Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Flame

Strach

Autor:Mai_chan
Gatunki:Fantasy
Dodany:2005-07-04 23:45:10
Aktualizowany:2005-07-04 23:45:10


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

(Ach, cóż za przejmujący tytuł! Aż ciarki przechodzą. ^_^)


Lina nuciła pod nosem wycierając stolik przy oknie. Ostatni gość "Tea Room" wyszedł kilkanaście minut temu. Frances przeliczała pieniądze w kasie i była wyraźnie zadowolona.

- LINA!! Chodź tu słoneczko.

- Co takiego, Frances?

- Trzymaj. - kobieta wcisnęła w dłonie Liny kopertę. - To twoja wypłata. Cieszysz się? - Lina była rozpromieniona.

- Ekstra! Kupię sobie te... jak im tam... A zresztą nieważne. Dzięki, Frances. Czy jestem ci w czymś jeszcze potrzebna?

- Jeśli zmyłaś stoły, to możesz iść na zakupy. - Frances uśmiechnęła się dobrotliwie. - Poszłabym z tobą, ale mam jeszcze trochę papierkowej roboty. Trzymaj się. I uważaj na siebie! I nie wydaj wszystkiego od razu!

Gdy Lina wyszła, Frances jeszcze przez jakiś czas porządkowała papiery. W pewnym momencie stwierdziła, że ma dość i czas najwyższy zrobić sobie herbatę. Kobieta nie czuła się najlepiej i być może dlatego nie zauważyła chłopaka wchodzącego do herbaciarni. Niewielki blondyn chwycił ją za ramię.

- Już zamknięte, chłopcze. - powiedziała Frances znużonym głosem. Chłopak nie zważał na jej słowa.

- Pójdziesz ze mną, człowieku. - chłopak uśmiechnął się złośliwie. Filiżanka wypadła z dłoni kobiety. Nikt nie usłyszał zduszonego krzyku.

Lina pogwizdywała wesoło ciesząc się nowym nabytkiem. Na nogach miała buty na kółkach, które sprzedawca nazywał rolkami. Zadowolona dziewczyna usiłowała zgłębić tajniki jazdy na nich. Zdążyła już kilka razy się wywalić, jednak nie żałowała wydanych pieniędzy. Wprawdzie poszła na to zdecydowana większość wypłaty, ale Lina nie przejmowała się tym. Już taka była jej natura, że niezmiernie rzadko żałowała swych decyzji. Droga od sklepu do herbaciarni była dość długa, więc Lina zdołała już opanować drżenie nóg i nauczyć się utrzymywać w pozycji stojącej dłużej niż minutę. Postępy były zdumiewające, bo Lina z każdą minutą radziła sobie coraz lepiej. Gdy dotarła do "Tea Room", nikt nie odpowiedział na jej powitanie. W jednej chwili czarodziejka poczuła napływ złych przeczuć, które pogłębiły się, gdy zobaczyła na podłodze stłuczoną filiżankę. Jej intuicja nie myliła się. Na ladzie leżała kartka wyrwana z notesu Frances. "Lino Inverse. Jeśli życie kobiety, u której mieszkasz, ma dla ciebie jakieś znaczenie, bądź dziś o dziesiątej w Central Parku. Nie szukaj mnie. Ja cię znajdę." Porywacz nie silił się na anonimowość, gdyż kartka była podpisana. Lina zaklęła pod nosem. Na kartce wyraźnie widniało imię i nazwisko: "Cedrik Flame". Czarodziejka spojrzała na zegar. Było wpół do dziesiątej. Musiała się śpieszyć, jeśli chciała zdążyć. Zamknęła herbaciarnię i rozpędziła się na rolkach. Wprawdzie Lina nigdy dotąd nie jeździła na nich, ale lęk dodawał jej skrzydeł. Wiatr targał jej włosami, z każdą sekundą dziewczyna jechała coraz szybciej. Za pięć dziesiąta zdyszana Lina stanęła przed bramą Central Parku. Wrota były już zamknięte, więc czarodziejka musiała wykorzystać zaklęcie lewitacji. Nie zdjęła rolek. Czuła, że jeszcze mogą się przydać. Udała się w stronę środka parku. Lina zahamowała szybko. Tuż przed nią stał jasnowłosy, niski chłopak.

- No nareszcie jesteś, Lino Inverse. A już myślałem, że będę musiał zabić twoją przyjaciółkę. Ale nie martw się. Chętnie to zrobię. Zaraz po tym jak zniszczę ciebie! - chłopak zaczął inkantować zaklęcie.

- Stój! - przerwała mu Lina. - Kim jesteś? Nie jesteś Cedrikiem!

- Nie. Nazywam się Dion. Ale jestem jego synem.

- "Synem"? O co ci chodzi?

- Lord Flame nauczył mnie walczyć. To on sprawił, że ze zwykłego śmiecia jakim byłem, stałem się czymś o wiele wspanialszym. Przestałem być zwykłym człowiekiem. Lord Flame zrobił ze mnie wampira, za co jestem mu bezgranicznie wdzięczny. Lord Flame jest zbyt zajęty, by zajmować się takim byle czym jak ty. Dlatego wysłał mnie. Lord Flame ufa mi bezgranicznie. Nigdy nie miałem okazji odwdzięczyć mu się za to co zrobił. Dziś będę miał okazję: przyniosę mu życie Liny Inverse. Przygotuj się na śmierć, dziewczyno!

Czarodziejka cudem uniknęła Fireball'a. Nie zdołała jednak opanować rolek i przewróciła się. Wszystko przybrało niesamowitą prędkość. Krótki krzyk i szybkie podniesienie się na nogi. Z ust czarodziejki pada zaklęcie: Mega Brando! Wokół demona wybucha ziemia. Szybkie wycofanie się i następne zaklęcie wycelowane w Diona, tym razem Flame Arrow. Krzyk: "Gdzie jest Frances?!" i Dam Blast. Śmiech. Energetyczna kula odbita niczym piłka. Dion śmiejący się i wzmocniony Balus Rod skierowany przeciwko dziewczynie. Ból. Ironia. Lina zazwyczaj używała tego zaklęcia do pozbycia się różnych drobnych szkodników. Zaklęcie. Jakie? Nie słychać. Ból. Krzyk. Krew. Osłabienie. Upadek. Głos.

- No i co, Lino Inverse? Wydajesz się być mocno przereklamowana.

Gniew. Elmekia Lance i oddalenie się. Demona Crystal! Fala lodu omija Diona. Znowu zaklęcie ze strony demona: Digger Bolt. Przerażenie. Elmekia Lance! Trafione! Zdezorientowany Dion przerywa inkantację. Odetchnięcie. Digger Bolt to potężne zaklęcie. Ono zabija. Gniew. Śmiech demona. Ucieczka. Zaklęcia Diona nie są bardzo potężne. Taki Fibritzo mógł ją zabić jednym ruchem. Ale demon jest szybki. Cholernie szybki. Rolki dają jej szansę. Rozpaczliwe szukanie odpowiedniego zaklęcia. "Dragon Slave? Nie, szkoda parku. Dis Fang? Nie, nie zadziała. Gdyby byli tu Zel i Amelia... Ich La - Tilt powinien rozwiązać sprawę. A może... Eureka!! Mam pomysł! Laguna Blade!!" Odwrót i spotkanie twarzą w twarz. Spojrzenie. Słowa.

- Gdzie jest Frances?! Gadaj!

- Naprawdę chcesz ją zobaczyć? Pokażę ci. Patrz!

- O psiakrew!!

Iluzja czy prawda? Utworzona z roślin klatka i uwięziona w niej kobieta. Krzyk. "Frances!!" Pośpiech. Rozpędzenie się i uśmiech. Zrobił to, co ona chciała. Pokazawszy jej Frances, stracił kartę atutową. Lina wiedziała już, gdzie jest kobieta. Decyzja. Krzyk. Formuła. Fireball? Unik. Ból. "Frances!!!" Jeszcze raz! Formuła!

FRANCES!!!!

Pani Ciemności czterech światów! Przyzywam cię!

Obdarz mnie całą mocą, którą posiadasz!

Mieczu lodu, czarna nicości...

Wyrwij się z mocy niebios!

Stań się jednością z moją siłą,

Jednością z moim ciałem...

I kroczmy razem ścieżką destrukcji!

O mocy, która potrafisz zmiażdżyć dusze bogów!

LAGUNA BLADE!!!!

Zdziwiony Dion wpatrywał się w czarodziejkę. Wiązka ciemnej mocy uformowała się w dłoniach Liny. Oto jedno z najpotężniejszych zaklęć czarnej magii opanowane przez śmiertelniczkę. Kto by pomyślał?! Ale Lina nie była taką sobie zwykłą dziewczyną. Moc w jej dłoniach przybrała postać miecza. Czarodziejka krążyła wokół demona szukając możliwości do ataku. Jest!! Błyskawiczny atak! Dion rozpostarł barierę, ale niewiele może się równać z Laguna Blade. Zaiskrzyło. Lina poczuła gorąco. Po kilku sekundach, które wydawały się wiecznością, ostrze przebiło się przez barierę. Radość. Zwycięstwo? NIE!! Dion jakimś cudem zdołał uniknąć zaklęcia. Przynajmniej częściowo. Ostrze zraniło poważnie demona. Ale żył. Lina chciała zabić. Rzadko była tak wściekła. Zresztą nie tylko ona. W oczach demona iskrzyła się żądza mordu. Magiczne ostrze zniknęło z dłoni Liny. Była wyczerpana. Zużyła zbyt dużo mocy magicznej. Dla niej to był koniec walki. Nie zdołałaby już uniknąć następnego zaklęcia. Ale Dion też był wykończony. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, Lina już by była martwa.

- To jeszcze nie koniec, Lino Inverse. Tym razem pozwolę ci odejść. Ale spotkamy się jeszcze. A wtedy zginiesz z mojej ręki. Przysięgam ci to. Zapamiętaj mnie, Lino Inverse.

- Zapamiętam. Ale to ja ciebie zabiję. Zapamiętaj to. I strzeż się.

Dion teleportował się. Lina odetchnęła. Walka skończona. Całe szczęście. Lina usłyszała głos kobiety.

- Lina! Wszystko w porządku? Możesz mnie uwolnić?

- Frances! Nic ci nie jest? Poczekaj, zaraz to rozwalę.

- A ja ci nie wierzyłam. Głupia byłam no nie? - zaśmiała się blada jak śmierć Frances wyczołgując się z klatki - Jesteś ranna. Zaprowadzę cię do szpitala, dobra? Chodź.

Lina podniosła się z trudem. Momentalnie upadła. Spojrzała na swoje nogi. Zdjęła rolki i dopiero potem stanęła.

- Widzę, że już upłynniłaś pieniądze z wypłaty. Niezły pomysł. Chodź, trzeba cię szybko opatrzyć.

Lina widziała, że Frances próbuje wszystko nadrabiać miną. To, co się wydarzyło, było ponad siły czarodziejki obytej z walką i demonami, a co tu mówić o zwykłej kobiecie, która nigdy dotąd nie widziała prawdziwej walki z tak bliska. Lina rzuciła się Frances na szyję. Ta przyjęła to jakby z ulgą. Przez kilka minut obie pocieszały się nawzajem i uspokajały. W końcu oddaliły się od siebie na odległość wyciągniętej ręki. W oczach Frances lśniły łzy.

- Dzięki Lina. Uratowałaś mi życie.

- Nie ma za co, Frances. Czego się nie robi dla przyjaciół?

Lina spała do późna. Kiedy się obudziła, wszystko ją bolało. Rozejrzała się. Była w swoim pokoju, w "Tea Room". Próbowała sobie przypomnieć jak się tu dostała, jednak nic nie pamiętała. Ostatnim jej wspomnieniem było wyjście z Central Parku. W fotelu obok spała Frances. Lina uśmiechnęła się słabo. Ile to już czasu pracuje w herbaciarni? Miesiąc? Nagle zatęskniła za swoim światem. Tak długo już nie widziała swoich przyjaciół. Skoro Dion pojawił się w New York, oznaczało to, że istnieje jakieś przejście między światami. Mogło to być to coś z Tarczy Ognia. Lina miała nadzieję, że nie. To oznaczałoby, że jej przyjaciele stracili artefakt. A to mogło się równać z wielkim niebezpieczeństwem. Nagle Lina zauważyła delikatny ruch obok siebie. Frances obudziła się.

- Jak się czujesz, Lina? Strasznie się o ciebie bałam.

- Co się stało, Frances? Nic nie pamiętam.

- Zemdlałaś. Ten demon strasznie cię poturbował. Straciłaś mnóstwo krwi, więc nic dziwnego. Dobrze, że mamy tę samą grupę.

- Co? Nie rozumiem...

- Masz grupę krwi A Rh+, prawda? Ja też.

- Chcesz powiedzieć...

- Transfuzja, Lina, transfuzja. Nie powiesz mi, że u was nie ma czegoś takiego?

- To znaczy, że w moich żyłach płynie teraz twoja krew.

- No... Bez wątpienia.

- Uratowałaś mi życie...

- A to oznacza, że jesteśmy kwita. Gdyby nie ty, tamten demoniczny typek by mnie zabił. A gdyby nie ja, ty wykrwawiłabyś się na śmierć.

- Jesteś szczera do bólu, Frances.

- Żartujesz? Niemożliwe. - zaśmiała się kobieta.

- Frances, dziękuję.

- Czego się nie robi dla przyjaciół?

CDN.

I tym jakże optymistycznym akcentem kończymy rozdział 7. Do przeczytania!

Mai-chan.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.