Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Days of Destroyer

XXV. Jeśli myślisz, że idzie dobrze, na pewno nie wiesz wszystkiego…

Autor:Socki
Serie:Slayers
Gatunki:Fantasy
Uwagi:Fusion
Dodany:2010-04-01 08:00:20
Aktualizowany:2010-03-21 18:01:20


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Autor ogólnie nie ma nic przeciwko kopiowaniu czegokolwiek z tego fica przez osoby trzecie... Jeżeli takowa się w ogóle znajdzie, to niech osoba trzecia sobie kopiuje co chce i niech się nie krępuje.


Człowiek nie jest doskonały, popełnia błędy, te błędy go nie dyskwalifikują, przecież człowiek może się pomylić.

Trzepot Skrzydeł. K. Grochola.


- Ok, tam jest Deimos.

- Kto?

- Deimos...

- A kto to?

- Góra.

- Gdzie?

- Tam.

- Duża.

- Tak i nazywa się Deimos.

- TA góra?

- Tak, Goury, TA góra. Właśnie ta! TO WYSOKIE COŚ, TO GÓRA!!!!

- I nazywa się Deimos?

- Tak.

- To góry mają imiona?

Lina zaliczyła solidną glebę. To głupota Gourego ją tak powaliła, jego bezkresna, ponadczasowa głupota.

- Goury, ty jesteś głupszy nawet od żelazka!!! W życiu nie spotkałam kogoś bardziej głupiego niż ty!- krzyknęła rozwścieczona.

Rzeczywiście zmierzali w kierunku Deimosu, by tam zejść do Ravenshore, dużego miasta przypominającego nieudane ciasto...jednym słowem przypominającego ZAKALEC (ewentualnie gniot). Jednak najpierw musieli pokonać całkiem spory kawałek większych i mniejszych wzniesień, oraz innych ciekawych przeszkód, takich jak rzeki, czy głupota Gourego.

Dla umilenia nudnej podróży czarownica próbowała uczyć szermierza geografii, ale myślenie nie bardzo pasowało jej przyjacielowi. W końcu uznała, że jednak lepiej iść i się nie odzywać, lub mówić bardzo proste rzeczy, takie jak „trawa jest zielona” wtedy Goury odpowiadał „AHA” i wszyscy byli szczęśliwi. Właśnie wchodzili pod niewielką górę i najemnik zauważył Deimosa- najwyższą górę w Górach Słonych. W ten sposób doszło do tej jakże ciekawej, aczkolwiek przewidywalnej rozmowy.

- To wszystko jest takie skomplikowane Lino.- Jęknął Goury

- Nie wątpię. Nie rozumiem jak to się sta AŁA!!!- Wrzasnęła nagle gdy jej prawa noga zapadła się w COŚ.

- Lina, co się stało?

- A jak myślisz głupku?- syknęła rozjuszona wiedźma. Właśnie się okazało, że jej prawa noga utknęła w króliczej noże.

- Pomóż mi.- rozkazała tonem nie znoszącym sprzeciwu. Najemnik posłusznie chwycił towarzyszkę i spróbował ją wyciągnąć.

- AŁA! Goury przestań!!!!- krzyknęła gdy tylko poczuła, że sprawy zmierzają jedynie do wyrwania nogi ze stawu biodrowego.

- Mówiłaś, że...

- Zapomnij.- Mruknęła i spróbowała się wydostać sama, ale zapadła się jeszcze głębiej.

Minęło pół godziny a Lina wciąż siedziała z nogą w norze.

- I co teraz?- Goury nie wytrzymał i w końcu zapytał „i co teraz”

- Nie wiem.- Stwierdziła Lina, która siedziała w dziwnej pozie na ziemi i skrobała po niej patykiem.

- Przecież nie zostaniemy tu.- Zaczął Goury.

- No nie...- mruknęła

- Goury?- Lina spojrzała ze łzami w oczach na przyjaciela.

- Hmm?-

- Goury!!! Przepraszam cię! Byłam dla ciebie taka niedobra!- zarzuciła zdziwionemu blondynowi ręce na szyję.

- Hola, Lina, w porządku, wiem, że ty wiesz, że jestem głupi.-poklepał ja niezdarnie po plecach.

- Goury, posłuchaj mnie. - Lina nagle spoważniała i położyła ręce na ramionach towarzysza.

- No słucham.

- Ty idź. Nie przejmuj się mną. Wykonaj powierzone nam zadanie! Masz moją pieczęć. Otworzysz portal i pokonasz Niszczyciela. I uratujesz świat.-

- A co z tobą?- zapytał inteligentnie blondyn.

- Ja już uratowałam go trzy razy. Nie potrzebny mi czwarty.- Odpowiedziała z odpowiednią dawką dramaturgii w głosie.

- Nie no, ale będziesz tu tak siedziała? Może...-

- Nie Goury. Nie zostawaj tu ze mną.

- Ale Lina...

- Idź Goury. Idź i nie oglądaj się...

- Lina…

- Losy całego świata są w twoich rękach.

- Tyle, że Lina ja....

- I wypuść sfinksy. - Poleciła wiedźma. Blondyn posłusznie wstał i oswobodził zwierzęta.

- A teraz idź.- Powiedziała teatralnym szeptem. Goury wzruszył ramionami. Nie chciał się sprzeciwiać Linie. Wszedł na szlak gdy nagle ich uszu dobiegły dziwne odgłosy.

- Lina, co to? - Zapytał szybko wracając na swój posterunek u boku wiedźmy.

- A skąd mam wiedzieć? Siedzę z jedna nogą w norze!

Głosy były coraz bliższe i wyraźniejsze. Chwile po tym jak je usłyszeli, zza wzgórza wyłoniły się cztery sylwetki, dwie męskie i dwie kobiece, oraz jeden koń. Z tej odległości widzieli, że jest to jakaś blondynka o szczupłej budowie, niska czarnula-jeszcze dziecko i dwaj młodzi mężczyźni-dobrze zbudowani. I gniady koń. Ludzi przystanęli, widocznie też ich zauważyli . Lina zaczęła się szarpać lecz nic to nie dawało a ludzie byli coraz bliżej.

- Eee, Lina?- Zaczął niepewnie Goury. Czarownica zignorowała szermierza.

- Lina?- Ponowił pytanie lecz dziewczyna dalej szarpała się z nogą.

- LINA! Nie pomyślałaś żeby zdjąć buta?- zapytał Goury. Lina zdębiała. Rzeczywiście! W gorączkowym pośpiechu szukała wyjaśnienia dla tej głupoty. Roześmiała się.

- He He, chciałam cię sprawdzić. Przecież to oczywiste.- Wypaliła trzymając się za tył głowy. Wyciągnęła nogę z buta chowając przy okazji twarz za włosami tak, by szermierz nie zauważył jej rumieńca. W tym samym czasie podeszło do nich czworo ludzi i koń.

- Witajcie.- Przywitał się jeden z nich. Był wysoki i miał ciemne włosy. Lina zmierzyła go nieprzychylnym wzrokiem.

- Pomóc panience?- Zapytał i nie czekając na odpowiedź pochylił się i bez problemu postawił czarownicę na ziemi.

- Co robicie na tych ziemiach?- odezwał się drugi mężczyzna. Blondyn, mniej urodziwy i niższy od pierwszego. Lina i Goury dalej milczeli.

- M o ż e n i e r o z ó m i e c i e?- zapytała jasnowłosa kobieta.- M o j a b y ć F e r n.- Powiedziała bardzo powoli i wyraźnie. Lina zrobiła się czerwona na dźwięk tych słów. .

- Jasne, że rozumiemy!!! Kim wy jesteście!?- Wypaliła celując palcem w blondynkę, z urody przypominającą Filię.

- Grupą wędrownych trolli, a wy ?- Odparła odrzucając jasne włosy do tyłu.

- Ja jestem Lin... Zaraz! Jakich trolli? Jaką grupą? JAKICH WĘDROWNYCH?!- Krzyknęła pojmując absurdalność tej wypowiedzi.

- Nie denerwuj się dziewczynko- zaczął ciemnowłosy, ale urwał gdy ujrzał minę Liny. Zaległa niezręczna cisza.

Nagle szyszka uderzyła w tył głowy jednego z podróżujących. Ciemnowłosy mężczyzna obejrzał się nerwowo szukając agresora na tyle głupiego, by rzucać w niego szyszkami. Nic.

PAC! Kolejna szyszka ugodziła w głowę, tym razem Linę. W czarownicy zaczęła się gotować.

PAC!PAC!PAC! Kolejne szyszki atakowały podróżników.

- Co, do jasnej cholery!?- krzyknęła Lina obracając się wokół własnej osi i szukając napastnika.

- Fireball!!!- Krzyknęła i rzuciła ognistą kulą w kierunku jedynego w tej okolicy drzewa. Suche

liście momentalnie zajęły się ogniem a po kilku minutach został tylko osmalony kikut sterczący z ziemi. PAC! Jeszcze jedna szyszka trafiła w Linę. Czarownica ponownie obróciła się wokół własnej osi i aż przetarła oczy ze zdumienia. Na pobliskim kamieniu siedziały dwie niewielkie postaci bawiące się szyszkami. Jedna spowita w czarne szaty o płonących brzegach i kaptur machała beztrosko nogami i przyglądała się leżącej obok kosie. Druga ubrana w junihitoe(bardzo strojne kimono) trzymała w ręce garść szyszek. W przypadku drugiej można było stwierdzić płeć. Kobieta.

- Fireee....- zaczęła Lina ale zaklęcie wyparowało

- Spokojnie Lino Inverse.- powiedziała czarna postać opuszczając dłoń- co mogło oznaczać, że to ona wygasiła zaklęcie.

- Co jest?! Fireeee...- Krzyknęła ponownie niczym nie zrażona czarownica.

- Powiedziałam spokojnie.- powtórzyła owa postać i trafiła szyszką w sam środek czoła czarownicy.

- Kim jesteście?!- krzyknął ciemnowłosy mężczyzna dobywając miecza. Niezwykłe duo zeskoczyło z kamienia i powolnym krokiem ruszyło w ich stronę.

- Kim jesteście...kim jesteście. Robicie się nudni.- Dziewczyna ubrana w kimono zamachała od niechcenia ręką. Lina ze zdziwieniem stwierdziła, że owa niewiasta, chociaż urodziwa, nie wyglądała na człowieka.

- Mazoku?- zapytał odruchowo Goury. Postacie przystanęły i nagle wybuchły śmiechem. Podeszły bliżej. Postać odziana w czarne szaty zrzuciła kaptur. Jak duże było zdziwienie gdy tym tajemniczym kimś okazała się być nastolatka o długich rudych włosach i trochę przy dużych jak na resztę twarzy, zielonych oczach.

- Jestem Maut- przedstawiła się z radosnym uśmiechem.

- Kto?- Wypaliła Lina.

- No Maut, eee Śmierć. Antyżycie, ponury żniwiarz…- Powiedziała widocznie zbita z tropu.

- Wkręcasz, już widzieliśmy śmierć i była brzydka i miała trzech kumpli do towarzystwa.- Oświadczyła Lina szybko wietrząc spisek. Ku jej zdumieniu dziewczyna zachichotała.

- Nie, nie tamto to był jeździec śmierci. Ja jestem nią samą. - Oświadczyła z nieukrywaną dumą.- Tamten koleś nie potrafiłby czegoś takiego.- Powiedziała i uniosła rękę do góry. Po chwili na ziemię runą sporych rozmiarów ptak. Gouremu i Linie zaświeciły się oczy.

- Obiad!- Krzyknęli równocześnie ale wtedy Maut machnęła ręką i ptak podniósł się z ziemi i z żałosnym zawodzeniem odleciał.

- Dobra…wierzę ci.- Wypaliła czarownica wpatrując się tępo w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą leżało martwe zwierzę.

- Maut, Szef mówił, że nie możesz tego robić dla podniesienia samooceny.- Wtrąciła dziewczyna ubrana w Kimono. Śmierć wzruszyła ramionami i zaczęła polerować kosę.

- Zaraz zabiorę ci to paskudztwo.- Zagroziła wyraźnie podirytowana.

- Spoko mam też łyżkę. - Śmierć wyjęła z kieszeni dużą łyżkę stołową. Nagle zamyśliła się.

- Shinigami- Zaczęła.

- Czego?- warknęła druga dziewczyna.

- Wiesz, że myśmy się nie przedstawiły?

- To nas przedstaw.

- No więc panie i panowie, przedstawiam wam Shinigami!- zaprezentowała koleżankę. Przed dziewczyną, znikąd, pojawił się duży neonowy napis „KÓRCZAK” i strzałeczką wskazującą na tą z dziwnymi włosami.

- Tu jest napisane Kórczak.- Zauważył chłopak o czarnych włosach.

- Przez ó z kreską?- zdziwiła się Lina. Maut zrobiła zaskoczoną minę i pośpiesznie rozproszyła napis, który ułożył się z powrotem w napis Shinigami.

- A dlaczego nie „Kórczak”.- zapytała blondynka.

- Kórczak to takie moje złe ja, jej.- Wyjaśniła Śmierć.

- Takie alter ego. - Dodała.

- Że co?- głupio zapytał jasnowłosy chłopak.

- No takie drugie ja...tyle, że jej.- Oświadczyła Maut wskazując na Shinigami. Zapadła cisza. Cała grupka patrzyła z niedowierzaniem na przybyszki. W końcu dziewczyna w kimonie zaczęła z zainteresowaniem rozglądać się dookoła, a Śmierć wróciła do polerowania kosy. Dalej było cicho jak makiem zasiał. W końcu Lina nie wytrzymała.

- Przepraszam. Może jestem głupia, czy co, ale czegoś tu nie rozumiem, kim jesteście? Co tu robicie? Po co tu przylazłyście?- Wypaliła. Shinigami oderwała wzrok od gór i uważnie przyjrzała się całej szóstce.

- Jak wam powiemy...to wszystko runie. Przecież wiecie, że nikt nie może wam pomagać.- powiedziała i wzruszyła ramionami.

- Że co?- warknęła Lina.- Skąd to wiecie?!

- No tego też nie możemy powiedzieć.- Oświadczyła Śmierć.- No bo wtedy nie uda wam się uratować się świata.

- I dlatego nikt nie chce mi pomóc?- Wypaliła wściekła Lina

- Między innymi.- Shinigami pokiwała głowa. - Ale możemy wam co nie co wytłumaczyć.- dodała po chwili namysłu

- No właśnie o to pytam!!!- zdenerwowała się czarownica

- Cóż, sądzę, że powinnam zacząć od tego, że mamy dosyć duży wpływ na to wszystko co się tutaj dzieje.- Powiedziała.

- Jak duży?- szybko zapytała Lina.

- Na tyle duży, że możemy wam pomóc. - Odparła Shinigami.

- Pomóc? A co z tego będziecie miały?- Zapytała podejrzliwie wiedźma.

- Widzisz tak się składa, że jeżeli ty zginiesz, zginie też świat. A ja przegram zakład. .- Mruknęła Śmierć. Lina wytrzeszczyła oczy.

- Założyłaś się o mnie!?- Krzyknęła.

- A wszystko wskazuje na to, że zginiesz, jeżeli dalej będziesz postępowała w ten sposób.- Kontynuowała Maut nie zwracając uwagi na wrzaski Liny.

- No a poza tym, opisuję wasze przygody.- Dodała Śmierć i podrapała się po nosie.

- A Shinigami?- zapytał Goury.

- A Shinigami jest moją betą.

- Kim?

- Betą…

- A co to?

- Druga litera alfabetu greckiego.

- Ona jest literą?

- Nie ona jest betą.

- Przed chwilą powiedziałaś, że to litera.

- Mówię też na nią Kórczak, a wcale nie jest kurczakiem, nie?- zdenerwowała się Śmierć. Goury zaczął myśleć.

- Czyli chcesz powiedzieć, że to ktoś taki jak najemnik, czy coś?- zapytała Lina wychodząc przed szermierza.

- Można tak powiedzieć. Bardziej jak czarownica- Rzuciła Śmierć i wyszczerzyła się do Shinigami, która zrobiła dziwną minę- ale tak...jest takim najemnikiem- Goury dalej myślał.

- I co w związku z tym?- zapytała Lina

- I nic...piszę.

- A po co ci w takim razie Shinigami?

- Do przegryzania.- Wypaliła Maut i zachichotała.

- Pilnuję żeby was nie pozabijała.- Oświadczyła ściszonym głosem Shinigami, która wciąż zachowywała stoicki spokój.

- ŻE CO! Już kompletnie nic nie łapię!- Oburzyła się Lina i zaczęła targać swoje włosy.

- Powiedzmy, że mamy nikły wpływ na to co się tutaj dzieje. Szczerze mówiąc, nie powinnyśmy ingerować, ale nie było wyjścia.- Wytłumaczyła Śmierć.- Wszystko robicie na odwrót.

- Czyli co?! Chcesz powiedzieć, że masz wpływ na wszystko tu dookoła?!- krzyknęła czarownica

- No przecież mówię, że nie. Ja mogę tylko przekonywać innych, by oni przekonali was i tak dalej. Nie mogę nikogo do niczego zmusić. Równowaga musi być.

- Skończcie wy z tą równowagą!?- wpieniła się Lina. Nagle Goury walnął pięścią w otwartą dłoń.

- Mogłabyś pogodzić Xellosa i Filię? - zapytał uradowany. Śmierć pokręciła tylko głową.

- Nie mogę panować nad wolną wolą. Tak naprawdę nie mam tu żadnej władzy. To nie moje królestwo. A nad nimi to już w ogóle. Zresztą, nawet gdybym mogła nie pogodziłabym ich.

- To co tu w ogóle robicie?!- Zapytała Lina. Maut i Shinigami popatrzyły na siebie.

- Nie powinnyśmy tu być bo jesteśmy na wagarach. Mówimy szybko co i jak i wracamy, bo jest kolokwium z łaciny.

- Z czego? Co?- Krzyknęła Lina i złapała się za głowę. Te dwie rzeczywiście były jakieś inne. Jakieś wyjątkowo inne. Gadały bzdurach, zabijały i wskrzeszały ptactwo…o co tu w ogóle chodziło!? A do tego Goury dalej myślał!

- Dobra…nieważne.- Śmierć pomachała ręką.- Miałyśmy was tylko…O RANY! O mały włos a bym zapomniała! Miałyśmy wam powiedzieć, że ścigają was cienie, więc uważajcie bo czekają was kłopoty.

- Zaraz, zaraz, zaraz....- Lina przerwała dziewczynom. - Skąd ty to wiesz.

- Bo sama na was je nasłała.- Wyjaśniła Shinigami. - Argumentując, że „akcja umiera”.

- Dzięki.- Fuknęła Lina.- No a co z nimi?! Im jakoś oszczędzasz problemów!- Wypaliła celując w dwóch facetów, dwie dziewczyny i konia.

- Oj zdziwiłabyś się.- Zachichotała Maut.- Oni też będą mieli wesoło.

- Świetnie. A może jakaś wskazówka?- Zapytała czarownica.- Tak dla RÓWNOWAGI.

- Hmmm cóż…- Zamyśliła się Śmierć.- Shinigami a ty co o tym myślisz?

- Myślę, że podpowiedź Boreasza wystarczy. Idźcie przed siebie i nie oglądajcie się. A…i ten kryształ co go dostałaś…

- Oko cyklonu?

- Tak. Rozłup go na pół i daj go Astatowi, to ten z czarnymi włosami. - Poleciła Shinigami.

- Ale po co?- Dopytywała się Lina.

- Myślisz, że ci powiem? To by zachwiało…

- Równowagę. Wiem, wiem.

- No to fajnie, że się rozumiemy.- przerwała im Śmierć, po czym pokazała towarzyszce zegarek i dała do zrozumienie, że muszą już opuszczać to chore opowiadanie.

- Ok., no to spadamy.- Mruknęła Shinigami.

- Czekaj, powiedzcie przynajmniej jak to się wszystko skończy?!- Krzyknęła za nimi Lina.- Śmierć obróciła się i uśmiechnęła się nieznacznie.

- Zobaczymy Lino Inverse. Zobaczymy…- Już miały odejść, kiedy Shinigami odwróciła się ponownie i z promiennym uśmiechem oświadczyła:

- A tak w ogóle. To za godzinę będą tu cienie. Ciao!-

I zaraz po tym zniknęły. Lina potrząsnęła głową i uszczypnęła się. To nie był sen, ale te dwie wariatki były tak nierealne...a jednak wiedziały o wszystkim co się zdarzyło. Zupełnie jakby maczały palce w ich przyszłości. PAC! Jedna szyszka spadała na jej głowę. Wyciągnęła ją z włosów i zauważyła małą karteczkę wciśniętą między szczeliny. Otworzyła ją. Na jednej stronie ktoś napisał zamaszystym pismem ||Twój los zależy od ciebie. Rób co uważasz za słuszne.|| na odwrocie ktoś wyskrobał IHA i S do kwadratu. Lina zmarszczyła brwi i wcisnęła kartkę do kieszeni. Naprawdę nie rozumiała tych dziewczyn. Kim były? Dlaczego pojawiły się tutaj, właśnie w tym czasie? Po co jej to mówiły? Na te pytania miała już nigdy nie znaleźć odpowiedzi, ale to inna historia i opowiemy ją innym razem.

Po chwili ciszy czarownica zwróciła się w stronę czwórki nowo poznanych ludzi.

- Nie będziemy się bawili w formalności. Nie obchodzi mnie kim jesteście i co robicie. I tak zaraz ruszamy każdy w swoją stronę.- Powiedziała i uśmiechnęła się do zdziwionej czwórki.

- Nazywam się Lina Inverse.

- A ja Goury Gabriev.- Goury właśnie skończył myśleć i mógł się przedstawić.

- Jestem Astat.- powiedział ciemnowłosy mężczyzna.

- To mój kuzyn Tellur, moja narzeczona Fern- Powiedział wskazując na pozostałych. Para blondynów skłoniła się lekko.

- I moja młodsza siostra Europa.- Dodał kładąc rękę na głowie czarnowłosej dziewczynki. Lina powoli ściągnęła z szyi prezent od matki wiatrów i z niespodziewaną łatwością przepołowiła go, poczym wręczyła go Astatowi.

- Nie wiem co Shinigami chciała przez to uzyskać, ale musi być w tym jakiś sens.- Mruknęła.

- No to my lecimy, co Goury?

- Lecimy?- Powtórzył zaskoczony.

- Idziemy dalej…- Wytłumaczyła.

- Aha, trzeba było tak od razu.

- Wiem. - Mruknęła Lina i wraz z szermierzem odeszli w przeciwną stronę. Ruda dziewczyna raz jeszcze się obróciła i pomachała podróżnikom.

- To chyba przez te górskie powietrze.- Mruknęła Fern trąc zdumione oczy.- Zdawało mi się, że spotkałam przed chwilą Śmierć, jej koleżankę i dziewczynę, która ma uratować świat, wraz z jej przygłupim żołdakiem.

- Coś nam się przewidziało.- Potwierdził jej sowa Astat.

- Mało prawdopodobne…ale z jakiegoś powodu miałam wrażenie, że to było prawdziwe. - westchnęła Europa.

- Będziesz miała co opowiadać wnukom.- Roześmiał się Astat pochwycił siostrę i wsadził ją na konia.

- Dzieci są okropne.-skrzywiła się mała.

- Dlaczego?- zapytał ją brat.

- Dzieci nie są złośliwe, one po prostu są złe. - Oświadczyła. Astat uśmiechnął się tylko i zmierzwił czuprynę siostry.

- I nam czas ruszać w drogę. Musimy pędzić do Akkary.- dodał. Ruszyli przed siebie gdy nagle ułyszeli dobiegający z daleka krzyk.

- Co to?- zapytał Tellur.

- Nie wiem, brzmiało jak „Ty debilu naprawdę wypuściłeś sfinksy?”, ale nie jestem pewna- odpowiedziała Fern. Może się przesłyszałam.-

- Pewnie tak.

Na tym skończyła się rozmowa. Już nigdy nie spotkali równie dziwacznych osób co tego dnia. Poszli w zupełnie przeciwną stronę, niż owa Lina Inverse i Goury Gabriev. Zmierzali do Akkary, stolicy Elebrethu, zupełnie nieświadomi niespodzianek, jakie szykuje im los, nieświadomi również tego, że właśnie spotkali jedną z potężniejszych czarownic i nieświadomi swojej roli w tym całym chorym przedstawieniu.


Tak to jest self- insertion. Tak, nie przepadam za tym ale postacie Maut i Shinigami należą do szerszego i bardziej skomplikowanego uniwersum, które zdaje się przedstawię w Kluczu Niebieskim.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Ri-chan : 2010-04-01 09:12:19
    wymiękam

    Płakałam ze śmiechu jak to czytałam...Fajna odskocznia od ponurych klimatów...no i Maut i Shinigami. Zakład???

    Wszystkie problemy Liny Inverse z powodu zakładu- tego jeszcze nie grali.

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu