Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Lets change the rules of our relationship

Część VII

Autor:Fimi
Korekta:Dida
Serie:Naruto
Gatunki:Dramat, Obyczajowy, Romans
Uwagi:Utwór niedokończony, Yaoi/Shounen-Ai
Dodany:2011-06-07 20:42:28
Aktualizowany:2011-06-12 12:05:28


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Po raz pierwszy nauka nie była najtrudniejszą czynnością, jaką blondyn do tej pory wykonywał. Musiał przyznać sam przed sobą, że Sasuke świetnie sprawdzał się w roli korepetytora, ponieważ nikt do tej pory nie potrafił mu na tyle wytłumaczyć za jednym razem, by blondyn cokolwiek skumał. Był bardzo zadowolony ze zdobytej wiedzy, nie przejmując się faktem, iż spędził z najbardziej nielubianą osobą bite pięć godzin w przyjemnej atmosferze.

Wstał, rzucając ciche słowa podziękowania. Gdy był gotowy do wyjścia i położył rękę na klamce, ta nagle osunęła się w dół, a drzwi otwarły się uderzając niebieskookiego w czoło.

- Au! - wysyczał, cofając się i masując sobie obolałe miejsce.

Do pomieszczenia wszedł bart Sasuke, a wraz z nim jego rudowłosy przyjaciel, którzy natychmiast przejęci osaczyli blondyna.

- Wybacz Naruto, nic ci nie jest?! - powiedzieli równocześnie.

- Nie... - burknął.

- Dajcie spokój - rzekł Sasuke podchodząc do blondyna z rękami w kieszeniach - przecież nie walnęło w niego mocno. Chodź Naruto, odprowadzę cię...

Cała trójka spojrzała na niego z nieukrywanym zdziwieniem. Co jak co, wspólne korki już wydawały się tylko fantazją, a co dopiero wspólny spacerek po korytarzu. Rówieśnik Uchihy był sam w sobie zdziwiony, że propozycja jego rywala wydała mu się całkiem miła.

Starsi uczniowie poczuli w sobie ukłucie zazdrości, choć żaden z nich nie miał oczywiście zamiaru tego okazać. Pein wysilił się na swój serdeczny uśmiech i korzystając z okazji postanowił wykonać swój ruch.

- Może wpadniecie do nas na wieczorny maraton filmowy? - spytał.

Itachi spojrzał na swojego przyjaciela, w głębi będąc naprawdę zszokowanym jego propozycją. Nie spodziewał się tego z jego strony. Poczuł złość, bo o ile blondyn miał zostać zaproszony, jego młodszy braciszek wręcz przeciwnie. Nawet nie chciał mu o tym wspominać. Był zmartwiony faktem, że jego normalne życie jest teraz zagrożone, a przecież tak bardzo starał się go przed tym przykrym faktem chronić, a Pein doskonale o tym wiedział - więc tym bardziej był na niego zły.

Grymas na twarzy pojawił się, gdy spostrzegł w onyksowych tęczówkach brata iskierki radości.

- Przyjdziemy! - odpowiedział kruczoczarny, starając się, by jego głos nie przybrał zbyt barwnej uciechy.

Naruto natomiast na ton Sasuke zachciało się śmiać, jednak szybko się powstrzymał, stając w drzwiach.

- I czego się śmiejesz młotku? - spytał ironicznym głosem, wychodząc za nim na korytarz.

- Zrywasz ze mną?

- Tak, nie przesłyszałeś się

- A może to ty się przejęzyczyłeś? - spytał brunet z kpiną.

Tego długowłosy blondyn właśnie się spodziewał. Jego pseudo chłopak nie miał najmniejszego zamiaru przyjmować tejże decyzji, zwłaszcza w łagodny sposób. Wolał grać w niezrozumiałe dla pierwszaka gierki, byle go tylko zatrzymać przy sobie... Ale po jaką cholerę?!

Wpatrywał się w spokojną twarz Madary, zastanawiając się, co właściwie powinien mówić dalej? Miał nadzieję, że mężczyzna leżący pod nim znów coś powie, jednak on milczał i widocznie zamierzał udawać, że niczego przed momentem nie słyszał. Deidara poczuł jak wzrasta w nim gniew i irytacja. Drażniła go ta obojętność Uchihy. Nienawidził, gdy się go ignorowało.

- O nie! Tym razem nie będzie tak, jak ty chcesz! Mam dość twojej ignorancji do mej osoby! - rzekł stanowczo, wstając z niego i zbierając jego ubrania z podłogi. - To koniec! Zabieraj swoje łachy i wynoś się! - krzyknął, rzucając odzieżą ciemnookiego.

Jednak brunet, ku niezadowoleniu blondyna, usiadł będąc nadal opanowanym na krawędzi łóżka i zawiesił głowę, opierając się rękami na udach.

- Wiem o co ci chodzi... - zaczął, a Dei tylko uniósł nieznacznie brwi z ciekawości, co też tym razem zamierza mu wciskać. - W porządku.

- Skoro wszystko w porządku to łaskawie wyjdź z mojego pokoju! - rozkazał chłopak, chociaż nie był pewny, o czym Madara właściwie mówił.

Uchiha jednak nie zamierzał się ruszyć z miejsca. Podniósł głowę, ujawniając na jego twarzy malujący się uśmiech i to wcale nie wredny. Blondyn zamrugał oczami ze zdziwienia, nie będąc faktycznie pewnym, czy czasem źle widzi. Jednak niedawna wizyta u okulisty przekonała go, że wzrok ma w jak najlepszym stanie.

- Skąd ten uśmiech? - Choć sam nie wiedział, czy chce usłyszeć odpowiedź.

Brunet począł się lekko śmiać, by po chwili złapać pierwszoklasistę za ręce i przyciągnąć go do siebie. Deidara, nie będąc na to zupełnie przygotowanym, próbował wydostać się spod jego uścisku. Miał ogromną ochotę osobiście go wywalić za drzwi, jednak nie miał na tyle siły by wykopać 78 kilo wredoty.

- Odwal się w końcu, un!

- Zgoda, zgoda... Powiemy im.

- Co? - spytał blondyn, a na jego twarzy pojawiło się wielkie zdziwienie i niezrozumienie.

- Powiemy reszcie, że ze sobą chodzimy...

Itachi odczekał jeszcze chwilę, czekając aż pierwszoklasiści zdążą się oddalić. Odwrócił się napięcie do przyjaciela nie ukrywając złości.

- Pein! Jak mogłeś! - rzekł gniewnym głosem.

- Ale co? - spytał rudowłosy ze zdziwioną miną. - Coś nie tak powiedziałem?

- Owszem! Zaprosiłeś także Sasuke! A wiesz co to oznacza?! Że on także zostanie wplątany w to zamieszanie! Ja staję na głowie, by go przed tym ochronić, a ty w łatwy sposób go wciągnął w to bagno!

- Oż... - przeklął do siebie Pein.

Dopiero teraz zdał sobie sprawę z konsekwencji jego powierzchownego zachowania. Jak mógł o tym zapomnieć? Przecież sam był świadkiem męki Itachiego, który naprawdę w ciężki sposób próbował chronić brata przed Hidanem. A on w ciągu kilku sekund zlekceważył jego poświęcenie, dając się ponieść uczuciom, zazdrości, która była wszystkiemu winna.

- Wybacz Itachi... Nie wiem jak to się stało, że o tym zapomniałem...

- Przecież Madara i tak by go zaciągnął, po co go zapraszałeś? - spytał, choć w głębi tak naprawę sam chciał osobiście zaprosić blondyna.

Pod wieczór krótkowłosy blondyn, ubierając swój wygodny i szeroki dres, usłyszał pukanie do swoich drzwi. Nie miał pojęcia kogo może nieść, a było jeszcze za wcześnie, by Sauske mógł po niego przyjść.

Otworzył drzwi, w których ujrzał postać starszego od niego chłopaka. Rudowłosy uśmiechnął się łagodnie, co właściciel pokoju natychmiast odwzajemnił i gestem zaprosił do środka. W pokoju ku zdumieniu trzecioklasisty panował nad wyraz wielki porządek. Co prawda nigdy wcześniej nie był w tym miejscu, ale wyobrażał sobie niebieskookiego raczej jako tego nieschludnego. Za pozwoleniem blondyna usiadł na świeżo pościelonym łóżku, rozglądając się jeszcze uważniej. Wszystko wyglądało na dopiero co posprzątane. Naprawdę zdziwił go fakt, iż znany rozrabiaka w szkole sprząta swój pokój w weekend. Dowodem były także trzy wielkie worki, leżące w kącie za drzwiami, z których można było dopatrzyć się pustych pudełek po ramenie.

- Wiesz... - zaczął Pein, chociaż nie był pewny, czy powinien tak otwarcie zaczynać taki temat - przykro mi... Przykro mi, że cię to spotkało...

Naruto zamrugał niepewnie oczami zastanawiając się, o czym chłopak właściwie mówił.

- A to... - wydusił z siebie po chwili - na tym maratonie... Hidan będzie? - zapytał wprost.

Oczy starszego ucznia rozszerzyły się ze strachu na samą myśl o obecności srebrnowłosego. Nie zaprosił go, ale sam jak i reszta dobrze wiedział, że zjawi się na nocce, a tylko po to, by wyjaśnić sprawę z blondynem. Tylko co on zamierzał zrobić?

- Pein... Czy on chce mnie zabić?

- Nie wiem... - rzekł zgodnie z prawdą. - Jednak wątpię, by to zrobił.

- Dlaczego?

- Może za bardzo narazić się policji.

- A dlaczego wyście nic nie powiedzieli?!

- To nie takie proste Naruto - powiedział, patrząc niepewnym wzrokiem na niego. - To mafia. Grozi nam. Sądzisz, że nam się to podoba?

- Nie, ale...

- Chcemy żyć, więc... jesteśmy zmuszeni trzymać się Hidana.

Pierwszoklasista zamilknął, siadając obok swojego nowego kolegi. Westchnął ciężko, próbując wszystko to starannie przemyśleć.

- Chyba... rozumiem.

Dalej już nie poruszali przykrego dla nich tematu. Rozmawiali z pełną swobodą, jakby byli najlepszymi przyjaciółmi od lat. Oboje nawet nie spodziewali się po sobie, ile mają ze sobą wspólnych tematów. Cieszyli się swoją obecnością, chociaż nawet w tej sytuacji Naruto, chociaż chciał, nie potrafił wyznać mu swoich uczuć i ukazać, jak bardzo cierpi. Pein zaś, nie był przekonany, czy to odpowiedni moment na deklarację jego uczuć. Obydwoje potrzebowali jeszcze trochę czasu.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.