześniej.
Shazard Lugandy, w wielkim skupieniu przyglądał się skrajowi swoich strojnych czerwonych szat. Jego chuda sylwetka zatopiona w ogromnym fotelu wyglądała wręcz zabawnie. Po chwili usatysfakcjonowany wyjął z rękawa ołówek i wrócił do kolejnego szkicu, tworząc projekt kolejne skomplikowanej maszynerii.
Aqua Ragradia, urocza smocza staruszka, ze spokojem wypiła kolejny łyk naparu, którego zapach smakowicie roznosił się po całym pomieszczeniu. Oczywiście, była to iluzja. Ci, którzy stracili materialne ciało, a zostawali w świecie żywych na mocy ostatniego nurtu duszy, nie mieli możliwości oddziaływania na materię. Potrafili natomiast przywołać iluzję przedmiotów, z których korzystali za życia.
Sai Choro, groźny, starszy Ryuzoku, wbił groźne spojrzenie małych żółtych oczu w Filię i Zelgadisa, którzy właśnie się zmaterializowali po środku eleganckiego pomieszczenia.
- Czemu nie ma z wami małego Filara?
- To moja decyzja. Moja wnuczka jest jeszcze za młoda, aby brać udział w takich zgromadzeniach - odparł natychmiast Eldoran Seyrun, usadzony jak zawsze na pięknie rzeźbionym dębowym krześle, unoszącym się kilka centymetrów nad ziemią.
- A czy to nie wszystko jedno? Varney upada. Nie ma już sensu oficjalnie mianować nowego Filara i Strażnika Nurtów - wtrącił Luo, nie odrywając wzroku od ściany. - Niebawem nasza egzystencja również rozpłynie się w powietrzu, jeżeli nie będziemy mieli, czego chronić - kontynuował ponuro, nawiązując do życzenia spełnionego przez Eques wiele lat temu.
- Może to dotyczy ciebie, młodzieńcze - wtrąciła pogodnie Aqua. - Moim pragnieniem było chronić Krainę Równowagi bez względu na formę, jaką przyjmie. Przynajmniej tak długo, jak żyje w niej taka młodzież. - Spojrzała z uznaniem na Filię i Zelgadisa. - Jestem pod ogromnym wrażeniem całej waszej grupy. Chociaż mogłam jedynie obserwować na planie energetycznym wasze zmagania, modliłam się do Ceiphieda, aby wspomógł wasze zmagania. Mała Elsevien rzuciła absolutnie paskudne zaklęcie.
Wzrok Zelgadisa przestał być przerażająco chłodny, a Filia lekko się uśmiechnęła.
- To prawda - wtrącił Shazard bez odrywania ręki i wzroku od swojego szkicownika. - Nie sądziłem, że im się to uda. Zwłaszcza mnie zaskakuje twoja partnerka, Zelgadisie. To wręcz nienaturalne, że dziewczyna, parająca się magią od zaledwie kilku miesięcy, ma taką intuicję magiczną. Ona na pewno nie ma żadnych magicznych korzeni?
- A kogo to interesuje w obecnych okolicznościach?! - krzyknął wściekle Sai Choro. - Przypomnę, że ta, jak ją nazwałaś, Aqua, „mała Elsevien” wpompowała w cały wymiar magię chaosu, która teraz krąży w nurtach Varney!
- Magia… chaosu? Całe Varney? - powtórzyła słabo Filia. - Jak to się mogło stać?
- Elsevien musiała użyć zasobów zbieranych przez Ruelzhan, aby zasilić takie zaklęcie - wtrącił Zelgadis. Ton jego głosu był rzeczowy i profesjonalny jak zawsze. Jednak wydawało się, że był jeszcze bardziej zdystansowany do wszystkich niż zazwyczaj. - Raportowałem to swego czasu Philowi, nie jestem pewien, czy przekazał to dalej. Ruelzhan mają w swoich szeregach pary Smoków i Mazoku. I tylko taka kombinacja może wyprodukować czystą magię chaosu.
- Która to, również przypomnę wszystkim tu obecnym, prowadzi do destrukcji wymiarów - dodał złośliwie Sai Choro.
- Albo do ich tworzenia. - Natychmiast weszła mu zdanie Aqua.
- Czy mi się wydaje, czy ty pragniesz Jej powrotu?
- Zauważam tylko, że zguba Varney nie jest taka pewna, jak próbujesz nam wmówić, mój drogi.
- Zamknijcie się na chwilę oboje - warknął Eldoran. - Zelgadisie, Filio. Największy problem polega na tym, że w związku z ostatnimi wydarzeniami zostało pilnie zorganizowane posiedzenie Przymierza Równowagi. Obawiam się, że każdy z wymiarów podejmie decyzję o zapieczętowaniu przejścia między resztą wymiarów a Varney. Domyślacie się zapewne, że brak swobodnego przepływu nurtów między wymiarami może dodatkowo wzmocnić kataklizm w Varney. Powiem szczerze, nie wiem, co czeka Varney w obecnej sytuacji, ale musimy się skupić na próbie minimalizowania… strat. - Przerwał, gdy zaczął gwałtownie kaszleć. - Filio, wraz z Amelią wykonajcie taniec Filara i Strażnika Nurtów. W koszmarze Elsevien wyszło wam to fenomenalnie. Nurty chaosu pewnie nie będą chciały wam się poddać, ale spróbujcie robić, co możecie. Seyrun również was w tym wesprze. Do zarządzania siłami Smoków i ludzi już powołałem Fyndela i Milly McCrean.
- Fyndela? - spytała z powątpiewaniem Filia.
- Rozumiem, że masz zastrzeżenia, ale Fyndel bardzo długo był podkomendnym Milgazii. Nie możemy nie skorzystać w obecnej sytuacji z jego doświadczenia. Oczywiście, jest on pod twoimi rozkazami, Filio.
- Kim jest Milly McCrean? Ona jest z tych McCreanów? - wtrącił Zelgadis.
- Tak. Ty zaś, Zelgadisie… Czy będziesz w stanie z płomienną panną wesprzeć Amelię i Filię na mocy Rezonansu?
Mistrz magii ziemi milczał przez dłuższą chwilę. Chociaż jego twarz miała nieodgadniony wyraz, jego dłonie lekko się zacisnęły.
- Obecnie nie jesteśmy w stanie uzyskać Rezonansu.
Eldoran rozważał w ciszy jego słowa.
- Rozumiem. W takim razie sam wesprzyj Filię i Amelię. A jednocześnie… spróbuj zbadać nurty chaosu.
W sali zgromadzeń w jednej chwili zapadła ciężka, pełna napięcia, cisza.
- Czy ja dobrze słyszę? Czy mi się wydaje, czy nie mieliśmy zostać skazani za skażenie magią chaosu? - Nie trzeba było być znawcą ludzkich zachowań, aby wyłowić ironię w głosie mistrza magii ziemi.
- Zelgadisie! - Pobladła Filia uderzyła łokciem maga mocno w żebra.
Na reakcję głowy rodu Seyrun nie trzeba było długo czekać.
- Chłopcze, naprawdę uważasz, że mamy czas na złośliwości? Pradawne zasady zostały ustalone po to, aby chronić Varney, chronić Równowagę! Obecny kataklizm ma miejsce, bo te zasady zostały złamane! A więc skoro musisz wiedzieć, wciąż nie ufam w pełni, że nie masz nic wspólnego ze swoim dziadkiem. Owszem, są okoliczności łagodzące. Zeznania mojej wnuczki, wasz udział w złamaniu zaklęciu Elsevien, chociaż byłby to doskonały moment, aby pomóc Ruelzhan. Mam to wszystko na uwadze. Ale jednocześnie wiedz, że wciąż będę się uważnie przyglądał twoim poczynaniom! Twoim i twojej płomiennej panny. Teraz naszym obowiązkiem jest przetrwać i dlatego wykorzystam wszystkie karty, jakie mam na ręku. Nawet przy złośliwości losu, że najsilniejszą z nich jesteś ty.
Przerażona Smoczyca złapała przyjaciela za rękaw.
- Zelgadisie, proszę cię - szepnęła błagalnie.
- Czy masz nam do przekazania coś jeszcze? - spytał z pozornym spokojem mistrz magii ziemi.
Eldoran wbijał w potężnego Equeshan wściekłe spojrzenie, zanim ponownie otworzył usta.
- Tak. Pozostała wciąż do ustalenia działalność sprawy Czerwonego Kapłana. Zajmuję się tym osobiście od jego ataku na Zeraquey. Niebawem dowiem się, kto naprawdę jest jego podwładnym w naszych szeregach. Pamiętaj o tym. - Ostentacyjnie zniknął, kończąc posiedzenie Najwyższej Rady Seyrun.
- Zelgadisie.
Idąc długim korytarzem prowadzącym z Sali Teleportacji, nie zatrzymał się nawet na moment.
- Zelgadisie, zaczekaj!
Mężczyzna zatrzymał się tak nagle, że Filia prawie na niego wpadła.
- Czego chcesz?
- Porozmawiać o pannie Linie.
- Czemu myślisz, że potrzebuję o niej rozmawiać?
- Bo znowu zachowujesz się tak tykająca bomba. A skoro nie rozmawiacie z panną Liną, ktoś musi ci o tym powiedzieć. Co się stało? Rozmawialiście o Elsevien?
- To nie jest twoja sprawa.
Usta Smoczycy ułożyły się w wąską kreskę, brwi zmarszczyły się groźnie, a z oczu zaczęły wręcz tryskać iskry gniewu.
- Jacy wy oboje jesteście uparci! - Spod jej różowej spódnicy wyskoczył smoczy ogon zakończony tą samą różową kokardką, co zazwyczaj. - Chcę pomóc! Czemu żadne z was nie może tego docenić i uszanować?! - Jej dłonie mocno zacisnęły się w pieści. - Uratowaliście mi życie… Daliście mi cel… Nie chcę, abyście zniszczyli swoją szansę na szczęście, na które oboje tak zasługujecie…
- Filia… - Szafirowe najpierw rozszerzyły się w szoku, a chwilę później pojawił się w nich cieplejszy błysk. Jego ramiona dotąd spięte, wydały się lekko rozluźnić. - To nie tak… Ech, a z resztą… - westchnął ciężko. - Tak. Chodzi o Elsevien. Spotkała się jakoś z Liną tuż przed jej przebudzeniem. Nie wiem, co ta manipulatorka jej nagadała… Ale rezultat jest taki, że Lina, póki co nie chce ze mną rozmawiać.
- Nie mówiłeś jej wcześniej o Elsevien, prawda? - spytała ze zrozumieniem Filia.
- Nie.
- Czemu?
- Tak jakoś wyszło…
- No dobra, to rozwiązanie jest jedno. Powiedz jej wszystko, nawet, jak nie będzie chciała słuchać.
- Co wszystko?
- Wszystko, co się wydarzyło z Elsevien. I wszystko, co czujesz do panny Liny. Wiem, że jesteś bardziej człowiekiem czynu niż słowa. Ale niektóre rzeczy muszą zostać powiedziane na głos…
Zanim Zelgadis zdążył cokolwiek odpowiedzieć, po korytarzu zaczęły się nieść kroki trzeciej osoby. Oboje z Filią natychmiast się odwrócili się, aby dojrzeć postać młodej Shyllien.
- Panno Filio, panie Zelgadisie, to panna Lina nie była z wami na spotkaniu Rady? - Granatowe oczy były pełne niepokoju.
- Nie.
- To w takim razie, w jakim celu użyła sali teleportacji?
Ostatnie 5 Komentarzy
Brak komentarzy.
















